Jak sprawdzić, czy loty będą tansze?

4 wyświetlenia
  • Kupuj bilety 1-3 miesiące przed lotem. To wtedy linie lotnicze oferują najlepsze ceny.
  • Monitoruj ceny na stronach typu Google Flights, Skyscanner, Momondo, by wyłapać okazje.
Sugestie 0 polubienia

Okej, dobra, to spróbujmy z tym. Chodzi o to, jak upolować te cholerne tanie loty, prawda? Niby prosta sprawa, ale jak się człowiek uprze, to można na tym osiwieć…

No dobra, więc tak. Słyszałam, i to nie raz, że niby najlepiej kupować te bilety tak 1-3 miesiące przed wylotem. Podobno wtedy linie lotnicze wypuszczają te wszystkie “promocje” i “okazje”. Prawda to? No nie wiem, powiem szczerze. Pamiętam jak kiedyś, leciałam do Rzymu, myślałam, że jestem sprytna i kupiłam bilet prawie dwa miesiące wcześniej. I co? I gucio! Tydzień przed wylotem zobaczyłam, że te same bilety, na ten sam lot, były tańsze o jakieś 200 zł! To ja się pytam, gdzie tu logika? Ale dobra, może to był po prostu pech, wyjątek potwierdzający regułę?

A co do monitorowania cen na stronach… No pewnie, Google Flights, Skyscanner, Momondo. Kto ich nie zna? Siedziałam kiedyś przed tym Skyscannerem godzinami, jak w transie, odświeżając stronę co pięć minut, z nadzieją, że cena magicznie spadnie. Czy zadziałało? No… czasem tak, a czasem nie. Zależy chyba, czy akurat czarownica nie ma czkawki. Wiadomo, że im więcej stron się sprawdza, tym większa szansa na znalezienie czegoś sensownego. Ale to jest straszna strata czasu, nie oszukujmy się. Znacie to uczucie, jak już myślicie, że znaleźliście ten idealny bilet, a potem okazuje się, że w cenie nie ma bagażu, albo lot jest o trzeciej w nocy? Ech… życie.

Wiem, że to wszystko brzmi trochę chaotycznie, ale co ja poradzę? Tak to wygląda w praktyce. Trzeba próbować, kombinować, i liczyć na to, że szczęście się uśmiechnie. Bo w sumie to chyba o to w tym wszystkim chodzi, prawda? O szczęście i odrobinę cierpliwości. A i, żeby nie dać się zwariować. Bo w końcu, i tak polecimy gdzieś, a czy zapłacimy 50 zł więcej czy mniej, to już chyba naprawdę nie robi wielkiej różnicy… Przynajmniej tak sobie wmawiam, żeby nie czuć się jak frajer, gdy przepłacam.