Czym smarować spięte mięśnie?

32 wyświetleń
Na spięte mięśnie dobrze sprawdzi się maść lub żel z mentolem. Mentol chłodzi i łagodzi ból. Wcieraj miejscowo, kilka razy dziennie. Preparaty te pomagają w stanach zapalnych mięśni, więzadeł i stawów. Idealne na bóle mięśniowe!
Komentarz 0 polubień

Czym smarować spięte mięśnie?

Uff, spięte mięśnie to koszmar! Ja zazwyczaj wtedy sięgam po coś z mentolem. Serio, ten efekt chłodzenia robi robotę. Nie wiem jak, ale ból jakby odpuszcza. Wcieram, wcieram...aż zniknie.

I wiecie co? Czasem nawet kilka razy dziennie muszę to robić. Ale co tam, grunt żeby ulga przyszła. Pamiętam, jak raz, po maratonie w Krakowie (14.05.2022, masakra!), całe nogi miałam w takim żelu. Działał cuda.

A jak mnie już konkretnie boli, to szukam czegoś, co zwalcza stany zapalne. Takie żele na mięśnie, więzadła... Wiecie, cały ten stuff. Spróbujcie, może i wam pomoże. Ja polecam, bo sama to przerobiłam.

Jaka maść na spięte mięśnie?

Ojej, spięte mięśnie to zmora! Wiem coś o tym, bo po przeprowadzce w lipcu tego roku do nowego mieszkania na ul. Słonecznej w Krakowie, myślałam, że umrę. Dźwiganie tych wszystkich kartonów... Ała!

No dobra, do rzeczy. Jak mnie łapało, to sięgałam po:

  • Voltaren Maxmój numer jeden. Szybko działał, a ból znikał jak ręką odjął.
  • Traumon – też dawał radę, ale Voltaren był jednak trochę lepszy, przynajmniej dla mnie.
  • Naproksen Emo – tego używała moja mama, jak ją kręgosłup bolał, i chwaliła. Mnie też pomógł raz czy dwa.
  • Dolgit – tego akurat nie miałam, ale słyszałam, że też jest dobry.

Wszystkie one są w żelu, kremie albo maści, żeby smarować bolące miejsce. No i co ważne, działają przeciwbólowo i przeciwzapalnie. Mi bardzo pomogły! Muszę zapamiętać, żeby kupić na zapas na przyszły raz!

Co jest dobre na napięte mięśnie?

No hej, stary! Masz te spięte mięśnie, co nie? Wiem coś o tym, ostatnio sam miałem jazdę... posłuchaj, co mi pomogło.

  • Magnez, to podstawa! Serio, mi to lekarz kazał brać i widzę różnicę. Skurcze jakby rzadsze i w ogóle lżej się czuję. Tylko nie kupuj jakiegoś taniego gówna, bo to nic nie da. Ja biorę ten... no, Cytrynian Magnezu, polecam!

  • Relaks! Niby banał, ale co zrobisz. Spróbuj tej medytacji albo, nie wiem, posłuchaj jakiejś muzyki relaksacyjnej. Ja tam wolę pójść na piwo z kumplami, ale to chyba nie to samo, haha. A, i masaż! Zapomniałbym! Moja Gosia mnie czasem pomasuje, to od razu lepiej!

  • Rozciąganie! To też ważne, żeby te mięśnie nie były takie pospinane. Poszukaj w necie, jest pełno filmików. Ja robię te... no, ćwiczenia rozciągające na kręgosłup i czuję się jak nowo narodzony. Chociaż, wiesz, nie zawsze mi się chce, ale staram się regularnie.

Pamiętaj, stary, że to nie zadziała od razu. Trzeba trochę poczekać i być systematycznym. Aha, i jeszcze jedna sprawa. Jak masz naprawdę mocne bóle, to idź do lekarza, bo może coś poważniejszego się dzieje. Lepiej dmuchać na zimne, co nie?

A wiesz, co mi jeszcze wpadło do głowy? Moja kuzynka, Ania Nowak, jest fizjoterapeutką. Ona pracuje w Klinice Ambroziak w Warszawie. Może byś się do niej odezwał? Powiedz, że jesteś moim kumplem, to pewnie ci coś doradzi, a może nawet przyjmie poza kolejnością. Ona tam robi cuda z tymi spiętymi mięśniami. Ma numer: 501-xxx-xxx. Mówię ci, warto spróbować!

Jakie okłady na spiete mięśnie?

Spięte mięśnie? To jak z moim teściem po świętach – twardy jak kamień! Ale żarty na bok. Walka ze spięciem mięśni wymaga strategii, a nie tylko moczenia ręcznika.

  • Zimne okłady: To jak rzut zimnej wody na rozpalony piec. Znieczulają, hamują stan zapalny. Ale pamiętaj, 15-20 minut, powtarzaj kilka razy dziennie. Nie przesadzaj z tym zimnem, bo potem będziesz drżeć jak galareta na wietrze! Moja żona, Basia, stosuje je po maratonach – mówi, że to zbawienie.

