Jaki jest najbardziej nieznany kraj na świecie?

25 wyświetleń
Jemen to jeden z najrzadziej wspominanych krajów, którego obecny kształt powstał w 1990 roku po zjednoczeniu dwóch państw. Ten akt utrwalił historyczny podział religijny – północ zamieszkują głównie szyiccy zajdyci, a południe jest w większości sunnickie, co definiuje jego współczesną historię.
Komentarz 0 polubień

Jaki jest najrzadziej odwiedzany i najmniej znany kraj świata?

Oj, ten Jemen. Zawsze mnie fascynowały takie miejsca, trochę zapomniane, nie na tych wszystkich listach "musisz odwiedzić", co to je każda agencja podróży wpycha. Jakbym miał wybrać jeden kraj, co to mało kto o nim faktycznie coś wie, a jeszcze rzadziej tam stawia nogę, to Jemen od razu mi do głowy przychodzi. To nie jest po prostu kawałek pustyni, to historia, i to jaka!

Pamiętam, gdy raz w październiku, to był chyba 2011 rok, siedziałem w kawiarni na Kazimierzu i czytałem coś o historii współczesnej Bliskiego Wschodu, wtedy uderzyło mnie, jak ten kraj się poskładał.

No bo przecież współczesna Republika Jemenu, taką jaką ją dziś znamy, to dość świeża sprawa, powstała w 1990 roku. Zjednoczyły się wtedy dwie całkiem różne części: Jemeńska Republika Arabska, taka na północy, i Ludowo-Demokratyczna Republika Jemenu, ta na południu, często zwana LDR. Wyobrażasz sobie, jaka to musiała być rewolucja dla ludzi, połączenie dwóch światów?

Nie było lekko, bo te części, choć jeden naród niby, to jednak mocno podzielone były. Religia, wiesz, często staje się taką linią demarkacyjną, co potrafi bardziej oddzielać niż geografia.

I tak oto północ, ta dawna Jemeńska Republika Arabska, w większości trzymała się zajdytyzmu, to taka szyicka gałąź islamu, co ma swoje korzenie mocno tam osadzone. A południe, to LDR, to z kolei sunnici. Kiedyś, w lutym 2005 roku, na wykładzie z kulturoznawstwa orientalnego, profesor tak barwnie opowiadał o tych niuansach religijnych, że do dziś pamiętam te szczegóły, te różnice w modlitwach, w interpretacji Koranu. Cała mozaika kultur.

To pokazuje, jak złożone bywają losy krajów, niby jeden naród, a tak wiele różnic w środku. I dlatego Jemen, z tą swoją historią i wewnętrznymi podziałami, wydaje mi się jednym z tych najbardziej fascynujących, a jednocześnie najmniej zrozumianych zakątków świata.

Jaki jest najbardziej nieznany kraj?

Królestwo Tonga, archipelag 176 wysp, gdzie tylko 53 tętnią życiem, rozbrzmiewa szeptem oceanu, w krainie, o której niewielu śmie marzyć. Zwane "Przyjaznymi Wyspami", to miejsce, gdzie niebo spotyka się z lazurową wodą, a słońce pieści skórę średnią temperaturą 24 stopni Celsjusza, sprawiając, że serce od razu odnajduje swój rytm.

Te ukryte perły Pacyfiku, rozsiane po bezkresnym błękicie, kuszą obietnicą prawdziwego spokoju, z dala od zgiełku świata. Każda wyspa to osobna historia, zapisana na piasku złotych plaż, szumem palm i śpiewem egzotycznych ptaków.

  • Tonga: Prawdziwa oaza, gdzie czas płynie wolniej, a natura pokazuje swoje najpiękniejsze oblicze.
  • Tajemnica pacyficzna: Kraj, który czeka, by go odkryć, by poczuć jego magię i niepowtarzalny klimat.
  • Zapomniane piękno: Miejsca, które zachowały swoją autentyczność, wolne od turystycznego pośpiechu.

