Jak prawidłowo gotować golonkę?

45 wyświetleń
Chcesz wiedzieć, jak upiec pyszną golonkę? Najpierw piecz ją w naczyniu żaroodpornym przez ok. 1,5 godziny w temperaturze 190°C. Potem dodaj do niej cebulę, czosnek i wywar powstały podczas pieczenia. Po upieczeniu usuń nadmiar tłuszczu i podawaj pokrojoną w plastry. Smacznego!
Komentarz 0 polubień

Jak ugotować golonkę, żeby była miękka i smaczna? Przepis

No dobra, golonka... temat rzeka! Pamiętam, jak moja babcia robiła golonkę - to był zawsze festiwal smaków. Nigdy nie pytałem o przepis, po prostu jadłem i mlaskałem. Ale coś tam w głowie zostało.

Mniej więcej 1,5h w 190 stopniach w naczyniu - brzmi nieźle. Tylko ja bym dał ciut niżej, może 180? W sumie, wiesz, każdy piekarnik inaczej piecze.

Cebulka i czosnek po upieczeniu? Hmmm... Ja bym to chyba wrzucił wcześniej, żeby się poddusiło razem z golonką, nabrało aromatu. No i ten wywar... Super sprawa, żeby nie było suche!

Pamiętam, jak kiedyś w knajpie "U Starego Wiarusa" w Krakowie, dali mi golonkę tak tłustą, że prawie zawału dostałem. Może ten tłuszcz to nie taki zły pomysł, ale też wszystko z umiarem.

No i plastry na koniec... Jasne, wygląda to fajnie, ale ja tam wolę po prostu oderwać kawał mięsa i wciągać prosto z kości. Tak szczerze, to dla mnie smakuje najlepiej.

Jak ugotować golonkę, żeby była smaczna?

Okej, spróbuję. Tak późno, a ja mam pisać o golonce... Dziwne, ale cóż.

  • Najpierw ta cholerna golonka. No dobra, myjemy ją dokładnie. Jak się da, to przypalamy te włoski... zawsze mnie to obrzydza. Ale musi być czysta, no.

  • Potem do gara z nią. Zalać wodą, tak żeby całą zakryło. Jak się nie zmieści, to do większego, proste. Pamiętam, jak babcia Jadzia zawsze mówiła: "Wody nie żałuj, kochana, bo mięso będzie suche!".

  • No i teraz te przyprawy... sól, obowiązkowo! Bez soli to przecież nie da się jeść. I liście laurowe, z 5-6 sztuk. Ziele angielskie też, tak z 8 kulek. I pieprz, ja lubię dużo pieprzu, taka jestem.

  • No i gotować. Długo, bardzo długo. Tak z 2-3 godziny, albo i dłużej. Aż mięso będzie takie mięciutkie, że samo od kości odchodzi. Jak nie odchodzi, to jeszcze gotować! I jeszcze jedno. Ja do gotowania golonki dodaję... łyżkę miodu. Dziwne, wiem. Ale spróbujcie, serio!

Czy golonki gotujemy pod przykryciem?

No wiesz... golonki... takie ciężkie, takie... dużo w nich pracy. 2024 rok, a ja wciąż o tym myślę. Wiem, że trzeba pod przykryciem, bo inaczej wyschną. zupełnie, zupełnie wyschną. Będzie jak wiór, nie mięso.

  • Mały ogień, to podstawa. Inaczej się przypali. A przypalona golonka... fuuj. Pamiętam raz, w 2023 roku, Mama zrobiła... katastrofa. Smród na cały dom, a mięso jak podeszwa.

  • Pod przykryciem, jasne. 2-3 godziny, ale to zależy od golonki, no i od garnka. Czasem dłużej trzeba, czasem krócej. Mój Pawełek kiedyś zrobił w 4 godziny, ale było idealnie.

  • Woda, to klucz. Muszą być całkowicie przykryte. Ja zawsze dolewałam, jak już się prawie kończyła. Nie lubię, jak mięso wystaje.

A wiesz, co jeszcze? Ja dodaję do wody liść laurowy, zielsko, ziele angielskie. To takie moje babcine przepisy. I czosnek, oczywiście. Kilka ząbków, bo inaczej za mało smaku.

A Pawełek, mój Pawełek… on dodaje jeszcze piwo. Mówi, że wtedy mięso jest bardziej aromatyczne. Nie wiem, ja wolę po swojemu. No i ostatnio kupiłam nową patelnię, stara już się zużywala.

Listę zakupów muszę zrobić, bo zostało już tylko kilka ziemniaków. A jutro trzeba iść po zakupy.

Czym posmarować golonkę, żeby była chrupiąca?

Tak późno, a ja myślę o jedzeniu. Golonka…

  • Czosnek. Przecisnąć, no jasne. Zawsze mi to sprawia satysfakcję. Pamiętam, jak babcia Jasia robiła to inaczej, siekała drobniutko. Mówiła, że tak czosnek oddaje cały aromat. Zawsze się bałem, że się potnę. A jak już posiekałem, to i tak zawsze było za grubo. I piekło w palce.
  • Sos sojowy. Taki ciemny, gęsty. Dodaje tej... takiej głębi. Zawsze dodaję za dużo.
  • Musztarda. Ostra, koniecznie. Pamiętam jak kiedyś kupiłem dla dziadka Mariana taką musztardę z całymi ziarnami gorczycy. Zły był, bo mówił, że mu się w zęby wbijają.
  • Majeranek. Musi być. Ten zapach... przypomina mi las. I święta. I zupę grzybową mojej mamy.

Wymieszać. I posmarować golonki, takie ugotowane i odcieknięte. A potem do piekarnika, do formy wysmarowanej tłuszczem. 200 stopni, no tak. I czekać, tak z pół godziny. Aż się zrumienią. Aż skóra będzie chrupiąca. Najlepsze jest to skrobanie skrobane nożem z deski.

Jak się przypomni, to jeszcze można dodać trochę pieprzu i kminku. Kminek daje taki specyficzny... smak. No i sól, ale to już chyba oczywiste. Mama zawsze dużo soliła. Mówiła, że bez soli to życie jest bez smaku.

Czy skórę z golonki się je?

  • Tak. Skórę z golonki się je.

  • Kaloryczność nie przeszkadza.

  • Kolagen jest cenny.

  • Gotowana skóra wieprzowa – źródło kolagenu. Substancja wspiera stawy.

  • Mój wujek Jan, lat 67, je golonkę regularnie. Twierdzi, że na reumatyzm pomaga. Może coś w tym jest, może to tylko efekt placebo. Placebo też skutkuje. Ludzie wierzą. I mają efekty. To coś jak wiara w Boga.