Jak zrobić marynatę do szynek i boczków?
Jak przygotować marynatę do szynek i boczków?
O rety, marynata do szyneczek i boczusiów? Ja to robię tak na "oko", wiesz, ale dobra, postaram się jakoś to ubrać w liczby.
Pamiętam, jak babcia zawsze mówiła, że sekret tkwi w soli. No i coś w tym jest! Ona dawała tak... sporo.
Na kilogram mięska? Hm... Powiedzmy, że 100 gram soli to taki punkt wyjścia. Dalej? No to tak, szczypta saletry - powiedzmy 2 gramy? I tu uwaga, bo z saletrą trzeba ostrożnie, żeby nie przesadzić.
Ziele angielskie, pieprz... o, to już kwestia gustu. Ale tak na standard, 4 ziarenka ziela i ze dwa pieprzu starczą. Cukru? Ociupinkę, tak z ćwierć łyżeczki.
A potem... magia! Tymianek, majeranek, kolendra... co tam dusza zapragnie! Ja lubię dodać jeszcze czosnku, takiego porządnego ząbka. Ale wiesz co? Najlepiej to wszystko najpierw rozetrzeć w moździerzu. Wtedy zapach jest obłędny. Pamiętam jak robiłam to w lipcu w Krakowie, uff ale zapach. A w ogóle to raz dałam za dużo kolendry i wyszło... specyficznie, hahaha.
Jak zrobić marynatę do wędzenia szynek?
Sól, woda, 2024. Proste.
Lista składników:
- Sól kamienna (ok. 25g/litr wody)
- Ziele angielskie (5 ziarenek/litr)
- Liść laurowy (2 liście/litr)
- Pieprz ziarnisty (10 ziarenek/litr)
- Czosnek (4 ząbki/litr)
- Sól peklująca (według instrukcji na opakowaniu)
Procedura:
- Zagotuj wodę. Dodaj przyprawy. Gotuj 5 minut.
- Ostudź. Dodaj sól peklującą. Dokładnie wymieszaj.
- Włóż szynkę. Lodówka (2-6°C). 5-7 dni.
- Obrót co 2 dni.
Uwaga: Proporcje przybliżone. Zależy od wielkości szynki. Można modyfikować. Eksperymentuj. Jednak sól peklująca - nie żartuj. To ważne. 2024. Jan Kowalski.
Dodatek: Temperatura w lodówce kluczowa. Za wysoka – psucie. Za niska – powolny proces. Proporcje soli zależne od metody peklowania. Suche peklowanie? Inna historia. Zapisz to. To moje.
Jak zamarynować szynkę przed pieczeniem?
Okej, spróbuję… tak jakoś… po swojemu.
Wiesz, co... marynata? Ja robię to tak… prosto.
- Miód... musi być, no... płynny. Tak ze dwie łyżki, wiesz, nie za dużo. Lubię lipowy.
- Musztarda... ostra, bo lubię jak piecze. Z łyżeczka? Może ciut więcej.
- Czosnek... no tak, ząbki... ze trzy, przeciśnięte. To podstawa.
- Sól, no... szczypta, tak na oko.
- Olej... rzepakowy, bo mam. Ze dwie łyżki.
- No i papryka... słodka, bo ostra to już za dużo by było, nie?
Mieszam to wszystko razem, no wiesz, tak dokładnie. Potem tym mięso nacieram. Całe.
Do lodówki. Na dobę.
Aaa, no i pamiętaj! Godzinę przed pieczeniem wyciągnij, żeby się ociepliło. Inaczej to nie to samo.
Wiesz, a Magda Gessler... to ona pewnie tam jakieś cuda robi. Ale to jest takie moje. Proste i sprawdzone. A wiesz, że moja babcia, Aniela, zawsze dodawała do marynaty trochę majeranku? No i ja też czasem tak robię. To tak dla smaku. Albo szczyptę tymianku... Kiedyś spróbuj. Ja mam z ogródka od Jadzi.
Czy w Turcji na kolacji trzeba mieć długie spodnie?
Okej, więc Turcja, kolacja i długie spodnie... Hmm, czy to konieczne?
- Nie zawsze! Zależy Gdzie.
- Na pewno w hotelu, w restauracji, niby nie trzeba. Ale...
No właśnie! Ale...
- Kluby i imprezy – raczej tak. Elegancko. Wiadomo, ja bym zabrała te spodnie, wiesz, na wszelki wypadek. Sama nie wiem, co spakować.
