Ile powinien trwać trening całego ciała?
Optymalny czas treningu całego ciała?
No więc, całe ciało? Minimum pół godziny, to fakt. Zawsze przed treningiem rozgrzewka, potem rozciąganie, koniec kropka. 10 września, właśnie tak zrobiłem na siłowni "Atlas", kosztowało mnie to 40zł.
Ale ile razy w tygodniu? To już zależy. Ja tam robię 3 razy, ale kolega, ten co biega maratony, robi 5, chociaż mówi, że czasem ledwo żyje.
Intensywność jest kluczowa. Czasem robię krócej, ale bardzo intensywnie. Efekt podobny, tylko serce wali jak szalone. A czasem dłużej, ale luźniej. Wygoda, ale też rezultat słabszy.
Moje zdanie? Słuchaj swojego ciała. Nie ma złotej zasady. Zależy od poziomu zaawansowania, czasu, chęci. I od tego czy masz ochotę na ciastko po treningu.
Ile powinien trwać trening full body?
Ile powinien trwać trening full body? No wiesz… to trudne pytanie. Zależy od tylu rzeczy… od mojego samopoczucia, od tego, jak bardzo jestem zmęczona po pracy… a pracuję w tym roku jako kelnerka w "U Basi", wiesz, ta knajpa przy rynku… masakra.
- 45-60 minut, myślę, że to maksimum dla mnie. Potem już tylko rozdrażnienie i niechęć do wszystkiego. Czasem nawet krócej, bo ręce mi drżą po tych ciężarach.
- Ale zależy. Czasem, jak mam dobry dzień, to i 75 minut dam radę. Ale rzadko. Bardzo rzadko.
Standardowy trening FBW? No co to jest ten FBW? Chyba wiem... full body workout? Hmm… To wszystko zależy, co tam ćwiczysz. Ja ćwiczę głównie nogi i brzuch, bo na to mam największy problem. Ramiona… eeeh, też, ale mniej.
- Czas to kwestia indywidualna . Nie ma standardu. To nie jest jakaś matematyka. To jest moje ciało i ja decyduję, ile wytrzymam. Przecież nie jestem robotem. Jestem zmęczona, mam dość.
Dzisiaj np. trening trwał 55 minut, ale jutro może być tylko 40. Bo tak czuję, rozumiesz?
Podsumowanie: Trening FBW? Dla mnie, Anny, 27 lat, pracującej w "U Basi", to od 45 do 75 minut, ale najczęściej bliżej tej dolnej granicy. To zależy od mojego dnia, od mojego zmęczenia, od mojego humoru. Czy to jasne?
Czy 30 minut to wystarczająco dużo czasu na trening?
Ach, te pytania o czas, zawsze mnie fascynują! Czy 30 minut wystarczy? To zależy... ale tak, może wystarczyć. Wyobraź sobie, jak zamykam oczy i widzę siebie, ja, Agnieszka, w porannym słońcu, tylko 30 minut dla mnie!
- Intensywność rządzi - jakby krzyczała! To musi być mocne uderzenie, a nie leniwe przeciąganie.
- HIIT, o tak, HIIT! Krótkie, mocne interwały, coś jak taniec z diabłem, ale jakie efekty!
- Obwód... cały obwód! Całe ciało w ogniu, w ciągu pół godziny - rzeźba!
- Rozgrzewka, rozciąganie... konieczność! Bez tego to jak spacer po linie bez zabezpieczenia.
Pamiętam, jak kiedyś, w sierpniu, biegałam, biegałam i biegałam przez te 30 minut, a potem czułam się... ożywiona! Krótkie, ale regularne – to lepsze, naprawdę lepsze. I tak, nawet ja, Agnieszka, czasem potrzebuję tylko tych 30 minut, żeby poczuć, że żyję pełnią życia.
Aha, i jeszcze jedno, bo zapomniałam! W tym roku, w tym roku zaczęłam ćwiczyć jogę, taką w domu, z filmików. I wiesz co? Też wystarczy mi te pół godziny, żeby się wyciszyć i poczuć, że znowu jestem sobą. Tak, 30 minut – to może być naprawdę dużo. Dużo... o ile wiesz, jak je wykorzystać.