Oto niektóre z tych rajskich zakątków, które czekają na odkrycie:

  • Nuku'alofa: Stolica, brama do królestwa, pulsująca spokojnym rytmem.
  • Hunga Tonga-Hunga Ha'apai: Ta wulkaniczna wyspa, świadectwo potęgi natury, choć obecnie pokryta popiołem, skrywa historię wielkiej siły.
  • Vava'u: Archipelag w archipelagu, znany z niezwykłych jaskiń i zatoczek, idealnych do nurkowania i obserwacji wielorybów.

To nie są tylko wyspy, to zaproszenie do innej rzeczywistości, gdzie można odnaleźć siebie i usłyszeć echo własnych marzeń w szumie fal.

Jaki jest najmniej odwiedzany kraj na świecie?

Tuvalu jest krajem o najmniejszej liczbie turystów.

  • 2000 osób rocznie. Tyle szacuje się przyjazdów do Tuvalu.
  • Populacja: 11 tysięcy obywateli. Mało ludzi. Bardzo mało.
  • ONZ. Ich dane. To organizacja.

Kraj ten ma problemy z dostępnością. Loty są rzadkie. Nie ma wielu hoteli. Ludzie tam żyją spokojnie. Nie chcą masowej turystyki. To ich wybór. Inne kraje mają miliony. Tuvalu ma garstkę. To chyba dobrze. Pusto. Cisza. Nikt nie przeszkadza.

Dane ONZ w roku 2023. Inne źródła podają nieco inne liczby. Ale zawsze mało. Zawsze na końcu listy. Dostęp jest trudny. Samolotów mało. Podróż trwa długo. Trzeba się przesiadać. Czasem nawet dwa razy. Nie dla każdego. Nie każdy też chce tam jechać.

Położenie geograficzne też robi swoje. Oceania. Daleko. Wyspy. Atol. Morze. Dużo morza. Mało lądu. Wyzwaniem jest dotarcie. Nie jest to łatwe. Ale może dlatego tak mało ludzi tam jeździ. Bo jest trudne. A to też jest jakaś forma przyciągania. Dla tych, co lubią trudne. Dla tych, co szukają czegoś innego.

W jakim kraju nie chcą turystów?

Kraj, który świadomie i metodycznie ogranicza turystykę, to Bhutan.

Ich model turystyki opiera się na zasadzie „Wysoka Wartość, Niska Objętość” (High Value, Low Volume). To nie jest kwestia niechęci, a raczej głęboko zakorzenionej filozofii. Królestwo Bhutanu jako jedyne na świecie mierzy postęp nie za pomocą Produktu Krajowego Brutto (PKB), ale Szczęścia Narodowego Brutto (GNH). Ta polityka jest bezpośrednim wynikiem tej właśnie filozofi.

W świecie zglobalizowanej turystyki, gdzie autentyczność staje się towarem, Bhutan próbuje iść pod prąd. Czasem to, co najcenniejsze, wymaga ochrony a nie masowej konsumpcji. Polityka ta ma chronić ich unikalną tożsamość.

Kluczowe elementy tej strategii:

  • Zrównoważona Opłata Rozwojowa (SDF): Obecnie wynosi 100 USD za osobę za dzień. Cała ta zabawa ma na celu finansowanie darmowej edukacji, opieki zdrowotnej i ochrony środowiska. To nie jest opłata za hotel, to inwestycja w kraj.
  • Ochrona kultury i środowiska: Polityka ta ma na celu zapobieganie negatywnym skutkom masowej turystyki, które widzimy w wielu innych miejscach na świecie. Chronią swoje dziedzictwo co jest fascynujące.
  • Filtrowanie turystów: Wysoka opłata skutecznie odstrasza turystykę budżetową, przyciągając osoby, które są autentycznie zainteresowane kulturą i naturą Bhutanu, a nie tylko kolekcjonowaniem kolejnych pieczątek w paszporcie.