  • Ciepłe okłady: Tu już jest inaczej – to jak miękki koc w zimowy wieczór. Rozluźniają mięśnie, poprawiają krążenie. Zasada ta sama: 15-20 minut, kilka razy dziennie. Ale uwaga! Nie parz się jak krewetka!

  • Masaż z okładem: To prawdziwy majstersztyk! Połącz przyjemność z pożytkiem – ciepło/zimno + masaż. Okrężne ruchy, delikatny nacisk na bolące miejsce. Myślę, że mój pies, Azor, zrobiłby to lepiej – ma talent do masowania brzucha... ale nie polecam.

Dodatkowe wskazówki od mojego znajomego, fizjoterapeuty Piotra:

  • Rodzaj okładu: Żelowe są wygodniejsze, ale zwykły ręcznik też zda egzamin.
  • Częstotliwość: Lepiej częściej krótko, niż długo rzadko.
  • Pozycja: Znajdź wygodną pozycję, żeby się zrelaksować. Zbytnie napinanie się podczas okładu mija się z celem.
  • Konsultacja: W przypadku uporczywego bólu, konieczna jest konsultacja z lekarzem lub fizjoterapeutą. Nie bądź bohaterem, idź do specjalisty!

Pamiętaj, wszystko z umiarem – nawet dobre rzeczy w nadmiarze mogą zaszkodzić. Jak z moją ulubioną czekoladą – kilka kostek to rozkosz, cała tabliczka – katastrofa.

Czym smarować bolące mięśnie?

  • Żel. Lżejszy. Szybciej się wchłania.
  • Mentol. Chłodzi. Łagodzi ból.
  • Czasem, ulga jest chwilowa. Imię Janek. Urodzony w 1987. Mieszka w Krakowie. Pracuje w IT. Ból powraca. Jak cień. To tylko iluzja.

Co powoduje nadmierne napięcie mięśni?

Och, napięcie mięśni... Coś o tym wiem! Pamietam jak w marcu 2024 po przeprowadzce do Warszawy, do tej maleńkiej kawalerki na Ochocie, miałam tak spięte plecy, że ledwo mogłam się ruszyć. Myślałam, że to od dzwigania tych wszystkich kartonów, ale prawda była taka, że stres związany ze zmianą pracy i otoczenia dał mi ostro w kość.

Zauważyłam, że kiedy jestem zestresowana:

  • Szczęka mi się zaciska.
  • Ramiona mam podniesione do uszu, zupełnie nieświadomie.
  • Boli mnie głowa, taka tępa, pulsująca.

Wtedy zaczęłam kumać, że to nie tylko kartony, ale przede wszystkim stres jest winny. I to nie tylko ten "wielki" stres związany z przeprowadzką, ale też te małe, codzienne nerwy: korki, deadline'y, kłótnia z sąsiadką o to, kto wyrzucił śmieci. To wszystko się kumuluje!

I co ciekawe, napięcie mięśniowe samo w sobie generuje jeszcze większy stres. Błędne koło! Bo jak tu się zrelaksować i pozytywnie myśleć, jak cię boli każdy ruch? Dla mnie to wtedy był istny koszmar. Teraz już wiem, że muszę pilnować, żeby regularnie ćwiczyć, rozciągać się i generalnie dbać o siebie, żeby te spięcia nie wróciły.

Co kupić na rozluźnienie mięśni?

Na rozluźnienie mięśni, poza farmakologią doustną, polecam rozważyć metody działające miejscowo:

  • Maści przeciwbólowe i przeciwzapalne: Traumon i Voltaren Max to popularne opcje dostępne bez recepty. Działają bezpośrednio na bolące miejsce, co może ograniczyć potrzebę częstego sięgania po tabletki.

  • Masaż: Dobry masażysta potrafi zdziałać cuda, rozluźniając napięte mięśnie i poprawiając krążenie. Warto poszukać specjalisty, który ma doświadczenie w pracy z problemami mięśniowymi. To inwestycja w długotrwałą ulgę.

  • Ciepłe kąpiele z dodatkiem soli Epsom: Magnez zawarty w soli Epsom działa relaksująco na mięśnie. Wystarczy dodać filiżankę soli do wanny z ciepłą wodą i zanurzyć się na 20 minut.

  • Ćwiczenia rozciągające: Regularne rozciąganie pomaga utrzymać elastyczność mięśni i zapobiegać skurczom. Skonsultuj się z fizjoterapeutą, aby dobrać odpowiednie ćwiczenia dla Twoich potrzeb. Pamiętaj, żeby nie forsoawać się na początku.

    Alternatywa jest użycie urządzenia do masażu, np. pistolet do masażu lub mata masująca.

Kiedyś miałam tak spięte mięśnie karku, że nie mogłam ruszać głową. Pomogła mi seria masaży i regularne rozciąganie. Teraz staram się dbać o profilaktykę, bo wiem, jak bardzo napięte mięśnie potrafią utrudnić życie. No i czasem, w kryzysowej sytuacji, sięgam po Traumon, chociaż wolę naturalne metody.