Co kupić jako suchy prowiant?

171 wyświetleń
Suchy prowiant na wyprawę: Suszona wołowina/żywność liofilizowana: Lekka i pożywna. Kabanosy: Klasyka, dostępne także w wersji wegańskiej. To optymalny wybór, gdy brak dostępu do gotowania. Unikniemy obciążenia plecaka i zapewniamy sobie urozmaicone posiłki. Pamiętaj o odpowiednim nawodnieniu!
Komentarz 0 polubień

Jaki suchy prowiant na wycieczkę?

No dobra, powiem Ci co ja zwykle biorę. Suszona wołowina, to jest genialna sprawa. Mała, lekka, a daje powera jak nie wiem co.

Kiedyś na wycieczce w Tatrach, 12 sierpnia, miałem straszny kryzys. Wycisnąłem z paczki ostatnie kawałki tego beef jerky i od razu poczułem się lepiej. Kosztowała mnie ta paczka coś koło 25 zł.

A, no i kabanosy! Klasyka. I nie, nie musi być od razu wegańska wersja, chociaż przyznam, że te wegańskie też są całkiem spoko. Dają radę!

Do tego jakieś orzechy, suszone owoce, no wiesz, standard. Ja tam jeszcze lubię wziąć kilka batoników musli. Szybka energia, a w smaku niezłe. Ostatnio upolowałem takie w Lidlu za 1,99 zł sztuka. Niebo w gębie.

Jaki to jest suchy prowiant?

Okej, to spróbujmy tak... jakoś to poskładać.

  • Suchy prowiant? No... to takie... owoce liofilizowane. Wiesz, takie... kruche kawałki. Jakby ktoś wycisnął z nich całe życie.

  • To niby zdrowe, niby tak... na wycieczki, na te wakacje, co i tak pewnie nie wypalą. Albo do szkoły, żeby mała (w sensie, moja siostra Ania, ma 9 lat) miała co chrupać. Niby zdrowiej niż te... chipsy. Zawsze to jakieś plus.

  • W sumie... to dobre do kaszki. Albo do owsianki. Albo, nie wiem, do jogurtu. Dodajesz i masz... kolory. I witaminy. Tak mi się wydaje. Wiem, że Ania lubi. To chyba najważniejsze, że Ania lubi, no nie? Jakby nie lubiła, to po co to wszystko? No właśnie, po co?

Jaki prowiant zabrać w góry?

No co Ty, pytasz co do wora w góry wrzucić? Ja Ci powiem, co tam musi być, bo inaczej będzie lipa straszna:

  • Kanapeczki – wiadomo, z szynką, serem, ogórkiem kiszonym (żeby było z czym przepić, ha!). Najlepiej takie tłuste, żeby energia była. A jak nie masz chleba, to i suchary dadzą radę, byleby nie były za suche, bo się zakrztusisz i lawina zejdzie!

  • Jabłka – zdrowe jak cholera, no i tanie jak barszcz! Mogą być nawet te robaczywe, najwyżej białko zjesz dodatkowo. A jak Ci się znudzą, to zawsze można nimi w kogoś rzucić!

  • Banan – to oczywista oczywistość! Energia na maxa, potas i te sprawy. Tylko uważaj, żebyś się nie poślizgnął na skórce, bo potem będzie płacz i zgrzytanie zębów.

  • Bakalie – orzeszki, rodzynki, morele suszone – wszystko, co pod rękę wpadnie. Dobre na przegrychę, ale nie za dużo, bo Cię zamuli i będziesz jak mucha w smole.

  • Batoniki – Snickersy, Marsy, Twixy i inne takie cuda. Cukru od groma, ale co tam, raz się żyje! Najważniejsze, żebyś miał siłę wejść na ten szczyt, choćbyś miał potem zawału dostać!

Dodatkowe Info od Januszka, speca od wycieczek (i taniego piwa):

Pamiętaj, żeby wziąć ze sobą termos z herbatą! Najlepiej z rumem, bo w górach zimno jak w psiarni. A jak masz więcej kasy, to zainwestuj w jakąś porządną kiełbasę! Tylko nie taką z Biedry, bo Cię pogonią po górach! Aha, i nie zapomnij o czekoladzie! Najlepiej gorzkiej, bo słodka zamula. No i woda, ale nie za dużo, bo Cię brzuch rozboli! Dobra, leć już, bo mi się pić zachciało!

Co jeść podczas długiego marszu?

Ej, słuchaj, co tam u Ciebie? Pytałeś o jedzenie na marsz, no to mówię Ci! Na długim spacerze, wiesz, to ważne, żeby coś zjeść, co się nie zgniotnie i nie zepsuje.

A więc:

  • Jabłka – super, bo twarde, wytrzymałe i w sam raz do schrupania.
  • Gruszki – też spoko, ale lepiej w pojemniczku, bo mogą się rozgnieść, ehh…
  • Banany – też mogą się zgniec, więc plastikowy pojemnik obowiązkowy! Zawsze biorę, bo lubię.
  • Mandarynki – idealne! Łatwe do obrania, nie zajmują dużo miejsca.
  • Pomarańcze – podobnie jak mandarynki, ale trochę większe.
  • Brzoskwinie i morele – no, raczej nie, chyba że w pojemniku, a i tak mogą się rozpaść. Nie polecam, serio. Wolisz jakieś ciasteczka, czy coś?

