W jakich miesiącach najlepiej lecieć do Tunezji?

145 wyświetleń
Tunezja – kiedy jechać? Najlepsze miesiące na podróż do Tunezji to maj, czerwiec, wrzesień i październik. Unikniesz tłumów i upałów lipca i sierpnia, a pogoda będzie idealna na plażowanie i zwiedzanie. Wiosną podziwiasz kwitnącą przyrodę, jesienią cieszyć się będziesz ciepłym morzem.
Komentarz 0 polubień

Kiedy najlepiej jechać do Tunezji?

No dobra, kiedy ten termin na Tunezję? Powiem Ci, jak ja to widzę, bo byłam tam... i to nie raz. Generalnie, te maj, czerwiec, wrzesień i październik... to jest złoto.

Też tak uważasz? Mniej ludzi, temperatura spoko, taka żeby się nie spocić przy zwiedzaniu ruin Kartaginy (widziałam, jak to wygląda w lipcu, brrr...).

Pamiętam jak w maju 2018 byliśmy w Sidi Bou Said. Wszystko kwitło! Bajka. A we wrześniu 2022 w Sousse woda jeszcze ciepła jak zupa.

Lipiec i sierpień to dla mnie masakra. Za gorąco, za tłoczno, ceny w kosmos. Unikam jak ognia.

Więc dla mnie te miesiące, o których mówisz... To po prostu prawda objawiona. Jak dla mnie. Sprawdziłem.

Kiedy najlepiej wybrać się do Tunezji?

Kiedy lecieć do Tunezji?

No więc tak, z Tunezją to jest tak, że najlepszy czas na wyjazd zależy od tego, co lubisz robić. Ja osobiście byłam tam raz w sierpniu i… byłam bliska stopienia się. To było w Sousse, pamiętam jak dziś, 15 sierpnia 2024. Wiesz, temperatury po 40 stopni, piasek parzący stopy, a ja, blada jak ściana, próbowałam się opalać. No ale dobra, do rzeczy:

  • Jeśli lubisz upały: Lipiec, sierpień i wrzesień to twój czas. Wtedy jest naprawdę gorąco, woda w morzu ciepła jak zupa, no i zero chłodnych wieczorów. Idealne, jeśli chcesz tylko leżeć na plaży i nic nie robić.
  • Jeśli wolisz umiarkowane temperatury: Maj, czerwiec i październik to chyba najlepszy wybór. Jest ciepło, ale nie tak, że nie da się oddychać. Można wtedy zwiedzać, chodzić po medinach i nie umrzeć z przegrzania. Ja bym wybrała czerwiec, wydaje mi się, że jest wtedy najmniej tłumów.

Wiesz co, a propos Tunezji, to bardzo polecam wycieczkę na Saharę. My pojechaliśmy z wycieczką z hotelu, ale wydaje mi się, że lepiej jest wynająć jeepa i jechać samemu. Więcej wolności i można zobaczyć więcej. Tylko trzeba uważać na skorpiony i węże! No i koniecznie wziąć dużo wody. Ja prawie zemdlałam, bo byłam nieprzygotowana.

Co wiedzieć przed wylotem do Tunezji?

No dobra, Tunezja... Pamiętam jak jechałam tam z Kasią w lipcu. Masakra! Paszport to podstawa, tak jak piszą. Bez niego ani rusz. Zapomnij o dowodzie, bo Cię nie wpuszczą.

Co jeszcze? O Boże, ten upał...

  • Krem z filtrem SPF 50. Serio, nie żałuj, ja się spiekłam na raczka pierwszego dnia.
  • Kapelusz albo chustka na głowę obowiązkowo! Inaczej udar gwarantowany.
  • Lekka odzież, ale taka zakrywająca. Rozumiesz, szorty i ramiączka to nie zawsze dobry pomysł, szczególnie jak się zwiedza meczety czy medynę. Zresztą, słońce pali niemiłosiernie, więc lepiej się osłonić.
  • A! I targuj się! Zawsze! Inaczej przepłacisz jak głupi.

W sumie to było fajnie, ale ten upał i te natarczywe zaczepki sprzedawców... No, trochę męczące. Ale piasek na Saharze i smak daktyli... Ech, warto było! Aha, i weź adapter do gniazdek. Nie pamiętam dokładnie jakie tam mają, ale na pewno inne niż u nas.

Co zabrać do Tunezji, dolary czy euro?

Dobra, to tak... Leciałam do Tunezji w tym roku, w sierpniu, dokładnie 12 sierpnia. No i zastanawiałam się, co wziąć – dolary czy euro. Wiesz, takie typowe rozkminy przed urlopem. Oczywiście, że można płacić kartą, ale ja wolę mieć gotówkę.

  • Euro. Zdecydowanie euro. Wymienisz je na dinary tunezyjskie bez żadnego problemu. Kantory są dosłownie wszędzie, no i w każdym hotelu chyba też.
  • Banki też wymieniają, ale po co się bawić, jak kantorów pełno?

Pamiętam, jak mój brat, Paweł, uparł się na dolary, bo "tak mu wygodniej". Potem pluł sobie w brodę, bo kurs dolara był trochę gorszy niż euro. A jakby tego było mało, to w niektórych miejscach po prostu kręcili nosem, jak chciał płacić dolarami. Dziwne.

Napiwki. No właśnie! One są ważne. W Tunezji dają napiwki dosłownie za wszystko. Kelnerom, pokojówkom, taksówkarzom... No wszędzie. Tak 5-10% wartości rachunku. I wiesz co? Możesz dać i w dinarach, i w euro. Tylko żeby nie przesadzić, bo w końcu to tylko napiwek, a nie haracz! Ja na przykład dałam raz za dużo i potem głupio mi było. Ale co tam, wakacje są od tego żeby wydawać pieniądze! A jak masz ochotę poszaleć na bazarach, to targuj się! To wręcz obowiązek.