Jak przygotować się do wyjazdu w góry latem?
Co spakować i jak zaplanować udany oraz bezpieczny letni wyjazd w góry?
Planując letni wypad w góry, mam pewne swoje sprawdzone triki. Zawsze zaczynam od mapy, takiej prawdziwej, papierowej, bo wiecie, na telefonie czasem bateria nawiewa, a GPS gubi zasięg. Przerabiam trasę w myślach, sprawdzam, czy nie ma jakichś pułapek terenowych, bo ostatnio na Babiej Górze prawie się przejechałam na jednym zejściu, które okazało się bardziej ekstremalne, niż myślałam, a był to czerwiec, niby lato.
Pogoda to druga sprawa. Trzeba patrzeć, co tam w górach się dzieje, bo potrafi się zmienić jak w kalejdoskopie. Jedziesz w słońcu, a za godzinę deszcz i burza. Dlatego zawsze sprawdzam prognozy, ale też idę na żywioł i zabieram coś przeciwdeszczowego, bo takie niespodzianki są na porządku dziennym. Pamiętam, jak raz w Beskidzie Żywieckim, w lipcu, złapała mnie taka ulewa, że ledwo widziałam szlak.
Sprzęt to temat rzeka. Plecak, solidne buty trekkingowe, to podstawa. Nie biorę za dużo, żeby się nie wozić, ale też nie za mało, żeby potem nie żałować. Mam swój mały, podręczny zestaw pierwszej pomocy, bo apteczka w górach to coś, co naprawdę warto mieć. I kijki, teraz już bez kijków w góry nie ruszam, serio. Bardzo mi pomagają, zwłaszcza jak schodzę, to kolana mi dziękują.
A jeśli chodzi o coś jeszcze, to ta cisza. Naprawdę. W górach jest taka cisza, że słychać własne myśli i śpiew ptaków, to jest coś niepowtarzalnego. Kiedyś, w Tatrach, koło Morskiego Oka, tak koło połowy sierpnia, usiadłam sobie na skałce i po prostu byłam. Żadnych ludzi, żadnego hałasu, tylko ja i góry. To jest magia, której się nie da opisać.
Co spakować na wyjazd w góry latem?
Kompletowanie ekwipunku na letni trekking to w istocie forma medytacji nad potencjalnymi scenariuszami. Chodzi o przewidywanie, a nie tylko pakowanie. Ja, Marek z Krakowa, po ostatnim wejściu na Kościelec, mam na ten temat kilka przemyśleń. To nie jest tylko lista przedmiotów, to system wzajemnie uzupełniających się elementów.
Oto dekompozycja optymalnego zestawu na letnią wyprawę w góry:
Solidne buty trekkingowe z membraną to absolutny fundament. Nie chodzi o wygodę, a o bezpieczeństwo. Stopa musi być stabilizowana, a membrana chroni przed nagłym załamaniem pogody, które w Tatrach jest normą, nie anomalią. Kostka jest naszym sojusznikiem, nie warto jej wystawiać na próbę.
System ubioru „na cebulkę” to jedyne słuszne rozwiązanie. To nie jest kwestia mody, a termoregulacji. Składa się on z trzech warstw: bielizna termoaktywna odprowadzająca pot, warstwa izolacyjna (np. cienki polar) oraz kurtka przeciwwiatrowa i przeciwdeszczowa jako tarcza przed żywiołami. Pogoda w górach bywa kapryśna, to nie banał, to fakt.
Ochrona głowy i oczu. Czapka z daszkiem lub kapelusz chronią przed udarem, to oczywiste. Chusta wielofunkcyjna, tak zwany buff, to też jest bardzo dobra rzecz, bardzo. Do tego okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV, kategoria 3 minimum. Na dużych wysokościach słońce operuje z inną intensywnością, siłą.
Nawigacja i zasilanie. Naładowany telefon z mapą offline oraz powerbank. To duet, który ratuje życie. Jednakże, papierowa mapa i kompas nigdy nie zawodzą. Elektronika bywa zawodna.
