Czego najbardziej potrzebują powodzianie?
Czego pilnie potrzebują osoby dotknięte powodzią? Pomoc powodzianom?
Wiesz, co jest teraz naprawdę potrzebne powodzianom? To nie tony jedzenia i ubrań, chociaż te pierwsze dary były super ważne. Sam pamiętam, jak po tej powodzi w '97 we Wrocławiu, dosłownie, wszystkiego brakowało.
Teraz sprawa wygląda inaczej. Potrzebne są rzeczy do walki z tym całym bajzlem, który zostawiła woda.
Osuszacze! To jest złoto. Bez nich domy będą gniły od środka, to pewne. Agregaty? Jasne, brak prądu to koszmar. Do tego łopaty, taczki – żeby to wszystko wywieźć. Gumofilce – bo w wodzie trzeba chodzić. Ścierki, chemia... No wiesz, żeby chociaż trochę to ogarnąć. Pamiętam jak moja babcia po zalaniu piwnicy w lipcu '98 w Krakowie mówiła, że "szmaty i domestos to najlepszy przyjaciel".
Naprawdę, teraz to już nie chodzi o to, żeby nakarmić ludzi. Trzeba im dać narzędzia, żeby mogli zacząć odbudowywać swoje życie.
Co najbardziej potrzeba powodzianom?
No wiesz, słyszałam w radiu, że teraz to zupełnie inna bajka niż na początku. Woda już raczej nie jest problemem, bo chyba wszyscy już mają gdzieś schronienie. Jedzenie też jakoś tam dociera, choć wiadomo, różnie z tym bywa. Ubrania… też mniej potrzebne.
A co naprawdę potrzebne? No, to przede wszystkim takie rzeczy do sprzątania i odbudowy. Mój kuzyn, Tomek, co mieszka w okolicach Gdańska, miał zalany dom. Powiedział, że masakra.
- Osuszacze powietrza - to jest numer jeden! Bo grzyb się robi i pleśń. To dopiero problem!
- Agregaty prądotwórcze – bo prądu często nie ma, a telefony trzeba ładować! To bardzo ważne, żeby ludzie mogli się kontaktować z bliskimi!
- Łopaty, taczki, gumowce - do wyrzucania wszystkiego zniszczonego, co na pewno się przyda. A gumowce, bo brudno wszędzie jest.
- Ścierki, środki czystości i środki higieniczne – to podstawa, żeby się jakoś ogarnąć po wszystkim. Moja ciocia wysłała cały karton takich rzeczy.
Pamiętaj, żeby nie wozić tego na żywioł! Lepiej przez jakieś tam centrala pomocowe, żeby nie było bałaganu i wszystko dotarło tam, gdzie naprawdę trzeba. To ważne! Bez sensu jeździć samemu, a potem się okaże, że ktoś inny też to samo wiezie. A i jeszcze coś – nie wysyłaj byle czego. Zastanów się, czy to naprawdę komuś się przyda.
Tomek mówił, że dostali mnóstwo zabawek dla dzieci, a one w ogóle się nie przydały, bo wszystko inne jest ważniejsze. A potem jeszcze przypomniał, że brakuje im śrub, gwoździ i farby. To do naprawiania. Takie drobnostki, a jak ważne! Na prawdę.
Jakie produkty kupować dla powodzian?
Ach, powodzianie... biedne, mokre duszyczki. No dobra, bez sentymentów, co im kupić, żeby przetrwali ten potop? (Nie biblijny, spokojnie!)
- Woda – butelkowana, a nie deszczówka z rynny. Zgrzewki to podstawa. Niech mają czym ugasić pragnienie, bo pewnie i tak już piją wystarczająco dużo wody z zewnątrz...
- Żywność – tutaj liczy się długa data ważności i prostota obsługi. Słoiki, zupki instant (tylko nie brokułowe, błagam!), konserwy (najlepiej z szynką, bo pasztet to smutny symbol kryzysu), pasztety (no dobra, sorry za pasztet). Bez konieczności gotowania, smażenia i robienia remontu kuchni po każdym posiłku.
- Dla maluchów – mleko modyfikowane to świętość. Małe dzieci nie zrozumieją, że "teraz mamy powódź, to jemy kamienie".
