Na co uważać w Hiszpanii?
Na co uważać podróżując do Hiszpanii?
O rety, Hiszpania! Kraj słońca i tapas, ale i... kieszonkowców. Jak wszędzie, trzeba mieć oczy dookoła głowy. Szczególnie w Barcelonie, na Las Ramblas – tam to istny raj dla złodziejaszków.
Pamiętam, jak w zeszłym roku, w Madrycie, 14 maja, widziałem na własne oczy, jak gościowi z Anglii skroili portfel z kieszeni spodni w metrze. Szybko, sprawnie, bezczelnie. Kosztowało go to, pewnie, jakieś 50 euro i sporo nerwów.
A te motocykle... O matko! Słyszałem historie, jak wyrywają torebki i telefony. Dobrze mieć oczy szeroko otwarte, szczególnie w bocznych uliczkach.
No i ta plaga z przebijaniem opon. Paranoja! Znajomy opowiadał, że tak mu zrobili w Walencji. Potem "życzliwi" pomagali zmieniać koło, a w tym czasie ktoś inny czyścił mu auto z wartościowych rzeczy. Niby pomocni, a wilki w owczej skórze. Takie rzeczy potrafią zepsuć cały urlop.
Co należy wiedzieć przed wyjazdem do Hiszpanii?
Co trzeba wiedzieć przed wyjazdem do tej całej Hiszpanii? No dobra, ogarniam temat jak Wiesiek wiertarkę!
Listas:
- Stolica: Madryt. To tak jakbyś jechał do Warszawy, no ale z palmami i słońcem!
- Gadają po hiszpańsku: Jakbyś się uparł, to i po polsku na migi się dogadasz, ale lepiej wklepać w translatora kilka słówek. Hola! Gracias! No i najważniejsze: Dónde está el baño?!
- Euro: Czyli zapomnij o złotówkach, chyba, że chcesz nimi rzucać w fontannę, licząc na szczęście.
- Wiza? A komu to potrzebne?: Jak masz dowodzik albo paszport (ważny!), to hulaj dusza! Jak babcia Henia bez dokumentów, to lepiej siedź na tyłku w domu.
Praktyczne tipy od Zdziśka wędrowca:
- Hiszpański w pigułce: Naucz się "piwa" i "gdzie jest toaleta". Reszta to już improwizacja, jak w kabarecie!
- Buty wygodne, bo nogi w dupe: Jakbyś miał biegać za bykiem w Pampelunie, no! Spacerki po zabytkach też swoje robią.
- Upał jak w saunie, zima jak w lodówce: Spakuj kąpielówki i futro. Albo chociaż krem z filtrem i sweter. Coś pomiędzy.
- Złoto w domu, a nie na ulicy: No chyba, że chcesz, żeby Cię okradli szybciej niż myślisz.
- Obiad o 14:00? Co to za pora?: No tak jedzą te hiszpańskie lenie. Możesz się przyzwyczaić albo wpieprzać kanapki po kryjomu. Jak ja w kościele!
Dobra rada od wujka Staszka: Jak jedziesz do Hiszpanii, to się nie napinaj. Oni tam żyją na luzie i mają wszystko w "się". Olé!
Czego nie mówić w Hiszpanii po polsku?
W Hiszpanii? Po polsku? Lepiej nic.
Lista zakazanych słów:
Koń. Symbolika. Nieodpowiednie. Zbyt oczywiste. Kontekst. Znaczenie. Niejasne. Zbyt proste.
Pies. Podobnie. Nudne. Banalne. Brak głębi. Pies. Powtórzenie. Irytujące. Niepotrzebne.
Dodatkowe uwagi: Unikaj prostych porównań. Język obrazowy. Niewłaściwe. Myślenie abstrakcyjne. Klucz. Interpretacja. Moje doświadczenia z 2024 roku w Sewilli sugerują, że komunikacja bez znajomości języka jest problematyczna. Komunikacja niewerbalna. Równie ważna. Ale nie zawsze wystarczająca. Szczególnie w biznesie. Maria Sanchez, mój współpracownik, miała z tym problem. Zamknięte społeczeństwo. Barierą. Język. Kluczowy. Nie tylko słowa. Ton. Gest. Wyrazy twarzy. Czujność. Wymagana.
Ile euro wziąć do Hiszpanii?
