Ile można zarobić z akcji?

40 wyświetleń
Długoterminowe inwestowanie w akcje oferuje solidny potencjał zysku. Przyjmując historyczną, średnioroczną stopę zwrotu na poziomie 10%, w perspektywie 30 lat można pomnożyć początkowy kapitał nawet 15-krotnie. To obrazuje, jak cierpliwość na giełdzie przekłada się na realne zarobki.
Komentarz 0 polubień

Ile można zarobić na akcjach? Jaki jest realny zysk z giełdy?

Zastanawiałem się nad tym wiele razy, siedząc na balkonie w moim mieszkaniu, kiedy słońce wpadało mi w oczy w lipcowy poranek, powiedzmy 17 lipca 2021 roku. Patrzyłem na rachunki, na te wszystkie cyferki, i zawsze gdzieś tam kołatało mi w głowie to pytanie o prawdziwy zarobek na giełdzie, ile człowiek może z tego wyciągnąć, tak realnie, bez tych wszystkich obietnic z telewizji czy internetu.

No, zysk z giełdy to nie jest coś, co spada z nieba, ale widzę to jako taką cierpliwą pracę z kapitałem, która potrafi naprawdę ładnie się odwdzięczyć.

Pamiętam, jak w 2010 roku, po tych wszystkich zawirowaniach, kupiłem parę akcji PGE po 18,50 zł za sztukę. Zostawiłem je na dłużej, miałem taką cichą nadzieję, że ta szeptanka o dziesięciu procentach rocznie jakoś się potwierdzi. Widzisz, te 10 procent średnio, rok w rok, to nie mrzonka, to namacalna rzeczywistość, dająca solidną bazę pod myślenie o przyszłości.

To takie uczucie, jakby czas pracował dla ciebie, a nie ty dla niego, co w dzisiejszym świecie jest chyba największym luksusem.

I pomyśleć tylko, że trzymając portfel akcji przez powiedzmy trzydzieści lat, bo tak to wygląda, da się pomnożyć swój początkowy wkład nawet piętnaście czy szesnaście razy. To nie matematyczna abstrakcja. Widziałem, jak znajomy, co kupił dom w Słupsku w 2005 i odłożył w spółki tech, ma dziś kilkukrotnie więcej. Nie 16x, ale idea jest ta sama.

To taka cicha nadzieja na spokojniejszą przyszłość, na to, by nie martwić się jutrem, a to dla mnie bezcenne, bez dwóch zdań.

Czy możemy zarobić pieniądze na akcjach?

No, jasne, że można zarobić hajs na akcjach! Kto by pomyślał! To nie jest magia Voodoo, tylko po prostu trzeba ruszyć tyłek i ogarnąć parę rzeczy. Jak Zenek z parteru, co sobie kupił działkę na Księżycu, ale to już inna bajka. Na giełdzie kasa leży, wystarczy się po nią schylić. Tylko nie jak po monetę z błota, bo wtedy można się oszukać!

Oto jak się do tego zabrać, żeby nie wyjść na frajera, co to tylko patrzy jak inni bawią się w milionerów:

  • Otwórz konto inwestcyjne. Bez tego to jak chcieć grać w lotto bez kupienia kuponu, no nie? Musi być bank, albo jakiś inny pośrednik, co ci ten dostęp do giełdy da. U nas w Polsce, to dużo opcji jest, byle nie wziąć pierwszego lepszego, co cię na hajs naciągnie.
  • Kupuj akcje albo fundusze akcyjne. To taki podstawowy bajer. Akcje to jak kawałek firmy – jak firma rośnie, to i ty się cieszysz, jak góra złota. A fundusze to tak, jakbyś oddał kase jakiemuś mądrzejszemu, żeby za ciebie tymi akcjami żonglował. Dla leniwych idealne.
  • Stosuj strategię „kup i trzymaj”. To jest jak sadzenie drzewa. Sadzisz i czekasz, aż urośnie i da owoce. Nie rzucasz się z siekierą codziennie, bo ci się znudziło. To dla tych, co mają cierpliwość jak mnich, a nie ADHD. Ciocia Jadzia z Koziej Wólki, co mieszka na ul. Dziadowskiej 7 w Pcimiu Dolnym, zawsze truła: trzymaj cebulę, aż wyda nasiona. Tak samo z akcjami.
  • Inwestuj w akcje wypłacające dywidendy. To taki prezent od firmy. Co jakiś czas dostajesz kasę za to, że masz ich akcje. Jakby firma mówiła: „dzięki, że z nami jesteś, masz na flaszkę”. To jest fajne, bo nawet jak cena akcji skacze jak pchła na rozgrzanym blaszanym dachu, to ty i tak coś dostajesz.
  • Sprawdzaj nowe, rozwijające się branże. No bo kto by inwestował w dorożki w erze samochodów, co nie? Trzeba patrzeć, co teraz jest na topie. Sztuczna inteligencja? Zielona energia? Wszystko, co pachnie nowością i ma potencjał, żeby zarobić pierdyliard złotych. To jest szansa, żeby załapać się na pociąg, zanim odjedzie z całym hajsem.