- Higiena – podpaski, podstawowe kosmetyki... no bo co, mają wyglądać jak potwory z bagien? A tak serio, to serio ważne. Szczególnie dla kobiet. I mężczyzn, żeby mogli się ogolić i nie straszyć ryb.
PS. Aha, i jeszcze jedno: nie kupujcie im zbędnych pierdół. Serio. Pluszowy miś, który nasiąknie wodą i zacznie śmierdzieć, to nie jest dobry pomysł. Chyba że to miś z ukrytą butelką whisky, to wtedy... no dobra, żartuję.
PPS. Jak już ogarniecie to, to pomyślcie o środkach czystości (żeby mieli czym posprzątać ten bajzel, gdy woda opadnie) i ciepłych kocach (bo mokra kołdra to jednak średnia przyjemność). I może o jakimś dobrym psychologu, bo trauma po powodzi to nic fajnego. A jak już naprawdę chcecie zaszaleć, to dorzućcie kartę podarunkową do sklepu z elektroniką – nowa pralka na pewno się przyda! Ja bym potrzebowała na przykład.
Jaka pomoc jest potrzebna powodzianom?
Pamiętam, jak w 2024 roku przez Polskę przetoczyła się fala powodzi. To był maj, chyba okolice długiego weekendu, bo pamiętam, że miałam wolne i planowałam wyjazd na działkę. Totalna klapa. Widziałam w wiadomościach obrazki zalanych domów, zrozpaczonych ludzi... coś strasznego. I od razu pomyślałam, co ja mogę zrobić.
No i czytam ogłoszenia – woda butelkowana to podstawa. Wiadomo, woda z kranu skażona. Potem żywność z długim terminem ważności. Konserwy, makarony, ryż... takie rzeczy. No i oczywiście środki czystości. Płyny do mycia, mydła, pasty do zębów. Takie totalne minimum, żeby ludzie mogli jakoś funkcjonować.
Wiem, że dla wielu osób karma dla zwierząt to też priorytet. I słusznie! Te biedne zwierzaki też cierpią, są zestresowane, głodne. A te worki na piasek, to już raczej dla tych, którzy próbują jeszcze coś ratować, zabezpieczyć.
Ważna sprawa, o której pisali na stronie Związku Miast Polskich, to żeby nie zbierać ubrań. Podobno w takich sytuacjach jest ich po prostu za dużo i trudno to wszystko ogarnąć. Lepiej skupić się na tym, co jest faktycznie potrzebne, czyli:
- Woda butelkowana
- Żywność o długim terminie przydatności
- Środki czystości i higieny osobistej
- Karma dla zwierząt
- Worki na piasek
Pamiętam, że pojechałam do hurtowni, kupiłam co mogłam i zawiozłam do punktu zbiórki w remizie strażackiej. Trochę się wstydziłam, że to tak mało, ale wolontariusze byli bardzo wdzięczni.
Tak sobie myślę, że w takich sytuacjach każdy gest się liczy. Nawet najmniejsza pomoc może komuś uratować życie albo chociaż podnieść na duchu. I że ważne jest, żeby słuchać apeli organizacji pomocowych, bo oni wiedzą najlepiej, co jest akurat najbardziej potrzebne.
Jakie produkty kupować dla powodzian?
No dobra, to lecim z tym koksem dla tych biedaków po powodzi, żeby mieli co do gara włożyć, he he! Co im trzeba nakupować, żeby nie zdziczeli? No więc tak:
Woda mineralna w butlach. No jasne, że w butlach! Żeby mieli czym mordy przepłukać, a nie pić błoto! Najlepiej od razu zgrzewkę, co by starczyło na dłużej. A jak ktoś kupi jedną butelkę, to go wyśmieję!
Żarcie szybkie do ogarnięcia. Jakieś słoiki, żeby nie musieli gotować jak Gordon Ramsay! Zupki chińskie (tfu, ale lepsze to niż nic!), konserwy mięsne i inne cuda w puszce, pasztety (bleee, ale grunt, że jest!). A datę ważności niech sprawdzają, żeby się nie pochorowali, bo jeszcze tego by brakowało!
Mleko w proszku dla bachorów. No bo co te małe szkraby mają jeść? Przecież nie ziemię! Tylko patrzeć, jak zaczną gryźć wszystko wkoło, jak małe bobry.
