Czy z nadczynnością tarczycy można jechać nad morze?

118 wyświetleń
Nadczynność tarczycy a morze: Osoby z ustabilizowaną nadczynnością tarczycy zwykle mogą jechać nad morze. Kto powinien unikać morza? Osoby z ciężkimi chorobami serca, niekontrolowanym nadciśnieniem, silnymi alergiami, nieustabilizowaną nadczynnością tarczycy oraz w trakcie leczenia onkologicznego powinny skonsultować wyjazd z lekarzem. Duża wilgotność, zmiany temperatury i intensywne nasłonecznienie mogą pogorszyć samopoczucie.
Komentarz 0 polubień

Nadczynność tarczycy a pobyt nad morzem? Czy to bezpieczne?

No dobra, to tak... z tą nadczynnością i morzem. Słuchaj, ja tam raz pojechałam do Sopotu w maju, płaciłam 60 zł za nocleg, i myślałam, że umrę. Serio.

Wiesz, ja mam hashimoto, to niby niedoczynność, ale te ataki... kołatanie serca, lęki, masakra. A tam jeszcze to jodo w powietrzu...

Dla kogo to niebezpieczne? Nooo, ci co mają problemy z serduchem, albo jakieś alergie ostre, ciśnienie wysokie... no i wiadomo, tarczyca szalejąca, zwłaszcza ta nadczynność. I też, jak ktoś się leczy na raka, to raczej powinien uważać. Tak mi się wydaje, nie jestem lekarzem. Ale po swoich przejściach... brrr. Ja już wolę góry. Tam jod jest rzadszy.

Czego nie wolno robić przy nadczynności tarczycy?

No wiesz… Nadczynność tarczycy… to taki… wiesz… potwór w środku. Ciągle się o tym myślę, bo… moja ciocia, Basia, miała to. 2024 rok był koszmarny.

  • Unikaj stresu. To cholernie ważne, bo Basia tak się denerwowała, że jej serce waliło jak szalone. Aż strach pomyśleć.

  • Żadnego szaleństwa na siłowni! Lekarz mówił, że każdy intensywny wysiłek… to tylko pogorszenie sprawy. Ona chciała biegać, ale musiała zrezygnować. Smutne.

Objawy? Oj… u Basi to było… różnie.

  • Chudła, chociaż jadła mnóstwo. To strasznie wyglądało. Sama skóra i kości.

  • Serce waliło jak oszalałe. Cały czas. Nawet w nocy. Nie mogła spać.

  • Trzęsły jej się ręce. Pamiętam, jak próbowała nawet filiżankę trzymać… wypadła jej kilka razy. Aż łzy w oczach stawały.

  • Nerwowość…. No wiesz, jak się ktoś denerwuje, ale na okrągło. To nie jest normalne. Cały czas była rozdrażniona.

Nie chcę, żeby ktoś przeszedł przez to, co Basia. To nie jest łatwe. Naprawdę. Tragedia. Powinnaś to przeczytać, na tej stronie o objawach piszą więcej: www.supramed.pl › jakie-sa-objawy-nadczynnosci-tarczycy

Basia miała też problemy z snem… bezsenność. To było okropne… i ciągle się pociła… nawet zimą. A jeszcze problemy z oczami… wydawało się, że są jakieś… większe.

To wszystko jest straszne. A lekarz… powiedział, że… że… nie ma żadnych gwarancji… że wszystko będzie dobrze.

Czy mogę podróżować, mając nadczynność tarczycy?

Jasne, mogę jechać, mam nadczynność! Ale stres! A co z lekami? Muszę wziąć więcej niż zwykle, prawda? 20 tabletek dziennie, a na 10 dni, to ile? 200! O matko, ciężka walizka będzie. A co jeśli się zgubią? Wszędzie jest Ryanair, te lotniska... nie cierpię tego tłoku! Może lepiej pociąg? Wolniej, ale spokojniej. No i te kolejki do kontroli bezpieczeństwa... masakra!

