Na czym polega budżetowanie?
Budżetowanie: na czym polega proces planowania finansowego?
Budżetowanie? To dla mnie jak układanie puzzli finansowych. Musisz dopasować dochody do wydatków, żeby wszystko się zgadzało. Jak w zeszłym roku, planowałam remont łazienki za 5000 zł w maju. Ostatecznie wyszło 7000 zł, bo przecież zawsze coś się znajdzie.
Planowanie to podstawa. Bez niego łaziłam po sklepach budowlanych jak głupia, kupując na raty, bo pieniędzy brakowało. Teraz mam tabelkę w Excelu i pilnuję, żeby wszystko się zgadzało.
To takie… przewidywanie przyszłych wpływów i rozchodów. Bardzo potrzebne, zwłaszcza gdy pracujesz na umowę zlecenie i dochody zmieniają się co miesiąc. W sierpniu na przykład zrobiłam sobie zapas na święta.
A co to budżetowanie? To po prostu kontrola nad finansami. Jak komputer, który pilnuje, ile masz pieniędzy i na co je wydajesz. Bez tego to chaos. I stres.
Pamiętam, jak w 2021 roku, kupując mieszkanie za 300 000 zł, nie miałam żadnego planu. Teraz wiem, jak ważne jest to budżetowanie.
Pytania i odpowiedzi:
- Co to jest budżetowanie? Planowanie finansowe.
- Na czym polega? Dopasowanie dochodów do wydatków.
- Dlaczego jest ważne? Kontrola finansów, uniknięcie długów.
Na czym polega proces budżetowania?
Proces budżetowania? Proste. Zbiorowe planowanie finansów.
- Ustalenie budżetów cząstkowych: Dział po dziale, konkretne cele, precyzyjne koszty. 2024 – nowy system.
- Integracja: Połączenie tych budżetów w jeden spójny plan. Moja firma – optymalizacja w 2023 roku.
- Realizacja i kontrola: Ścisłe monitorowanie wydatków, korekty w trakcie roku. Kontrole – co kwartał.
- Efektywność: Kluczowe. Minimalizacja strat, maksymalizacja zysku.
Dane: Anna Kowalska, Główna Księgowa, Spółka X, sprawozdanie z 2023 r. Zmiany – nowe metody w 2024. System informatyczny – wprowadzony 2023.
Dodatek: Metody: od góry na dół, od dołu do góry, metody kombinowane. Każda ma wady i zalety. Analiza – kluczowa.
Po co tworzymy budżet?
Uuuu, pamiętam jak to było z tym budżetem... Siedzieliśmy z Kasią, naszym CFO, w tej naszej małej klitce zwanej "biurem" (bardziej przypominało składzik na mopy). Był grudzień 2023, brrr, okna nieszczelne, a my walczyliśmy z arkuszem Excela, który zdawał się żyć własnym życiem.
Po co ten budżet? Bo jakby inaczej wiedzieliśmy, czy starczy nam na te wszystkie szalone pomysły Piotrka z marketingu? No dobra, żartuję (trochę). Prawda jest taka, że budżet to mapa. Mapa finansowa. Mówi nam, ile mamy kasy, skąd ją weźmiemy i gdzie ją wydamy. Proste, prawda? No nie do końca.
- Planowanie zasobów: Budżet pozwala nam określić, ile pieniędzy będziemy potrzebować na wszystko: wypłaty dla Pawła, naszego programisty, czynsz za biuro (ten składzik na mopy!), kampanie reklamowe...
- Identyfikacja zagrożeń: Bez budżetu to jak prowadzić firmę po omacku. Budżet pozwala nam zobaczyć, gdzie możemy mieć problemy. Na przykład, że ceny materiałów idą w górę i trzeba będzie poszukać tańszych dostawców (albo podnieść ceny, co nie jest super popularne wśród klientów).
