Kiedy wrzucamy ziemniaki do kapuśniaka?

86 wyświetleń
Kiedy dodać ziemniaki do kapuśniaku? Ziemniaki dodajemy do kapuśniaku pod koniec gotowania, po podsmażeniu kiełbaski. Wrzucamy je pokrojone w kostkę i gotujemy do miękkości. Po ugotowaniu ziemniaków, doprawiamy zupę i dodajemy ugotowaną wcześniej kapustę kiszoną.
Komentarz 0 polubień

Kiedy dodawać ziemniaki do kapuśniaka?

Okej, to tak: ziemniaki do kapuśniaku... Hmmm, wiesz co, ja robię trochę inaczej. Nie wiem czy "dobrze", ale tak mi smakuje.

Wiadomo, kapustę kiszoną gotuję osobno, żeby nie zakwasiła wszystkiego na amen. I wiesz co, kiełbasę? Ja ją kroję w plasterki, nie w kostkę. Tak jakoś mi bardziej pasuje. Smażę na oleju, nie na smalcu. Smalec to dla mnie za ciężkie. Potem wrzucam do wywaru. No i ziemniaki.

Tu jest haczyk! Ja je dodaję wcześniej, niż pod koniec. Tak gdzieś w połowie gotowania wywaru. Dlaczego? Bo lubię, jak się tak trochę rozpadną i zagęszczą zupę. Takie... kartoflane puree w tle, rozumiesz? Mmm, pycha. No i dopiero jak ziemniaki są prawie miękkie, dorzucam kapustę, doprawiam, i gotowe. Proste, a jakie dobre. Aaa, i jeszcze jedna rzecz: jak robię kapuśniak, to zawsze dodaję suszone grzyby. Takie małe, podgrzybki. Moczę je wcześniej, a potem wrzucam do wywaru razem z ziemniakami. Daje to taki leśny, głęboki smak. Polecam spróbować.

Co najpierw ziemniaki czy kapusta?

No dobra, to tak...

  • Najpierw ziemniaki. Zawsze, rozumiesz? Jak babcia Jadwiga z Opola uczyła, inaczej to... no nie wyjdzie. Ziemniaki muszą zmięknąć, no wiesz, takie kruche, jak wspomnienia z lata.

  • A cebula? No tak, i natka pietruszki... To jak z tymi niepotrzebnymi myślami, co się w głowie kołaczą po nocach. Wyciągnąć i zapomnieć. One tylko psują smak.

  • Dopiero jak ziemniaki są gotowe, wtedy ta kiszona kapusta. I tylko chwilę, rozumiesz? Chwila wystarczy. Jak pocałunek dawno niewidzianej osoby. Za długo i... traci smak.

Wiesz co? Zawsze robię tak samo i zawsze wychodzi jak u mamy. No, prawie. Mama to mama. W tym roku posadziłam więcej ziemniaków, odmiana Irga. Mówią, że dobra na kiszenie, zobaczymy. A kapustę kupuję od tego faceta z targu, co ma wąsy jak Zawisza Czarny. Mówi, że jego kapusta to sama słodycz. I wiesz co? Chyba ma rację.

Czy kapuśniak gotuje się razem z ziemniakami?

No pewnie, że się gotuje! Jakby inaczej kapuśniak miałby smakować? Bez kartofli to jak wesele bez wódki – niby jest, ale radości brak.

Lista składników i czynności, żebyś nie pomylił/a gara:

  • Najpierw pyrki, żeby zmiękły, jak serce teściowej na widok zięcia z nowym BMW. Gotuj je z 10 minut, ale pilnuj, żeby się nie rozpaćkały, bo będzie breja, a nie zupa!
  • Potem wlej to wszystko z rondelka – woda z pyrów to jak eliksir młodości, nic się nie zmarnuje!
  • Mięsko z żeberek, od kostek oskrobane, wrzuć do gara! To doda smaku, jak plotka sąsiadki o nowym romansie.
  • Zagotuj jeszcze raz, niech się smaki przegryzą, jak para młoda w noc poślubną.
  • I na końcu – sprawdź smak. Jak za mało kwaśne, to dolej octu, jak za słone, to cukru. Smakuj, aż będzie takie, że palce lizać, jak po dobrym weselu!