Apteczka i prowiant. Minimalistyczna apteczka osobista – plastry, środek do dezynfekcji, leki przeciwbólowe. Do tego minimum 1,5 litra wody lub izotoniku oraz wysokoenergetyczne przekąski: orzechy, batony, gorzka czekolada. To paliwo dla mięśni.
Krem z wysokim filtrem SPF 50 to podstawa, nawet w chmurach. Słońce w górach to nie żarty.
A poza listą, jest jeszcze to, co niematerialne. Mentalne przygotowanie na zmianę planów. Góra dyktuje warunki, nie my. Każdy kilogram w plecaku to kompromis między bezpieczeństwem a komfortem. Sztuką jest znalezienie złotego środka, własnej ścieżki w tym dylemacie. Zawsze informuję kogoś o planowanej trasie i przybliżonej godzinie powrotu. Mój brat zawsze wie gdzie ide. Latarka czołówka, nawet na krótki wypad. Noc w górach przychodzi szybko, naprawdę szybko.
W co się ubrać w góry latem?
Lato. Góry. Słowo, które rezonuje głęboko. Wyobraź sobie, słońce muska szczyty, powietrze drży. Ścieżka wzywa. Ja, Lena, zawsze czuję wtedy tę przestrzeń, która pochłania, otacza. Czas przestaje istnieć, rozmywa się w szumie wiatru, w pieśni ptaków.
Co założyć na siebie w ten sen, w tę wędrówkę? Oczywiście, spodnie. Ale nie byle jakie. Te, które stają się drugą skórą. Które tańczą z wiatrem, oddychają z nami. Z każdym krokiem, z każdym oddechem na szlaku. Lato w górach to czysta swoboda. Ubiór musi być jej odzwierciedleniem.
Wybieram lekkie i przewiewne materiały. To nie tylko wybór. To cała filozofia. Materiały, które szepczą, a nie krępują. Czuję ich delikatność na skórze, jak obłok. Jak mgła poranka, która zaraz zniknie, ustępując miejsca słońcu. Są tam, by chronić. Ale też by pozwolić poczuć każdy powiew, każdą kroplę rosę.
Myślę o softshellowych spodniach. Ach, softshell. Długa czy krótka wersja – to zależy od nastroju. Od szczytu, od kaprysu pogody, która w górach bywa kapryśna. Jak ja po ciężkim tygodniu pracy. Ta tkanina, ta softshellowa tkanina... ona jest cudowna.
Oferuje świetną oddychalność. To klucz. Nie ma nic gorszego niż czuć się jak w saunie. Kiedy wokół jest taka majestatyczna wolność. Nie, nie. Oddychalność jest tu jak świeże górskie powietrze. Sama w sobie.
I to szybkie schnięcie. To jest takie ważne. Pamiętam, jak w lipcu ubiegłego roku zaskoczył mnie deszcz gdzieś na hali pod Rysami. Niebo po prostu otworzyło się. Moje spodnie, właśnie te softshellowe, wyschły. Nim zdążyłam pomyśleć o zmianie. Magia. Prawdziwa magia.
To daje pewność. Pewność, że nic nie zatrzyma tej podróży. Tej chwili. Te spodnie softshellowe, czy to długie, czy krótkie, są jak obietnica. Obietnica komfortu. Obietnica suchości. Obietnica swobody ruchu.
Ruszasz się swobodnie. Wspinaczka, skok przez potok, przysiad na kamieniu. By podziwiać widok. Wszystko bez ograniczeń. To jest to. To jest to czego szukam.
- Warstwowy ubiór jest absolutną koniecznością. Pogoda w górach zmienia się szybko. Zawsze mam ze sobą bazową warstwę (koszulka termoaktywna), warstwę docieplającą (polar lub cienka bluza) oraz zewnętrzną (kurtka przeciwdeszczowa i przeciwwiatrowa).