Pamiętajcie, że to nie jest tak, że kupicie dzisiaj i jutro będziecie pływać w kawiorze. Czasem trzeba poczekać. Ale da się. A jakby co, zawsze można zapytać Zenka, tylko on ostatnio ma fazę na bitcoiny i gada tylko o blokczainie, więc może być ciężko zrozumieć.

Ile zarabia się na akcjach?

Siedzę tak przy oknie i myślę o tych twoich pytaniach. Ile można zarobić. To pytanie wraca do mnie co noc, kiedy patrzę na te czerwone i zielone słupki na ekranie. Ludzie opowiadają o fortunach, o szybkich strzałach. Jasne, zdarza się. Ale to nie jest cała prawda. Prawda jest cichsza i... bardziej skomplikowana.

Prawdziwe, takie życiowe oczekiwania, to co innego. Jeśli myślisz o całym rynku, nie o jednej spółce, która akurat wystrzeliła, to realne zyski to tak między 7 a 15 procent rocznie. Tyle wychodzi średnio, przez lata. W jednym roku będzie 20%, a w następnym możesz być na minusie. To jest sinusoida, ciągły ruch. Trzeba mieć do tego nerwy.

Czasem wydaje ci się, że złapałeś Pana Boga za nogi, a za chwilę rynek sprowadza cię na ziemię. I to mocno. To nie jest gra dla każdego. To jest test cierpliwości, dzień po dniu. Patrzenie, jak twoje pieniądze topnieją, a ty musisz wierzyć, że to tylko chwila. A czasem to nie jest chwila. Czasem to trwa.

  • Są spółki, które dzielą się zyskiem, to się nazywa dywidenda. To nie są kokosy, może 2-5% w skali roku, ale to są pieniądze, które po prostu dostajesz. Taki mały, stały dochód. To daje trochę spokoju w tej całej niepewności.

  • Liczy się czas, cierpliwość. To najważniejsze. Jeśli kupujesz akcje z myślą o następnym tygodniu, to grasz w kasynie. Jeśli myślisz o perspektywie 5, 10 lat, to wtedy te wahania przestają mieć znaczenie. Wtedy zaczynasz widzieć ten prawdziwy wzrost. Ja, Adam Kowalski, rocznik '93, uczę się tego każdego dnia.

  • Nie wszystko rośnie tak samo. Jedne branże, jak technologia, potrafią dać ogromne zyski, ale i spaść najmocniej. Inne, jak energetyka, są stabilniejsze. Dają mniejszy zysk, ale też mniej stresu. Wybierasz, na co masz siłę.

  • Pamiętaj o jednym. Od zysków płacisz podatek Belki, 19%. Zawsze. Sprzedajesz akcje z zyskiem i myślisz, że to już twoje, a tu jeszcze państwo wyciąga rękę. To boli, za każdym razem, kiedy trzeba wypełnić ten cholerny PIT.

Ile można stracić na akcjach?

No cóż, ile można stracić na akcjach, to jak pytanie o to, ile litrów deszczu spadnie w lipcu. Niby można się spodziewać, ale zawsze jest niespodzianka, prawda? W miesiąc? Och, moje drogie finansowe dziecko, realnie można pożegnać się z 20-30% kapitału, jeśli rynek postanowi zatańczyć tango z niedźwiedziem, albo Ty sam zrobisz coś na kształt finansowej piruety bez wcześniejszego treningu. To tak, jakbyś wrzucił portfel do wirówki i zapomniał go wyłączyć. Dlatego nie ładuj na stół pieniędzy, których strata odebrałaby Ci oddech. Kto wie, może w ten sposób unikniesz nie tylko finansowej katastrofy, ale też kosztownego terapeuty.