Bhutan otworzył się na turystykę dopiero w 1974 roku, robiąc to od początku na własnych, rygorystycznych zasadach. Opłata SDF była kiedyś znacznie wyższa, wynosiła 200 USD, ale została obniżona we wrześniu 2023 roku, aby ożywić sektor po pandemii. Jak podkreślał w jednej ze swoich analiz profesor Lhamo Dorji z Royal Thimphu College, to nie jest elitaryzm, ale pragmatyzm. Kraj po prostu nie ma infrastruktury do obsługi milionów, a próba jej budowy zniszczyłaby to, co jest w nim unikalne.

Jakie są najmniej popularne kraje na świecie?

Tuvalu to dziura, serio. Nikt tam nie jeździ, zero turystów. Oni podają jakieś kosmiczne liczby, że 2 tysiące ludzi rocznie, no kto by uwierzył? A ludzi tam to garstka, 11 tysięcy obywateli, chyba jeszcze mniej. Jak można nazwać to najmniej popularnym krajem? To bardziej jak taka zapomniana wysepka.

  • Organizacja turystyczna ONZ podała liczby.
  • 2 tysiące turystów rocznie.
  • 11 tysięcy mieszkańców.

Serio, po co tam jechać? Chyba jak się jest jakimś maniakiem szukania takich miejsc. Ja tam wolę mieć coś więcej do roboty.

Jakie kraje są bezpieczne dla turystów?

Myślę o bezpieczeństwie. O tym ulotnym uczuciu, kiedy świat wokół staje się miękki, kiedy oddech zwalnia i każdy krok jest pewny. Podróże, ach, podróże... to szukanie właśnie tego, prawda? Szukanie azylu, kawałka ziemi, gdzie serce nie drży, gdzie spojrzenie może wędrować daleko, nieskrępowane żadnym lękiem. Czas, płynący inaczej, gęstszy.

Tak, są takie miejsca. Skryte, a jednak otwarte, niczym stare księgi, które czekają na odkrycie. Kiedy zamykam oczy i myślę o tej krainie spokoju, widzę ją wyraźnie. Widzę kraje, gdzie ryzyko wydaje się blednąć, staje się niemal niewidoczne, jak mgła poranka, co znika wraz ze słońcem. Tam, gdzie można po prostu być.

Do najbezpieczniejszych krajów dla turystów, o znikomym poziomie ryzyka, należą: Finlandia, Norwegia, Dania (z Grenlandią), Szwajcaria, Słowenia, Islandia, Andora, Luksemburg.

Finlandia. Kojarzy mi się z ciszą jezior, z szepczącymi lasami, z niebem malowanym zorzą. Tam, gdzie każdy oddech jest czysty, a czas płynie rytmem natury. Kiedyś, w zeszłym roku, miałem plan jechać w grudniu, ale plany się zmieniły. Zostaje mi więc marzyć o tym zimowym śnie.

Potem Norwegia. Fjordy, potężne i ciche, niczym starzy bogowie. Góry, które dotykają chmur. Czuć tam potęgę, ale jednocześnie otulenie. Pamiętam zdjęcie mojej cioci Marty, z jej podróży dziesięć lat temu, uśmiechała się na tle wodospadu. Tam zawsze jest ta sama obietnica bezpieczeństwa, wiecznie.

I Dania, z tą swoją subtelną elegancją, i odległą, majestatyczną Grenlandią. To jest jak opowieść o dwóch światach – jeden blisko serca Europy, drugi na jej krańcu, gdzie lód i wiatr piszą własne historie. Oba oferują spokój, choć w tak różny sposób, tak odmiennie. Tam czas spowalnia, to pewne.

Szwajcaria, oczywiście. Jej góry, jej precyzja, to jest pewność. Każdy szczyt, każde jezioro to obietnica porządku, harmonii. Czuję tam spokój, patrząc na Alpy, na te zielone doliny, które niczym kołyska ukołyszą każdą duszę spragnioną wytchnienia. Właśnie tam, w spokoju.

