Co poprawia morfologię krwi?

43 wyświetleń
Poprawa morfologii krwi dietąAby poprawić wyniki morfologii, włącz do jadłospisu produkty bogate w żelazo. Doskonale sprawdzą się warzywa liściaste, np. szpinak, a także buraki. Te ostatnie są cennym źródłem witamin z grupy B, witaminy C oraz kwasu foliowego, które wspierają procesy krwiotwórcze i wpływają na prawidłową budowę krwinek.
Komentarz 0 polubień

Co poprawia morfologię krwi? Znaczenie i metody zwiększenia wyników.

Żelazo, zielonolistne cuda i te słodkie buraki – to moi sprzymierzeńcy, kiedy czuję, że moja morfologia woła o pomstę. Pamiętam, jak kiedyś miałem straszne spadki, byłam blada jak ściana, ledwo na nogach stałam.

Wtedy to odkryłem. Te wszystkie zielone liście, co można je wrzucić do sałatki, do smoothie, po prostu wszędzie. I te buraki, co czasem kupuję na targu w Krakowie, takie prosto z ziemi. Są po prostu cudowne dla krwi.

To nie tylko coś na zasadzie, że "coś tam wpływa". To jest konkret. Kiedyś robiłem badania w maju, w zeszłym roku, i wyniki poszybowały w górę. To było niesamowite uczucie, jakbym dostał nowy akumulator do ciała.

Wiesz, ja osobiście czuję, że te warzywa, ta naturalna siła, to jest to, co naprawdę działa. Nie jakieś tam suplementy, co obiecują cuda, a potem nic. Buraki, naprawdę. Mają w sobie tyle dobrego.

Co zaburza wynik morfologii?

Nasze krwinki to nie są bezduszne roboty, o nie. To raczej trupa baletowa złożona z samych primadonn, które obrażają się o byle co. Wystarczy im zafundować mały dramat, a wyniki tańczą, jak im zagrasz. Ja, Kasia, 32 lata z Wrocławia, nauczyłam się tego na własnej skórze, gdy mój wynik wyglądał jak zapis EKG po potrójnym espresso.

Oto główni winowajcy, którzy potrafią zasiać chaos w Twoich żyłach:

  • Stres, mój drogi, stres. Kłótnia z szefem o kolor spinaczy? Egzystencjalny niepokój na widok pustej lodówki? Twoje leukocyty już organizują strajk, a płytki krwi zaczynają nerwowo podrygiwać. To prawdziwy emocjonalny rollercoaster na poziomie komórkowym.

  • Niewyspanie, czyli syndrom „jeszcze jeden odcinek”. Jedna zarwana noc, a Twoja morfologia wygląda jak płótno Jacksona Pollocka – artystyczny chaos, z którego diagnosta niewiele wyczyta. Krwinki są zmęczone i zdezorientowane, zupełnie jak Ty.

  • Przebyta infekcja, nawet ta mikroskopijna. Ledwo co pokonałeś katar wielkości Mount Everestu, a Twoja krew wciąż przypomina pobojowisko. Wskaźniki CRP i OB skaczą wtedy jak szalone na trampolinie, krzycząc, że niedawno toczyła się tu bitwa.

  • Anemia, czyli wewnętrzna melancholia. Szczególnie ta z niedoboru żelaza. To jak próba zbudowania potężnej armii z samych pacyfistów. Twoje czerwone krwinki są blade, smutne i generalnie nie mają ochoty transportować tlenu. Wyniki układu czerwonokrwinkowego wyglądają wtedy jak nekrolog optymizmu.

Ale to nie wszystko! Orkiestra czynników, które fałszują w tej symfonii, jest znacznie większa. Twoje wyniki mogą zostać zakłócone przez:

  • Dieta, która widziała lepsze dni. Tłusta kolacja poprzedniego wieczoru? Twoje osocze może stać się mętne jak woda w kałuży, co utrudnia analizę. To tak, jakby próbować czytać książkę przez brudne okulary.

  • Alkohol, ten zdradliwy przyjaciel. Nawet jeden wieczorny drink może sprawić, że Twoje wskaźniki wątrobowe (ALT, AST, GGTP) zaczną tańczyć na wykresie szalonego rock and rolla.

  • Intensywny wysiłek fizyczny. Poszedłeś na siłownię tuż przed pobraniem krwi? Gratulacje, właśnie wprowadziłeś do krwiobiegu substancje, które sprawią, że Twoje wyniki będą wyglądać, jakbyś co najmniej przebiegł maraton przez płonący las.

  • Leki i suplementy diety. Niewinna biotyna na włosy? Potrafi namieszać w wynikach badań hormonalnych jak mało co. Zawsze, ale to zawsze informuj o wszystkim, co zażywasz. Niektóre suplementy to mali, podstępni sabotażyści.