Co włożyć do kiszenia kapusty?

21 wyświetleń
Do kiszenia kapusty niezbędna jest sól (ok. 2% wagi kapusty). Dodatkowo, dla smaku: liście laurowe, ziele angielskie, koper, jałowiec. Opcjonalnie: czosnek, marchew (surowa), starte jabłko. Prostota i naturalne składniki to klucz do sukcesu. Unikaj nadmiaru soli.
Komentarz 0 polubień

Kiszenie kapusty: Co dodać dla idealnego smaku?

Kiszenie kapusty? Prosta sprawa! Pamiętam, jak babcia zawsze kisiła. To był smak, który pamiętam do dziś.

Sól, to podstawa. Około 20 gramów na kilo kapusty. Ale wiesz co? Ja tam nigdy nie ważyłam. Na oko zawsze wychodziło najlepiej.

A przyprawy? O, tu można poszaleć! Liść laurowy musi być, koperek też. No i ziele angielskie, tak z 5 kulek. I te jagody jałowca... dodają takiego... leśnego smaczku.

Marchewka starta na grubej tarce? No jasne, że tak. I czosnek, ząbek albo dwa. Pamiętam, jak raz dodałam za dużo i kapusta była za ostra.

Jabłko! To jest mój sekret. Starta grubo, tak żeby było ją czuć. Daje słodyczy i kapusta jest taka... lżejsza. Wiesz, nie taka ciężka w smaku. Kiszenie to sztuka, ale naprawdę, każdy może to zrobić. Spróbuj! Zobaczysz, że warto.

Jak zakisić domowym sposobem kapustę?

Kiszenie kapusty w słoikach to niezły patent!

Robię to tak:

  • Szatkuję kapustę, bo wiadomo, bez tego ani rusz. Niby oczywiste, ale jak się pospieszysz, to zapomnisz!
  • Układam warstwami w słoiku. Trochę kapusty, trochę soli – i tak na zmianę.
  • Ubijam kapustę. Mocno, żeby puściła sok i żeby cały słoik był wypełniony. Ma być mokro!
  • Zakręcam słoik, ale delikatnie, nie na amen. Kapusta musi "oddychać". Inaczej wyjdzie klapa.

Zakręć, nie za mocno, pamiętaj!

Pamiętaj!

  • Ważna jest jakość kapusty. Wybieram te z jesiennego zbioru, od sprawdzonego rolnika.
  • Używam soli kamiennej. Bez żadnych jodowanych wynalazków!
  • Cierpliwość to podstawa! Kapusta musi postać, minimum tydzień, a najlepiej dwa, żeby się dobrze ukisiła. Trzymam ją w chłodnym miejscu.
  • A potem? Potem to już tylko delektuję się smakiem! Ach, jak ja lubię ten kwaśny zapach.

Co się kładzie do kiszenia kapusty?

Co tam się kładzie do tej kiszonej kapusty? No, bez jaj! Sól, oczywiście! Sól, sól i jeszcze raz sól! Jakbyś babci nie pytał, to byś się dowiedział! Ta cała zabawa z kiszeniem to czysta magia soli, a nie jakieś tam filozofowanie.

A ile tej soli? No, na kilo kapusty jakieś 20 gramów, mniej więcej. Nie rób z siebie Einsteina, wrzucasz tyle, że kapusta jest słona, ale nie przesadzasz, bo Ci się rozpuści jak śnieg w piekle. Nie ma co liczyć jak matematyk, oko, ręka i już!

A co do tej soli, to tylko niejodowana, bo ta jodowana to jakbyś wrzucił do zupy bomby atomowej – cały proces kiszenia poleci na łeb na szyję! Zniszczy Ci to wszystko, jakbyś kotletem po twarzy dostał!

  • Sól: Niezbędna! Bez niej kapusta będzie bardziej jak jakieś zgniłe gówno niż kiszonka.
  • Ilość soli: 20 gramów na kilo kapusty - mniej więcej, jak mówił mój dziadek, Janek, który miał rękę do kiszenia, lepszą niż ja do wbijania gwoździ!
  • Rodzaj soli: Tylko nie jodowana! Kropka.