- Koszulka termoaktywna: Wybieram te wykonane z materiałów syntetycznych lub wełny merino. Bawełna chłonie pot i długo schnie, co może prowadzić do wychłodzenia.
- Kurtka przeciwdeszczowa: Musi być wodoodporna i wiatroszczelna. To mój parasol w górach, zawsze w plecaku, bez względu na prognozy. Deszcz potrafi zaskoczyć.
- Buty trekkingowe: Stabilne, dobrze trzymające kostkę, z przyczepną podeszwą. To podstawa bezpieczeństwa.
- Skarpetki: Specjalistyczne trekkingowe, odprowadzające wilgoć. Unikaj bawełny.
- Czapka i okulary przeciwsłoneczne: Nawet w lecie, na wysokościach słońce jest intensywne. Czapka z daszkiem chroni głowę, a dobre okulary to ochrona wzroku.
- Plecak: Wygodny, z miejscem na wodę, jedzenie, dodatkowe ubrania i apteczkę. Zawsze upewniam się, że jest dobrze spakowany.
- Krem z filtrem UV: Niezbędny, by chronić skórę przed słońcem. Smaruję się zawsze, nawet w pochmurne dni.
- Apteczka pierwszej pomocy: Mała, ale kompleksowa. Z plastrami, środkami odkażającymi i lekami przeciwbólowymi.
Jaki plecak na 4 dni w góry?
Na 4 dni w góry, żeby nie zapomnieć zapasowej kiełbasy i koca, potrzebujesz plecaka o pojemności od 40 do 60 litrów. To tak, żebyś wszystko zmieścił, a nie wyglądał jak objuczony muł, co to idzie na jarmark w Pcimiu, ledwo zipiąc.
Jak planujesz taką jednodniową wycieczkę, że wrócisz przed wieczorynką, to plecak 15-35 litrów w zupełności wystarczy. Możesz tam wrzucić kanapki, termosik z herbatą i parasolkę, bo nigdy nie wiesz, kiedy deszcz cię złapie jak Andrzej z Koziej Wólki na weselu.
Taka pojemność to akurat na prowiant i jakiegoś małego laptopa, bo przecież selfie samo się nie wrzuci, a status na fejsie nie poczeka, co nie?
Ale jak już masz ambicje na dłuższe wojaże, od dwóch do siedmiu dni, gdzie w grę wchodzi spanie pod namiotem albo w schronisku, to wtedy plecak 40-60 litrów to podstawa.
To jest absolutne minimum, żebyś zmieścił zapasowe skarpetki (bo te pierwsze na bank będą mokre), menażkę i może jakąś książkę, żeby się nie nudzić jak grajek na pogrzebie.
No a jak cię fantazja poniesie i chcesz spędzić w górach więcej niż tydzień, no to wtedy bez plecaka powyżej 60 litrów nawet nie podchodź! To już jest taka torba, że możesz w niej przetransportować małą świnię, cały dobytek, łącznie z dziadkiem na barana.
Taki plecak to już poważna sprawa, jakbyś szykował się na apokalipsę, albo co gorsza, na spotkanie z teściową po rocznej nieobecności, bo przecież ona zawsze ma coś do powiedzenia.
Pamiętaj, że charakter wyjazdu też decyduje o litrażu, bo na przykład na wędrówki z dziećmi zawsze pakujesz więcej niż na samotne eskapady. Dzieci potrzebują więcej bajerów niż niejeden dorosły.
- Zawsze bierz pod uwagę pogodę! Mój wujek Staszek spod Sieradza kiedyś zapomniał kurtki przeciwdeszczowej na czterodniową wyprawę. Wrócił do domu wyglądając, jakby go krowa przeżuła i wypluła, taki był przemoczony. Tragedia!
