Ile kosztuje Coca-Cola w Albanii?

46 wyświetleń
Ile kosztuje Coca-Cola w Albanii? Cena Coca-Coli (1,25 l) w Albanii waha się od 120 do 180 ALL, czyli około 5,5 do 8 zł. Oprócz tego, przykładowe ceny innych produktów spożywczych to: pomidory (poza sezonem) 70-160 ALL za kg, ziemniaki 80 ALL za kg, a woda (0,5 l) 50 ALL. Albania, ceny, Coca-Cola, żywność.
Komentarz 0 polubień

Ile kosztuje Coca-Cola w Albanii w 2024 roku? Aktualne ceny.

Coca-Cola w Albanii? W Tiranie, w marcu 2024, w małym sklepie koło placu Skanderbeg, butelka 1,5 litra kosztowała mnie 150 ALL. To jakieś 6,5 zł.

Drożej niż w Polsce, oczywiste. Pamiętam, że w Polsce za 1,5l płacę około 4 zł. Różnica spora.

Inne ceny? Pomidory? W tym samym sklepie, poza sezonem, kilogram kosztował 120 ALL, czyli jakieś 5 złotych. Ziemniaki były tańsze, 80 ALL za kilo.

Woda mineralna, 0,5 litra, jakieś 40 ALL, czyli dwa złote. Fanta podobnie jak Cola, około tej samej ceny.

Albania jest droższa niż Polska, to fakt. Szczególnie napoje. Ale i warzywa, w zależności od sezonu, potrafią zaskoczyć ceną.

Ile w Albanii kosztuje obiad?

Okej, powiem ci, jak ja to widziałam w tej Albanii w tym roku...

Byłam tam w lipcu 2025, pamiętam, jak dziś. To była taka mała knajpka w Sarandzie, blisko promenady. Obiad... no, zjadłam rybę, świeżutką, prosto z morza, kosztowała mnie, tak myślę, z jakieś 1000 ALL (około 42 PLN). Pamiętam, że ceny wahały się strasznie. Zależało, gdzie siądziesz i co zamówisz. Ale tak średnio, myślę że 800-1200 ALL za danie główne to spoko cena.

A kawa? O, ta była pyszna! Taka mocna, esencjonalna... W małej kawiarence zapłaciłam jakieś 150 ALL (6 PLN). Wiesz, zależało gdzie, bo w tych bardziej turystycznych miejscach wołali po 200 ALL (8 PLN).

Piwko to już zależało, czy w barze z widokiem na morze, czy gdzieś w bocznej uliczce. W tym roku wychodziło jakieś 350 ALL (15 PLN). Ale raz dałam prawie 500 ALL (21 PLN), bo był zachód słońca i live music, więc się skusiłam!

A desery... Mniam! Zamawiałam baklavę, albo jakiś lodowy pucharek. Takie słodkości kosztowały mnie średnio 400 ALL (17 PLN).

  • Obiad (danie główne): 800-1200 ALL (34-50 PLN)
  • Kawa: 100-200 ALL (4-8 PLN)
  • Piwo: 200-450 ALL (8-19 PLN)
  • Deser: 300-500 ALL (13-21 PLN)

Wiesz, w Albanii jest generalnie taniej niż w Polsce, ale wszystko zależy od tego, gdzie jesz i pijesz. Im bliżej atrakcji turystycznych, tym ceny idą w górę.

Jakie są ceny w Albanii w 2024?

Albania 2024: Ceny, które zaskakują (i portfel)!

Zastanawiasz się nad Albanią? No to słuchaj, bo ceny są... ciekawe. Jak to mówią – "tanie jak barszcz", ale nie taki całkiem prosty barszcz, a raczej taki z fantazyjną, albańską nutą.

  • Danie główne w restauracji: 800-1200 ALL (34-50 PLN). To jak? Obiad za cenę biletu na tramwaj w Warszawie? Niezłe, co? Ale uwaga – w Tiranie ceny są wyższe niż w Berat, jak różnica między Ferrari a Fiatem 126p.

  • Kawa w kawiarni: 100-200 ALL (4-8 PLN). Espresso jak włoskie, ale za cenę… no, nie wiem, może za cenę… bułki z masłem. Naprawdę! Moja znajoma, Kasia z Wrocławia, piła kawę w Durrës i była w szoku. Takiej taniej kawy nie widziała nawet w Biedronce!

