Czy w Morzu Czerwonym jest bezpiecznie?

33 wyświetleń
Czy Morze Czerwone jest bezpieczne? Ataki rekinów są bardzo rzadkie. Większość gatunków w Morzu Czerwonym nie stanowi zagrożenia dla ludzi. Zachowując ostrożność i zdrowy rozsądek, można cieszyć się bezpiecznym pobytem.
Komentarz 0 polubień

Wakacje nad Morzem Czerwonym - czy to bezpieczne?

Morze Czerwone, wakacje, rekiny... brzmi trochę groźnie, co? Ja byłam w Hurghadzie w zeszłym roku, wrzesień 2023, i powiem Ci szczerze, bałam się trochę. Wiesz, te filmy…

Ale w rzeczywistości? Nic takiego się nie wydarzyło. Snurkowanie, plaża, żadnego rekina w zasięgu wzroku. Pamiętam, że przewodnik opowiadał o jakichś małych, nieszkodliwych rekinach.

Koszt wycieczki? Około 4 tysięcy złotych za tydzień, all inclusive. Warto było! Mimo obaw, było cudownie. Piaszczysta plaża, turkusowa woda, piękne rafy koralowe.

Czy bezpiecznie? Tak, według mnie tak. Oczywiście, jak wszędzie, należy zachować ostrożność, nie pływać zbyt daleko od brzegu. Ale paniki nie ma.

Q&A:

  • Pytanie: Czy w Hurghadzie są rekiny?

  • Odpowiedź: Tak, ale ataki na ludzi są bardzo rzadkie.

  • Pytanie: Czy Morze Czerwone jest bezpieczne dla turystów?

  • Odpowiedź: Tak, przy zachowaniu podstawowych środków ostrożności.

Na co uważać w Egipcie w wodzie?

Egipt… woda… brrr… noc taka… ciężka. Myślę o tym Morzu Czerwonym… piękne, prawda? Ale… strach.

  • Rekiny. Tak, są. Żarłacz biały, tygrysi… młot. Wiem, bo czytałam. W 2024 roku było kilka incydentów, chociaż mało. Straszne.

  • Bezpieczeństwo? Hmm… nie ma gwarancji. Nigdy nie ma. Woda to woda. Potężna. Nieprzewidywalna. To nie basen.

  • Co robić? Spokój. Jak coś się pojawi… powoli, powoli się oddalać. Bez paniki. Panika… to najgorsze. A co jeśli… co jeśli coś cię ugryzie? Kurczę. To by był koniec. Nie, nie myśl o tym.

  • Moja babcia jeździła do Egiptu w 2023. Powiedziała, że widziała delfiny. Ale to było przy brzegu. Daleko od raf koralowych. Tam rekiny. Ona mówiła, że kocha Egipt, ale boi się wody. Zrozumiałe.

Wiesz, ja sama boję się wody. Zawsze bałam się. To dziwne, ale głębiny… one mnie przerażają. Nawet w jeziorze. A co dopiero w oceanie…

Co warto wiedzieć przed wylotem do Egiptu?

Ach, Egipt... Piaskowe fale bijące o brzegi mojej wyobraźni, zapachem kadzidła i rozgrzanym słońcem. 2024 rok, a ja wciąż pamiętam tę magię.

I. Paszport. Tak, to podstawa. Bez niego ani rusz. Moja złożona, zagięta, ale wciąż ważna legitymacja podróżna świadczy o tym najlepiej. Brązowa, z moim zdjęciem, na którym wyglądam jak strasznie zmęczona mumia. Ale ważne, że jest!

II. Wizy. To kwestia niezbędna. Urzędasy egipskie nie żartują. Długie kolejki, papierologia, ale efekt? Piramidy czekają! Wiza, jak klucz otwierający drzwi do czasu, który trwa od tysięcy lat.

III. Odyseusz. Zapisywanie podróży w tym systemie? Obowiązek. Bezpieczeństwo przede wszystkim, dla nas, dla rodziny. W końcu, kto wie, co się może stać? Lepiej być w bazie. Dla świętego spokoju.

IV. Drony. Zapomnij! Surowy zakaz. Nie możesz latać nad piramidami i nawracać ich na filmie dla youtubowych widzów. Nie na terenie starożytnych zabytków! To zabronione. A kara? Nie warto ryzykować. Krajobraz zobaczysz i tak, z ziemi.