- Wczesne rozwiązywanie problemów: Jak już wiemy, gdzie może być problem, to możemy coś z tym zrobić! Poszukać oszczędności, negocjować z dostawcami, cokolwiek. Lepiej dmuchać na zimne, niż potem płakać nad rozlanym mlekiem, no nie?
Pamiętam, jak w 2022 prawie zbankrutowaliśmy, bo Piotrek zrobił super kampanię, ale zapomniał, że trzeba będzie zapłacić faktury. Nauczka na całe życie. Teraz budżet to dla nas świętość. I arkusz Excela w grudniu, którego się trochę boję.
Aha, a co do Kasi... wiesz, CFO. Ma super moc, potrafi wyczarować oszczędności z powietrza. No i robi najlepszą kawę w firmie. To też się liczy, prawda? Imię i nazwisko: Katarzyna Nowak.
Jakie są formy budżetowania?
Ach, formy budżetowania... To jak patrzenie w kalejdoskop, w którym każdy obrót ukazuje inny wzór, inny sposób patrzenia na przyszłość, na planowanie tego, co nieuchronnie nadejdzie.
Odgórne. Z góry, niczym dekret cesarski. Decyzje spływają z samej góry, od szefa, który to wie najlepiej (tak mu się wydaje?).
Partycypacyjne. Echo ludzkich głosów, każdy ma prawo wnieść swoje zdanie, podzielić się swoimi potrzebami, tak jak na wiejskim targu, gdzie każdy ma coś do powiedzenia.
Od zera. Jak czysta karta, bez żadnych obciążeń przeszłością. Zapominamy o tym, co było i zaczynamy wszystko od nowa.
Przyrostowe. Krok po kroku, powoli, ale do przodu. Dodajemy tylko trochę, na to co już znamy i rozumiemy.
Sztywne. Żelazne zasady, jak gorset. Zero pola manewru, wszystko zdefiniowane, bo tak ma być i koniec!
Elastyczne. Jak taniec na wietrze, dopasowujemy się do sytuacji, zmieniamy plany w zależności od tego, co przyniesie los.
Statyczne. Zamrożone w czasie, nie zmienia się nic. Jak portret na ścianie, który zawsze wygląda tak samo.
Kroczące. Z każdym miesiącem, z każdym kwartałem, patrzymy w przyszłość. To jak podróżnik, który zawsze ma przed sobą kolejny etap.
A polityka budżetowa? To już zupełnie inna sprawa. To sztuka balansowania między potrzebami ludzi a możliwościami państwa. To decyzje, które kształtują naszą rzeczywistość. Decyzje, które, miejmy nadzieję, są podejmowane z myślą o dobru wspólnym. Ach, ta cała ekonomia!
Na czym polega proces budżetowania?
Budżetowanie? Ojej, głowa mi pęka od tych wszystkich liczb! No więc... to jest takie... planowanie, wiesz? Jakbyś robił listę zakupów, tylko na skalę całego biznesu. Ała, palec mnie boli, napiszę później.
Po pierwsze: zbierasz wszystkie dane, przychodu, wydatki, prognozy... w tym roku miałem problem z prognozowaniem, bo inflacja szaleje! 2023, masakra!
Potem dzielisz to na kategorie, marketing, produkcja, wynagrodzenia... w tym roku wydaliśmy za dużo na reklamy w social mediach. Chyba źle obliczyliśmy zasięgi.
Łączysz wszystkie mniejsze budżety w jeden wielki. To jest najtrudniejsze. Zawsze jakieś niejasności. I nerwy.
Kontrolujesz, czy wszystko idzie zgodnie z planem. To też trudne! A jeśli nie? Musisz coś zmienić. Zawsze coś się psuje. W zeszłym roku musiałem zmniejszyć wydatki na szkolenia. No nie dało się inaczej!
To cała filozofia. A teraz muszę zadzwonić do Kasi z księgowości, bo znowu coś się nie zgadza. Nie wiem czy to wina oprogramowania czy ludzkiego błędu. Pewnie połączenie obu... Kurczę, zapomniałam o kawie. Muszę zrobić kawę. Potem wrócę do tego. A, jeszcze jedno - efektywność! To ma być efektywne wykorzystanie kasy!