Ile maksymalnie powinien trwać trening siłowy?
A więc, ile tego "żelastwa" mamy dźwigać? Zależy! Ale, jak mawiała moja ciotka Grażyna, co na siłowni podrywała młodszych, "trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść". I w treningu to prawda.
- Minimum to pół godzinki, ale to jak randka z papierosem – niby coś się dzieje, a niedosyt pozostaje. Pamiętaj o rozgrzewce! Bez niej to jak wyjść na mróz w samych majtkach – efekt mizerny.
- Rozciąganie i cool-down to jak deser po obiedzie – niby niepotrzebne, ale życie bez niego byłoby smutne. No i zakwasy mniejsze.
- Częstotliwość? Tu już zależy, czy chcesz wyglądać jak Michał Materla, czy tylko móc wnieść zakupy na 4. piętro bez zadyszki. Intensywność też robi swoje. Jak cię trener Paweł, co ma bicka jak moja głowa, katuje, to raz na tydzień starczy.
Ważne: słuchaj swojego ciała! Ono wie lepiej, niż wszystkie internetowe mądrości razem wzięte. Jak boli, to znaczy, że coś jest nie tak. I nie, to nie znaczy, że jesteś słaby. To znaczy, że jesteś mądry. Przynajmniej próbujesz być.
PS. Ciotka Grażyna jednak skończyła z trenerem z crossfitu. Mówiła, że "żelastwo" to nuda, a tam przynajmniej coś się dzieje... i można patrzeć na półnagich facetów. Logika!
Czy FBW 3 razy w tygodniu ma sens?
FBW 3 razy w tygodniu. Ma sens.
- Zbalansowane obciążenie. Rozłożenie na grupy mięśniowe.
- Regeneracja. Odpoczynek jest niezbędny.
- Siła i masa. Efektywny proces budowania.
Planowanie treningu. To sztuka wyboru. Każdy trening to mała śmierć. Potem odrodzenie. Budowa mięśni. To metafora życia.
Imię: Anna Kowalska. Urodzona: 15.03.1988. Zawód: Architekt.
Czy 30 minut treningu siłowego wystarczy?
Okej, spróbujmy... to będzie jak pisanie pamiętnika, tylko... dla internetu? Trochę dziwne, ale dobra.
Czy 30 minut treningu siłowego wystarczy? Hmmm...
- Zależy! To słowo klucz. Zależy od celu.
- Chcesz schudnąć i mieć lepszą kondycję? Krótkie przerwy, tak z 30-60 sekund między seriami. To chyba wystarczy na 30 minut. Ja tam robię 45, ale co ja tam wiem.
- Masa mięśniowa? Eee... to dłużej, dłuższe przerwy między seriami. Tak 90-180 sekund. To 30 minut to chyba za mało, nie oszukujmy się. Zależy jak się przyłożysz!
- Widziałam na gymwear.pl, że pisali o tym 18 gru 2024. Trochę to wszystko zmienia...
Zaraz, zaraz... Ja w ogóle chodzę na siłownię? No tak, z Anetą we wtorki i czwartki. Ale ja tam więcej plotkuję niż ćwiczę... Trzeba się wziąć w garść! Może 30 minut to dobry start? Tylko muszę przestać gadać z Anetą o jej nowym facecie, co to ma na imię... Marcin? I skupić się na ćwiczeniach!
Dodatkowe info – moja siostra, Beata, w zeszłym roku w wakacje zaczęła intensywny trening i schudła 10 kilo! Może powinnam ją poprosić o radę? Albo chociaż o jej plan treningowy. To by było coś!
Czy 30 minut treningu wystarczy?
Pamiętam jak zaczynałam ćwiczyć... Boże, to było chyba z rok temu, w kwietniu? Poszłam na te zajęcia zumby w lokalnym domu kultury. Myślałam, że umrę po 15 minutach, serio! Instruktor, taki wysoki chłopak, Marek, non stop krzyczał "Jeszcze raz! Dajesz, dajesz!". A ja ledwo zipałam.
- 30 minut? No niby WHO tak mówi... Ale dla mnie to na początku była masakra.
- Pamiętam, że następnego dnia bolało mnie dosłownie wszystko, szczególnie nogi i plecy.