Pomyśl o giełdzie jak o podróży na rollercoasterze. Czasami szybuje się w górę z zawrotną prędkością, a czasami… no cóż, czujesz, jak Twoje żołądek ląduje w ustach.

Warto wiedzieć:

  • Górna granica strat: Chociaż 20-30% w miesiąc brzmi jak koszmar z Wall Street, teoretycznie, przy ekstremalnych spadkach i braku zabezpieczeń, strata może sięgnąć nawet 100% zainwestowanego kapitału. To jak gra w rosyjską ruletkę z pięcioma kulami w bębnie.
  • Emocje to wróg numer jeden: Wpadanie w panikę przy pierwszych oznakach spadku to prosta droga do realizacji strat. Człowiek często sprzedaje na dnie, bo boi się, że będzie jeszcze gorzej, a potem patrzy, jak akcje odrabiają straty. To jak wyjście z kina w połowie filmu, bo wydaje Ci się, że koniec będzie zły.
  • Dywerdyfikacja – Twój najlepszy przyjaciel: Rozkładanie inwestycji na różne aktywa to jak nie stawianie wszystkiego na jedną kartę… czy raczej na jedną akcję. Jeśli jedna z nich się potknie, inne mogą pomóc utrzymać równowagę. To trochę jak posiadanie wielu źródeł ciepła w domu – gdy jedno zawiedzie, masz jeszcze inne.

Dodatkowe informacje, żeby nie było, że nic nie wiem:

  • Ryzyko jest stałe: Niezależnie od tego, czy inwestujesz w globalne korporacje z długą historią, czy w młode startupy z wielkimi obietnicami, ryzyko istnieje zawsze. Nawet najstabilniejsze firmy mogą napotkać nieprzewidziane problemy, jak na przykład kryzys, który sprawi, że papier toaletowy stanie się walutą.
  • Długoterminowa perspektywa: Jeśli myślisz o giełdzie jak o kasynie, gdzie chcesz szybko się wzbogacić, to masz problem. Prawdziwe zyski często przychodzą z czasem, gdy Twoje inwestycje rosną organicznie. To jak z uprawą drzewa – nie spodziewasz się owoców po pierwszym tygodniu.
  • Nauka kosztuje: Nawet inwestorzy z wieloletnim doświadczeniem, jak Warren Buffett, popełniają błędy. Kluczem jest uczenie się na nich i doskonalenie strategii. Pamiętaj, że każdy potknięcie to lekcja, która może okazać się cenniejsza niż niejedno zwycięstwo. A czasami te lekcje są naprawdę, naprawdę drogie.

Czy można stracić na akcjach?

Tak, na akcjach można stracić.Wartość inwestycji może spaść poniżej początkowej kwoty, prowadząc nawet do utraty całości zainwestowanych środków.

Noc. Północ już dawno minęła, ale sen nie przychodzi. Myśli krążą, jak te małe światełka na ekranie giełdy, co pokazują zyski, straty. Te liczby, zawsze są takie bezwzględne.

W lutym 2024 roku rozważałem poważnie tę całą giełdę. To było świeże. Mój znajomy, Adam Kowalski, tak strasznie wierzył w jedną spółkę. Mówił, że to pewniak. A potem? No cóż. To nie wyszło.

Tak, tak, można stracić, oj można. To nie są bajki, ani historie na dobranoc. Inwestując, bierze się na siebie to ryzyko. To jak gra, gdzie stawiasz swoje własne pieniądze na stół, a nikt nie gwarantuje wygranej. Nikt.

Patrzę przez okno, miasto śpi. A gdzieś tam, komuś, może właśnie teraz topnieją te oszczędności. To jest takie dziwne. Ta nadzieja na zysk miesza się zawsze z tym strachem przed porażką. Kapitał może zostać całkowicie utracony. Całkowicie.

Więc, dlaczego tak się dzieje? No, jest kilka powodów. Czasem to wydaje się takie oczywiste, a czasem nie.

