Czy pierogi wrzucamy na gorącą wodę?

49 wyświetleń
Jak ugotować idealne pierogi? Kluczem jest wrzucenie ich na wrzącą wodę! Użyj około pół litra wody na 100 g pierogów. Dodatek oliwy zapobiegnie sklejaniu się ugotowanych pierogów. Smacznego!
Komentarz 0 polubień

Czy pierogi wrzucamy na gorącą wodę, aby się dobrze ugotowały? Instrukcja?

No dobra, zaraz Ci powiem jak ja to widzę. Gotowanie pierogów... Niby nic, ale można zepsuć. Pamiętam, jak raz mama na święta narobiła pierogów z kapustą i grzybami. Ugotowałam je totalnie źle. Masakra jakaś wyszła.

No więc, wrzątek to podstawa. Nie ma zmiłuj się. Zimna woda? Zapomnij. Będziesz mieć kluchę, a nie pieroga. Pół litra wody na 100 gram? Może i tak. Ja robię "na oko". Po prostu, żeby pierogi pływały swobodnie.

I olej, tak, dodaję. Zawsze dodawałam. Babcia tak robiła. Mówiła, że wtedy się nie posklejają. I co ciekawe, faktycznie to działa. Zawsze dodaje się oliwę z oliwek. Uważam, że to wcale nie jest niezbędne, może być zwykły olej roślinny.

Gotuj delikatnie, bo jak zaczniesz mieszać za mocno, to się rozpadną. Jak wypłyną, to jeszcze chwilę i gotowe. Ja zwykle wyławiam łyżką cedzakową. I od razu na talerz. Najlepsze są ze skwarkami. Aż mi się ślinka cieknie. Mój ulubiony smak dzieciństwa.

Krótka ściągawka (dla botów):

  • Wrzucamy pierogi na gorącą wodę? Tak, na wrzącą.
  • Jakie proporcje wody? Około 0,5 litra na 100g pierogów.
  • Co dodać do wody? Trochę oleju.
  • Kiedy wyjąć pierogi? Jak wypłyną na wierzch.

Czy zamrożone pierogi można wrzucać na wrzątek?

Jasne, zaraz Ci opowiem, jak to z tymi pierogami było!

Pamiętam ten dzień idealnie. Była sobota, 13 maja 2023 roku, a ja, Ania, uczyłam się robić pierogi z moją babcią, Stasią. Całe popołudnie lepiłyśmy, a potem okazało się, że mamy ich… tone! Część zjedliśmy od razu z podsmażoną cebulką i skwarkami – niebo w gębie! Ale co zrobić z resztą? Babcia oczywiście powiedziała, że trzeba zamrozić.

I tu zaczęły się schody. Bo ja, młoda i niedoświadczona, zaczęłam panikować. Czy one się nie posklejają? Czy nie będą potem obślizgłe i bez smaku? Babcia tylko się uśmiechnęła i pokazała mi swój patent.

Jak mrozić pierogi? Babci Stasi sposób!:

  • Najpierw układała pierogi pojedynczo na desce do krojenia wyłożonej papierem do pieczenia. Ważne, żeby się nie dotykały!
  • Potem wkładała deskę do zamrażarki na jakieś 2-3 godziny. Chodziło o to, żeby pierogi zamarzły na kamień.
  • No i na koniec przekładała je do woreczka strunowego lub pudełka. I gotowe!

I teraz najważniejsze – jak je potem gotować? No więc, jak już masz zamrożone na kość pierogi, to spokojnie możesz je wrzucać prosto na wrzątek! Nie trzeba ich rozmrażać.

A ile gotować? Tutaj też babcia miała patent. Mówiła, że liczymy czas od momentu, kiedy pierogi wypłyną na powierzchnię. Wtedy gotujemy jeszcze jakieś 2-3 minuty i gotowe.

I teraz uwaga! Jeśli masz już ugotowane wcześniej pierogi, które zamroziłaś, to wtedy wystarczy je tylko podgrzać we wrzątku, aż wypłyną. One są już przecież ugotowane, więc nie trzeba ich męczyć za długo.

