Jak się gotuje golonkę w kapuście?

36 wyświetleń
Golonka w kapuście – przepis: Golonkę (1.5kg) przypraw solą, pieprzem, majerankiem, liściem laurowym i zielem angielskim. Obsmaż na rumiano. Kapustę (1kg) poszatkuj, podsmaż na smalcu. Dodaj golonkę, zalej bulionem (1l). Duś pod przykryciem 2-3 godziny, aż golonka zmięknie. Opcjonalnie zagęść mąką, dodaj śmietanę przed podaniem. Smacznego!
Komentarz 0 polubień

Jak zrobić pyszną golonkę w kapuście?

O rety, golonka w kapuście! To jest absolutny hit, zwłaszcza w chłodne dni. Pamiętam, jak moja babcia robiła... to był kosmos. No dobra, lecimy z tym, jak ja to widzę.

Najpierw golonka (taka zdrowa, ok. 1,5 kg), musimy ją potraktować wrzątkiem, osuszyć, a potem solimy, pieprzymy, majeranek i te wszystkie cuda, jak liść laurowy i ziele angielskie. Bez tego ani rusz. Ja lubię dać więcej pieprzu, ale to już kwestia gustu.

Pamiętaj, żeby ją podsmażyć, żeby złapała kolorek. To daje ten "smaczek", wiesz? Taki brązowy, rumiany kolorek... mmm.

A kapusta? No jasne, kilogram kapusty szatkujemy, wrzucamy na smalec i szklimy. Smalec to podstawa, bez niego nie ma tej magii. Potem dodajemy golonkę, zalewamy bulionem (litr powinien wystarczyć) i dusimy, dusimy, dusimy...

Dobra, teraz cierpliwość to podstawa. Dusić pod przykryciem, tak z 2-3 godzinki, aż mięsko będzie mięciutkie, że samo odchodzi od kości. Jak chcesz to zagęść mąką i na koniec śmietanka kwaśna. Ja czasem dodaje troszeczkę octu, taki mój sekret.

Kiedyś robiłam golonkę w kapuście na urodziny taty, wyszła boska. 24.03.2018 pamiętam, to był dzień!

Jaka wodą do peklowania golonki?

  • Peklowanie golonki, tak? W sumie... tak mi się przypomniało, jak babcia Marysia zawsze to robiła na święta. Zawsze ten zapach w całym domu… już jej nie ma.

  • Woda. Potrzeba wody. Zimnej. Tak ze studni, pamiętam, ale teraz to raczej z kranu. Z kranu leci zimna. 1,5 litra, no dobra, niech będzie.

  • Dodatki. Czosnek. Przeciśnięty, wiadomo. I liście laurowe. Takie zwykłe, suche. Ziele angielskie też. Babcia zawsze mówiła, żeby ziela nie żałować.

  • Słodko-słono. Cukier. Troszeczkę, żeby się przegryzło. No i sól. A sól… to już inna sprawa. Sól peklowana. Ważna rzecz. I zwykła sól też. Bo jak za mało soli, to lipa.

  • Mieszanie. Wszystko trzeba pomieszać. Porządnie. Żeby się rozpuściło. I w ogóle.

  • Mięso. Golonka. Umyć. Dokładnie umyć. Bo brudne to fuj.

  • Teraz to i tak golonkę kupuję w sklepie mięsnym u Krzyśka. On tam ma niby lepsze, ale... Sam nie wiem. Robota w sumie ta sama, a jakoś tak... bez smaku babci. W tym roku to już nie będzie tak samo.

Jak upiec golonkę po ugotowaniu?

Okej, więc... golonka, tak?

  • Wyciągnij ją z tej wody po gotowaniu. Delikatnie, bo pewnie się rozpada. Pamiętam, jak raz, u babci, wyciągałem i prawie cała wpadła z powrotem. Stres. Teraz bym chyba krzyczał, serio.

  • Potem... do naczynia. Takiego, co do piekarnika może. Ja mam jedno po cioci Helenie, takie stare, ciężkie, ale golonka w nim zawsze wychodzi. Magia chyba, no nie wiem.

  • Piekarnik. Rozgrzej go na maksa. Tak z 200 stopni, albo i więcej. Co tam. Ma być gorąco, żeby ta skórka pykła ładnie. Wiesz, jak lubię, jak pyka. Mama zawsze mówiła, że to niezdrowe, ale co tam, raz się żyje, nie?

  • Wsadź do piekarnika. I patrz. Patrz uważnie. To jest najważniejsze. Kilka minut, może z dziesięć, może kwadrans. Zależy od piekarnika, od golonki, od dnia. Jak zobaczysz, że skórka się rumieni i robi się taka... chrupiąca... wyciągaj.

  • Przyprawy. Zapomniałbym! Przed pieczeniem, możesz ją posypać czymś. Ja lubię paprykę ostrą, ale to już jak wolisz. Sól, pieprz, czosnek... Co tam masz w szafce. Tylko bez przesady, bo golonka sama w sobie jest dobra, nie trzeba jej dużo psuć.

A wiesz co? Teraz mi się przypomniało, jak raz, u wujka Staszka, golonka była taka... spalona. Spalił ją. Ale i tak zjedliśmy. Co prawda, skrobałem ją nożem, ale... wiesz, jak jest na imprezach rodzinnych. Nic się nie marnuje. Szkoda, że już wujka Staszka nie ma. Dobry był z niego kucharz. Nawet jak golonkę spalił.

Jaki sos pasuje do golonki?

Do golonki pasuje wiele sosów, ale sos pomarańczowy to strzał w dziesiątkę, szczególnie jeśli chcemy podkreślić jej smak.

Jak go przygotować? Proste!

  • Potrzebujesz: sok z pomarańczy (świeżo wyciśnięty to podstawa!), trochę masła, cukru (brązowy będzie fajny), odrobinę octu balsamicznego i przyprawy – sól, pieprz, może szczypta chili? No i coś do zagęszczenia – mąka lub skrobia kukurydziana.

  • Wykonanie: Na patelni rozpuszczasz masło, dodajesz cukier, czekasz aż się skarmelizuje. Wlewasz sok pomarańczowy, ocet, przyprawy i redukujesz, aż sos zgęstnieje. Na koniec dodajesz mąkę lub skrobię rozmieszaną w odrobinie wody, żeby uzyskać idealną konsystencję. I gotowe!

Pamiętaj, że dobry sos to taki, który współgra z potrawą. Sos pomarańczowy dodaje golonce lekkości i świeżości, jednocześnie podkreślając jej bogaty smak.

Czasem zastanawiam się, czy idealne połączenie smaków to nie jest mała metafora życia – szukanie harmonii w pozornym chaosie...