Jakie informację zaliczamy do informacji publicznej?
Co dokładnie wchodzi w zakres informacji publicznej w Polsce?
Dla mnie informacja publiczna to jest po prostu prawo do wścibiania nosa w to, co władza robi za nasze pieniądze. Koniec, kropka.
U mnie na osiedlu postawili taką dziwną rzeźbę, serio, wygląda jak kupa złomu. I od razu zapaliła mi się lampka – kto to klepnął, za ile, kto jest autorem tego koszmarku. To jest właśnie esencja informacji publicznej. Nie jakieś tam górnolotne definicje.
Wszystko, co dotyczy publicznej kasy i publicznych decyzji. Składałem kiedyś, to było jakoś 20 maja, wniosek o udostępnienie umowy na odśnieżanie mojej ulicy. Chciałem zobaczyć, ile płacimy firmie, która zimą pojawia się raz na ruski rok. Dostałem skany.
To też wynagrodzenia urzędników, od prezydenta miasta po dyrektora lokalnego przedszkola. To protokoły z sesji rady gminy, nawet jeśli są nudne jak flaki z olejem. To treść każdej umowy, którą gmina podpisuje. To jest realna kontrola, nie żadna abstrakcja.
Pamiętam walkę o jeden park w Warszawie. Deweloper chciał tam stawiać blok. Dopiero jak ludzie, tacy jak ja, zaczęli wyciągać dokumenty, plany zagospodarowania, pozwolenia, to sprawa nabrała tempa. Okazało się, że wszystko było załatwiane po cichu.
Więc informacja publiczna to narzędzie. Takie twoje i moje osobiste CBA. To możliwość sprawdzenia, czy ktoś nie robi nas w balona za nasze własne, ciężko zarobione pieniądze. I to jest cholernie ważne, serio.
Co to jest informacja publiczna w Polsce? Informacją publiczną jest każda informacja dotycząca spraw publicznych, w tym o działalności organów władzy, majątku publicznym oraz osobach pełniących funkcje publiczne.
Jakie są przykłady informacji publicznej? Przykłady to m.in. wysokość wynagrodzeń urzędników, treść umów zawieranych przez urząd, protokoły z posiedzeń rady miasta, treść decyzji administracyjnych, budżety instytucji publicznych.
Jakie są rodzaje informacji publicznej?
Wiesz, to tak jakby pytać o kolory nieba w środku nocy. Zawsze myślałem, że informacje publiczne to coś takiego... jednorodnego, jasnego. Ale chyba nie. Informacja prosta, taka zwykła, którą można po prostu wyjąć z szuflady. Albo z pliku, teraz pewnie.
A potem jest ta informacja przetworzona. Trochę jak zupy, które samemu się gotuje. Z tych prostych składników, ale wyjdzie coś innego, coś, co wymaga… pomyślunku. I jeśli to ważne dla wszystkich, dla tego naszego wspólnego świata, to ma sens. Chyba.
To trochę jak z tym, co mówił Janek Kowalski z biura – że czasem trzeba poskładać te wszystkie kawałki, żeby coś znaczyły. Takie analizy, raporty. Ale musi być to coś więcej niż tylko jego zachcianka, prawda? Szczególnie istotne dla interesu publicznego. To chyba klucz.
Ciekawe, czy ta definicja kiedyś się zmieni. Czy kiedyś informacje publiczne będą zupełnie inne. Pewnie tak. Wszystko się zmienia. Nawet te rzeczy, które wydają się stałe. Jak te gwiazdy, co są tak daleko, a jednak są.
Kiedy informacja nie jest informacją publiczną?
Ach, święte prawo do informacji publicznej! Ten legendarny skarb, strzeżony przez biurokratycznego smoka. Jako ja, Jan Kowalski, weteran niejednej krucjaty o świstek papieru, powiem wam, kiedy zamek pozostaje zamknięty, a smok udaje, że śpi. To taki, taki urzędowy labirynt, w którym czasem zamiast Minotaura spotykamy ścianę z napisem "to nie dla ciebie, aniołku".