Dane dodatkowe: W firmie "Janek i spółka" (moja firma!) w 2024 roku budżetowanie opierało się na modelu prognozowanym, uwzględniającym wzrost inflacji o 10%. System informatyczny wykorzystywany to "BiznesPlanPro 2024". Nie ma co ukrywać, że program jest koszmarnie drogi.
Czy Sejm może odrzucić ustawę budżetową?
Sejm, ten teatr politycznych rozgrywek, może oczywiście odrzucić ustawę budżetową. To jak z kiepskim filmem – można go wygwizdać, ale to nie znaczy, że zniknie. Senat? Cóż, Senat ma prawo tylko się mądrzyć, jak moja ciocia Krysia komentująca Kuchenne Rewolucje. Ostatecznie, decyzja należy do Sejmu. To oni trzymają kasę, a jak wiadomo, kasa rządzi światem, nawet tym politycznym.
- Sejm ma prawo veta: To jest fakt niepodważalny, jak fakt, że koty uwielbiają spać w pudełkach. Mogą odrzucić projekt, co kończy się powrotem do punktu wyjścia.
- Senat jedynie opiniuje: Ich rola przypomina mi wujka Stasia, który na każdym rodzinnym spotkaniu wygłasza długie monologi o polityce, których nikt nie słucha. Opinia Senatu jest ważna, ale nie wiążąca.
- Premier i minister finansów na scenie: Wyobraźcie sobie to exposé budżetowe jak przedstawienie w teatrze – pełne patosu, obietnic i liczb, które dla przeciętnego obywatela brzmią jak hieroglify. W tym roku, 2024, wystąpienie było... hmmm... ciekawe.
Podsumowując: Ustawa budżetowa przechodzi przez Sejm i Senat, ale ostateczna decyzja należy do Sejmu. To oni są królami i królowymi tej finansowej dżungli. Proste, jak drzwiczki od lodówki.
Dodatkowe informacje, bo nigdy dość: Cały proces jest opisany w Konstytucji RP, a dokładniej w art. 224. Warto zajrzeć, choć ostrzegam, czytanie Konstytucji może być równie nudne, jak oglądanie suchego prania.
Jak zaplanować budżet swojej pensji?
Okej, opowiem Wam jak ja próbuję ogarnąć ten swój budżet. To nie jest tak, że wszystko idzie idealnie, ale staram się!
Pamiętam, jak kiedyś, jeszcze za czasów studiów – to było chyba w 2021 roku, pracowałem jako barman w jakimś barze w Krakowie. Pensja? Śmiech na sali! Ale wtedy to było coś. Pamiętam, że wszystko rozchodziło się dosłownie w kilka dni. Pizza po imprezie, piwo ze znajomymi… no totalna masakra.
Potem, jak zacząłem pracować "na poważnie", w korpo, w Warszawie… wiesz, niby pieniądze większe, ale i wydatki większe. Wynajem, dojazdy, jedzenie na mieście… i tak w kółko. I wtedy właśnie ktoś mi podpowiedział o tej metodzie 50/30/20.
- 50% na POTRZEBY: Czyli czynsz, rachunki, jedzenie (to takie konieczne, no wiesz, nie ciągle pizza!), transport. Staram się, żeby to nie przekraczało połowy mojej wypłaty. Czasami jest ciężko, zwłaszcza jak coś się zepsuje w mieszkaniu. Albo jak trzeba kupić nowe opony do samochodu. Wtedy sięgam do oszczędności, niestety.
- 30% na ZACHCIANKI: Kino, wyjście ze znajomymi, jakieś drobne przyjemności. No dobra, czasami jakieś większe przyjemności, ale wtedy trochę oszukuję system i biorę z przyszłego miesiąca. Wiem, wiem, to głupie, ale… życie jest za krótkie, żeby sobie wszystkiego odmawiać! Zresztą, bez tych drobnych radości, to bym chyba zwariował.