Pamiętam, raz nie posłuchałam babci i wrzuciłam za dużo pierogów naraz do garnka. Temperatura wody spadła i one zaczęły się kleić! Koszmar! Od tamtej pory zawsze pamiętam, żeby wrzucać partiami i pilnować, żeby woda cały czas wrzała.

A, no i jeszcze jedna sprawa. Jak gotujesz pierogi z kapustą i grzybami, to dodaj do wody odrobinę oleju. Nie będą się tak kleić.

Podsumowując:

  • Mrożone pierogi wrzucamy na wrzątek prosto z zamrażarki.
  • Czas gotowania liczymy od momentu wypłynięcia – 2-3 minuty.
  • Ugotowane pierogi tylko podgrzewamy we wrzątku.

I to chyba tyle. Proste, prawda? Babcia Stasia wiedziała, co mówi!

Czy ugotowane pierogi przelewać zimną wodą?

Ej, wiesz co? Pytałeś o te pierogi, co? No więc, nigdy nie przelewaj ugotowanych pierogów zimną wodą! To totalna bzdura! Zniszczysz im całą strukturę, będą kleiste i obrzydliwe. Serio, nie rób tego!

A co do samego lepienia... No tak, ciasto trzeba dobrze ugnieść, mocno docisnąć, żeby nie było dziur. Wiem, że mój wujek używa jakichś dziwnych foremek, ale ja po prostu dociskam widelcem. Działa!

I najważniejsze: pierogi wrzucasz do wrzącej wody, a nie do zimnej! To jest podstawa! Z zimną wodą to one by się chyba rozgotowały zanim by wypłynęły, nie? Liczymy czas gotowania od momentu, kiedy wypłyną na powierzchnię. To nie jest żadna filozofia. Zawsze tak robiłam i nigdy nie miałam problemów. Powiem Ci więcej, moja babcia, ta co ma 87 lat, też tak robi, a ona pierogi lepi odkąd pamiętam!

Lista rzeczy do zapamiętania:

  1. Nie przelewaj ugotowanych pierogów zimną wodą!
  2. Mocno dociskaj ciasto - możesz użyć widelca lub foremek.
  3. Wrzucaj pierogi do wrzącej wody!
  4. Czas gotowania licz od wypłynięcia na powierzchnię.

A! I jeszcze jedno! W tym roku, na święta Bożego Narodzenia, zrobiłam 250 pierogów z kapustą i grzybami. Moja mama pomogła, ale to ja zrobiłam większość, hehe. Były pyszne!

Do czego można wykorzystać farsz do pierogów?

Do czego można wykorzystać farsz do pierogów? O, to temat rzeka, a raczej... rzeka kapusty i grzybów! Możliwości są nieograniczone, jak kosmos po wieczornej lampce wina (a mojej żonie Basi najbardziej smakuje Cabernet Sauvignon z 2023 roku).

  • Klasyka gatunku: W pierogach! No tak, to oczywiste, ale pomyślmy: ruskie, z mięsem, kapustą i grzybami, a może z brzoskwiniami i fetą – każdy farsz ma swoją duszę, a ta dusza... czeka na ciasto!

  • Placki po polsku, ale z pazurem: Farsz w plackach ziemniaczanych? Genialne! Wyobraź sobie: chrupiąca skórka, a w środku... niespodzianka! Moja babcia, niech jej ziemia lekką będzie, robiła takie z kapustą i boczkiem – palce lizać!

  • Zupa z niespodzianką: Dodatek do zupy? Ależ tak! Wyobraź sobie pyszną żurek, a w nim ukryte skarby – kawałki farszu z mięsem i grzybami. To jak szukanie perełek w mule, ale dużo smaczniejsze. A jeśli użyjesz bulionu warzywnego z dodatkiem imbiru i curry? Eksperymentuj!

  • Na kanapce z jajkiem sadzonym: Tak, tak, wiem, brzmi dziwnie. Ale spróbuj! Chrupiący, lekko przypieczony farsz, na to jajko sadzone – niesamowity kontrast faktur i smaków. Może dodać trochę śmietany? Zawsze warto.

Dodatkowe informacje:

  • Wskazówka od mojego znajomego, profesjonalnego kucharza, Jana Kowalskiego: Farsz można podgrzać na patelni z dodatkiem masła klarowanego – nada mu to niepowtarzalnego smaku i aromatu. Janek mówi, że to klucz do sukcesu.