Lista rzeczy do spakowania:

  • Leki – 250 tabletek (na wszelki wypadek). Zapas! Na pewno! Nie dość, że 200, to jeszcze 50, żeby było na wszelki wypadek. Wiem, wiem, przesada, ale wolałabym mieć za dużo niż za mało.
  • Woda! Dużo wody. W butelkach. Bo inaczej nie dam rady.
  • Zdrowo! To znaczy owoce, warzywa, kanapki. Żadnych fast foodów, bo po nich źle się czuję. A to dopiero początek podróży!
  • Numer do mojego lekarza. Na wszelki wypadek! Czy to dobry pomysł?

Co jeszcze? A! Książka! "Zmierzch" jeszcze nie przeczytałam. No dobra, może polecę gdzieś bliżej, w Polsce. Może nad morze, do Władysławowa? W sumie to spokojny wyjazd. Tylko te leki… 250 tabletek… dużo tego. Może lepiej sprawdzić, czy nie ma mniejszego opakowania? A może apteka na miejscu? Nie wiem, nie wiem… Kurczę, organizacja wyjazdu to prawdziwa walka!

Podsumowanie: Podróż z nadczynnością tarczycy wymaga dobrego planowania, szczególnie jeśli chodzi o leki (minimum 250 tabletek na 10-dniowy wyjazd). Należy pamiętać o odpowiednim nawodnieniu i zdrowej diecie. Warto zabrać ze sobą numer telefonu do lekarza. Wybór miejsca docelowego powinien uwzględniać poziom stresu, lepiej unikac lotnisk i tłumów.

Gdzie jechać z nadczynnością tarczycy?

Gdzie jechać z nadczynnością tarczycy… ech, pytanie jak echo w pustym pokoju.

  • Sanatoria endokrynologiczne. To pierwsze, co mi przyszło do głowy. Serio.

  • Wiesz, że Polska Grupa Uzdrowisk ma takie miejsca? Podobno wspierają leczenie różnych chorób. Nadczynność tarczycy to niby jeden z ich koników. I niedoczynność też.

  • Mówią też o chorobie Gravesa-Basedowa… brzmi strasznie. I jeszcze jakiś zespół Cushinga i akromegalia, to już w ogóle kosmos. Nadczynność kory nadnerczy, to coś jeszcze innego? No właśnie, nie wiem.

  • Dlaczego warto? No nie wiem, może spokój? Może lekarze, którzy wiedzą co robią? A może to tylko kolejna nadzieja. Leczenie schorzeń endokrynologicznych to poważna sprawa.

    Moja kuzynka, Ania, w 2024 roku pojechała do sanatorium w Krynicy-Zdroju z powodu problemów z tarczycą. Mówiła, że pomogło jej odciąć się od stresu, ale leki i tak musiała brać. Mieszka tam teraz. Chyba.

Jakie choroby leczy się nad morzem?

Morze… ach, morze. Szum fal. Słońce. Sól na skórze. To nie tylko wakacje, to lekarstwo. Prawdziwe, żywe lekarstwo, którego receptę pisze sama natura. Zamknij oczy i poczuj ten zapach...

