Ile można spóźnić się z podpisem w urzędzie pracy?
Boże, ile razy ja się już z tym podpisem w urzędzie pracy nagimnastykowałam… Serio, nie ma żadnego oficjalnego „limitu spóźnienia”? To brzmi strasznie, jakby wisiało nad głową Damoklesowy miecz. No dobra, przynajmniej w teorii. W praktyce? To już inna bajka. Pamiętam, jak raz – a było to chyba w lutym, taka straszna śliska zima – potwornie się spóźniłam. Autobus mi uciekł, a potem jeszcze tramwaj i w końcu byłam tam dopiero po godzinie, zupełnie załamana. Na szczęście zadzwoniłam wcześniej, powiedziałam, że jestem w drodze i… jakoś się udało. Uff!
Ale czy to znaczy, że zawsze się uda? Nie jestem pewna. Przecież słyszałam, że ten 7-dniowy termin… to jest jakby święta prawda. Siedem dni, kropka. Potem można pożegnać się z zasiłkiem, a to już poważna sprawa. Znam jedną kobietę, co się spóźniła o dwa tygodnie, bo chorowała, ale zapomniała zadzwonić… i straciła wszystko. To straszne, prawda? A można było przecież zadzwonić! To naprawdę tylko chwilka, ale może zaoszczędzić masę problemów.
Czyli co? Podsumowując, chociaż nie ma jakiegoś konkretnego „limitu spóźnienia”, to ten tydzień – siedem dni – to jest taki magiczny termin, którego nie wolno przekroczyć. Dlatego jak coś się wydarzy – choroba, awaria samochodu, cokolwiek – od razu dzwońcie! Lepiej zapobiegać, niż leczyć. Serio, wierzcie mi, to się opłaca.
- Jak przechowywać gotówkę, aby nie pleśnieła?
- Na czym polega weryfikacja?
- Czy pieniądze na koncie oszczędnościowym są bezpieczne?
- Co czwarty Polak ma mniej niż 5 tys. zł oszczędności?
- Skąd ładnie widać Tatry?
- Czy kierownik wycieczki może być jednocześnie opiekunem?
- Czy można palić papierosy na plaży w Sopocie?
- Czy od pocenia się chudnie?
- Jak jechać, gdy pada deszcz?
- Czy ból ucha jest groźny?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.