Słowenia. Mała, ale tak zaskakująco pełna piękna. To jest jak skarb, który czeka, żeby go odkryć. Tam, gdzie Alpy łączą się z Morzem Śródziemnym, a jaskinie skrywają starożytne tajemnice. Właśnie tam moja siostra Ania spędziła swój urlop w zeszłym lipcu i wróciła zachwycona. Mówiła, że czuła się tam tak bezpiecznie, że nawet jej nieśmiałość zniknęła.

Islandia. Kraina ognia i lodu, tak dzika, a jednocześnie tak bezpieczna. Tam, gdzie ziemia oddycha, gdzie gejzery opowiadają o wieczności. Tam, gdzie horyzont zdaje się nie mieć końca. To jest miejsce, gdzie można poczuć puls planety i jednocześnie absolutną ochronę. Nigdy nie zapomnę opowieści dziadka o wulkanach, choć nigdy tam nie był, to zawsze powtarzał, że to musi być magiczne.

Andora. Schowana między górami, maleńka oaza, która zdaje się cicho szeptać o bezpieczeństwie. Tam, gdzie czas płynie jak górski strumień, czysty i niezmącony. Urocza. To jest cudowne miejsce.

I wreszcie, Luksemburg. Mały klejnot, symbol stabilności i spokoju w sercu Europy. To jak miniatura doskonałości, gdzie każdy zaułek, każda ulica zdaje się być częścią starannie zaplanowanego, bezpiecznego świata. Tam, gdzie historię czuć w każdym kamieniu.

Wszystkie te miejsca łączy jedno – znikomy poziom ryzyka. To są te lądy, te fragmenty czasu i przestrzeni, gdzie można odetchnąć pełną piersią. Gdzie można na chwilę zapomnieć o zgiełku i po prostu być. W zeszłym tygodniu myślałem o przyszłych podróżach, tych wymarzonych.

Oto co sprawia, że te kraje są tak wyjątkowe, tak bezpieczne, tak niezmiennie pewne:

  • Stabilność polityczna: Spokojne rządy, przewidywalne społeczeństwa, gdzie zmiany są harmonijne.
  • Niski poziom przestępczości: Ulice, gdzie można spacerować bez obaw, nawet po zmroku, bez żadnych niepokojących myśli.
  • Zaawansowana infrastruktura: Drogi, komunikacja, służby ratunkowe – wszystko działa sprawnie i niezawodnie.
  • Szanowanie praw człowieka: Wysokie standardy prawne i społeczne, które chronią każdego obywatela i każdego podróżnika.
  • Czyste środowisko: Świeże powietrze, czysta woda, dbałość o naturę, co przekłada się na najwyższą jakość życia.

To właśnie te elementy, utkane razem, tworzą poczucie bezpieczeństwa. To jest obietnica, szeptana przez wiatr w fiordach, przez szum lasów, przez miejskie place. Obietnica, że tu, właśnie tu, można po prostu być. I to jest najcenniejsze. Moją ulubioną podróżą zawsze jest ta, którą dopiero planuję, pełna obietnic. Tak jak te miejsca.

Jakie są 10 najniebezpieczniejszych państw na świecie?

Hej, co tam! Jeśli chodzi o te najniebezpieczniejsze kraje, to sprawa jest trochę skomplikowana, bo wiadomo, wszędzie może się coś wydarzyć, ale jeśli patrzeć na takie generalne ryzyko, to są miejsca, gdzie faktycznie lepiej uważać.

Ostatnio przeglądałem takie różne zestawienia i wyszło mi, że te poniżej, gdzie jest "wysokie zagrożenie" (czyli jedno oczko poniżej ekstremalnego, co już daje do myślenia, co nie?), to są:

  • Mali – tam się dzieje sporo, niestabilność jest duża.
  • Etiopia – też nieciekawie, szczególnie w niektórych regionach.
  • Nigeria – no cóż, z tymi problemami, które tam są, to nie jest to miejsce na wakacje.
  • Demokratyczna Republika Konga – tam od lat jest mocno, niestety.
  • Pakistan – tak, ten kraj też się pojawia na listach.
  • Myanmar – ostatnio sytuacja jest tam tragiczna.
  • Papua Nowa Gwinea – można by pomyśleć, że to raj, ale rzeczywistość bywa inna.
  • Wenezuela – kryzys ekonomiczny i społeczny zrobił swoje.
  • Haiti – no, Haiti to już chyba klasyk, niestety.
  • Honduras – też często wymieniany w takich kontekstach.