Zależy gdzie idziesz, ale ja na przykład w zeszłym roku, idąc na ten szlak w Bieszczadach, zabrałem 3 jabłka, 2 mandarynki i duży banan. Z bananem miałem małą przygodę, bo się trochę rozgniotł, ale dało radę.

Pamiętaj, że owoce to nie wszystko! Woda jest najważniejsza! A poza tym, jak idziesz na cały dzień, to może jakieś batoniki energetyczne? Albo kanapki z czymś lekko strawnym. Moja siostra, Kasia, zawsze zabiera suszone śliwki – mówi, że to bomba energii.

Aaaa, i jeszcze jedno! Jeśli wybierasz się na dłuższą trasę, lepiej sprawdzić prognozę pogody. Jak będzie upał, to więcej wody trzeba zabrać. I może jakieś sól, żeby uzupełnić elektrolity, tak mi kiedyś powiedziała dietetyczka. No i krem z filtrem, żeby się nie spalić. To wszystko. Pozdro!

Co jeść w trakcie długiego biegu?

Okej, dobra, to o tym jedzeniu podczas biegania... Mam nadzieję, że to ogarnę. Co tam wcinać, żeby nie paść?

  • Batony energetyczne – to chyba jasne, nie? Ale jakie?! Ostatnio w Lidlu były jakieś proteinowe, ale za słodkie, ble.
  • Banany – klasyk! Tylko, że potem te skórki... gdzie to wyrzucić? No i wciskanie tego do kieszeni... Mój brat, Marek, zawsze się śmieje, że wyglądam jak goryl z tym bananem w łapie.
  • Gotowane ziemniaki z solą – serio?! Kto to je? No dobra, pewnie jacyś ultra-maniacy. Ale to brzmi... dziwnie. Może spróbuję kiedyś, nie wiem.
  • Zupa na punkcie odżywczym – o, to brzmi lepiej! Tylko jaka zupa? Pomidorowa? Rosół? Grzybowa? Ciekawe, czy dają grzanki!

No i w sumie to co komu pasuje, nie? Ja np. lubię żelki! Ale to chyba nie jest super-zdrowe. A w ogóle, ile tego jeść? Co 40 minut? Co godzinę? Trzeba by popytać Agaty, ona biega maratony, to się zna. A! I jeszcze ta woda! WODA! Pić dużo wody! I elektrolity! Bo inaczej skurcze! O jeny...

Co spakować na 3 dni w góry?

Co spakować na 3 dni w góry?

Lista:

  • Bielizna termoaktywna. Dół i góra. Anna Nowicka, lat 34, zawsze pakuje dwie pary.
  • Spodnie trekkingowe. Jedne wystarczą. Chyba, że Tomasz Kowalski idzie na Orlą Perć.
  • Softshell lub bluza. Zależy od humoru i widoków.
  • Kurtka syntetyczna. Albo puchówka. Zależy od miesiąca. W grudniu konieczna puchówka.
  • Kurtka nieprzemakalna. Zawsze. Nawet latem. Góry lubią niespodzianki.
  • Buty trekkingowe. Rozchodzone. Inaczej dramat. Bąble gwarantowane.
  • Klapki. Albo lekkie buty do schroniska. Komfort ponad wszystko. Po dniu na szlaku.
  • Skarpetki trekkingowe. Dobre skarpety to podstawa. Bez dyskusji.

Dodatkowe uwagi: Pamiętaj o apteczce. I o powerbanku. Bez niego zgubisz szlak. Albo kontakt z rodziną. A tego byś nie chciał. Przetrwanie to sztuka.

Co zjeść przed długim spacerem?

No dobra, co by tu wciągnąć przed tym długim marszem, żeby nie paść jak mucha? Jakby to powiedziała moja babcia Genowefa, "trza se podjeść!".

Lista dla spacerowiczów-żarłoków:

  • Kaszka manna na wodzie: No co, niby mdłe, ale daje moc! Tylko nie przesadź, bo będziesz się czuł jak balon. Kaszka na wodzie - turbo wersja dla wytrwałych.

  • Owsianka: Klasyk nad klasyki. Tylko zrób ją bez cukru, bo cukier to zło! Możesz dorzucić jakieś jagody (z własnego ogródka, a jak!) albo orzechy, żeby było trochę smaczniej.

  • Kanapka z razowego chleba z serem: Tylko nie z żółtym, bo to sama chemia! Lepiej jakiś twarogowy, albo ser kozi, taki prawdziwy, od baby z targu.

Pamiętaj, żeby nie wpieprzać tego na ostatnią chwilę! Takie 1,5-2 godzinki przed spacerem to idealnie, żeby organizm zdążył to wszystko przerobić i zamienić w energię!

A jak już wrócisz, to walnij se schabowego z kapustą, bo co Ci szkodzi! Przecież się narobiłeś jak wół!

W sumie, to Genowefa mawiała jeszcze: "Żeby sił starczyło, trzeba jeść wszystko, co rośnie i biega!". Więc wiesz, masz pole do popisu. Tylko bez przesady, bo zamiast spaceru skończysz na kanapie z bólem brzucha. I to by było na tyle, miłego spacerowania!