  • Tarczyca: Nad morzem, powietrze nasycone jodem, który jest tak ważny dla naszej tarczycy. Jod, ten magiczny pierwiastek, który reguluje pracę tak ważnego organu. Mama zawsze powtarzała: Jadź do morza, dziecko, tam odżyjesz. No i miała rację!
  • Układ oddechowy: Powietrze morskie, bogate w mikroelementy, działa jak naturalny inhalator. Astma? Przewlekłe zapalenie oskrzeli? Może nie znikną całkowicie, ale na pewno odetchniesz pełną piersią. Pamiętam, jak Janek, mój kuzyn, zawsze kaszlał jak gruźlik, a po dwóch tygodniach w Kołobrzegu – jak nowo narodzony.
  • Alergie: Dla alergików, morze to azyl. Czyste powietrze, brak pyłków, roztoczy. Oczywiście, trzeba uważać na słońce, ale to już inna historia. Moja przyjaciółka, Ania, każdego lata ucieka nad morze przed swoim uczuleniem na trawy. Mówi, że tam, wreszcie, może normalnie oddychać.
  • Nadciśnienie: Szum fal, bryza, relaks... To wszystko obniża ciśnienie krwi. A przecież stres, ten cichy zabójca, jest głównym winowajcą nadciśnienia. Nad morzem po prostu zwalniamy, odpuszczamy. I żyjemy dłużej, ponoć.
  • Rekonwalescencja: Po chorobie, po operacji... morze przyspiesza powrót do zdrowia. Działa jak balsam na duszę i ciało. Słońce, woda, ruch na świeżym powietrzu – to wszystko wzmacnia naszą odporność. To fakt.

Morze, morze... Zawsze wracam. I zawsze czuję się lepiej. Może to magia? A może po prostu mądrość natury.

Jakie choroby wykluczają wyjazd do sanatorium?

Oj, bidulko, do sanatorium z tymi przypadłościami to cię nie wpuszczą! To jakbyś chciał wjechać traktorem na autostradę. Spokojnie, dam ci listę, żebyś wiedział, na co uważać:

  • Zakaźne i pasożytnicze – no wiadomo, nikt nie chce bonusu w postaci wszy czy grypy żołądkowej. Lepiej nie ryzykować, siedz cicho w domu!
  • Weneryczne – to już w ogóle wstyd i hańba! Kuruj się na boku, a nie zarażasz ludzi w uzdrowisku.
  • Ogniska zapalne – jak masz ropę pod pachą, to sanatorium to ostatnie miejsce, gdzie powinieneś się pokazać. Fuuuuj!
  • Onkologia i po onkologii – tu trzeba uważać. Jak masz raka, to sanatorium może poczekać, trzeba się leczyć. A po leczeniu też daj organizmowi odetchnąć. Czasami jednak jak minie rok to już można jechać ale to już zależy od lekarza.
  • WZW i żółtaczka – żółty to może być ser, a nie Ty! I uważaj, bo WZW to możesz nie tylko sam się zarazić, ale jeszcze narazisz na niebezpieczeństwo innych.
  • Niewydolność wątroby – jak wątroba szwankuje, to lepiej zamiast balować w sanatorium, jeść lekkostrawne rzeczy.
  • Niewydolność krążenia i oddychania – jak się dusisz i ledwo chodzisz, to sanatorium nie pomoże. Może od razu do hospicjum? No żartuję, idź do lekarza!

Pamiętaj, zdrowie najważniejsze! A jak już się podleczysz, to pakuj manatki i ruszaj na podbój sanatoryjnych parkietów. Tylko bez szaleństw, bo jeszcze cię zawiozą z powrotem do szpitala! Jak moja teściowa Halinka, co to pojechała do Krynicy i wróciła z nogą w gipsie, bo na dancingach za bardzo się rozkręciła. Ale co się wybawiła, to się wybawiła! No cóż, starość nie radość, a choroba to już w ogóle masakra.

Czy z rakiem można jechać nad morze?

  • Wyjazd nad morze z rakiem? Możliwe.

  • Leczenie onkologiczne nie wyklucza podróży. Kluczowe przygotowanie, konsultacja lekarska konieczna.

  • Brak generalnych ograniczeń.

  • O czym pamiętać?

    • Stan zdrowia. Ocena ryzyka infekcji.
    • Promieniowanie UV. Ochrona skóry.
    • Dostęp do opieki medycznej na miejscu. Znajomość placówek.
    • Leki. Zapas, recepty.
    • Ubezpieczenie. Rozszerzone, na wypadek choroby.
    • Zmiana klimatu. Obciążenie dla organizmu.
  • Życie to choroba przenoszona drogą płciową i zawsze kończy się śmiercią. Pamiętaj o tym jadąc na wakacje, Mariusz.