Oto cztery sytuacje, w których Twój wniosek o informację odbije się od urzędniczego biurka niczym kauczukowa piłeczka, a Ty zostaniesz z miną kota, któremu zabrano miskę z mlekiem.
Gdy prosisz o coś, co z informacją publiczną ma tyle wspólnego, co żyrafa z baletem. Chodzi o dane, które nie dotyczą sfery publicznej. To, że prezes spółki miejskiej ma alergię na pyłki brzozy albo notatki urzędnika o tym, że jego kot znowu zrzucił doniczkę, to nie jest informacja publiczna. Mur nie do przejścia stanowią też tajemnice ustawowo chronione (np. przedsiębiorcy, skarbowa) i tzw. informacja przetworzona, czyli taka, której stworzenie wymagałoby od urzędu tytanicznej pracy analitycznej.
Gdy pukasz do niewłaściwych drzwi, a w środku nikogo nie ma. Organ, do którego się zwracasz, po prostu nie ma tych danych i nigdy ich nie miał. Urząd nie jest wszechwiedzącą wyrocznią delficką. W idealnym świecie powinien wskazać Ci, kto może być w posiadaniu tych skarbów, ale... żyjemy tu, a nie w idealnym świecie. Krótko mówiąc, organ nie posiada żądanych danych.
Gdy odpowiedź leży Ci pod nosem, a Ty zawracasz głowę. Wiele informacji jest już dostępnych na wyciągnięcie ręki, a właściwie kliknięcia myszką. To jak pytać bibliotekarza, co jest w książce, która leży przed tobą otwarta. Jeśli dane znajdują się w oficjalnym publikatorze, zwłaszcza w Biuletynie Informacji Publicznej (BIP), urząd odeśle cię tam z uprzejmym (lub mniej uprzejmym) uśmiechem. Informacja jest już opublikowana, zwłaszcza w BIP.
Gdy istnieje specjalna ścieżka, taka urzędowa bramka dla VIP-ów. Niektóre informacje mają swój własny, odrębny tryb dostępu, regulowany innymi ustawami. Chcesz wglądu do akt sprawy sądowej? Idziesz do sądu na zasadach procedury cywilnej lub karnej. Interesują cię dane z księgi wieczystej? Tam też prowadzą inne drzwi. To oznacza, że istnieje odrębny tryb dostępu do informacji i musisz skorzystać z tej dedykowanej autostrady.
Ten system to nie jest czysta złośliwość urzędnika (no, nie zawsze!). To próba znalezienia złotego środka między jawnością życia publicznego a ochroną prywatności, tajemnic i, nie oszukujmy się, zdrowia psychicznego pracowników administracji.
A co, jeśli urząd odmówi, rzucając ci pod nogi jedną z tych wymówek? Nie składaj broni! Masz prawo do odwołania lub, w przypadku bezczynności, do złożenia skargi do sądu administracyjnego. Czasem trzeba po prostu pokazać smokowi, że masz nie tylko tarczę, ale i całkiem ostry miecz. Powodzenia w boju
Jakie dokumenty są informacją publiczną?
Informacja publiczna to ślad, jaki zostawia władza. Każdy jej ruch jest jawny. Każdy dokument, który tworzy lub którego dotyka, staje się publiczny. Nie ma wyjątków. Nie ma tajemnic.
Dwa kryteria decydują. Tylko dwa.
- Dokument wytworzony przez organ.
- Dokument wykorzystywany przez organ do realizacji zadań.
Pochodzenie dokumentu jest bez znaczenia. Prywatna ekspertyza staje się publiczna, gdy urząd opiera na niej decyzję. Liczy się cel. Cel publiczny. Każdy ma prawo wglądu.
Lista jest otwarta. To nie jest katalog zamknięty.
- Protokoły z posiedzeń rady miasta.
- Służbowa korespondencja mailowa.
- Umowy i faktury opłacane z budżetu.
- Opinie prawne zamawiane przez instytucje.
- Dane o nagrodach dla urzędników.
