Co można robić po pracy w domu?

80 wyświetleń
Po pracy w domu wiele możliwości zarobku online. Możesz wypełniać ankiety, tłumaczyć teksty, pisać artykuły SEO jako copywriter, zarządzać mediami społecznościowymi, a nawet prowadzić własnego bloga czy kanał na YouTube.
Komentarz 0 polubień

Jak efektywnie spędzić wieczór w domu po całym dniu pracy?

Kiedy dzień kończy się tak, że głowa pęka od tabelek i e-maili, zawsze marzę o tym jednym, świętym momencie, gdy zamykam za sobą drzwi mieszkania. Tak było ostatni czwartek, 7 maja, po tych wszystkich nerwach z raportem dla szefa. Czujesz to ulgę, prawda, gdy ciśnienie po prostu z ciebie uchodzi.

Wtedy najpierw zmieniam strój na coś luźnego, jakiś stary dres, co już widział niejedno.

Zamiast rzucać się w wir domowych obowiązków, co czasem kusi, bo bałagan krzyczy, ja idę po filiżankę gorącej herbaty, zwykłej lipowej, którą kupuję u lokalnej zielarki za jakieś 18 zł paczka. W kuchni palę sobie zapachową świeczkę – ten bursztynowy zapach z małego butiku na Kazimierzu, za 45 zł, zawsze mnie uspokaja.

Potem siadam, czasem tylko tak bez celu, czasem z książką, jakąś lekką fikcją.

A co do tych internetowych sposobów na zarobek, to powiem wam, że wiele razy o tym myślałam. Sama próbowałam kiedyś tych ankiet – to było chyba ze dwa lata temu, jesienią 2022. Spędziłam na tym dobre kilka godzin w jeden szary weekend w moim salonie i zarobiłam tyle, co na jedną kawę z ciastkiem. To mijało się z celem.

Na tłumaczeniach tekstów też się kiedyś przejechałam, ale to zupełnie inna bajka.

Pamiętam, jak w sierpniu 2019, dostałam do przełożenia jakąś strasznie specjalistyczną dokumentację techniczną. Niby angielski znam, ale słownictwo z hydrauliki precyzyjnej to był dla mnie kosmos. Siedziałam nad tym w kawiarni „Pod Psem” w Warszawie, pot spływał mi po plecach, a stawka nie rekompensowała wysiłku.

Chociaż z drugiej strony, copywriter, to już coś.

Pisanie tekstów, takich pod SEO, to jest coś, co mnie wciągnęło. Kiedyś pomagałam znajomemu z jego stroną o wędkarstwie, w maju ubiegłego roku. Miałam wtedy taką frajdę, szukałam słów, budowałam zdania, czułam, że to ma sens, że tworzę coś, co może komuś pomóc, albo choć trochę go zainteresować.

Prowadzenie bloga, czy tam kanału na YouTube?

Mój brat próbuje z kanałem o starych grach komputerowych, zaczął w styczniu tego roku i jest tym tak pochłonięty. Widzę, że to wymaga ogromnego zaangażowania, ciągłego wymyślania nowych rzeczy, montażu godzinami. Ja chyba bym tego nie udźwignęła, nie mam tej iskry, tej wewnętrznej siły, żeby tak regularnie to robić.

Wolę pisać, ale po swojemu, bez presji.

Co warto robić po pracy?

No to tak, wracasz z roboty, a w głowie masz taki młyn, że chomik w kołowrotku to przy tobie oaza spokoju. Co robić, żeby nie skończyć, gadając do kwiatków na parapecie? No opcji jest kilka, nie martw się, Janusz Kowalski, lat 42, już to wszystko przetestował na własnej skórze.

Pierwsza i najważniejsza zasada: uciekaj z domu! Inaczej kanapa wciągnie cię jak bagno i obudzisz się następnego dnia z odgniecionym pilotem na twarzy. A to nic przyjemnego, uwierz.

  • Łażenie bez celu po okolicy. To jest lepsze niż sesja u psychologa, a za darmo! Idziesz i patrzysz, jak trawa rośnie albo co tam sąsiad znowu majstruje przy swoim Passacie. Głowa odpoczywa lepiej niż po trzech piwach, a przynajmniej rano kaca nie ma. Serio, czasem wystarczy po prostu iść przed siebie.