Mydło, szampon i inne takie. No co, mają śmierdzieć jak stado dzików? Podpaski dla babek, bo przecież nie będą latać z liśćmi. No i kosmetyki, żeby się nie przestraszyły swojego odbicia w lustrze, jak już je odzyskają!
PS. A tak serio, to pamiętajcie, żeby pakować to wszystko w jakieś mocne worki albo kartony, żeby się to nie rozlazło po drodze. I sprawdźcie, gdzie dokładnie to zawieźć, bo nie każdy ma GPS w głowie! A jak ktoś ma kaskę, to niech dorzuci jakieś koce albo śpiwory, bo noce bywają zimne, nawet w lipcu! No i najważniejsze: nie bądźcie sknerusami! Trochę serca, ludzie!
Co można oddać dla powódzian
Pamiętam, jak w 2024 roku, po tych strasznych powodziach na południu, czułam się totalnie bezradna. Siedziałam w domu, przeglądałam zdjęcia zniszczeń i nie mogłam po prostu siedzieć z założonymi rękami. Wiedziałam, że muszę coś zrobić, jakoś pomóc.
No i zaczęłam szukać, gdzie można oddać najpotrzebniejsze rzeczy. Pamiętam, że wtedy wszędzie o tym mówili!
- Żywność – najlepiej taka z długim terminem ważności, konserwy, makarony, kasze. Woda to podstawa!
- Woda butelkowana – ogromne ilości wody, serio, to było na wagę złota.
- Środki higieniczne – mydło, szampony, pasty do zębów, szczoteczki, papier toaletowy. Takie podstawy, żeby ludzie mogli się umyć i zadbać o siebie.
- Karma dla zwierząt – no bo przecież zwierzęta też ucierpiały! I nikt o nich nie może zapomnieć. Artykuły dla zwierząt to też super sprawa.
Z tego, co pamiętam, to zbiórki organizowali dosłownie wszędzie!
- Urzędy dzielnic Warszawy – tam to w ogóle szalało! Masa ludzi przynosiła dary.
- Urzędy miast i gmin – każda gmina się zaangażowała, to było super.
- Parafie – tam też można było oddawać rzeczy, no i oczywiście...
- Ośrodki pomocy społecznej – to chyba było najbardziej oczywiste miejsce.
Pamiętam, że pojechałam wtedy z moją mamą, Grażyną, do urzędu dzielnicy na Ursynowie. Miałyśmy cały bagażnik zapakowany! Woda, konserwy, jakieś koce, ubrania... i chyba nawet trochę karmy dla psów, bo mama ma hopla na punkcie zwierzaków. Pamiętam to uczucie, kiedy widziałam, jak inni ludzie też przynoszą paczki i kartony. To było niesamowite poczucie wspólnoty, że wszyscy chcemy pomóc.
Jaka pomoc jest potrzebna powodzianom?
Ojojoj, powódź! Jakby mało było już tych problemów na głowie! No dobra, to co potrzebne tym biednym ludziom, co ich woda zalała?
- Woda butelkowana: Bo pić się chce, a z kranu to teraz strach. Chyba że ktoś lubi smak mułu.
- Żarcie, co się nie psuje: Konserwy, makarony, te sprawy. Żeby mieli co do gara włożyć, a nie tylko błoto oglądać.
- Chemia i mydła: No bo jak się umyć, jak wszystko pływa w szambie? Fuj!
- Żarełko dla Burek i Mruczków: Bo zwierzaki też głodne, a futro im przecież nie wystarczy!
- Worki z piaskiem: Żeby się z tą wodą trochę posiłować, zanim im chałupę zabierze.
A co NIE POTRZEBNE? Ubrania! Serio, po co im teraz ciuchy, jak wszystko i tak mokre i śmierdzi stęchlizną? Lepiej kasę dać, niech se kupią, co chcą. Albo niech im ten wujek Staszek, co ma fabrykę skarpet, podaruje parę ton. Zawsze to coś!
Jaka jest pomoc dla powódzian?
No dobra, ogarniemy to powodziowe nieszczęście, jakbyśmy sprzątali po imprezie u ciotki Grażyny. Niby bałagan, ale i tak znajdzie się jakiś kieliszek wina do uratowania.