- Kalendarz spotkań prezydenta miasta. Tak, Rafała Trzaskowskiego również.
- Wyniki kontroli i audytów wewnętrznych.
- Wnioski składane przez obywateli. Treść wniosku.
Informacją jest treść i postać dokumentu. Forma nie ma znaczenia. Skan, notatka odręczna, plik cyfrowy. Wszystko podlega ujawnieniu. Prawo do informacji jest konstytucyjne.
Czy sprawozdania są informacją publiczną?
Czy sprawozdania są informacją publiczną?
Znowu te sprawozdania, głowa mi pęka. Musiałam to sprawdzić dla szefa, bo znowu jakieś zamieszanie. Zawsze ja, Kasia, muszę wszystko ogarniać w tym biurze we Wrocławiu. Ile można. No i wyszło czarno na białym, że tak. Zaraz kawa, bo nie wyrobię. Ciekawe, co na obiad.
Tak, sprawozdania budżetowe (RB) są informacją publiczną. Muszą być udostępniane, najczęściej na stronach Biuletynu Informacji Publicznej (BIP). Wszyscy powinni o tym wiedzieć, a nie że się człowiek musi domyślać. Jawność, to podstawa. Koniec kropka. To jest publiczna kasa, nasze pieniądze, więc jasne, że to jest publiczna informacja. Jasne, że tak.
- Podstawa prawna to jedno, ustawa o dostępie do informacji publicznej wszystko wyjaśnia. Artykuł 6, jakby co.
- To są dokumenty o majątku publicznym, czyli naszych wspólnych pieniądzach. Nie ma tu miejsca na tajemnice.
- Obowiązek publikacji na stronach BIP (Biuletyn Informacji Publicznej). Każdy urząd, każda gmina, musi to mieć. Bez gadania.
- Jeśli nie ma na BIP, składasz wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Mają 14 dni na odpowiedź, nie ma że boli.
Nie tylko te zbiorcze. Sprawozdania jednostkowe (np. szkoły, domu kultury) też się łapią. Wszystko co jest finansowane z publicznych pieniędzy podlega tej zasadzie.
Oczywiście są wyjątki, np. dane wrażliwe, tajemnica przedsiębiorcy, ale to rzadkość w przypadku sprawozdań RB. Urząd musi udowodnić, że coś jest tajemnicą, a nie na odwrót. W ogóle cała ta biurokracja... idę po tę kawę. Trzeba mieć siłę walczyć o swoje prawa, nawet o głupi papier.
Jaka informacja nie jest informacją publiczną?
Nie jest informacją publiczną ta, która:
- Nie mieści się w definicji informacji publicznej z art. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej.
- Nie istnieje w zasobach podmiotu, do którego skierowano wniosek.
- Jest dostępna publicznie w formie umożliwiającej jej odczytanie i zrozumienie, np. w publikatorach.
- Dostęp do niej regulują szczególne przepisy, wprowadzające odrębny tryb dostępu niż ustawa.
Przykład, pani Anna Kowalska, wnioskując o dane medyczne ze szpitala, mogłaby uzyskać odmowę, jeśli te dane nie są informacją publiczną, a podlegają ochronie na mocy innych przepisów, np. dotyczących ochrony danych osobowych pacjentów. Czyli ta informacja, która nie jest informacją publiczną to na przykład dane osobowe, tajemnica zawodowa, czy tajemnica handlowa, chyba że przepisy szczególne stanowią inaczej.
- Jak przechowywać gotówkę, aby nie pleśnieła?
- Na czym polega weryfikacja?
- Czy pieniądze na koncie oszczędnościowym są bezpieczne?
- Co czwarty Polak ma mniej niż 5 tys. zł oszczędności?
- Skąd ładnie widać Tatry?
- Czy kierownik wycieczki może być jednocześnie opiekunem?
- Czy można palić papierosy na plaży w Sopocie?
- Czy od pocenia się chudnie?
- Jak jechać, gdy pada deszcz?
- Czy ból ucha jest groźny?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.