Dlaczego chudne z mięśni?

1 wyświetlenia

Chudnięcie z mięśni najczęściej wynika z zbyt niskokalorycznej diety. Organizm, pozbawiony wystarczającej energii, zaczyna rozkładać tkankę mięśniową, aby uzyskać potrzebną glukozę. Proces ten potęguje wzrost poziomu kortyzolu, hormonu stresu, który przyspiesza rozpad mięśni. Aby temu zapobiec, należy zadbać o odpowiednią podaż kalorii i makroskładników, szczególnie białka, wspierającego budowę i ochronę masy mięśniowej.

Sugestie 0 polubienia

No dobra, to spróbujmy to napisać tak, jakbym faktycznie z Wami rozmawiała o tym problemie, bo sama przez to przechodziłam!

“Dlaczego kurczę, chudnę z mięśni?!” – to pytanie zadawałam sobie chyba milion razy, patrząc w lustro i widząc, że niby waga spada, ale wcale nie tam, gdzie bym chciała. I wiecie co? Zrozumiałam w końcu, że najczęściej to wszystko przez cholerną dietę. A konkretnie, przez to, że jadłam za mało.

No bo pomyślcie, organizm to taki sprytny mechanizm. Jak mu nie dajesz wystarczająco “paliwa” w postaci jedzenia, to on szuka gdzie tylko się da. A gdzie najłatwiej? No właśnie – w mięśniach! Rozkłada je, żeby pozyskać glukozę, bo mózg musi przecież działać, nie? I to jest najgorsze. Bo co z tego, że waga spada, jak zamiast z tłuszczu, to tracimy to, na co tak ciężko pracowaliśmy na siłowni?

Pamiętam, jak kiedyś, przed zawodami fitness, strasznie się pilnowałam. Kalorie na minusie, zero cheat mealów… i co? I zamiast rzeźby, to zrobiłam się po prostu chuda i płaska. I to nie było sexy! A jeszcze ten cholerny kortyzol! Słyszeliście o tym? To hormon stresu, który się podnosi, jak jesteśmy na deficycie kalorycznym. I on, ten wredny typ, też przyspiesza rozpad mięśni! Bo nasz organizm myśli, że jesteśmy w niebezpieczeństwie i trzeba oszczędzać energię, a mięśnie to “dodatkowy ciężar”, jakby to powiedzieć…

Żeby tego uniknąć – a uwierzcie mi, warto – to trzeba pilnować, żeby jeść wystarczająco dużo. No dobra, ale ile to jest “wystarczająco”? To zależy, oczywiście, od każdego z nas. Ale generalnie, nie można głodować! I co najważniejsze, trzeba dbać o białko. To jest budulec mięśni, no nie? Jak nie dostarczymy go w odpowiedniej ilości, to skąd organizm ma brać surowiec do ich odbudowy i ochrony? Moja koleżanka, Ania, dietetyczka sportowa, zawsze mi powtarzała: “Białko, białko i jeszcze raz białko! Bez niego, to możesz zapomnieć o fajnej sylwetce”. I miała rację.

Wiecie co, ostatnio czytałam badania (nie pamiętam dokładnie jakie, ale coś w stylu analiz wpływu deficytu kalorycznego na masę mięśniową) i tam było napisane, że osoby, które dbały o odpowiednią podaż białka, traciły znacznie mniej mięśni podczas redukcji. No więc widzicie! Jest to naukowo potwierdzone.

Także, jeśli chcecie chudnąć i wyglądać dobrze, a nie jak wysuszona śliwka, to zapamiętajcie: dieta z głową, dużo białka i zero głodówek! Bo inaczej, sami sobie robicie krzywdę. A tego chyba nikt nie chce, co nie?