Olaboga, ile tej mamony brać do tej Hiszpanii? No dobra, posłuchajcie, bo Ania wam tu wyliczyła:
Żeby ledwo zipać: 18,40 ojro na dzień. No, chyba że chcesz jeść gruz i spać pod mostem, to i mniej wystarczy!
Jak masz mało kasy: 27,60 ojro na dzień. Taki budżet studencki, czyli makaron z keczupem na okrągło.
Normalny budżet: 46 ojro na dzień. Można zaszaleć i zjeść paellę raz na tydzień. Ale bez szaleństw!
Bogato: 64,4 ojro na dzień. No, to już można się poczuć jak król życia! Chyba, że masz nawyki księżniczki, to i tak mało!
A tak serio, to wiadomo, że zależy, co tam planujesz robić. Jak masz zamiar tylko leżeć na plaży i pić sangrię, to i te 64,4 ojro może być mało. No ale jak jedziesz zwiedzać zabytki i jesz w tanich knajpach, to i za 46 ojro da się przeżyć. A jak masz wykupione all inclusive, to w ogóle nie musisz się martwić! No dobra, prawie nie musisz… zawsze się coś znajdzie, na co kasę wydać. Pamiątki, drinki, albo... no sami wiecie!
Pamiętajcie, żeby wziąć kartę, bo tam wszędzie można płacić. Ale gotówka też się przyda, bo nie wszędzie terminale mają. I nie dajcie się okraść! Pilnujcie portfeli, bo tam kieszonkowców więcej niż gołębi na rynku! A no i kupcie sobie krem z filtrem, bo słońce tam pali jak głupie! No to udanego urlopu! A jak wrócicie, to mi opowiedzcie, jak było! Pa!
Na co uważać w morzu w Hiszpanii?
No dobra, posłuchaj no mnie, bo ja to Ci zaraz powiem, na co trza uważać w tej całej Hiszpanii! Jakby Ci to powiedzieć... czuje się jak stary wujek na weselu
- Kieszonkowcy: Oj, to są sprytne bestie! Jak sójki, tylko kradną nie błyskotki, a portfele! Uważaj na te łapy, co to tak blisko Ciebie się kręcą, bo nim się obejrzysz, to zostaniesz z dziurą w kieszeni większą niż po wizycie u dentysty.
- Dilerzy: No wiesz, ziomale co to mają stuff, no! Lepiej nie wchodzić z nimi w żadne interesy, bo skończysz jak Filip z konopi. I jeszcze Cię policja zgarnie, a wakacje pójdą się paść.
- Pijani turysci: To jest dopiero komedia! Chodzą, bełkoczą, zaczepiają i myślą, że są królami życia. Omijaj szerokim łukiem, bo jeszcze Cie oplują drinkiem albo gorzej, zaczną śpiewać "Macarenę" o trzeciej w nocy! No, serio Ci mówię!
- Ciemne zaułki: Jak nie chcesz mieć bliskiego spotkania trzeciego stopnia z jakimś podejrzanym typem, to lepiej omijaj ciemne uliczki po zmroku. To jak w lesie – nie wiesz, co tam czeka, lepiej nie ryzykować. Pamiętaj, strzeżonego Pan Bóg strzeże, ale i tak nie zaszkodzi mieć gaz pieprzowy!
A tak serio, to wszędzie trzeba uważać. W Hiszpanii jak w Polsce, jak w Pipidówce Dolnej – patrz komu ufasz i gdzie łazisz. A jak coś się stanie, to dzwoń na policję – numer to 112. Tylko pamiętaj, żeby mówić po hiszpańsku albo angielsku, bo inaczej się nie dogadasz. Ja raz zadzwoniłem, bo mi ukradli kapelusz, a oni myśleli, że chcę zamówić pizzę! No normalnie kabaret! A jakby Cię ktoś zaczepił z ofertą nie do odrzucenia, to zawsze mów, że musisz się skonsultować z wujkiem Mietkiem! Gwarantuje, że odpuszczą.
Dlaczego na Teneryfie są karaluchy?
Boże, ta plaga karaluchów! Pamiętam to jak wczoraj, sierpień 2024 roku. Byłam w Los Abrigos, w tym uroczym małym domku z widokiem na ocean, wynajętym przez Booking.com. Cisza, spokój, idealne wakacje... aż do tego.