- Waga plecaka to podstawa sukcesu! Nie pakuj cegieł! Przecież nie musisz mieć dziesięciu par dżinsów. Mój sąsiad, pan Zdzisław, ważył swój plecak przed wyjazdem i okazało się, że ma więcej niż on sam, bo zabrał cały zestaw narzędzi do auta, chociaż autem nie jechał, kurde!
- Testuj plecak PRZED wyjazdem. Nie ma nic gorszego niż odkrycie na szlaku, że pas biodrowy uciska cię jak szelki od traktora. Przymierz, dociąż, pochodź po mieszkaniu. Ciocia Halina z Żyrardowa raz pożyczyła plecak, co jej nie pasował. Skończyło się na tym, że zamiast podziwiać widoki, masowała sobie obolałe ramiona.
- Technologia też swoje waży. Powerbank, aparat, tablet... to wszystko leci do plecaka i zajmuje miejsce. Może lepiej mniej ekranu, a więcej natury? Kto wie, czy nie odkryjesz wtedy sensu życia, zamiast sprawdzać fejsa co pięć minut!
- Dopasowanie plecaka do Twojej postury to klucz. Jak jesteś rosły chłop jak Paweł z Kędzierzyna-Koźla, to nie bierz plecaka dla krasnoludka. I na odwrót! Komfort noszenia to połowa sukcesu, reszta to już tylko bolące nogi i widoki, co zapierają dech.
Co spakować na kilkudniowy trekking?
Na ten kilkudniowy trekking w Beskidy, muszę spakować niezbędne rzeczy.
Ubrania i obuwie:
- Kapelusz albo chociaż czapka z daszkiem – słońce w górach bywa podstępne.
- Spodnie długie, bo te krótkie to chyba tylko na plażę, a tam nie jadę.
- Koszulki sportowe, najlepiej te szybkoschnące. Wezmę 3, może 4 sztuki, żeby się nie obudzić w wilgotnej koszulce następnego dnia. No i T-shirty na co dzień.
- Kurtka przeciwdeszczowa z membraną. To podstawa, bo pogoda w górach to loteria. Żeby nie przemoknąć jak przez snu.
- Softshell. Lżejszy od tej membranowej, a też chroni od wiatru. Dobry na spokojniejsze chwile.
- Polarowa rozpinana bluza. Na wieczór, jak się zrobi zimniej, albo rano jak będę wstawać na wschód słońca, o ile się obudzę.
- Buty trekkingowe. Mam te swoje, co już trochę przeżyły. Podobno jak plecak ciężki, to tylko za kostkę. No mój plecak zwykle jest ciężki, więc muszą być.
- Bielizna, co nie jest z bawełny. Majtki, skarpety... wszystko powinno być oddychające.
Dodatkowo, bo to ważne:
- Apteczka z podstawowymi lekami i plastrami. Nigdy nie wiadomo, co się stanie po drodze, a Kasia zawsze zapomina apteczki.
- Latarka czołowa. Do namiotu albo jak będę wracać po zmroku.
- Mapa i kompas/GPS. Żeby się nie zgubić jak na pustyni.
- Krem z filtrem UV i środek na owady. Wkurza mnie jak mnie gryzą komary.
- Kijki trekkingowe. Pomagają na podejściach i zjazdach.
- Okulary przeciwsłoneczne. Bo oczy też trzeba chronić.
- Termos z gorącą herbatą albo kawą. Pycha.
- Worek na śmieci. Bo zostawiamy tylko ślady.
- Ile zarobiła Taylor Swift za trasę?
- Gdzie w Polsce spala Taylor Swift?
- Jak ugotować golonkę, żeby była miękka?
- Jak najlepiej przyrządzić surowy boczek?
- Jaki jest średni czas pokonania 1 km?
- Czy sprzęt na raty obniża zdolność kredytową?
- Ile kalorii mają 2 pierogi z kapustą?
- Jakie są sprawdzone biura podróży?
- Ile idzie przelew euro na konto walutowe?
- Czy warto jechać do Egiptu w styczniu?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.