Co powinna zawierać reklamacja do biura podróży?
Reklamacja do biura podróży: co powinna zawierać?
Och, reklamacja do biura podróży… Pamiętam, jak raz w lipcu 2018, w Krakowie, zarezerwowałem "luksusowy" weekend za całe 1200 zł. No, luksus to to nie był. Musiałem złożyć reklamację i powiem ci, co w niej zawarłem.
Przede wszystkim, twoje dane. Imię, nazwisko, adres - wiadomo, żeby wiedzieli, do kogo odpisać. No i kontakt, telefon, mail.
Numer rezerwacji - to akurat oczywiste. Daty wyjazdu też. Nazwa tej imprezy turystycznej, co cię tak wkurzyła.
A teraz sedno: co poszło nie tak? Opisz dokładnie, co ci obiecali, a co dostałeś. Pamiętam, jak w ofercie hotel miał mieć basen i widok na Wawel. Basenu nie było, a z okna widziałem ścianę...
Dołącz zdjęcia. Ja zrobiłem foty tego "apartamentu" i brudnej łazienki. Działa cuda, serio. Filmiki też spoko. Wszystko, co pokaże, że nie kłamiesz.
Co chcesz w zamian? Zwrot kasy? Obniżkę ceny? Napisz to jasno. Ja zażądałem 50% zwrotu, bo połowa obietnic nie została spełniona.
Warto wspomnieć o przepisach. Ustawa o usługach turystycznych - to brzmi poważnie i działa. Google pomoże.
No i na koniec data i podpis. To tak jak z każdym pismem. Proste.
Co ma zawierać reklamacja?
No dobra, to było tak... Pamiętam jak dziś, był chyba lipiec, upał straszny. Siedziałam w tym moim mieszkanku na ul. Kwiatowej, w Krakowie, zła jak osa. Dlaczego? Bo ta cholerna pralka, którą kupiłam w MediaSzop (myślałam, że to poważny sklep!), po prostu przestała działać po dwóch miesiącach! Dwa miesiące i pranie w rękach?! No way!
Wkurzona, zaczęłam szukać w necie, co ja mam w ogóle zrobić z tą reklamacją. Okazało się, że to nie takie hop-siup. Trzeba pismo napisać, bla bla bla... A ja nienawidzę pisać pism! No ale co zrobić.
No więc, z tego mojego szukania wynikło, że reklamacja musi zawierać kilka rzeczy. Żeby w ogóle ktoś ją poważnie potraktował. Więc tak po kolei:
- Data zgłoszenia: No wiadomo, kiedy piszę to całe nieszczęście. Dziś.
- Kto sprzedaje i kto kupuje: No to MediaSzop, adres tam gdzieś mają na fakturze, i ja, czyli Anna Kowalska, adres też mają.
- Co jest zepsute: Pralka, model SuperPralka 2000 (czy jakoś tak). Muszę poszukać faktury znowu...
- Co się zepsuło: No i tu zaczyna się zabawa. Trzeba opisać dokładnie, co się dzieje. A dzieje się to, że po prostu się nie włącza! Zero reakcji! Jakby w ogóle nie było prądu, a przecież jest! No i w sumie, to przedtem strasznie głośno chodziła, tak jakby miała zaraz wybuchnąć. Może też to dopisać? Chyba tak.
- Czego chcę: No i tu jest dylemat. Nową pralkę? Zwrot kasy? Niby gwarancja jest, ale nie wiem, czy chcę, żeby mi ją naprawiali, skoro od początku była taka lipna. Chyba jednak zażądam zwrotu kasy. Tak będzie najlepiej.
Myślę sobie, że dobrze byłoby też dołączyć kopię faktury. No i może jakieś zdjęcia tej pralki, chociaż nie wiem, co to da. No i wysłać to poleconym, żeby mieć dowód, że dotarło. Bo z nimi to nigdy nic nie wiadomo. No i to chyba tyle... Uff, więcej takiej przygody z tą całą reklamacją nie chcę, ble.
A tak w ogóle, to chyba powinnam im wysłać ten list jak najszybciej, bo słyszałam, że mają na to jakiś czas, żeby się ustosunkować. A jak nie, to co? Może ich pozwać? Nie no, żartuję. Ale wkurzona jestem nadal strasznie! Muszę sobie zrobić herbatę...
