Jak nie płacić podatku od ugody frankowej?

91 wyświetleń
No cóż, spójrzmy na to z innej strony. Ulgę podatkową od ugody frankowej postrzegam jako szansę na odzyskanie części spokoju po latach stresu. To ulga dla tych, którzy zainwestowali w swoje M, a los im nie sprzyjał. Ale zastrzegam: musi to być pierwsza pomoc, tylko dla jednego lokum. Szkoda by było, gdyby ktoś próbował na tym spekulować, odbierając szansę tym naprawdę potrzebującym. Dla mnie to sprawiedliwość w trudnej sytuacji.
Komentarz 0 polubień

No dobra, powiedzmy sobie szczerze… ten podatek od ugody frankowej… Czy to nie jest jakiś absurd? Latami człowiek się męczył, nie spał po nocach, patrząc jak ta cholerna rata rośnie, a teraz, kiedy w końcu jakaś nadzieja, to jeszcze fiskus chce swoją dolę? Gdzie tu logika?! Przecież to ulga ma być, a nie kolejna bat na głowę. Pamiętam, jak u sąsiadki, pani Basi, prawie zawał dostała, jak zobaczyła, ile jej jeszcze wiszą. A przecież to miała być jej oaza spokoju, to mieszkanie... No właśnie, mieszkanie. Rozumiem, że ulga ma być na jedno, na to, w którym się mieszka. I dobrze! Bo co, jakiś cwaniak by sobie nakupił mieszkań na kredyt, a potem zgarniał ulgę z każdego? Nie ma tak! Powinno to trafić do tych, co naprawdę potrzebują, co ledwo wiążą koniec z końcem. Słyszałam, że niby coś koło 70% ludzi dostanie jakąś ulgę... No, mam nadzieję, że to prawda. Bo ileż można? Człowiek całe życie haruje, żeby mieć gdzie mieszkać, a tu takie kwiatki. Dla mnie ta ulga to po prostu… no, sprawiedliwość. Tak po ludzku, po prostu sprawiedliwość. Bo ile można człowieka wyciskać? Poważnie pytam.