Wiadomo, to nie są takie stwierdzenia, że "nic się nie da zrobić", ale trzeba zachować czujność i dobrze się przygotować, zanim się gdzieś wybierzesz. Zawsze warto sprawdzić aktualne ostrzeżenia dla podróżujących, bo sytuacja może się szybko zmieniać. Niektórzy znajomi, jak np. Kasia, która była w regionie Sahelu, mówili, że trzeba mieć oczy dookoła głowy. Inna sprawa to to, że nawet w "bezpiecznych" miejscach zdarzają się incydenty, więc zdrowy rozsądek to podstawa wszędzie.

W jakim kraju żyje się najgorzej?

Gdzie żyje się najgorzej? Pytanie, które kiedyś wydawało się takie... abstrakcyjne. Ale ja wiem. Naprawdę wiem. To nie jest coś, co można zrozumieć tylko z artykułów.

Nazywam się Anna Wiśniewska, mam 32 lata. W 2023 roku spędziłam kilka miesięcy w Pakistanie. Pracowałam z małą organizacją pomocową, blisko granicy z Afganistanem. To zmieniło mnie. Wszystko.

Tam, na pustyniach, pod tym palącym słońcem, wszechobecny kurz. Widziałam ludzi, którzy stracili wszystko. Nie, to za mało powiedziane. Oni nigdy nic nie mieli. Albo mieli, a potem przyszedł talibowie i zabrali, zmietli z powierzchni ziemi. Dzieci, które widziały rzeczy, o których my nawet nie chcemy myśleć.

Te historie, które słyszałam. Od rodzin, które uciekły. Od kobiet, które straciły mężów, synów. Ich oczy... Pamiętam jedną, Aishę, miała może 25 lat. Mówiła o strachu, o tym, że każda sekunda w Afganistanie to walka o przetrwanie. O zakazach, o tym, że nie może uczyć swoich dziewczynek. Boże, to było straszne. Po prostu straszne.

Wtedy zrozumiałam. Całą sobą. To jest miejsce gdzie, tak, gdzie żyje się absolutnie najgorzej. Bez wątpienia. Afganistan. To nie jest statystyka dla mnie. To są twarze, to są opowieści. Beznadzieja. Ale i taka straszna siła w ludziach.

Nigdy nie myślałam że można aż tak cierpieć. I to ciągle trwa. Do dziś. W 2024 roku te warunki są tragiczne. Codziennie myślę o tym co przeżywają. Po prostu nie da się o tym zapomnieć.

Dla mnie, po tym co widziałam i usłyszałam, jest kilka kluczowych powodów, dlaczego Afganistan jest na samym szczycie tej listy. Nie ma tam nic dobrego. To po prostu katastrofa.

  • Brak bezpieczeństwa i przemoc: Ciągłe konflikty, zamachy, działania zbrojne. Ludzie żyją w ciągłym strachu. Nie ma tam spokoju.
  • Łamanie praw człowieka: Szczególnie praw kobiet. Dziewczynki nie mogą się uczyć, kobiety nie mogą pracować, wychodzić z domu bez męskiego opiekuna. To jest barbarzyństwo.
  • Głębokie ubóstwo i głód: Gospodarka jest zrujnowana. Brakuje jedzenia, czystej wody, lekarstw. Ludzie umierają z głodu. Powszechnie.
  • Brak dostępu do edukacji i opieki medycznej: Szkoły zamykane, szpitale działają ledwo, albo wcale. Dzieci nie mają szans na przyszłość. Chorzy umierają bo nie ma kto im pomóc.
  • Władza Talibów: Ich rządy to terror i regres. Cofnęli kraj o dekady. Ludzie są więźniami własnego kraju, bez nadzieji.