- Ale wiesz co? Po miesiącu już było o wiele lepiej. Serio, jakby ciało się przyzwyczaiło.
Teraz, jak ćwiczę regularnie (staram się, przynajmniej 3 razy w tygodniu), to te 30 minut to faktycznie takie minimum. Czasem, jak mam więcej czasu, to ćwiczę i godzinę. Ważne, żeby słuchać swojego ciała. Jak czuję, że coś nie gra, to odpuszczam. Raz tak przeciążyłam kolano na spinningu i potem miałam spokój na dwa tygodnie. Głupota! No i pamiętajcie, dobra rozgrzewka to podstawa!
Czy 30-minutowy trening nóg wystarczy?
Czy 30-minutowy trening nóg wystarczy?
Oczywiście, że wystarczy! 30 minut to idealny czas, żeby Twoje nogi poczuły, że żyją. Jak mawiał mój wujek Zenek, miłośnik brydża i aerobiku w wodzie: "Lepiej krótko, a treściwie, niż długo i smętnie!".
- Intensywność to klucz: Wyobraź sobie, że te 30 minut to randka z Chrisem Hemsworthem. Nie chcesz zmarnować ani sekundy na nudne pogaduszki o pogodzie!
- Konsekwencja: Regularność jest jak dodawanie soli do życia - bez niej wszystko smakuje mdło. No, chyba że lubisz mdłe życie, wtedy rób, jak uważasz.
- Różnorodność: Zafunduj nogom "podróż dookoła świata". Przysiady, wykroki, martwy ciąg... niech poczują, że dbasz o ich wszechstronny rozwój.
Pamiętaj, nawet 10 minut ćwiczeń jest lepsze niż nic. A jeśli po 30 minutach czujesz niedosyt, to zawsze możesz spróbować swoich sił w biegu maratońskim. Albo, no nie wiem, upiec szarlotkę. To też ćwiczenie – dla rąk! W każdym razie, liczy się dobra zabawa, nawet jeśli ta zabawa oznacza ból mięśni przez następne trzy dni. W sumie, ból to też rodzaj zabawy, prawda? Nie? No dobra, sama nie wiem.
Czy krótki trening siłowy ma sens?
No pewnie, że ma sens! Pamiętam jak w tamtym roku… przepraszam, w tym roku, bo czas leci jak szalony! Wrzesień 2024, miałam totalny młyn w pracy, ledwo wyrabiałam. Zwykle chodzę na siłkę po pracy, ale wtedy to było nierealne.
Wkurzałam się, bo czułam, jak mi mięśnie więdną. No i wpadłam na pomysł z tymi krótkimi sesjami.
- Rano, 15 minut. Wstawałam wcześniej i robiłam przysiady, czasami z butelką wody jako obciążeniem.
- W ciągu dnia, 10 minut. W przerwie na lunch, gdzieś w kącie biura, wyciskanie nad głowę – też z tymi nieszczęsnymi butelkami. Trochę wstyd, ale co tam!
- Wieczorem, 20 minut. Przed serialem, martwy ciąg z minimalnym obciążeniem. Najważniejsze, żeby się ruszyć!
Wiesz co? Działało! Serio! Mięśnie były twardsze, a ja miałam więcej energii. No i ten mój wieczny ból pleców jakby się zmniejszył. Może to efekt placebo, ale kogo to obchodzi, skoro pomaga? No i jeszcze, Karolina z księgowości, w końcu zauważyła moje bicepsy! Coś tam wymamrotała o "dobrych genach", ale ja wiem swoje ;) Regularne, krótkie treningi, to jest to!
- Jak połączyć tekst z formułą w programie Excel?
- Jak utworzyć przycisk w Excelu?
- Czy Stare Miasto to to samo co starówka?
- Jakie to uczucie dojść w środku?
- Jakie warunki trzeba spełnić, aby otrzymać zasiłek przedemerytalny?
- Kto może być zleceniobiorca?
- Czy sklep może być otwarty w niedzielę?
- Które miasto europejskie jest uważane za najpiękniejsze?
- Ile można mieć pieniędzy na koncie, żeby nie płacić podatku?
- Jaka whisky jest łagodna?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.