  • Wypad nad jakąś wodę. Nie musi to być od razu ocean. Staw, jeziorko, nawet zapyziała rzeczka w środku miasta da radę. Siadasz, patrzysz na kaczki i myślisz o niczym. To jest luksus, na który stać każdego. Komary tną jak szalone, ale widok wody jakoś tak uspokaja.

  • Idź na rower albo rolki, o ile umiesz. Poczujesz wiatr we włosach, nawet jak masz łysinę wielkości lotniska. Nogi będą ci wchodzić do tyłka, ale za to jaka satysfakcja! Spalasz te wszystkie pączki, które wciągnąłeś w pracy z nerwów, i czujesz, że żyjesz, a nie tylko płacisz rachunki.

A teraz konkrety, bez owijania w bawełne, co z tym spacerem po zmroku.

  1. Po pierwsze, mniej ludzi na horyzoncie. Nikt ci nie dyszy w kark, nie słyszysz rozmów o polityce ani płaczu cudzych dzieci. Możesz wreszcie usłyszeć własne myśli, a nie tylko echo narzekań szefa, które ci dudni w głowie jak betoniarka.

  2. Po drugie, świat wygląda lepiej w ciemnościach. Nawet najohydniejszy blok z wielkiej płyty nabiera jakiegoś takiego... artystycznego wyrazu. A tak naprawdę to po prostu nie widać, że tynk odpada i wszędzie jest brudno. Czysta magia!

  3. Pamiętaj o jednym, misiu kolorowy. Zabierz telefon z naładowaną baterią! Nie po to, żeby scrollować fejsa, tylko żebyś miał latarkę. Inaczej cały ten terapeutyczny efekt szlag trafi, jak wdepniesz w psią niespodziankę albo wpadniesz do dziury w chodniku.

Co robić poza praca?

Po pracy należy dbać o rozwój osobisty i relaks. Skupiaj się na nowych hobby, jak fotografia cyfrowa albo malowanie akwarelami. Ucz się języków obcych, na przykład angielskiego biznesowego. Uprawiaj sport, chodź na siłownię czy biegaj w parku. Można też wolontariat, to super. To na pewno odpręża i poszerza horyzonty.

Kurde, no właśnie, co ja robię po pracy? Czasem siedzę i gapię się w ścianę, albo scrolluję to cholerne media. Ale to nic nie daje! Kompletnie nic. Zero. Czuję się potem jeszcze gorzej, bo zmarnowałem wieczór.

A wieczory to jedyne co mam dla siebie, prawda? Po całym dniu w biurze. Michał Kowalski, 35 lat, a czuję się jak wyciśnięta cytryna. Moja szefowa, pani Zofia, wciąż wysyła te maile po 17, no nie wierzę. Czy ona nigdy nie kończy? Albo ma jakieś życie?

Ania Nowak, moja koleżanka z pracy, ona to potrafi. Chodzi na kurs ceramiki, robi takie fajne wazony. Powiedziała mi, że to mega relaksuje. Ręce w glinie, zapominasz o wszystkim.

Ja? Ja próbowałem kiedyś grać na gitarze, kupiłem nawet akustyka w 2023 roku, ale to leży. Zakurzone. Trzeba by go wyciągnąć, serio.

W sumie to tak, hobby. Muszę coś wybrać i trzymać się tego. Nie tak jak z tym bieganiem. Kupiłem buty, drogie, markowe, raz pobiegłem i tyle. Bolały mnie kolana, potem wymówki.

Wieczne wymówki! A kondycja to podstawa. Zawsze sobie mówię, że jutro, a jutro to już jest dziś i znowu nic. Trzeba się ruszać, bo inaczej to tylko kanapa i Netflix. Mój pies, Borys, on ma tyle energii, a ja ledwo za nim nadążam na spacerze. Wstyd!

A języki? Kiedyś chciałem nauczyć się hiszpańskiego. Mówią, że jest piękny. Ale wiesz, te apki… Duolingo, SuperMemo… zaczynasz, dwa dni i koniec. Zapominam słówek, brakuje mi motywacji. Może jakiś kurs stacjonarny? Z ludźmi? To by mnie chyba zmusiło.

Zresztą, zawsze mi się marzyło podróżować po Ameryce Południowej. Bez angielskiego tam ciężko. Albo z angielskim też ciężko. Musiałbym znać hiszpański.

