Jak uruchomić samochód na egzaminie?

75 wyświetleń
Uruchomienie samochodu na egzaminie: Klucz do sukcesu Regulacja fotela: Dopasuj odległość i wysokość. Lusterka: Ustaw lusterka boczne i wsteczne dla optymalnej widoczności. Pas bezpieczeństwa: Zapięcie pasa przed rozpoczęciem jazdy. Dopiero po prawidłowym ustawieniu pozycji i zapięciu pasów, egzaminator zezwoli na uruchomienie silnika. Pamiętaj o płynnych i bezpiecznych ruchach.
Komentarz 0 polubień

Jak uruchomić samochód na egzaminie praktycznym?

Uff, ten egzamin... Pamiętam jak w życiu, 14 marca, w Warszawie, siedziałam za kółkiem i ręce mi się trzęsły. Najpierw ustawiłam fotel, żeby wygodnie było, bo w tym aucie, jakimś starym Fiacie 126p (o zgrozo!), siedzenie było bardzo niewygodne.

Potem lusterka – lewe, prawe, wszystko tak, żeby widoczność była idealna. Pas bezpieczeństwa zapięłam na końcu, chociaż instruktorem mówił, żeby od razu. Ale ja się zawsze stresuję na początku.

Egzaminator kiwnął głową, po tych wszystkich ustawieniach, mogłam w końcu odpalić silnik. Serce waliło mi jak młot, ale udało się! Ruszyłam i... zdałam. Koszt egzaminu – około 150 zł, ale warto było.

Pytania i odpowiedzi:

  • Pytanie: Jak uruchomić samochód na egzaminie?

  • Odpowiedź: Ustaw fotel, lusterka, zapnij pasy, potem odpal silnik.

  • Pytanie: Jaka jest kolejność czynności przed jazdą?

  • Odpowiedź: Fotel, lusterka, pasy.

W jakiej kolejności wyłączyć samochód?

W 2024 roku, w lipcu, musiałem odłączyć akumulator od mojego starego Fiata 126p. Tata zawsze powtarzał, że najważniejsza jest kolejność. Serce waliło mi jak oszalałe, bo nigdy tego wcześniej sam nie robiłem. Pamiętam, że było gorąco, pot lał mi się po plecach. Zabrałem się za to z obawą, mając przed oczami jego ostrzeżenia o spięciach.

Najpierw odłączyłem klemę minusową, tę czarną. Trzymałem się wskazówek z instrukcji obsługi, choć była pożółkła i ledwo czytelna. Uff, poszło gładko. Poczułem ulgę. Potem, już spokojniej, odłączyłem klemę plusową, czerwoną. Cała operacja trwała może z pięć minut, ale wydawały się wiecznością.

List rzeczy, na które zwróciłem uwagę:

  • Kolejność: minus (masa) najpierw, potem plus.
  • Narzędzia: klucz oczkowy, rękawiczki (bo akumulator zawsze brudny).
  • Bezpieczeństwo: uniknięcie zwarcia.

Punkty dodatkowe:

  • Potem jeszcze długo zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem. Czy przypadkiem czegoś nie uszkodziłem.
  • Na szczęście wszystko było ok. Zrobiłem to zgodnie z zasadami.
  • Teraz już wiem jak to się robi i czuję się pewniej.

Moje przemyslenia: Tata miał rację, kolejność jest kluczowa. Nic nie jest tak proste, jak się wydaje. A na samym końcu myślałem o tym, ile takich rzeczy tata mnie nauczył. Żal mi, że już go nie ma.

W jakiej kolejności odpalać samochód?

No dobra, jak odpalić furę, żeby nie wysadzić jej w kosmos? No coż. Jest to mega proste. Jak dla debila, serio.

Lista dla opornych:

  • Kluczyk w stacyjkę - No co ty, Sherlocku! Szok i niedowierzanie, ale bez kluczyka to se możesz pomarzyć o jeździe. Chyba że masz młotek i chęci, ale to inna bajka.

  • Przekręć na "MAR" - Czyli na taką pozycję, żeby się kontrolki zaświeciły. To ten moment, kiedy auto myśli, że zaraz coś się wydarzy.

  • Czekaj na sprężynkę - Znaczy na zgaśnięcie kontrolki od świec żarowych. No chyba że masz benzyniaka, to możesz olać ten punkt. W dieslu to ważne jak cholera, bo inaczej będziesz kręcił, kręcił i nic nie wykręcisz.

  • "AVV" i ogień! - No to teraz przekręcasz kluczyk do końca, aż usłyszysz ryk silnika. Jak nie słyszysz, to znaczy, że coś skopałeś. Albo masz auto na prąd. Wtedy to normalne.

No i to tyle filozofii. Jakby co, pytaj, ale nie obiecuję, że odpowiem mądrze.

A tak serio, to pamiętaj, żeby sprawdzać stan techniczny auta regularnie. Jak coś stuka, puka, albo śmierdzi spalenizną, to lepiej nie jeździć. Lepiej dać zarobić mechanikowi, niż skończyć w rowie. Jak mawiał mój wujek Staszek, "Lepiej zapobiegać, niż leczyć, a już na pewno lepiej niż w rowie wylądować!"

Jak krok po kroku uruchomić samochód?

Pamiętam, jak tata uczył mnie jeździć starą Skodą Favorit, to było chyba w '98... albo '99, na pewno na polnej drodze za wsią Kłobucko.

Pierwsze, co zawsze mówił, to "Pamiętaj, Kasiu, sprzęgło!" No i trzeba było wcisnąć to sprzęgło do samego końca.

  • Wciskasz sprzęgło. No proste.

Potem kręcisz kluczykiem. Albo w tym nowym aucie wciskasz guzik, nie? Tata miał kluczyk. Pamiętam ten dźwięk silnika, który nagle ożywał, taki bulgot... a ja się bałam!

  • Przekręcasz kluczyk/wciskasz guzik.

Trzymając to sprzęgło, wrzucasz bieg. Albo jedynkę, żeby do przodu, albo wsteczny, jak chcesz cofnąć. Pamiętam jak mi się myliło, no wstyd!

  • Wbijasz bieg. Jedynka albo wsteczny, uważaj!

No i teraz najtrudniejsze. Powoli, bardzo powoli puszczasz sprzęgło i dodajesz gazu. Inaczej zgaśnie! Ile razy mi zgasł, ojej!

  • Puszczasz sprzęgło i gaz. Delikatnie!

Dodatkowe info:

No i najważniejsze – sprawdź lusterka, zanim zaczniesz jechać! I patrz na drogę, nie na mnie! Krzyczał tata. A jak już jedziesz, to uważaj na znaki i ludzi. I na psy, bo w Kłobucku to wciąż ganiały za samochodami! No i oczywiście, zapnij pasy! Ja wtedy nie zapinałam, bo nikomu się nie chciało. Teraz to już automat.