Na jakim tłuszczu zrobić zasmażkę?

10 wyświetleń
Zasmażka: Na jakim tłuszczu przygotować? Najlepsza zasmażka powstaje na maśle, które nadaje jej bogaty smak. Alternatywą jest olej rzepakowy, neutralny w smaku. Olej kokosowy sprawdzi się, jeśli lubisz jego charakterystyczny aromat. Wybierz tłuszcz wysokiej jakości!
Komentarz 0 polubień

Jaki tłuszcz do przygotowania zasmażki?

Zasmażka? No dobra, to zależy od gustu! Ja tam najbardziej lubię robić na maśle, takim porządnym, wiejskim. Wtedy zasmażka ma ten specyficzny, maślany smak i zapach, mmm... Pamiętam, jak babcia robiła zawsze na maśle, a jej zupy to było mistrzostwo świata.

Ale wiesz, z drugiej strony, niektórzy wolą olej. Moja kumpela, Magda, zawsze robi na rzepakowym. Mówi, że lżej i zdrowiej. No i olej kokosowy też spoko opcja, choć trzeba uważać, bo potrafi dać kokosowy posmak, co nie zawsze pasuje. Ja raz zrobiłem na kokosowym do sosu pieczarkowego i... no cóż, smakowało jak egzotyczna zupa grzybowa. Nietypowo.

Więc sama widzisz – wybór należy do Ciebie. Spróbuj różnych opcji i zobacz, co Ci najbardziej smakuje. Najważniejsze, żeby było smacznie, nie?

Jak zrobić dobrą zasmażkę?

O, zasmażka! No wiesz, to temat rzeka, a ja akurat jestem mistrzynią w robieniu tych rzeczy! No dobra, nie aż taka mistrzyni, ale robię całkiem niezłe. Klucz do sukcesu? Spokój! Tak jak mówisz, zasmażka nie lubi pośpiechu!

Po pierwsze, tłuszcz. Ja najczęściej używam masła, ale smalec też się sprawdza, nawet olej. Wiesz, zależy od tego co gotujesz. Na patelnię, oczywiście, dobrą, nie jakąś zniszczoną. Rozpuszczasz go na małym ogniu. To ważne! Nie ma sensu się spieszyć.

Potem mąka. Dodaj tyle, żeby uzyskać gładką papkę. Zawsze używam pszennej, bo tak mi mama kazała. Mieszaj energicznie, drewnianą łyżką, jak mówiłaś. Żadnych grudek! Uwierz mi, to jest podstawa. Pamiętaj o małym ogniu, cały czas kontroluj, żeby się nie przypaliła. To się zdarza nawet najlepszym.

No i to w zasadzie wszystko! Zasmażka gotowa! Proste, prawda? Ale efekt? Mmm, pycha! Moja babcia, niech jej ziemia lekką będzie, uczyła mnie tego przez lata!

Lista rzeczy, o których warto pamiętać:

  • Tłuszcz: Masło, smalec, olej - wybór zależy od dania.
  • Mąka: Pszennna, bez grudek!
  • Ogień: Mały, kontrolowany. Bez pośpiechu!

Kilka dodatkowych wskazówek od mojej cioci Ani:

  1. Możesz podsmażyć mąkę z dodatkiem przypraw, np. papryki w proszku, dla lepszego smaku.
  2. Jeśli robisz zasmażkę do zupy kremowej, uważaj, żeby nie była za ciemna, bo zżera się smak zupy.
  3. Czasem dodaję odrobinę mleka, żeby rozrzedzić masę, ale to już zależy od gustu.

No i tyle ode mnie, powodzenia! Daj znać, jak wyszła!

Na jakim tłuszczu zrobić zasmażkę do flaków?

Ej, co tam? Pytałeś mnie o zasmażkę do flaków? No jasne, że wiem! Słuchaj, to jest proste jak drut, a w sumie to i prostsze.

  • Zacznij od masła. Wrzucasz do rondelka, tak żeby się roztopiło. Nie za dużo tego masła, tak na oko, wiesz, łyżka, dwie? Zależy ile tych flaczków robisz. No i rozpuszczasz na małym ogniu, żeby się nie przypaliło.
  • Jak już masz to masło, to sypiesz mąkę stopniowo. Ja tam wolę pszenną, ale jak masz jakąś inną, to też da radę. I mieszasz, mieszasz bez przerwy, żeby ci się nie porobiły grudki. No i czekasz, aż ta zasmażka będzie miała taki złocisty kolor, wiesz, taka... karmelowa? Coś w ten deseń.