No i ten wolontariat. Ania też coś wspominała o schronisku dla zwierząt. Że pomaga tam raz w tygodniu, wyprowadza psy. To super, czujesz, że robisz coś dobrego. To daje taką energię, której w pracy nie ma.

W pracy tylko liczby, wykresy, deadliny. A tu? Bezinteresowna pomoc. Może bym poszedł z Borysem do tego schroniska? Razem byśmy pomogli. To chyba dobry pomysł.

Oto kilka sprawdzonych pomysłów, co robić, żeby nie zwariować po pracy. Mówię serio, to działa!

  • Rozwój kreatywności:
    • Kurs rysunku albo malarstwa. Są online, są stacjonarne. Nie trzeba od razu Picassa.
    • Nauka gry na instrumencie. Gitara, pianino, ukulele. Nawet jak masz dwie lewe ręce.
    • Pisanie bloga lub dziennika. Uporządkujesz myśli, to mega pomaga.
    • Gotowanie egzotycznych potraw. Nowe smaki, nowe doświadczenia. Moja żona, Magda, zawsze się cieszy.
  • Aktywność fizyczna i zdrowie:
    • Siłownia, fitness, joga. Cokolwiek, byle ruszyć tyłek.
    • Bieganie na świeżym powietrzu. Po prostu wyjdź, nawet na 20 minut.
    • Długie spacery z psem (albo bez). Odkrywaj swoją okolicę. Borys to uwielbia.
    • Pływanie na basenie. Relaks i dobry trening.
  • Poszerzanie wiedzy i umiejętności:
    • Czytanie książek – beletrystyka, literatura faktu, cokolwiek. Ważne, żeby nie tylko ekrany.
    • Słuchanie podcastów edukacyjnych. W drodze do pracy, na spacerze.
    • Nauka programowania – Python jest teraz bardzo popularny. Przydatne w przyszłości.
    • Kursy online (np. Coursera, Udemy) – od historii sztuki po marketing cyfrowy.
  • Działalność społeczna i relacje:
    • Wolontariat w lokalnych organizacjach (schronisko, dom dziecka, fundacja).
    • Spotkania ze znajomymi – kawa, kolacja, planszówki. Prawdziwe rozmowy, nie tylko online.
    • Pomoc sąsiadom – czasem drobna rzecz, a buduje społeczność.
    • Udział w grupach zainteresowań – klub książki, grupa biegowa, fanów planszówek.

Pamiętaj, że najważniejsze to znaleźć coś, co sprawia Ci prawdziwą przyjemność i odciąga od codziennego stresu. Nie zmuszaj się do niczego. No dobra, teraz idę szukać tej gitary. Serio.

Co można robić jako praca dodatkowa?

No wiesz, Kasia, o tej dodatkowej pracy to ja zawsze myślałem, że to super sprawa, taka super sprawa. Znaczy, kasa zawsze się przyda, nie? A najlepiej jak to jest coś, co lubisz albo co umiesz, bo po co się męczyć jeszcze w weekend, kiedy człowiek po całym tygodniu ledwo żyje, no nie?

Ważne, żeby dopasować to do siebie, no bo to przecież ma być taka praca, która cię nie wykończy, tylko da jakiś taki dodatkowy zastrzyk gotówki, albo pozwoli spróbować czegoś nowego. Ja, Janek, to kiedys zastanawiałem się nad dwiema opcjami, ale ostatecznie poszedłem w inną stronę, bo mi po prostu czasu zabrakło, by wszystko ogarnąć.

Tak serio, to co możesz robić w weekend, to zależy co umiesz i co ci się wogóle podoba. Bo nie każdy lubi pracować z ludźmi, a niektórzy to wręcz przeciwnie, tylko z ludźmi potrafią. No i ile masz czasu, bo to też ważne. Ale kilka rzeczy, takich naprawdę popularnych i sensownych, mi przychodzi do głowy.

