Czy Blue Monday jest prawdziwy?

1 wyświetlenia

Blue Monday to pseudonaukowa koncepcja. Nie opiera się na badaniach klinicznych ani obserwacjach, a na wzorze stworzonym przez firmę turystyczną w celach marketingowych. Nie ma dowodów na to, że trzeci poniedziałek stycznia jest bardziej depresyjny niż inne dni.

Sugestie 0 polubienia

Okej, dobra, to spróbujmy to “przerobić” tak po ludzku, od serca. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Czy Blue Monday… no dobra, czy to w ogóle ma sens?

Słuchajcie, no bo Blue Monday. Pamiętam jak pierwszy raz o tym usłyszałam. “Najbardziej depresyjny dzień w roku!” – wykrzykiwali w telewizji. Pomyślałam wtedy… serio? Akurat? No dobra, styczeń to generalnie średni czas. Krótki dzień, zimno, święta za nami i jakoś tak… pusto, no. Ale żeby od razu “najbardziej depresyjny”?

No i wiecie co? Okazuje się, że to całe Blue Monday to tak naprawdę… bujda na resorach! Serio! Nie wiem, czy wiecie, ale to podobno wymyśliła jakaś firma turystyczna, żeby ludzie w styczniu kupowali wycieczki. No bo jak człowiek smutny, to chce gdzieś uciec, prawda? No i w sumie, sprytne. Tylko trochę… manipulacyjne? Nie wiem.

Mówią, że to w ogóle nie ma żadnych podstaw naukowych. Że to nie jest tak, że akurat w ten poniedziałek, ten konkretny, jesteśmy bardziej przybici niż w jakikolwiek inny dzień. I wiecie co? Jak się tak nad tym zastanowić, to ma to sens. Przecież depresja to nie jest tak, że przychodzi nagle w poniedziałek o 10 rano i wychodzi we wtorek. No nie?

Pamiętam, jak w zeszłym roku akurat w ten Blue Monday miałam super dzień. Piłam pyszną kawę, spotkałam się z przyjaciółką i w ogóle miałam dobry humor. A rok wcześniej… no, to faktycznie był beznadziejny poniedziałek, ale raczej dlatego, że miałam gigantycznego kaca po weekendzie, a nie dlatego, że to był jakiś magiczny “najsmutniejszy dzień”.

No i co ja mam wam powiedzieć? Chyba nie dajmy się wkręcać w takie historie. Jak jest nam źle, to jest nam źle i nieważne, czy to poniedziałek, środa, czy Blue cokolwiek. A jak jest dobrze, to się cieszmy. I tyle. Może lepiej zamiast martwić się Blue Monday, po prostu zaparzyć sobie dobrą herbatę? No bo co myślicie, ma to sens w ogóle, to wszystko?