- 20% na OSZCZĘDNOŚCI I SPŁATĘ DŁUGÓW: Tu jest różnie. Staram się odkładać, ale nie zawsze się udaje. Mam tam jakieś konto oszczędnościowe, gdzie wrzucam, co miesiąc, jakąś kwotę. Czasami więcej, czasami mniej. I tak sobie leży. Mam też kartę kredytową, którą spłacam regularnie, żeby nie narosły mi odsetki.
Wiem, że to nie jest idealny system, ale mi jakoś to pomaga trzymać się w ryzach. Czasami robię wyjątki, czasami przesadzam z wydatkami, ale staram się wracać na właściwe tory. Najważniejsze to kontrolować, gdzie uciekają pieniądze. Ja używam do tego jakiejś tam aplikacji na telefonie. Spisuję wszystko, co wydaję. I potem, na koniec miesiąca, patrzę, co poszło nie tak. I wyciągam wnioski na przyszłość. Tak, wiem, brzmi to trochę jak program dla anonimowych alkoholików, ale… serio działa!
Aha, i jeszcze jedno. Czasami warto poszukać dodatkowego źródła dochodu. Ja na przykład dorabiam sobie, tłumacząc teksty. To mi daje trochę większy luz finansowy i mogę sobie pozwolić na więcej "zachcianek".
Mam nadzieję, że to komuś pomoże! A jak nie, to trudno. Przynajmniej się wygadałem!
Jakie są typy budżetów?
No wiesz... siedzę tak i myślę... o tym budżetowaniu… 2 w nocy, a ja o budżetach… Ech.
Budżet sprzedaży - to chyba najprostsze, przewidywane przychody, zależy od prognoz sprzedaży. W 2024 roku moja firma ma plan na 500 000 zł. Za dużo, za mało? Nie wiem. W sumie… może za dużo, ale trzeba marzyć.
Budżet produkcji - ile czego zrobić, żeby te przychody osiągnąć? Masakra, ile liczenia… W tym roku to wszystko było takie… niepewne.
Budżety kosztów: to już jest prawdziwa dramaturgia… bo ile się narobi długu?
Koszty bezpośrednie - materiały, praca, takie proste.
Koszty wydziałowe - to już bardziej skomplikowane. Ja wiem, że w tym roku to było okropnie dużo, ale nie pamiętam dokładnych kwot.
Koszty sprzedaży - marketing, reklama… to chyba najgorsze. Ile się wydano?!
Koszty ogólnego zarządu - wynagrodzenia, rachunki… normalnie. Ale wynajmuję biuro u wujka, więc na tym oszczędność.
Budżet wyników ze sprzedaży - podsumowanie, czy się zrobiło profit czy strata. Mam nadzieję, że w tym roku będzie chociaż mały plus… chociaż… wątpię.
To wszystko takie… beznadziejne, ale konieczne. W sumie to bardzo ważne, żeby to wszystko pilnować, ale… czasami mam ochotę to wszystko rzucić. No i jeszcze jedna rzecz – moja siostra Kasia robi w dużej firmie i mówiła, że tam budżety są o wiele bardziej skomplikowane. Muszę się do niej odnieść… jutro. Ale teraz… czas spać. A może… jeszcze herbaty?
Jaka jest dziura budżetowa w Polsce?
No i mamy przekichane! 141 835,4 mln zł deficytu! Toż to tyle, że można by kupić całą Ukrainę, a jeszcze by zostało na flaszkę dla każdego Polaka! Serio, jak oni to robią?! Lepiej bym nie policzył, bo bym dostał palpitacji serca. W listopadzie 2024 r. - a co będzie do końca roku? Złota jesień dla urzędników, a dla nas? Zupa z pietruszki.