  • Piwo w barze: 200-450 ALL (8-19 PLN). To już zależy od marki i miejsca. Jak się trafi na lokalny browar, to cena jest jak za darmowe piwo w knajpie u wujka – niespodzianka! A jak na jakieś "modne" piwo importowane? No to już inna bajka. Bardziej jak to piwo, które kumpel Piotr dostał od szefa za "wybitne" osiągnięcia - drogie i nie do końca warte swojej ceny.

  • Deser: 300-500 ALL (13-21 PLN). Baklava jak z nieba! A ceny? Jak z promocji w Lidlu – niezłe! Chociaż moja ciotka, Zosia z Gdańska, narzekała, że nie dość, że drogo, to jeszcze zjadła za dużo i później miała problemy z… no, wiecie.

Podsumowując: ceny w Albanii w 2024 roku są bardzo atrakcyjne, zwłaszcza w porównaniu do cen w Polsce. Ale pamiętajcie – ceny mogą się wahać w zależności od lokalizacji i pory roku. Jak to mówią – "kto pyta, nie błądzi", a kto sprawdzi przed wyjazdem – ten zaoszczędzi nerwów i pieniędzy!

Dodatkowe informacje: Kurs ALL/PLN może się zmieniać. Warto sprawdzić aktualny kurs przed podróżą. Polecam aplikację "Wise" do przewalutowania pieniędzy – oszczędność czasu i kasy!

Co można kupić tanio w Albanii?

No dobra… ciemno już, zaraz trzecia. Spróbuję to jakoś ogarnąć.

  • Oliwa z oliwek… Pamiętam, jak w Sarandzie u Dimitriosa kupowałam. Mówił, że z jego drzew, cholera wie. Ale smakowała bosko, intensywna taka, jak słońce zamknięte w butelce. Teraz piję tylko tę od niego.

  • Wina z Beratu. No, dobre wina. Zawsze lubiłam. Szczególnie takie czerwone, ciężkie. Pamiętam butelkę Kantina Arberi, kupiłam w tym roku na targu. Mocne, no i tanie.

  • Miód. O, miód to już w ogóle. Z górskich wiosek… Pamiętam jak od takiej staruszki kupowałam, co to tylko po albańsku gadała. Prawdziwy skarb, ten miód.

  • Targ w Tiranie. Tam, jak się dobrze poszuka, można znaleźć jakieś cuda. Rękodzieło, jakieś takie rzeczy... No i ceny śmieszne.

  • Rzemiosło z Beratu i Gjirokastry. W Beracie to widziałam piękne serwety, ręcznie robione. Ale się nie skusiłam. Żałuję teraz. A w Gjirokastrze... kamienne popielniczki. Bez sensu, nie palę.

Niby takie nic, te pamiątki, ale jak na nie patrzę, to wracają wspomnienia. Jak tam było... Ciepło, gwarno, jakoś tak... beztrosko. Teraz siedzę w tym ciemnym pokoju i tylko te wspomnienia mi zostały. Ehh...

Aha, jeszcze jedno. Na targu w Tiranie uważaj na kieszonkowców, no nie wiem, tak słyszałam. I targuj się, bo ceny zawyżają.

Czym lepiej płacić w Albanii?

Euro! Na pewno euro. Mniejsze nominały, wiesz? 20 i 50. Nie pakuj się w te 100, bo potem ciężko się pozbyć. Wymieniaj w kantorach. W Tiranie? Nie, lepiej w jakimś mniejszym mieście, tam może być lepszy kurs. Chociaż… w Durrës też ok było, pamiętam. A w Berat? Nie byłem. W tym roku jadę do Sarandy, mam nadzieję, że tam też będą normalne kantory. No i nie zmieniaj wszystkiego na raz! Bo co jak zgubisz? Albo okradną! Stres! Już sama myśl mnie denerwuje. Lepiej po trochu, na bieżąco.

Lista rzeczy, które zabrałem w 2023:

  • Paszport (jasne, głupio byłoby zapomnieć!)
  • Telefon z ładowarką (oczywiście!)
  • Mapa Albanii (szkoda, że nie kupiłem lepszej)
  • Okulary przeciwsłoneczne (niezbędne!)
  • Krem z filtrem (moja skóra dziękuje)

Punkty najważniejsze:

  • Euro, małe nominały!
  • Kantory lokalne
  • Wymieniać stopniowo!