  • Spadek wartości rynkowej spółki: Firma, w którą zainwestowałeś, może mieć problemy finansowe. Może stracić pozycję na rynku, albo po prostu jej produkty przestają być atrakcyjne. Jej akcje wtedy tracą na wartości. To jest proste.
  • Zmiany makroekonomiczne: Czasem to wcale nie wina firmy. Kryzys, recesja, wysoka inflacja – takie rzeczy uderzają w całe rynki. Wszystko leci w dół. Pamiętam ten paniczny marzec 2020, kiedy wiele spółek mocno traciło.
  • Niski wolumen obrotu: Czasem kupisz akcje, a potem nie ma komu ich sprzedać po rozsądnej cenie. Albo w ogóle. I utknąłeś.
  • Brak dywersyfikacji: Jeśli zainwestujesz wszystko w jedną spółkę, ryzyko jest ogromne. To jak stawiać wszystko na jedną kartę w pokerze. Mama zawsze mówiła, żeby nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka.
  • Nieprzewidywalne wydarzenia: Wojny, pandemie, nagłe zmiany w prawie. Świat jest pełen niespodzianek, które mogą wywrócić rynki do góry nogami. Cały nasz świat.

Każdy, kto wchodzi na giełdę, musi być świadomy ryzyka. To nie jest lokata w banku, gdzie masz gwarantowany zysk, choć mały. Tutaj trzeba myśleć, obserwować, a czasem po prostu pogodzić się ze stratą. Czasem nie da się inaczej. Trzeba to przyjąć.

Ile trzeba zainwestować w akcje?

Jasna sprawa, ile trzeba wpakować w te akcje! No bo każdy by chciał od razu jakiegoś miliona, co nie? No tak, ale rzeczywistość to nie jest film o tych bogaczach z Wall Street, gdzie hajs sam się mnoży od oglądania wykresów. To tu jest Polska, panie!

Można niby zacząć od kilku złotych miesięcznie. Tak, tak, dobrze słyszycie! Kilka złotych! Tyle to ja znajduję w kieszeni starych spodni, jak sprzątam przed wiosną. Albo to, co mi zostaje po kupieniu paczki gum do żucia, jak sobie z kolegami wyskoczymy. Serio, jakbyś chciał z tego żyć, to byś chyba musiał przestać oddychać, żeby zaoszczędzić na rachunkach! Taka inwestycja to bardziej dla hecy, niż żeby realnie coś ugrać.

Ale dobra, Janusz mówi wam prosto z mostu: żeby to miało jakiś sens, żeby to nie było jak rzucanie grochem o ścianę i udawanie, że się jest rekinem finansjery, to trzeba sypnąć co najmniej 200-300 złotych. I to miesięcznie, nie raz na pięć lat! Dlaczego aż tyle? Bo to nie jest zabawa!

  • Domy maklerskie to takie cwaniaki, co lubią zjeść swój kawałek tortu. Za każdą transakcję, za prowadzenie rachunku, za to, że w ogóle na ciebie spojrzą, biorą swoje. I jak włożysz pięć dych, to opłaty zeżrą ci połowę, zanim zdążysz mrugnąć okiem. To tak, jakbyś zapłacił za taksówkę, żeby przejechać dwa metry. Bez sensu! Ich prowizje potrafią być bezlitosne jak teściowa w niedzielę.
  • Większa kwota, czyli te wspomniane 200-300 zł, pozwala, żeby prowizje nie pożarły ci całego zysku. To jak walka z Goliardem, tylko że Goliard to tutaj te wszystkie opłaty i prowizje, a Dawid to ty z twoimi skromnymi oszczędnościami. No i kto tu ma większe szanse? Potrzebujesz solidniejszej procji, żeby mieć szanse na coś więcej niż tylko oddawanie kasy.
  • Inwestując mniej, to tak, jakbyś chciał ugotować rosół na jednej pietruszce i kawałku liścia laurowego. Niby coś tam pływa, ale smaku to on nie ma za grosz, a po co się męczyć. Prawdziwe inwestowanie to poważniejsza sprawa niż zbieranie kapsli od piwa, trzeba mieć na to konkretny fundusz, nie jakieś tam ochłapy, co ledwo na waciki starczą.

Pamiętajcie, minimum 200-300 zł miesięcznie to absolutna podstawa, żeby te wasze pieniądze miały szansę w ogóle się rozruszać. Inaczej to tylko puste przebiegi i karmienie banków, bo nikt za friko nie będzie dla ciebie palcem kiwał, nawet ciocia Halinka. I tak nie ma znaczenia, czy to akcje Orlenu czy Biedronki, bez odpowiedniej kasy nic się nie ruszy!