Który trening spala najwięcej tłuszczu?

92 wyświetleń
HIIT (trening interwałowy o wysokiej intensywności) to skuteczny sposób na spalanie tłuszczu. Ćwiczenia takie jak burpees czy pajacyki, wykonywane interwałowo, intensywnie podkręcają metabolizm, dając efekt spalania kalorii również po treningu. To optymalny wybór dla osób szukających szybkiego spalania tłuszczu.
Komentarz 0 polubień

Który trening spala najwięcej kalorii i tłuszczu?

No dobra, który trening to taki killer, co pali kalorie i tłuszcz na potęgę? Dla mnie to bezsprzecznie HIIT, czyli trening interwałowy.

Pamiętam, jak pierwszy raz spróbowałam HIIT. Boże, myślałam, że umrę! Ale wiecie co? Następnego dnia czułam się super lekka, jakbym zrzuciła z siebie tonę żelastwa.

Burpees, pajacyki, sprinty... wszystko wchodzi w grę. Ważne, żeby dać z siebie wszystko na krótkich odcinkach czasu, a potem dać organizmowi chwilę na oddech.

Najfajniejsze jest to, że HIIT pali kalorie nie tylko podczas ćwiczeń, ale też długo po nich. Efekt? Figura jak marzenie! Serio, polecam spróbować! Kiedyś w parku, chyba w maju, widziałam jak koleś robił HIIT, wyglądał jakby miał zaraz wypluć płuca, ale widać było efekty, oj tak.

Co jest lepsze na odchudzanie: trening siłowy czy cardio?

Na odchudzanie? To zależy, czy chcesz być szczupła jak trzcinka, czy jak grecka bogini.

  • Trening siłowy? To jak inwestycja w nieruchomości. Budujesz mięśnie, które spalają kalorie nawet, gdy leżysz na kanapie i oglądasz "Modę na sukces". Mówią, że to jak z prądem – im więcej masz odbiorników, tym wyższy rachunek, tyle że tu rachunek płacisz... tłuszczem! A, i postawa jak u baleriny gratis. Kasia, moja sąsiadka, po siłowni wygląda jakby połknęła kij od szczotki… ale w pozytywnym sensie.

  • Cardio? Czyli bieganie, pływanie, skakanie jak gazela na stepie. Spalasz kalorie, serducho bije jak szalone, a kondycja rośnie. Tylko uważaj, żeby nie przesadzić, bo skończysz jak chomik w kołowrotku – niby się ruszasz, ale stoisz w miejscu (no i trochę zmęczony).

Werdykt: Najlepiej połączyć ogień i wodę, czyli siłownię i cardio. Taki miks to jak pyszny koktajl odchudzający, tylko bez sztucznych słodzików.

A suplementy? Tu ostrożnie, bo więcej z tym szumu niż pożytku. Lepiej zainwestować w dobrą pizzę (na cienkim cieście, rzecz jasna!) niż w kolejny "cudowny" spalacz tłuszczu.

I pamiętaj! Monitoruj postępy! Bez tego to jak strzelanie na ślepo. Stań na wadze, zmierz obwody, zrób zdjęcie w bieliźnie i płacz (ze szczęścia, jak zobaczysz efekty).