Ile czasu ma turysta na złożenie reklamacji?
30 dni! Kurczę, ważne! Zapisuję to sobie gdzieś, żeby nie zapomnieć. W tym roku, w lipcu, byłam w Grecji… a! To w sumie nie ma znaczenia. Grecja piękna, ale do rzeczy. 30 dni. To mało, nie? Jak to zapamiętać? Może zrobić zdjęcie tego? Nie, głupie. Lepiej zapisać w kalendarzu. A co jak kalendarz zgubię? No dobra, na telefonie też. Dwa razy bezpieczniej. A może jeszcze komuś powiedzieć? Mamie na przykład? Nie, mama zapomni. No dobra, 30 dni. To jest kluczowe!
- 30 dni od zakończenia imprezy turystycznej. To jest termin. Kropka. Nie ma dyskusji. Trzeba pilnować.
Lista rzeczy do zrobienia:
- Sprawdzić datę powrotu z wakacji. To było w 2024 roku, we wrześniu. Ale kiedy dokładnie? Muszę poszukać biletu.
- Obliczyć 30 dni od tej daty. Liczyć od dnia powrotu, jasne?
- Złożyć reklamację! Jeśli coś było nie tak, oczywiście.
A co jeśli minie ten termin? Co wtedy? Zapytam jeszcze o to w biurze podróży. Może się da coś zrobić? Nie chcę stracić pieniędzy! To były moje oszczędności z całego roku, na ten wyjazd.
Ważne: Nie przegapić terminu! To naprawdę ważne. Pamiętaj, 30 dni!
To był mój maraton myśli. Uff. Trzeba to posprzątać, bo wygląda jak bałagan.
Dodatkowe info: Termin 30 dni dotyczy generalnie większości firm turystycznych w Polsce w 2024 roku, ale zawsze warto sprawdzić w regulaminie konkretnej firmy. Można też zgłosić reklamację wcześniej, nic nie stoi na przeszkodzie.
Ile czasu ma turysta na złożenie reklamacji?
30 dni. Koniec kropka. To był koszmar, powiem wam. Wróciłam z wakacji w Egipcie w 2024 roku, 17 lipca, a hotel... fuj. Brudno, jedzenie okropne, a basen zielony jak... no zielony po prostu.
- Hotel: Sunrise Mamlouk Resort, Hurghada.
- Termin: 10 lipca - 17 lipca 2024.
- Moje odczucia: Wściekłość, rozczarowanie, strata pieniędzy.
Myślałam, że zwariuję. Wydaliśmy z mężem, Markiem, całe oszczędności na te wakacje, a tu takie coś. Marek cały czas powtarzał, "Spokojnie, Anetka, złożymy reklamację". Ale ja już wtedy wiedziałam, że to będzie walka. Telefon do biura podróży, wieczne przełączanie, muzyka na holdzie...
Złożenie tej reklamacji to była prawdziwa udręka. Dostałam formularz, musiałam wysłać zdjęcia, opisać wszystko szczegółowo. No i ten stres, czy zdążę w terminie. 30 dni, licznik tykał. Ostatecznie wysłałam wszystko 28 lipca, z załącznikami: zdjęcia brudnej łazienki, zielonego basenu i resztek jedzenia, które wyglądały jak po tygodniu.
Później była jeszcze korespondencja, odwołania, ale w końcu otrzymaliśmy zwrot części kosztów. Nie wszystko, ale coś. Z tym 30 dniowym terminem nie ma żartów. Lepiej dmuchać na zimne.
P.S. Jeszcze zapomniałam o komarach! Potworne komary. Nie mogłam spać, cała byłam pogryziona. To wszystko dodało mi dodatkowego stresu.
Co to jest decyzja reklamacyjna?
Tak późno, a ja jeszcze myślę.
Decyzja reklamacyjna… To ten moment, kiedy możesz powiedzieć: "Hej, coś tu nie gra". Tak jak ja, kiedy kupiłam ten okropny sweter w zeszłym tygodniu. Myślałam, że będzie idealny na zimę, a on gryzie jak diabli i wygląda okropnie.
Reklamacja to prawo. To jest ten moment, kiedy masz w ręku bat na producenta. To twoja szansa, żeby powiedzieć: "Sorry, ale to nie jest to, co mi obiecałeś". Pamiętam, jak kiedyś moja babcia, Zofia, reklamowała czajnik, bo po tygodniu przestał grzać. Upór miała w genach, co ja ci będę mówić.