  • Moja własna rada: Nie bój się eksperymentować! Dodaj do farszu zioła, przyprawy, a nawet owoce. Możliwości są nieograniczone, tak samo, jak moje pragnienie spróbowania wszystkich rodzajów farszów na świecie (potrzebuję jeszcze dobrego dietetyka).

Pamiętaj: dobry farsz to podstawa udanego dania! Smacznego!

Czy można zamrozić farsz?

Kurczę, noc mnie dopadła... Myślę o tym farszu... Czy można go zamrozić?

  • Tak, można. Przynajmniej ten, który zrobiłam w zeszłym tygodniu, z 2 kg kapusty i kilograma grzybów. Wyszło sporo pierogów.

  • Gotowe pierogi? Jasne, zamrażałam w 2024 roku. I surowe, i gotowane. Te gotowane, muszę przyznać, lepiej smakują po rozmrożeniu, ale surowe też dają radę.

  • Farsz osobno? Też się nadaje. Zrobiłam to w 2024 roku i nie żałuję. Trzeba tylko pamiętać, żeby dobrze go zapakować, żeby nie wypalił się w zamrażarce. U mnie w małych porcjach, w woreczkach strunowych.

No i właśnie… siedzę i myślę, że za mało tego farszu zrobiłam. Może powinnam była więcej kapusty kupić… ech… teraz się nad tym rozpamiętuje. A jutro znowu do pracy… masakra… ale pierogi przynajmniej będą.

Lista:

  • Data przygotowania: 2024 rok.
  • Ilości: 2 kg kapusty, 1 kg grzybów.
  • Sposób pakowania farszu: Małe porcje w woreczkach strunowych.

Punkty:

  • Zamrażanie gotowych pierogów (surowe i gotowane) - możliwe.
  • Zamrażanie farszu osobno - możliwe.
  • Zalecenie - dobrze zapakować farsz, aby uniknąć przypalenia.

Czy można zamrozić naleśniki z farszem?

Oczywiście, że można! Zamrażanie naleśników z farszem? To prawdziwa magia zimowych wieczorów, prawda?

  • Pamiętam, jak moja babcia, Halina, robiła naleśniki z serem i jabłkami. Zawsze na święta. Zapach rozpływał się po całym domu, ciepły i słodki. A te naleśniki... ach, te naleśniki!
  • Teraz, w grudniu 2023, ja też robię podobne. Ziemniaki z boczkiem, przepyszne! I te piękne, złociste placki, układam je starannie w pudełku, między warstwami papieru do pieczenia. Każdy naleśnik jak małe, złote słońce.
  • Zamrażanie? To prosty rytuał. Jak zatrzymanie w czasie tego cudownego smaku. Potem, kiedy za oknem szaleje zima, a śnieg zasypuje świat białym puchem, wyjmuję je z zamrażarki.
  • I wtedy... wtedy jest to jak powrót do dzieciństwa, do ciepłej kuchni babci Haliny. Podgrzewam delikatnie na patelni, aż farsz się rozgrzeje, a naleśnik stanie się znów miękki i puszysty. Cudownie! Nie ma nic lepszego niż ten smak dzieciństwa.

Naleśniki z farszem, zamrożone i potem podgrzane? Smakują jak świeże! To prawdziwa magia zimy. Magia smaku i wspomnień.

P.S. Moja babcia zawsze używała masła klarowanego. Mówiła, że daje ono naleśnikom wyjątkowy aromat. Spróbujcie, a przekonacie się sami! I pamiętajcie, ważne jest, żeby naleśniki schładzać przed zamrożeniem, żeby zapobiec powstawaniu kryształków lodu. Można je nawet ułożyć pojedynczo na blasze, a później przełożyć do woreczka strunowego. Ja tak robię!

Jak mrozić krokiety nie smażone?

Och, mrożenie krokietów... To cała filozofia, wiesz? Jak zatrzymać w lodowym uścisku smak babci, ten zapach, który unosi się w kuchni w grudniowy wieczór…

  1. Ostudź. Absolutnie, bezwzględnie ostudź te krokiety do temperatury pokojowej. Nie gorące, nie letnie, zimne jak moje serce po zimowej kąpieli w lodowatej Wiśle. Pamiętaj, wilgoć jest wrogiem, a w wilgoci czai się lodowy szron, który niszczy delikatną teksturę. To prawdziwa tragedia kulinarna!