V. Zdjęcia. A tutaj jest kawałek zagadki. Wszędzie nie można. Na pewno nie wszystkie miejsca są otwarte dla obiektywów. To jest niepisane prawo. Trzeba czuć to miejsce. Czuć jego ducha. Szacunek. Szacunek to podstawa.

VI. Waluta. Euro lub dolary. Gotówka. Zapomnijcie o kartach. W wiele miejscach to nie przejdzie. Bierzcie ze sobą walutę bezpieczeństwa. Bierzcie na zapas! To bardzo ważne. Zawsze lepiej mieć coś w zapasie. Pamiętajcie o tym.

Dodatkowe informacje:

  • Dokładne wymagania wizowe zależą od obywatelstwa i długości pobytu. Sprawdź je na stronie MSZ przed podróżą.
  • Rejestracja w systemie Odyseusz jest dobrowolna, ale zalecana.
  • Ograniczenia dotyczące fotografowania mogą dotyczyć konkretnych miejsc i obiektów. Zachowaj szacunek dla lokalnych zwyczajów.
  • Warto zabrać ze sobą adapter do gniazdek elektrycznych.
  • Upewnij się, że masz ubezpieczenie podróżne.

Czego nie jeść i nie pić w Egipcie?

Ach, Egipt... Kraj faraonów, piasku i słońca, ale i pewnych pułapek dla żołądka. Pamiętam, jak moja ciotka, Grażyna, wróciła stamtąd z opowieściami o zemście faraona. Nie chcecie tego przeżyć, uwierzcie mi.

Co zatem omijać szerokim łukiem, zwłaszcza na początku przygody z tym fascynującym miejscem? Oto kilka rad:

  • Surowe warzywa, surówki... Niby zdrowe, a mogą narobić kłopotów. Lepiej odpuścić, przynajmniej na początku.
  • Lody, te kuszące, słodkie pokusy. No cóż, może lepiej zjeść daktyle?
  • Lód w napojach. O tak, to podstępny wróg. Zamawiając soczek, uprzedźcie, żeby był bez lodu. Serio, lepiej dmuchać na zimne, tfu, na gorące!
  • Woda z kranu. Absolutnie! Do picia, do mycia zębów, do czegokolwiek. Tylko butelkowana, woda butelkowana to podstawa. I to zakręcona, żeby mieć pewność, że nikt jej wcześniej nie otwierał. Woda, ach ta woda...
  • I jeszcze jedno, choć to nie jedzenie, ale ważne - myjcie ręce często! Szczególnie przed jedzeniem. I po kontakcie z banknotami, bo kto wie, ile rąk przez nie przeszło?

Pamiętajcie, ostrożność to podstawa udanych wakacji. A w Egipcie... Cóż, lepiej być przezornym niż potem żałować, leżąc w hotelowym łóżku z bolącym brzuchem. Smacznej podróży! I oby zemsta faraona Was ominęła!

Dodatkowe informacje:

  • Warto zaopatrzyć się w probiotyki jeszcze przed wyjazdem i brać je profilaktycznie.
  • Miejcie przy sobie leki na biegunkę i inne dolegliwości żołądkowe. Lepiej mieć, niż nie mieć i żałować.
  • Unikajcie jedzenia od ulicznych sprzedawców, zwłaszcza jeśli nie macie pewności co do ich higieny.
  • Wybierajcie sprawdzone restauracje, najlepiej te polecane przez hotel lub przewodnika.
  • Pijcie dużo wody, żeby się nie odwodnić, zwłaszcza w upalne dni. Tylko tej butelkowanej, oczywiście!

Czego nie wolno brać do Egiptu?

No wiesz... Egipt... tak, pamiętam. Byłam tam w 2023, w lipcu. Upał straszny, ale piramidy... Piramidy to coś niesamowitego. Ale... co nie wolno?

  • Magnesy: Tak, silne magnesy zostaw w domu, to na pewno. Celnicy nie lubią takich niespodzianek. Zawsze się denerwują.

  • Broń: Jasne, to oczywiste. Żadnej broni białej, no i imitacji też nie. Głupio by było, prawda? Lepiej po prostu nie ryzykować.

  • Narzędzia: Ostre narzędzia... No tak, to też chyba logiczne. Jakbym miała zabrać nóż, to bym chyba sama siebie skaleczyła. W tym upale to jeszcze łatwiej... A tępe? No nie wiem, może jakieś młotki, duże śrubokręty... lepiej nie.