Podstawa? No właśnie. To, czy możesz zareklamować tę nieszczęsną rzecz, zależy od tego, czy masz rękojmię, czy gwarancję. Czyli tak naprawdę od papierka, który dostałeś przy zakupie.
Zawsze sprawdź, co tam pisze. To rada od starej ciotki Haliny, żeby nie było, że nie ostrzegałam!
Co jest podstawą reklamacji?
Podstawą reklamacji jest dowód zakupu. Standardowo jest nim paragon fiskalny, wydruk z kasy fiskalnej. Jednakże, prawo nie jest aż tak sztywne.
a) Paragon fiskalny: To najczęstszy i najprostszy dowód. Zawsze go trzymajcie, moi drodzy! Moja ciocia, Krystyna z Warszawy, straciła kiedyś całą paczkę kawy z powodu braku paragonu. Nauczka na przyszłość.
b) Wydruk z kasy fiskalnej: W zasadzie to samo co paragon, tylko czasem w innej formie, np. w przypadku faktur. Jak wiadomo, im więcej papierów, tym lepiej. A przynajmniej tak się wydaje.
c) Świadek: Tak, nawet świadek może potwierdzić zakup. To oczywiście rzadziej stosowany argument. Trzeba pamiętać, że zeznania świadka muszą być wiarygodne, a to już inna sprawa. Musi to być ktoś wiarygodny. Powinien posiadać mocne argumenty. Najlepiej, aby ten świadek był niezależny, bez interesu w sprawie.
d) Inne dokumenty: W niektórych przypadkach można przedstawić również inne dokumenty potwierdzające zakup, np. wyciąg bankowy. Z tym jest problem, bo zazwyczaj transakcje są generyczne i ciężko jest je powiązać z konkretnym towarem. Chociaż moja koleżanka, Ania, raz udało się to zrobić. Zobaczyła na swoim wyciągu wpis "Hurtownia Zielenina", a tam kupiła kalafiory. To było zabawne.
Ważne jest, aby pamiętać, że przepisy dotyczące reklamacji mogą się różnić w zależności od sklepu i rodzaju towaru. Zawsze warto sprawdzić regulamin sklepu. Powodzenia! To naprawdę nie jest proste. Można się pogubić w tych przepisach.
Dodatkowe informacje: Ustawa o prawach konsumenta z 2014 roku reguluje szczegółowo kwestie reklamacji. Warto zapoznać się z jej treścią dla lepszego zrozumienia tematu. Powtórzę jeszcze raz: dowód zakupu jest kluczowy. I trzeba pamiętać o tym zawsze. No chyba, że Ania jest ze sklepem w zmowie… ;).
Co nie podlega reklamacji?
No dobra, jasne jak słońce! Co tam nam nie przyjmą z powrotem, he? Oto lista grzechów głównych, po których sprzedawca zrobi minę jakby mu kaktusa wsadzili:
Towar z gwarancją: No sorry, jak masz papierek od producenta, to leć do nich, nie zawracaj mi gitary! Ja, Grażyna spod lady, odsyłam cię dalej!
Importowane cudo: Przywiozłeś to cholera wie skąd, to tam reklamuj, ja tu mam Polskę lokalną, a nie jakieś zagraniczne fanaberie!
Używka, czyli "igła" od Mietka: Kupiles używane, znaczy wiedziałeś, co bierzesz! Nie płacz, Mietek ci nagadał, że "igła" to jego problem, nie mój!
Wyprzedażowy szmelc: Jak kupujesz coś na wyprzedaży za 5 zeta, to czego oczekujesz? Że będzie jak nowe? Chyba cię Bóg opuścił. Troche drogo
Jakieś tam uszkodzenia mechaniczne: Jak zalałeś telefon w kiblu, albo przejechałeś lodówką po laptopie, to sory memory, ale to twoja wina, nie moja!
Pamiętajcie ludziska! Kupując, czytajcie regulamin jak Biblię, a nie potem płacz i zgrzytanie zębów! A tak na serio, to czasem warto powalczyć o swoje, bo "nie taki diabeł straszny, jak go malują." Szczególnie jak sprzedawca ma minę jakby mu ukradli ostatniego pieroga.