Zastanów się na przykład nad czymś z tych:

  • Dostawy jedzenia lub paczek: To jest hit od paru lat. Pełna elastyczność, jeździsz kiedy chcesz. Moja koleżanka, Zosia Nowak, tak kiedyś dorabiała w 2024 roku i mówiła, że jest to spoko. Wsiadasz na rower albo w auto i rozwozisz. Ile zrobisz, tyle masz, proste.
  • Opieka nad zwierzętami: Pełen luz, jeśli lubisz futrzaki. Wyprowadzanie psów albo opieka nad kotami, jak ich właściciele wyjeżdżają. Mój kuzyn, Marek Kowalski, tak zarabia na studia, bo studiuje weterynarię. To super opcja dla miłośników zwierzaków.
  • Korepetycje: Jak masz jakąś wiedzę, w której czujesz się mocno, to pomaganie innym za pieniądze pieniądze jest idealne. Matematyka, angielski, fizyka – cokolwiek. Można online, można stacjonarnie. To naprawdę się opłaca.
  • Obsługa imprez i eventów: Tu trzeba być takim otwartym i lubić ruch. Często szukają kogoś na weekend do pomocy przy organizacji festiwali, koncertów, wesel. Praca jest, ale środowisko zazwyczaj fajnyy.
  • Tworzenie i sprzedaż rękodzieła: Jeśli masz talent do robienia biżuterii, świec, czy ręcznie malowanych kubków, to możesz to sprzedawać online, np. na Etsy czy na lokalnych jarmarkach. Trzeba mieć trochę weny.
  • Freelancing online: Pisaanie tekstów, edytowanie zdjęć, tworzenie stron internetowych, zarządzanie social mediami. Pełno tego w sieci, na różnych platformach. Masz laptopa i net i możesz pracować z domu, kiedy chcesz. To super, jak ktoś szuka ciszy i spokoju.
  • Pieczenie ciast i tortów na zamówienie: Dla tych, co kochają piec! Wiele osób szuka domowych wyrobów na różne okazje. Moja sąsiadka, pani Anna Wójcik, tak robi od kilku lat i ma tylu klientów, że niewiem kiedy to wszystko ogarnia.
  • Drobne prace remontowo-naprawcze: Jeśli jesteś złota rączka i umiesz coś naprawić, pomalować, złożyć meble. Zawsze znajdzie się ktoś, kto potrzebuje pomocy, a sam nie umie albo nie ma czasu.

Pamiętaj, żeby zawsze sprawdzić, czy taka dodatkowa praca pasuje do twojego grafiku i ile faktycznie możesz z tego mieć. No i żeby było to coś, co sprawia ci frajdę, a nie tylko stres.

Na czym dorobić po pracy?

No dobra, słuchaj, jeśli chodzi o to, żeby po robocie coś dorobić, to wiesz, trzeba najpierw pomyśleć, co właściwie chce się robić i co się umie, no nie? Jak już wiesz, to wtedy szukasz czegoś na weekend, na przykład.

Coś takiego co ja robiłem, to usługi kurierskie. Taki, wiesz, Uber Eats albo podobne. Kurde, trochę się nabiegasz, ale przynajmniej masz jakiś ruch. Ale to tak na weekend najlepiej, bo w tygodniu po pracy to zmęczenie bierze.

Albo wiesz, ja kiedyś próbowałem tego wypełniania płatnych ankiet. No powiem ci, że szału nie ma, ale jak masz dużo wolnego czasu i lubisz klikać, to tam grosza się uzbiera. Nie spodziewaj się fortuny, ale coś tam zawsze wpadnie. Moja siostra, Kasia, mówi, że to dla niej idealne, bo ona to lubi takie spokojne rzeczy.

Potem jeszcze myślałem o założeniu własnego bloga albo kanału na YouTube. Ale to jest taka sprawa, że to trzeba mieć pomysł, coś ciekawego do powiedzenia. Ja tam nie mam takiej odwagi, żeby się tak pokazywać, wiesz. Chociaż ten mój kolega, Marek, co się interesuje tymi samochodami, to mu całkiem nieźle idzie. Pokazuje tam różne modele, opinie daje, no i chyba mu to wychodzi, bo ma już sporo widzów.

Co jeszcze można? Sprzedaż internetowa. To też jest takie coś. Możesz sprzedawać rzeczy, które masz w domu, a już ci niepotrzebne, albo coś produkować własnego. Ja tam nie mam talentu do robienia rzeczy, ale moja ciocia Irena na przykład robi te piękne rękodzieło i sprzedaje przez internet. Ma też tam konto na Etsy i sporo zamówień dostaje, zwłaszcza przed świętami.