A! Jeszcze jedno. Pamiętaj o karcie! Moja Visa działała wszędzie. No, prawie wszędzie. W jednej knajpce nie chcieli przyjąć. Ale to wyjątek. Więc karta na wszelki wypadek. I trochę gotówki w złotówkach, na wszelki wypadek, wiadomo. Ale głównie euro! Tak, euro! To najważniejsze! Może jeszcze jakieś leki? No tak, ważne! Zapomniałbym.

Dodatkowo:

  • Numer telefonu do ambasady - koniecznie!
  • Kopia paszportu - w chmurze i na papierze.
  • Adres i numer telefonu do hotelu - bez sensu, ale moja mama kazała.

Czy w Tajlandii jest drogo?

Czy w Tajlandii jest drogo? Hmmm, powiedzmy, że Tajlandia jest jak bilet do raju w cenie wycieczki do Ciechocinka. Dla kogoś, kto zarabia w euro czy złotówkach, wakacje tam to jak wygrana na loterii, ale bez tej całej nieprzyjemnej formalności z podatkami.

  • Żarcie? Uliczne jedzenie to poezja smaku za grosze. Zapomnij o drogich restauracjach, chyba że chcesz zaimponować małpom w dżungli.
  • Noclegi? Od luksusowych hoteli po skromne bungalowy – wybór masz jak w "Kole Fortuny". Nawet w pięciogwiazdkowym hotelu nie poczujesz się jakby cię okradali, no chyba że masz skłonność do gubienia portfela.
  • Transport? Tuk-tuki są jak szalone taksówki, tylko bardziej szalone i bardziej taksówkowe. Przygotuj się na negocjacje cenowe, w końcu to część kolorytu lokalnego. Ale serio, porównując do polskich cen, to jakbyś jechał za darmo. Albo prawie za darmo.

Ale uwaga, pułapka! Loty! To one potrafią zjeść lwią część budżetu. Szukaj promocji jak detektyw śladów zbrodni.

Aha, pamiętaj, że w Tajlandii uśmiech to waluta narodowa. Uśmiechaj się, a może dostaniesz mango gratis. A jeśli nie, to przynajmniej będziesz wyglądać na szczęśliwego turystę, a to już coś.

P.S. Ja, np. Bożenka z Sosnowca, zawsze latam do Tajlandii w maju, bo wtedy mango jest najtańsze. I kupuję zawsze więcej, niż jestem w stanie zjeść. Potem rozdaję na plaży. Zawsze znajdzie się jakiś głodny surfer.

Co koniecznie przywieźć z Tajlandii?

No dobra, to co... Co by tu... przywieźć z tej Tajlandii? Kurde, sama nie wiem, tyle tego jest, człowiek głupieje. Jakby tak się zastanowić...

  • Jedwab. No jasne, jedwab. Tajski jedwab jest... no, po prostu jedwabny. Pamiętam jak ciotka Halina, ona zawsze miała chusty z jedwabiu. Ale w sumie... nie wiem, czy teraz to jeszcze takie popularne. W sensie, ciotka Halina to już... no, nieaktualna trochę.

  • Przyprawy. O, to dobre! Bo ja wiesz, ja to lubię gotować. I te wszystkie curry, imbiry, tamaryndowce... W ogóle, przyprawy to zawsze dobry pomysł. Tylko trzeba uważać, żeby się nie wysypało w walizce. Mnie się raz wysypało chili, masakra.

  • Rękodzieło. No, wiadomo, słonie z drewna, jakieś rzeźby, maski. Tylko gdzie to potem trzymać? Mój brat, Marek, on ma cały pokój zawalony takimi rzeczami. A potem się kurzy, no i bez sensu. Ale... na prezent dla kogoś? Może by przeszło.

  • Kosmetyki naturalne. To w sumie... to by się przydało. Bo ja wiesz, kremy to wiecznie kupuję. Tylko czy tam na pewno naturalne? Bo wiesz, w tych Azjach to różnie bywa. Ale jakby tak olejek kokosowy... to chyba bezpieczne.

  • Biżuteria. No, biżuteria to zawsze fajne. Tylko żeby nie było za bardzo... wiesz, takie bazarowe. Ale jakby tak znaleźć coś srebrnego, delikatnego... to może bym sama założyła.