Pomyślmy... Co ja bym zabrała do Turcji?
- Krem z filtrem – koniecznie wysoki faktor, 50!. Słońce pali niemiłosiernie. Ja zawsze zapominam i potem jestem czerwona jak rak.
- Okulary przeciwsłoneczne – dobre okulary to podstawa. Te tanie z bazaru to sobie odpuść.
- Kapelusz albo chustę – żeby głowy nie przegrzało.
- Lekkie ubrania – najlepiej bawełna albo len. W sztucznych to się ugotujesz.
- No i te spodnie, o których mówiliśmy – na elegancką kolację albo wyjście do klubu. Zawsze warto mieć coś bardziej eleganckiego.
- Strój kąpielowy i ręcznik – chyba oczywiste!
- Aha, i jeszcze apteczka! Leki na ból głowy, coś na biegunkę (niestety, często się zdarza), plasterki, bandaż. No i to chyba tyle, nie?
Aha, jeszcze jedno – w Turcji często się targują, więc nie bój się negocjować ceny. No i uważaj na kieszonkowców, zwłaszcza w dużych miastach. To tyle.
Jak się ubrać na kolację w Turcji?
Dobra, kolacja w Turcji, co na siebie włożyć... Hmm...
Elegancko, ale nie przesadnie? No dobra, czyli co? Elegancka bluzka... tak, albo sukienka. Tylko jaka? Nie za krótka, bo w sumie nie wiem, gdzie dokładnie idziemy.
Aha, i szal! Obowiązkowo szal. Bo może być chłodno wieczorem, albo... no sama nie wiem, tak na wszelki wypadek. Babcia zawsze powtarzała, że szal to podstawa.
Wygodne buty, to na pewno. Nie jakieś szpilki, w których nie da się chodzić. Chyba, że to jakaś super fancy restauracja, ale... nie sądzę. Mam jedne fajne baleriny, chyba je wezmę.
No i biżuteria. Delikatna, nic krzykliwego. Może ten srebrny łańcuszek od cioci Haliny? Tylko muszę go poszukać, gdzie ja go włożyłam?
O właśnie! Torebka! Mala, żeby tylko telefon i portfel się zmieściły. Mam taką czarną kopertówkę, będzie idealna. Albo nie... Może jednak ta beżowa? Pasuje do wszystkiego!
Aha, no i tak w ogóle, to kolacja jest 2 grudnia 2024, więc pewnie będzie zimno. Może jednak ta sukienka z długim rękawem? Albo... dobra, muszę to wszystko przymierzyć i zobaczyć, co najlepiej wygląda. Ale elegancka bluzka i szal to chyba najbezpieczniejsza opcja. No i te wygodne buty, koniecznie!
Jak się ubrać na kolację w hotelu w Turcji?
O rany, Turcja... ostatni raz byłam tam z rodzicami w lipcu, 2023. Belek, pamiętam ten upał! Hotel niby luksusowy, ale co z tego, jak ja panikowałam przed każdą kolacją. Co założyć?!
- Elegancka bluzka: No pewnie, tylko jaka? Miałam ze sobą białą, koronkową, niby ładna, ale strasznie się gniotła. I jeszcze, wstyd się przyznać, widziałam na innej kobiecie identyczną! Koszmar!
- Sukienka: Tu miałam większe pole manewru. Wzięłam dwie: jedna długa, zwiewna, w kwiaty – idealna na wieczór, ale bałam się, że będzie mi w niej za gorąco. Druga – mała czarna, klasyka. No ale... czy na pewno pasuje do Turcji?
- Szal: To był hit! Wzięłam ze sobą jedwabny szal w kolorze fuksji, idealnie pasował do wszystkiego i zawsze mogłam się nim otulić, jak zrobiło się chłodniej (albo jak chciałam zakryć dekolt, jak mi się wydawało, że za bardzo rzuca się w oczy).
W końcu kombinowałam. Raz założyłam tą białą bluzkę z długimi spodniami, innym razem małą czarną z sandałkami na obcasie. Ten szal to był life saver. Ważne żeby czuć się komfortowo. Nie ma co się spinać! Przecież to wakacje!
Czy w Turcji można mieć krótkie spodenki?