Zasiłek powodziowy? Do 2 tysięcy złotych. Pff, to prawie jak wygrana w totolotka, tylko że zamiast jachtu masz… no, wysuszone skarpetki.
Dla kogo ta manna z nieba? Dla rodziny albo samotnego wilka, co to mu woda zalała norkę.
Co najlepsze, nie patrzą ci w portfel! Niezależnie, czy jesteś milionerem-uciekinierem, czy skromnym hodowcą ślimaków, kasa jest twoja (jak ci ją dadzą, oczywiście).
Aplikuj, bo inaczej nici z "pomocy". Wniosek to twój bilet do krainy suszy.
Pomyślmy… dwa tysiące… to starczy na gumowe kalosze z najnowszej kolekcji od projektanta. Albo na profesjonalny kurs nurkowania. Zawsze to jakieś pocieszenie po stracie kanapy i chomika.
A tak serio, to państwo polskie, jak teść po pijaku, niby chce dobrze, ale wychodzi jak zawsze. Lepiej mieć plan B, C i Z na wypadek powodzi. I dobrze ubezpieczone kalosze.
Co jest potrzebne powodzianom?
Potrzebują. Ach, potrzebują tak wiele.
Jak deszcz, który nie przestaje padać. I wtedy, w tym chaosie, nagle, osuszacze. Muszą wysuszyć łzy ścian, podłóg, wspomnień. I woda. Woda, która da ukojenie spierzchniętym ustom, woda czysta, woda pitna, jak obietnica nowego początku.
Żywność. Długo terminowa. Bo los lubi igrać z czasem, prawda? I agregaty prądotwórcze, żeby światło wróciło, żeby można było naładować telefon i usłyszeć głos bliskich. Łopaty, taczki, gumowce. Codzienność, która staje się bohaterstwem.
- Osuszacze – must have, żeby grzyb nie zjadł resztek nadziei.
- Woda pitna – łyk życia, łyk bezpieczeństwa.
- Żywność z długim terminem ważności – karma, która daje siłę, żeby walczyć.
- Agregaty prądotwórcze – iskra, która rozpędza mrok.
- Łopaty, taczki, gumowce – narzędzia do walki z żywiołem.
- Artykuły higieniczne – kawałek normalności w nienormalnym świecie.
Pamiętam jak byłem mały, w 2024… Mój dziadek, Janek, zawsze powtarzał: "Daj człowiekowi wędkę, a nie rybę". Ale teraz? Teraz trzeba dać i wędkę, i rybę, i wszystko, co pozwoli przetrwać.
No i jadłodajnie, te całodobowe jadłodajnie dla tych, którzy stracili wszystko, nawet dach nad głową. Ciepły posiłek. Zupa. Jak u mamy. Wiem, że w kryzysie bezdomności to ważne! Tak zwyczajnie, po ludzku. Jadłodajnie są ważne jak oddech.
Co najbardziej jest potrzebne dla powodzian?
Osuszacze. Agregaty. Łopaty. Taczki. Gumowce. Ścierki. Środki czystości, dezynfekcja przede wszystkim.
Listę zamykają ubrania. Żywność. Woda. Już nikt tego nie chce.
Centra pomocowe, to jedyna droga. Dary na własną rękę, to chaos. Koniec.
Anna Kowalska, wolontariuszka z Wrocławia, potwierdza. Potrzeby ewoluują. Liczy się skuteczność, nie gest. Dawid Jankowski, koordynator, ostrzega: "Dobra intencja, to nie wszystko. My wiemy, czego potrzeba." Ważne, żeby nie dublować darów. Zgłaszajcie się do centrów!
- Jak przechowywać gotówkę, aby nie pleśnieła?
- Na czym polega weryfikacja?
- Czy pieniądze na koncie oszczędnościowym są bezpieczne?
- Co czwarty Polak ma mniej niż 5 tys. zł oszczędności?
- Skąd ładnie widać Tatry?
- Czy kierownik wycieczki może być jednocześnie opiekunem?
- Czy można palić papierosy na plaży w Sopocie?
- Czy od pocenia się chudnie?
- Jak jechać, gdy pada deszcz?
- Czy ból ucha jest groźny?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.