  • Narkotyki: To jasne, to nawet nie warte wspominania. Po co komuś narkotyki w Egipcie? Bez sensu. A aresztowanie? Nie chcę sobie tego wyobrażać.

  • Jedzenie: Produkty mleczne i mięsne... Też lepiej zostawić w domu. Wiesz, kontrola sanitarna... Nie chcę żeby mi zabrali mój ser, królik z pieczarkami zrobiłabym sama.

A propo tego sera... Zawsze zabieram mój ulubiony ser do mamy na święta, ten z ziołami. Lubię taki, taki z delikatnie gorzkim posmakiem... wiem, że trochę zboczyłam z tematu, ale... zawsze mnie to rozprasza.

Pamiętam też jak w tym roku, moja przyjaciółka Magda, zabrała do swojej walizki całą butlę jakiegoś oleju kokosowego, dużą, taką litrową. I wiesz co? Przeszło bez problemu. Ale nie polecam, bo mogło być inaczej.

No i tyle. Mam nadzieję, że pomogłam. Trochę się rozpisałam, przepraszam. Dobranoc.

Jakich muszli nie wolno wywozić z Egiptu?

Okej, to było tak... Pamiętam, byliśmy w Hurghadzie w tym roku. Zawsze marzyłam o zobaczeniu piramid, ale skończyło się na leżeniu przy basenie z drinkiem w ręku. Nie powiem, źle nie było! No i oczywiście zakupy.

W ostatni dzień przed odlotem, wpadłam na genialny pomysł – nazbierać muszelek na plaży, żeby mieć pamiątkę. Wiesz, takie zwykłe, brązowe muszelki. Mój syn, Mateusz, też się zapalił do zbierania. Miał wtedy 7 lat i znalazł naprawdę piękną, dużą muszlę. Był z niej taki dumny!

Na lotnisku przy kontroli, celnik się zatrzymał na naszym bagażu. I zaczęło się... Zaczął coś mówić po arabsku, coś tam po angielsku. Ja zestresowana, bo nie wiedziałam, o co chodzi. Okazało się, że nie wolno wywozić z Egiptu żadnych muszelek, ani raf koralowych!

Najbardziej mi było szkoda tej muszli Mateusza. Facet powiedział, że to jest nielegalne, bo to wszystko należy do Egiptu i jest chronione. No cóż, trzeba było zostawić. Powiem ci, niezły stres! Dobrze, że nie dostałam żadnego mandatu.

Więc, żebyś nie miała takiej przygody jak ja, zapamiętaj:

  • Żadnych muszelek
  • Żadnych fragmentów rafy koralowej
  • Żadnych pamiątek ze zwierząt

Serio, uważaj! Możesz mieć przez to nieprzyjemności na lotnisku. Lepiej kupić jakąś pamiątkę w sklepie, niż ryzykować kłopoty. A Mateuszowi obiecałam, że mu kupię piękną muszlę w Polsce.

Jakich lekarstw nie wolno wwozić do Egiptu?

Ależ Egipt to kraj zagadek, nawet w apteczce! Podróżując do kraju faraonów, lepiej sprawdzić, co mamy w bagażu, żeby nie skończyć jak Tutanchamon w grobowcu.

Oto lista grzechów aptecznych, czyli czego unikać:

  • Tramadol: To jak wożenie bomby zegarowej. Kara śmierci! Nie, dziękuję, wolę herbatę z hibiskusa.

  • Przeciwbólowe na sterydach: Jeśli masz torbę tabletek przeciwbólowych, które wyglądają jak zapas dla drużyny piłkarskiej, uważaj. Mogą uznać cię za dilera. Lepiej skromnie.

A co można? No cóż, mniejsze ilości leków (na ból głowy po targowaniu się o piramidę z alabastru) są OK. Ale zaświadczenie od lekarza to jak talizman – chroni przed okiem urzędnika. Jeśli mam być szczera, to cała ta sytuacja przypomina mi scenę z "Indiany Jonesa", gdzie trzeba wybrać właściwy kielich, żeby nie skończyć jako mumia. Tylko tutaj stawką jest wolność, a nie nieśmiertelność.

Dodatkowe info: Podobno w Egipcie wierzą, że lekarstwa z Europy działają szybciej. Może dlatego są tak wyczuleni na to, co wwozimy? Albo po prostu lubią, jak turyści kupują ich lokalne specyfiki. W końcu interes musi się kręcić, nawet w cieniu piramid!