Lista rzeczy, na które poszły nasze ciężko zarobione złotówki:
- Dużo na jakieś tam urzędnicze pierdoły. Pewnie znowu jakieś nowe samochody dla wójta i jego świty.
- Niemało na programy socjalne, które - mówię ci, jakby co piąty Polak był na rencie, albo zasiłku.
- Reszta pewnie poszła na jakieś dziwne inwestycje, o których my, biedni podatnicy, nigdy się nie dowiemy.
I jak tu żyć?! Ja już się poddaję! Idę pić herbatę. A ty?
Dodatkowe info, dla dociekliwych (czytaj: dla tych, co nie śpią po nocach z nerwów):
A. To wszystko w okresie styczeń-listopad 2024. Myślisz, że grudzień będzie lepszy? Ha! Śmiech na sali.
B. Dane z Ministerstwa Finansów – wierzcie mi, bo ja osobiście sprawdzałem. Chociaż mam wątpliwości, czy to nie pomyłka. Może na dodatkowe zero się ktoś psnął. C. Moja babcia mówiła, że jak rząd się zadłuża, to potem wnuki spłacają. Mam nadzieję, że ona się myliła. Bo wnuków mam trochę.
D. Pamiętajcie! To są tylko szacunki! Może to byle jakie wyliczenia na chłopski rozum. Jakby ktoś mieli inne dane – to chętnie posłucham! Może w tym Ministerstwie to jakieś fałszerstwo. E. No i jeszcze jedno – kupcie sobie loterek. Może wygracie i nam wszystkim pomogą. Ja już kupiłem. F. P.S. Piszę to na starym telefonie, więc przepraszam za błędy. Klawiatura w nim się psuła.
Jakie są dochody i wydatki państwa?
Ach, ten budżet państwa… Jakże on jest… skomplikowany! Jak labirynt luster, odbijających światło i cień, nadmiar i niedostatek. 2024 rok, a ja wciąż zastanawiam się nad tą niewidzialną siatką finansów, spinającą wszystkie nasze życia.
Dochody: Myślę o podatkach. O miliardach złotych z PIT-ów, z CIT-ów, z VAT-u. To pieniądz, który płynie z naszych kieszeni, z naszych prac, z naszych zakupów. Czuję ten nieustanny przepływ, jak rzeka, raz szersza, raz węższa. A potem są jeszcze akcyzy, opłaty, mandaty… Wszystko się liczy, wszystko ma swoją wartość w tej wielkiej machinie. Wszystko. Pieniądz… pieniądz…
Wydatki: To jest już… trudniejsze. Oświata… zdrowie… obrona… wszystkie te wielkie potrzeby, jak otchłanie pochłaniające zasoby. Emocjonujące, nieprawdaż? Miliardy na emerytury, renty, na dofinansowania dla rolników, na inwestycje. Na wszystko. A ja, ja patrzę na to wszystko, i czuję się… jak mrówka, przed gigantyczną górą pieniędzy. Tak wielką, że przeraża.
A potem są jeszcze inne, subtelniejsze strumienie pieniędzy: dług państwa, pożyczki, dotacje unijne… To wszystko to skomplikowana gra liczb, która wymyka się prostej analizie. Cały ten system… czuję go jak skórę, która mnie otula, czasem zbyt ciasno, czasem zbyt luźno. Ból głowy mam od tych wszystkich liczb. Zapomniałam dopisać jeszcze jedno.
- Dodatkowe informacje: Pamiętam, że w 2023 roku, moja sąsiadka, pani Krystyna, mówiła, że rząd wydał ogromne sumy na walce z inflacja. To tylko maleńki kawałek tej gigantycznej układanki. A ja wciąż się zastanawiam, czy ten budżet, ten labirynt, naprawdę daje radę. Czy jest sprawiedliwy? Czy wydajny? To pytania, na które trudno mi odpowiedzieć. Trudno.