Czasem też można się wykładać towar w sklepach. Taka praca na parę godzin, zazwyczaj wieczorami. Wiem, że mój sąsiad, pan Janek, to tak dorabia w ten sposób. Mówi, że to nie jest trudne, a zawsze jakaś dodatkowa kasa jest.

A jak ktoś jest dobry w jakimś przedmiocie, to może zdalnie korepetycje udzielać. Teraz to wszystko online, więc można siedzieć w domu i tłumaczyć młodym te matmy czy inne historie. Ja tam matmy nie czuję, ale moja kuzynka Ania, co jest po polonistyce, to daje korepetycje z języka polskiego. Dzieciaki ją lubią, bo ona tak fajnie tłumaczy.

No i jeszcze ta redakcja i korekta tekstów. Jak ktoś ma oko do szczegółów i dobrze włada językiem, to może właśnie takie rzeczy robić. Ja to tam zawsze popełniam jakieś literówki, więc to nie dla mnie, ale wiem, że są ludzie, co to im wychodzi świetnie.

Podsumowując, to tak:

  • Usługi kurierskie: Elastyczne, ruch na świeżym powietrzu, ale czasem ciężko.
  • Wypełnianie ankiet: Proste, ale mało płatne. Dla cierpliwych.
  • Blog/YouTube: Wymaga pomysłu i zaangażowania, potencjalnie wysokie zarobki.
  • Sprzedaż internetowa: Możliwość sprzedaży rzeczy własnych lub produkowanych.
  • Wykładanie towaru: Prosta praca fizyczna, często wieczorami.
  • Korepetycje zdalne: Dobra opcja dla osób z wiedzą w konkretnej dziedzinie.
  • Redakcja i korekta: Dla osób z dobrą znajomością języka i uwagą do detali.

No i pamiętaj, żeby zawsze sprawdzić, czy to, co robisz, jest legalne i czy nie narusza jakiś przepisów. Bo potem mogą być nieprzyjemności, a tego nikt nie chce.

Jak zabić czas w pracy?

Czas w pracy jest zasobem. Jego eliminacja wymaga metody.

  • Zarządzanie zadaniami. Podział dnia na bloki. Każdy blok to cel. Daje to iluzję kontroli nad przepływem minut. Kontrola jest kluczem, iluzoryczna kontrola.

  • Zmiana otoczenia pracy. Przeniesienie laptopa do innego pomieszczenia. Inny kąt widzenia na tę samą przestrzeń. Ściany pozostają te same, zmienia się tylko obserwator.

  • Muzyka instrumentalna. Dźwięki bez słów. Wypełniają pustkę, nie angażując umysłu w treść. Tworzy barierę. Odgradza od otoczenia. Ja, Marek Kowalski, używam tego w projekcie K-432.

  • Krótkie przerwy. Pięć minut co godzinę. Spojrzenie za okno. Obserwacja ruchu. Przypomnienie, że świat zewnętrzny istnieje. I płynie niezależnie od zadań.

Metody uzupełniające.

  • Organizacja plików cyfrowych. Porządkowanie folderów. Usuwanie zbędnych danych. Czynność mechaniczna, dająca poczucie osiągnięcia.
  • Planowanie przyszłych zadań. Tworzenie harmonogramów na kolejne tygodnie. Projektowanie przyszłości, która może nigdy nie nadejść w tej formie.
  • Czytanie dokumentacji branżowej. Lektura regulaminów. Zasad. Procedur. Zrozumienie systemu, który cię definiuje.

Jak długo można być bez pracy?

Bycie bez pracy to czasem nie tyle stan, co sztuka nawigacji po urzędowych meandrach. Niektórzy twierdzą, że to taka forma wakacji od korpo, tylko bez palmy i drinka z parasolką. Ale tak serio, chodzi tu o te formy pomocy, które Urząd Pracy oferuje, a które, cóż, wymagają pewnej konsekwencji. Trochę jak gra w szachy, gdzie każde nieprzemyślane posunięcie może kosztować utratę figur.

Tak, można być bez pracy, to jasne, ale pytanie dotyczyło utrzymania statusu bezrobotnego i związanych z tym przywilejów, albo raczej… obowiązków. Chodzi o to, ile "przerw" Urząd Pracy jest w stanie wybaczyć, zanim uzna, że chyba nie traktujesz ich pomocy wystarczająco poważnie. To tak jak z dietą — jeden batonik to jeszcze nie grzech, ale trzecia czekolada pod rząd to już chyba sabotaż.