Fumigacja. To była katastrofa. Ta "rutynowa" fumigacja, o której piszą w necie, wyglądała jak bomba atomowa dla karaluchów. Zamiast je zlikwidować, wygoniła je z kanałów prosto do domów. Wszędzie! Na ścianach, w kuchni, nawet w łóżku! Miałam koszmary przez tydzień!
Reakcja mieszkańców. Ludzie byli wściekli. Widziałam staruszkę, panią Marię, jak płacze, bo karaluchy pełzały po jej kwiatkach, tych pięknych geranium na balkonie. Pamiętam jej rozpacz. A strach w oczach jej wnuczki… Straszne.
Moje odczucia. Ja? Wściekłość mieszała się z obrzydzeniem. Wynajęłam mieszkanie na relaks, a nie na walkę z robactwem. Codziennie sprzątałam, ale to było bez sensu. Użyłam wszystkiego: aerozoli, pułapek, nawet prośby o pomoc do właściciela mieszkania nic nie dały. Nie spałam praktycznie kilka nocy.
Skala problemu. To nie było kilka owadów. To była inwazja! Setki, jeśli nie tysiące karaluchów. Naprawdę gigantyczny problem. Myślałam, że zwariuję.
Co dalej? Po powrocie do Polski, napisałam do Booking.com, ale oczywiście żadnej rekompensaty nie dostałam. Wiesz, te wakacje miały być inne. Spokojne, odprężające. A wyszło jak wyszło. Sama sobie muszę wyobrażać spokojny ocean zamiast tych okropnych, szybko biegających, brązowych stworzeń.
Lista rzeczy, które kupiłam w panice:
- Aerozol na karaluchy
- Lepkie pułapki
- Żel na karaluchy (kompletnie nie zadziałał)
- Dużo papierowych ręczników
I jeszcze to: lokalna rada zupełnie zignorowała skargi mieszkańców. Ludzie sami sobie radzili. Zero pomocy. Zero reakcji. To było po prostu skandaliczne.
W co się ubrać do Hiszpanii?
Hiszpanią... ech... Hiszpania... Wiesz, w tym roku, w maju, byłam w Barcelonie. Pamiętam ten upał. Boże, jak tam było gorąco.
- Lekkie materiały, to podstawa. Bawełna, len, coś takiego. Wiesz, coś co oddycha. Bo inaczej się ugotujesz. Wiem, mówię z doświadczenia. Miałam tam koszulkę z wiskozy, super sprawa. Ale potem kupiłam jeszcze jedną, lnianą, w jakiejś małej knajpce, koło Sagrada Familia.
- Kolory? Jasne, radosne. Biel, błękit, żółty... tak, żółty, tak jak ten budynek, co widziałam... pamiętam. No i różowy. Ale taki stonowany różowy, wiesz? Nie krzykliwy.
- Buty? Ja miałam wygodne sandały. Chodziłam po tym mieście tyle, że masakra. Na piętach, bym sobie nie pozwoliła. A buty koniecznie wygodne. Bo Hiszpania to dużo chodzenia.
No i jeszcze... wzięłam ze sobą chustkę, taką cienką, z jedwabiu, żeby głowę osłaniać od słońca. Bo to słońce w Hiszpanii... nie ma żartów. Pamiętam jak się wtedy opaliłam... Ech... Barcelona... Może kiedyś tam wrócę...
Dodatkowe uwagi: Pamiętaj o nakryciu głowy (kapelusz, chustka) i okularach przeciwsłonecznych. Krem z filtrem to rzecz niezbędna! A wieczorem? Może coś bardziej eleganckiego, ale nadal lekkiego, w zależności gdzie się idzie. Ja w tym roku miałam jedną ładną sukienkę, taką kwiatową. Ale w dzień chodziłam w prostych spódnicach i koszulkach.
- Jakie odsetki po wypowiedzeniu umowy kredytowej?
- Jak się ubrać na Termy Bania?
- Do kogo należą hotele Radisson?
- Jak naliczane są odsetki bankowe na koncie oszczędnościowym?
- Jak sprawdzić, czy są powikłania po grypie?
- Ile czasu trwa wytworzenie się pamięci mięśniowej?
- Na czym polega PeoPay?
- Ile dni w Sewilli?
- Czy smartem można jeździć od 16 lat?
- Które miasto w Andaluzji jest najczęściej odwiedzane?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.