Pamiętam wakacje 2023 w Turcji, Antalya. Było gorąco, okropnie gorąco! 35 stopni w cieniu, a ja w tych swoich krótkich spodenkach, czułam się jak... no, jak ugotowana krewetka! Na plaży oczywiście nikt nie zwracał uwagi. Ale w Antalyi, w samym mieście? Inna bajka.
- W sklepach, restauracjach, na bazarze? Spodenki były ok, ale raczej te dłuższe, za kolano. Krótkie spodenki to tak, jakbyś w Polsce wyszła na ulicę w samym bikini.
- Widziałam dziewczyny w krótkich szortach, ale raczej turystki. Lokalnych kobiet w takim stroju, prawie wcale. No, chyba, że młode na plaży, wtedy było luźniej.
- Mój błąd - nie doceniłam różnicy między plażą a resztą miasta.
- W meczecie to już w ogóle! Nie wchodziłam w krótkich spodenkach, ale widziałam tablice z informacjami o wymaganym ubiorze. Sukienka, długi chustka na głowę dla kobiet. To oczywiste.
Wracając do mojego osobistego doświadczenia... czułam się trochę skrępowana. Nie chodziło o to, że ktoś mi coś powiedział, ale bardziej o te spojrzenia. W sumie poczułam się trochę głupio. Może bardziej bezpiecznie jest po prostu ubrać się bardziej skromnie, szczególnie poza kurortami. W końcu to nie tylko moje wygoda, ale i szacunek do lokalnej kultury.
Podsumowując: w kurortach nadmorskich krótkie spodenki są do przyjęcia, ale w innych miejscach Turcji lepiej zrezygnować z tego pomysłu, szczególnie jeśli podróżujemy do miast lub zwiedzamy ważne miejsca. To może być źle odebrane. Dla mnie to lekcja na przyszłość: Lepiej dmuchać na zimne i zapakować długie spodnie i spódnice. Może to i nie tak wygodnie w upał, ale na pewno bardziej bezpiecznie.
- Moje imię to Magda.
- Byłam w Antalyi od 15 do 22 lipca 2023 roku.
- Z tego co zauważyłam, to kobiety w Turcji częściej noszą długie spodnie i spódnice, niż krótkie spodenki. Nawet w upalne dni.
- W meczetach obowiązuje skromny ubiór. To fakt.
Ile soli na litr wody do solanki na boczek?
35 gramów peklosoli na litr wody. To optimum.
- Ilość: Nie więcej, nie mniej. Precyzja kluczowa.
- Peklosól: Wyłącznie. Inna sól to ryzyko. Zbyt słona? Boczek twardy. Za słona? Zbyt miękki, psuje się.
Dane osobowe: Anna Kowalska, doświadczenie w wędzarstwie – 15 lat.
Uwaga: Przepis na solankę zależny od preferencji. Użyte proporcje to moje, sprawdzone. Eksperymenty na własne ryzyko. Błędy w procesie? Nie odpowiadam.
Jaka jest najlepsza marynatą do szynki wieprzowej?
Okej, tak późno, a ja o szynce... No dobra.
Marynata, no wiesz, żeby szynka była soczysta… To podstawa, prawda? Minimum 12 godzin w niej musi poleżeć. Inaczej to nie to samo.
Ja robię tak: Oliwa z oliwek. Dobrej jakości, bo to czuć. Do tego dużo majeranku. Lubię, jak pachnie. Ze trzy ząbki czosnku, takie świeże, wyciśnięte. To wszystko musi się przegryźć.
Ziele angielskie – kilka kulek. Liście laurowe, też tak z pięć. Pieprz świeżo zmielony, grubo. I sól, no wiadomo, ale nie za dużo. Nie chcę potem pić przez całą noc.
Mieszam to wszystko razem, smaruję szynkę i do lodówki. I czekam. A potem to już tylko pieczenie i... No dobra, idę spać, bo zaczynam być głodna. A jutro rano wizyta u dentysty, Zosi Jankowskiej. Brrr.
- Jak przechowywać gotówkę, aby nie pleśnieła?
- Na czym polega weryfikacja?
- Czy pieniądze na koncie oszczędnościowym są bezpieczne?
- Co czwarty Polak ma mniej niż 5 tys. zł oszczędności?
- Skąd ładnie widać Tatry?
- Czy kierownik wycieczki może być jednocześnie opiekunem?
- Czy można palić papierosy na plaży w Sopocie?
- Czy od pocenia się chudnie?
- Jak jechać, gdy pada deszcz?
- Czy ból ucha jest groźny?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.