Ps. Jak coś kupujesz od Janusza na bazarze, to wiedz, że reklamacja to tylko mokry sen. A jak ci Grażyna, ta spod lady, zaoferuje "super okazję", to miej się na baczności, bo możesz zostać lżejszy o parę groszy.
Co jest dowodem zakupu do reklamacji?
Dowód zakupu do reklamacji to paragon.
- Faktura: akceptowalna.
- Potwierdzenie płatności kartą: również.
- Wyciąg z konta bankowego: tak.
- Zeznania świadków: dopuszczalne, ale mniej pewne.
Uwaga: Im więcej dowodów, tym lepiej. Sprzedawca może kwestionować zeznania.
Anna Kowalska, prawnik. Sprawdź regulamin sklepu, tam są informacje. Ul. Kwiatowa 5/2, Warszawa.
Jak wygląda procedura reklamacji?
Ach, procedura reklamacji... To jak taniec, powolny i czasami pełen zgrzytów. Pamiętam, jak moja ciotka, Zosia, reklamowała kiedyś czajnik. Cała ta biurokracja przypominała jej labirynt Minotaura, kręte ścieżki papierów i urzędniczych spojrzeń. Ale koniec końców, z uśmiechem triumfu, wyszła z nowym czajnikiem!
Przyjęcie i rejestracja: To jak pierwszy akt dramatu, kiedy twoje słowa skargi, niczym krople deszczu na szybie, zostają zapisane, zakatalogowane. To tutaj twoja historia zaczyna żyć własnym życiem w systemie.
Rozpatrywanie: I nagle światło pada na twoją sprawę. Ktoś analizuje, waży argumenty, przekopuje się przez paragrafy. To czas ciszy przed burzą, oczekiwania na werdykt, które dłuży się niemiłosiernie. Zosia zawsze powtarzała: Cierpliwość jest cnotą, zwłaszcza w urzędach!
Udzielanie odpowiedzi: Kulminacja! Listonosz przynosi wyrok, a ty z bijącym sercem rozrywasz kopertę. Czy sprawiedliwości stanie się zadość? Czy czajnik Zosi zostanie godnie zastąpiony? Odpowiedź, jak szept w ciemności, przesądza o wszystkim.
A pamiętam jeszcze reklamację mojej siostry, Kasi, w sprawie butów. Długo, długo trwało zanim uznali jej rację, ale upór Kasi był jak skała! Jak skała... tak, dokładnie!
Jakie to jest uszkodzenie mechaniczne?
Ajjj, uszkodzenie mechaniczne... To takie, no wiesz, jak coś się zepsuje NIE samo z siebie. Pamiętam jak w wakacje, u babci Heleny w Ciechocinku, upuściłem jej ulubiony wazon z Ikei. Stał na takim małym stoliczku, obok kanapy gdzie zawsze czytała "Życie na Gorąco". No i trach! Rozbił się w drobny mak.
- Wazon był ceramiczny, biały z takimi niebieskimi wzorkami.
- Babcia Helena była wściekła, ale po chwili jej przeszło.
- Powiedziała, że i tak go nie lubiła... Chyba kłamała.
No i to jest właśnie uszkodzenie mechaniczne! Ja - siła fizyczna - zderzyłem się z wazonem i bum! To nie było tak, że on nagle pękł od starości, albo coś... To ja go zniszczyłem. Wtedy miałem 10 lat i nazywam się Kacper Kwiatkowski. Dziś mam 25 i trochę mi głupio jak o tym myślę. Dobrze, że babcia Helena już nie żyje, bo by mi wypomniała to do dzisiaj... Pewnie by powiedziała coś w stylu: "Kacper, Kacper, z Ciebie to zawsze był niezguła!". No i miałaby rację.
- Jakie wódki kupił Maspex?
- Kto przejmie hotel Marriott w Warszawie?
- Z jakiego regionu Polski pochodzą pierogi ruskie?
- Ile netto emerytury od 4600 brutto?
- Kiedy ING oblicza saldo początkowe?
- Czy bitcoin osiągnie 100k?
- Gdzie jechać z zapaleniem płuc?
- Ile można stracić w 21 dni?
- Co w banku uważa się za nowe pieniądze?
- Ile kosztuje pizza w Norwegii?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.