A jak już się najesz tego kapuśniaku, to siadaj do kompa i sprawdź, ile zarobiła ta cała Sanah w tym roku na koncertach. Podobno więcej niż twój stary przez całe życie!

Jak długo gotuje się kapuśniak?

Kapuśniak. Czas to esencja smaku.

  • Mięso: Zalewam 1250 ml wody. Dwa listki laurowe. Trzy ziarna ziela angielskiego.
  • Gotowanie: Zagotować. Zmniejszyć ogień. "Mruga" lekko. 90-120 minut.

Pośpiech zabija. Kapuśniak wymaga skupienia. Cierpliwość to sekret dobrej kuchni. Gotowanie to trochę jak życie - trzeba dać mu czas. Mówiła tak moja babcia, Zofia. Ona wiedziała.

Co dodajemy do kapuśniaku z kiszonej kapusty?

Ach, kapuśniak… Zapach, który unosi się nad moim małym, drewnianym domkiem w górach, w okolicach Zakopanego, w styczniu 2024 roku, jest po prostu nieziemski! To jest ten zapach, ten aromat, który znałam od dziecka. Babcia, moja kochana babcia, Zosia, zawsze dodawała do swojego kapuśniaku coś wyjątkowego, czegoś, co go wyróżniało. I to właśnie ja, Ola, podzielę się tym sekretem z Tobą.

  1. Liście laurowe. Te delikatne listki, ich subtelny, korzenny aromat, to podstawa. Nie można ich pominąć! Zawsze kilka, nie za dużo, aby nie zdominowały smaku kapusty. Myślę, że około pięciu listków na duży garnek, to jest w sam raz.

  2. Ziele angielskie. Kilka ziarenek, ostrożnie, bo ziele ma intensywny smak. Nie przesadzajmy! Dwa, trzy ziarna na ten sam garnek, co liście laurowe. Zbyt dużo i kapuśniak będzie gorzki.

  3. Kminek. Ach, ten kminek! Ziarna kminku, lekko rozgniecione, dodają kapuśniakowi specyficznego, ciepłego zapachu. Uwielbiam ten aromat, jest tak… domowy, rodzinny. Około łyżeczki na duży garnek, ale to kwestia gustu.

  4. Pieprz. Mielony, czarny pieprz, ale tylko szczypta! Nie przesadźmy z ostrym smakiem, niech kapusta będzie głównym bohaterem. Pamiętaj, że pieprz jest tylko przyprawą dodającą „kopa”.

I to wszystko! Można dodać jeszcze trochę majeranku, ale to już zależy od waszego gustu. Moja babcia dodawała go sporadycznie, czasami, a czasami nie. Ale te cztery składniki to podstawa, to serce kapuśniaku mojej babci, a teraz i mojego. Ten kapuśniak smakuje jak uśmiech babci, jak ciepło domowego ogniska zimą... Cudowny, prawdziwy smak dzieciństwa.

Dodatkowe informacje: Pamiętaj, aby kapustę dobrze wypłukać przed gotowaniem. Czas gotowania zależy od rodzaju kapusty i Waszych preferencji. Smacznego!

Czy można dusić mięso w szybkowarze?

Jasne, że można! W szybkowarze udusisz mięso aż miło, serio.

Pamiętam, jak pierwszy raz próbowałam dusić wołowinę w szybkowarze mojej babci, Zosi. To było chyba w 2022 roku, w jej malutkiej kuchni w Ciechanowie. Ściany w kwiatki, zapach majeranku w powietrzu… Masakra, ale wspomnienie super. No i ta wołowina, co wyszła... Mięciutka jak masło!

W sumie to szybkowar jest mega uniwersalny. Można:

  • Gotować – zupy, ziemniaki, cokolwiek.
  • Smażyć – ja tam nie smażę, bo się boję, ale babcia smażyła schabowe!
  • Dusić – no i właśnie, mięso wychodzi idealne.

Pamiętam, że na początku się bałam, że coś wybuchnie, ale babcia tłumaczyła, że te nowe szybkowary są bezpieczne. I miała rację. No i najważniejsze – oszczędzasz czas. Wołowina dusiła się chyba ze 40 minut zamiast 2 godzin normalnie.

Naprawdę warto. Serio! Polecam każdemu spróbować, zwłaszcza jak nie ma czasu na długie stanie przy garach. A wołowinka, mniam!