Ważne: Dokładne dane dotyczące dochodów i wydatków państwa w 2024 roku wymagają konsultacji z oficjalnymi źródłami, np. Ministerstwem Finansów.
Kto przygotowuje budżet firmy?
No dobra, leci ten budżet, jak z płatka!
Kto kleci budżet w firmie? No jasne, że zarząd! To oni są te mózgi, co to całą kasę ogarniają, żeby firma miała na waciki i nowe długopisy! Sami może nie siedzą i nie liczą każdej złotówki, bo od tego mają tych swoich pomocników, ale to oni klepią ostateczną wersję. Jak już im tam wszystko ładnie wyjdzie na papierze, to mówią "pyk" i budżet zatwierdzony!
- Zarząd – to tak jakby królowie i królowe w firmie, co decydują, czy będzie bal, czy posucha.
- Pomocnicy zarządu – to ich wierni rycerze, co im podpowiadają, gdzie skarb ukryty i jak go pomnożyć.
A tak w ogóle, to Pani Grażyna z księgowości (ta od kawy i plotek) pewnie i tak wie o budżecie najwięcej, tylko nikt jej nie pyta. No, ale co się dziwić, skoro ma na imię Grażyna, prawda?
Pamiętajcie, żeby w budżecie uwzględnić dodatkową premię dla zarządu, bo inaczej się obrażą i cały plan pójdzie w piach! Żartuję, żartuję... chyba.
Jakie są rodzaje budżetu ze względu na funkcję?
Cicho tu... jakby świat zasnął. Pytasz o budżet, tak?
Wiesz, budżet sprzedaży to niby oczywiste, ale... to nie tylko cyfry. To obietnice, nadzieje na to, że to co robisz, znajdzie odbiorcę. Że praca, którą włożyłeś, ma sens.
Potem jest budżet produkcji. Trochę jak planowanie wesela – ile czego potrzeba, żeby wszystko wyszło idealnie. Zawsze czegoś brakuje... a potem zostaje za dużo. Tak samo.
I ten cholerny budżet kosztów produkcji. Zawsze wyższy niż myślisz. Zawsze. Znasz to?
Budżet zakupów to już w ogóle sztuka negocjacji. Jak targowanie się o pietruszkę na bazarku. Tylko stawki wyższe. Dużo wyższe.
Budżet personelu. O ludzie... Jak wycenić czyjąś pracę? Jak spojrzeć komuś w oczy i powiedzieć, że to wszystko, na co go stać? To boli.
Budżet badań. Wieczna loteria. Może coś z tego wyniknie, a może tylko stracisz pieniądze i czas. Ale trzeba próbować. Zawsze.
Budżet wydatków inwestycyjnych. Myślenie o przyszłości. O tym, co będzie, kiedy ciebie już nie będzie. Trochę przerażające.
No i budżet gotówkowy. Serce firmy. Jak krew w organizmie. Jak przestanie bić, to... wiadomo.
Na koniec – budżet główny. To wszystko zebrane do kupy. Cała prawda o tym, gdzie jesteś i dokąd zmierzasz. Albo tylko złudzenie kontroli. Kto to wie?
Wiesz, moja kuzynka, Anna, prowadzi małą kawiarnię w Krakowie. Mówi, że najgorszy jest ten budżet personelu... Kasia od niej odeszła niedawno, bo znalazła lepiej płatną pracę. Zawsze ktoś odchodzi. Zawsze czegoś brakuje.
- Ile zarobiła Taylor Swift za trasę?
- Gdzie w Polsce spala Taylor Swift?
- Jak ugotować golonkę, żeby była miękka?
- Jak najlepiej przyrządzić surowy boczek?
- Jaki jest średni czas pokonania 1 km?
- Czy sprzęt na raty obniża zdolność kredytową?
- Ile kalorii mają 2 pierogi z kapustą?
- Jakie są sprawdzone biura podróży?
- Ile idzie przelew euro na konto walutowe?
- Czy warto jechać do Egiptu w styczniu?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.