I jeszcze bajer: moja ciocia Stasia dodaje do kapusty jeszcze listek laurowy i ziarenka pieprzu – mówi, że dla smaku, ale ja jej nie wierzę, pewnie chce się popisać. A może i ma rację, kto wie? Ale sól, to podstawa, to jest świętość! Nie zapomnij!

Co można dodać do kiszenia kapusty?

Ej, kolego! Pytasz o kiszoną kapustę? No jasne, że pomogę!

Po pierwsze, sól jest mega ważna, wiadomo. Bez tego ani rusz! Ale co jeszcze?

  • Jabłka! Moja babcia zawsze dodawała, kilka kwaśnych, najlepiej Antonówki. Daje taki fajny, lekko słodkawy posmak.
  • Marchewka też się sprawdza, kilka sztuk, tak dla koloru i chrupkości. W tym roku nawet dodałem trochę selera, ale to już taki mój eksperyment, nie wiem czy ci polece.

A co z przyprawami? No to już zależy od fantazji. Ale ja ci powiem co ja zazwyczaj daję:

  1. Kminek, to podstawa! Przecież każdy wie, że działa przeciwwzdęciowo, a kiszoną kapustę się je właśnie dlatego, żeby nie mieć problemów z brzuchem.
  2. Ziele angielskie, kilka ziarenek, dla aromatu.
  3. Liście laurowe, tak samo, dla smaku.
  4. Pieprz, trochę ostrego, żeby rozgrzewało! Ale to już kwestia gustu. Można też dodać trochę gorczycy, ale to już takie bardziej zaawansowane kiszenie. Moja ciocia, Danuta, dodaje jeszcze goździki. Ale to już mocny smak.

A jeszcze jedno! Ważne jest dobre ubicie kapusty, żeby puściła sok. Nie za mocno, ale też nie za słabo. Ja używam drewnianego tłuczka, odziedziczonego po dziadku.

No i tyle. Pamiętaj, że to wszystko to tylko moje sugestie. Eksperymentuj! Możesz dodać inne warzywa, na przykład buraki, słyszałem, że fajnie się komponują, albo nawet kilka suszonych śliwek. Kto wie, może wymyślisz swój własny, wyjątkowy przepis! Powodzenia!

Ile daje się soli na 10 kg kapusty do kiszenia?

A więc tak, sól do kapusty. To cała filozofia, niczym wybór odpowiedniego wina do serów pleśniowych. 20 gramów soli na kilogram kapusty, zapamiętaj to jak numer PIN do karty, od której zależy Twoje przetrwanie zimy. Czyli na 10 kg potrzebujesz 200 gramów. Mniej więcej tyle, ile waży moja ulubiona szklanka do whisky, pusta oczywiście.

  • Sól niejodowana: absolutnie! Jod to zabójca dobrej kapusty kiszonej. Ja używam morskiej, czuję wtedy morski zefir i szum fal, nawet w środku mroźnej zimy w moim mieszkaniu na ul. Polnej 12. To lepsze niż aromaterapia.

  • Sól himalajska: też daje radę, ale morska jest morska. Himalaje są piękne, owszem, ale ja wolę Bałtyk. No i ta różowa barwa soli himalajskiej… Może zabarwić kapustę. Wyobrażasz sobie różową kapustę kiszoną? Koszmar! Moja babcia by mnie z domu wygoniła.

No i teraz wisienka na torcie, kilka dodatkowych smaczków prosto ode mnie:

  • Ugniataj kapustę z solą z czcią i namaszczeniem, jakbyś wyrabiał ciasto na najlepszą pizzę na świecie.
  • Dodaj kminku. Dla mnie kapusta bez kminku to jak tango bez partnera.
  • Kilka ziarenek pieprzu też nie zaszkodzi. Dodadzą charakteru.
  • Liście laurowe i ziele angielskie – klasyka gatunku.

Pamiętaj, kiszenie kapusty to sztuka. Ale bez paniki, dasz radę! A jak nie dasz, to zawsze możesz kupić gotową w sklepie. Ale to już nie to samo… Wiesz, jak różnica między Ferrari, a Maluchem. No, może trochę przesadzam, ale tylko trochę.