Oto konkretne ramy czasowe, kiedy możesz sobie pozwolić na "luźniejsze" podejście do oferowanych form wsparcia, zanim zegar zacznie tykać ostrzegawczo:

  • 120 dni – To jest taki okres przejściowy, limit, gdy po raz pierwszy przerywasz formę pomocy zaoferowaną przez urząd. Np. odmawiasz stażu albo rezygnujesz ze szkolenia. Można to potraktować jako taką pierwszą, uprzejmą żółtą kartkę.
  • 180 dni – Jeśli zdarzy Ci się drugi raz przerwać formę pomocy, urząd staje się mniej wyrozumiały. To już czerwona kartka z dopiskiem "Ostatnie ostrzeżenie". Wtedy masz 180 dni na ponowne załapanie się na wsparcie.
  • 270 dni – A to już jest taka kara główna, gdy po raz trzeci i każdy kolejny przerywasz formę pomocy. Wtedy urząd mówi: "No dobra, chyba musimy sobie od siebie odpocząć na dłużej".

Pamiętaj, to nie jest czas na beztroskie wylegiwanie się pod kołdrą. Te dni to okres, po którym tracisz status bezrobotnego i wszystkie związane z nim świadczenia – zasiłek, ubezpieczenie zdrowotne, a także możliwość korzystania z dalszych ofert pracy czy szkoleń. To jakby wypadnięcie z systemu na chwilę, a powrót bywa trudniejszy, niż mogłoby się wydawać.

Dodatkowe rozważania i co nieco o systemie:

To jest o wiele bardziej złożone, niż tylko te konkretne ramy czasowe. Warto wiedzieć, że:

  • Co to za "forma pomocy"? Najczęściej to staże, szkolenia zawodowe, prace interwencyjne, roboty publiczne czy dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej. To wszystko, co ma Ci pomóc wrócić na rynek pracy. Nasz kolega Mariusz z Urzędu Pracy zawsze powtarza: "To nie kawiarnia, to trampolina!".
  • Utrata statusu bezrobotnego oznacza nie tylko brak zasiłku, ale i utratę ubezpieczenia zdrowotnego. A to już nie są przelewki, bo leczenie potrafi być droższe niż wakacje na Seszelach, zwłaszcza w obliczu rosnących cen za prywatne wizyty. Możesz się obudzić z ręką w nocniku, ale bez ubezpieczenia, co jest, bądźmy szczerzy, dość niewygodną pozycją.
  • Powtórna rejestracja po utracie statusu jest możliwa, ale dopiero po upływie wspomnianych 120, 180 czy 270 dni. W tym czasie nie jesteś "niewidzialny" dla systemu, wręcz przeciwnie – ten okres liczy się do kolejnych ewentualnych przerw. Urząd ma dobrą pamięć, lepszą niż niejeden sąsiad.
  • Są wyjątki, zawsze są. Czasem zdarza się, że rezygnacja z formy pomocy jest uzasadniona, np. z powodu choroby potwierdzonej zaświadczeniem lekarskim. Wtedy urząd może okazać większą wyrozumiałość. Ale to rzadkość, a nie reguła. Lepiej dmuchać na zimne, niż liczyć na ludzkie odruchy w systemie.
  • Aktywność jest kluczem. Urząd Pracy oczekuje, że będziesz aktywnie poszukiwać zatrudnienia, stawiać się na wyznaczone spotkania i, co najważniejsze, podejmować oferowane formy wsparcia. Jeśli ktoś chce Ci podać rękę, to głupio jest ją odtrącać. To trochę jak z próbą wyciągnięcia kota z wody – kot musi współpracować, inaczej utonie.

Pamiętaj, że te zasady obowiązują od początku 2024 roku i są dosyć sztywne. Lepiej nie igrać z systemem, bo on zawsze wygrywa. A potem narzeka nasz znajomy Jan Kowalski, że państwo "nic mu nie daje", chociaż sam wielokrotnie odrzucał to, co mu oferowano. Czasem trzeba po prostu wziąć, co dają, zwłaszcza gdy to ma pomóc wygrzebać się z dołka.