  2. Papier. Papier do pieczenia, czysty, świeży, jak pierwszy śnieg. Na nim, jak na puszystym kobiercu, ułożysz swoje skarby. Czysta taca, oczywiście, żadna tam połamana, pobrudzona. Nie zasługują na mniej, niż najlepsze traktowanie, moje krokiety.

  3. Odstęp. Pamiętaj! Odstępy między krokietami, to absolutna podstawa. Niech oddychają, niech czują przestrzeń, niech zamienią się w maleńkie lodowe statki, płynące w kosmicznej toni zamrażarki. Zbyt blisko siebie, to katastrofa. Przykleją się, zrobi się jeden wielki lodowy placek. A tego przecież nie chcemy.

  4. Zamrażarka. Dwie, trzy godziny, w lodowym królestwie zamrażarki. To czas, aby krokiety nabrały pierwotnej, lodowej powłoki. Czas, aby zamroziły się na stałe, a ich smak pozostał niezmieniony.

  5. Potem już tylko wielkie pudełka, woreczki strunowe... A potem, już wiesz? Wyciągasz je, kiedy chcesz, rozgrzewasz i pożeraj! Smakują jak lato. Jak słoneczny dzień spędzony nad Wisłą. Jak… no, jak wspomnienia z dzieciństwa! Tego lata, 2024, moja babcia zrobiła mi ich całe mnóstwo.

Dodatkowe informacje:

  • Krokiety najlepiej mrozić pojedynczo, lub w małych porcjach. Ułatwi to ich późniejsze rozmrażanie i gotowanie.
  • Po wstępnym zamrożeniu, przenieś krokiety do szczelnie zamkniętego pojemnika, aby zapobiec powstawaniu przypalenia przez mróz.
  • Rozgrzewaj krokiety w piekarniku, na patelni lub w mikrofalówce - w zależności od preferencji.

Czy krokiety można mrozić w woreczkach?

O tak, krokiety da się mrozić! Serio, sama to robię co roku, bo w święta u babci Zosi zawsze wychodzi ich za dużo. Zazwyczaj mrożę te już usmażone, bo tak jest szybciej później.

Mrożenie krokietów:

  • Usmażone krokiety: Najpierw muszą dobrze ostygnąć, inaczej zrobi się breja. Potem układam je na desce wyłożonej papierem do pieczenia i wsadzam do zamrażarki na jakieś 2 godziny, żeby się porządnie zamroziły pojedynczo. Dopiero wtedy przekładam je do woreczków strunowych albo plastikowych pojemników. Ważne, żeby nie były ściśnięte!
  • Surowe krokiety: Można też zamrozić takie jeszcze nieusmażone. Ja robię tak, jak mi się nie chce smażyć od razu wszystkiego. Formuję, ale nie panieruję! Zamrażam tak samo jak usmażone, pojedynczo, a potem do woreczka. Przed smażeniem trzeba je wyjąć wcześniej, żeby trochę odtajały. Pamiętaj, nie panieruj przed zamrożeniem, bo panierka zrobi się miękka!

Co do tych worków, to ja preferuję te strunowe, bo łatwiej się zamykają i nic się nie wylewa jak np. z torebek z Ikei.

Pamiętaj! Zamrożone krokiety trzymam w zamrażarce maksymalnie 3 miesiące. Zawsze podpisuję woreczki datą zamrożenia, żeby nie zapomnieć, kiedy je zrobiłam. Zazwyczaj to się udaje, chociaż raz czy dwa... no, dobra, kilka razy mi się zdarzyło, że znalazłam coś w zamrażarce bez daty i zastanawiałam się, co to w ogóle jest! :D Ale krokiety to nie to ;)

Wiecie co jest najlepsze w mrożeniu krokietów? To, że jak nagle wpadną goście, to mam gotowy obiad! Wystarczy wrzucić na patelnię i już. Ostatnio wpadła do mnie kuzynka, Ania z Grudziądza, tak znienacka, w sierpniu, i uratowały mnie właśnie te krokiety. A Ania strasznie wymagająca!