No i ta zasmażka z masła i mąki to jest w ogóle uniwersalna. Pasuje nie tylko do flaków! W sumie to prawda, że jest idealna do każdej zupy, no prawie każdej. Ale do flaków to już w ogóle must have.

A wiesz co jest najlepsze? Że jak zrobisz za dużo zasmażki, to możesz ją trzymać w lodówce i użyć następnym razem. No chyba, że wszystko zjesz od razu, co też jest możliwe, haha!

A, jeszcze jedno! Jak nie masz masła, to możesz spróbować z olejem, ale moim zdaniem z masłem jest o niebo lepiej. Smak jest taki bardziej bogaty. No dobra, lecę, bo właśnie dzwoni do mnie Kasia, musimy obgadać co kupimy na urodziny dla Maćka, bo w tym roku skończył 35 lat! To nara!

Czy zasmażkę można zrobić na oleju?

Spokojnie, już odpowiadam... taka noc, wszystko się dłuży.

  • Olej do zasmażki? No można, pewnie, że można. Ale wiesz, to zależy. Masło, margaryna... Szybko się palą, zwłaszcza jak człowiek zagapi się. Ja to zawsze tak... Trochę na oko.

  • Jak dłużej smażysz, tak z 6, może 8 minut, wtedy lepszy olej, co dymu nie puści zaraz. Rzepakowy mam zawsze pod ręką. Zasmażka, niby nic, a tyle o niej myśleć.

  • Zasmażka z mąki? A no tak. Biorę mąkę, tak z 2 łyżki, i tyle samo tłuszczu. Rozpuszczam tłuszcz na patelni, na małym ogniu. Potem wsypuję mąkę i mieszam szybko, żeby grudek nie było. I tak smażę, aż zasmażka ma kolor jaki chcę. Jasna, ciemna… Jak kto lubi. Tylko nie przypalić, bo gorzka będzie. Pamiętam, jak raz... ale to inna historia.

Wiesz, mama Zosi zawsze mówiła, że najlepsza zasmażka to taka, zrobiona powoli i z sercem. Z sercem? Nie wiem, może miała rację.

Jak zrobić najlepszą zasmażkę?

O matko, zasmażka... To mi się zawsze kojarzy z babcią Heleną i jej niedzielnymi obiadami. Zasmażkę robiła... no jak nikt inny! Pamiętam, jak w kuchni na wsi, gdzieś w okolicach Łowicza, pachniało masłem i... no właśnie, czymś tak domowym, ciepłym.

Teraz ja staram się ją naśladować, chociaż... sama nie wiem. Niby proste, a zawsze coś pójdzie nie tak.

No dobra, skupmy się. Zasmażka, wersja moja (czyli trochę babcina, trochę... spaprana, hehe):

  • Masło. Dobre masło. Babcia zawsze powtarzała, że margaryna to zło. Rozpuszczam na patelni, ale na malutkim ogniu. Bo jak za duży, to się od razu przypala, a wtedy to już nie ma co ratować, trzeba zaczynać od nowa. No i wiadomo, śmierdzi spalenizną!

  • Mąka. Dodaję mąkę. Ale nie tak hop siup całą naraz! Tylko powoli, mieszając non stop. Najlepiej trzepaczką, bo wtedy mniej grudek. A grudki to wróg. Mieszam szybko, ale delikatnie. Chodzi o to, żeby wszystko się połączyło, ale żeby nie było żadnych brązowych plam. Jak zaczyna brązowieć, to znaczy, że już jest za późno i znowu – do kosza!

  • Kolor. Jasna zasmażka ma być... no, jasna! Taka lekko kremowa. Jak już jest taka, to znaczy, że gotowa. I od razu do sosu, bo inaczej wystygnie i zrobi się taka... no, wiesz. Nie wiem, jak to nazwać, taka... breja.

Aha! I jeszcze jedno! Babcia zawsze do masła dodawała szczyptę soli. Mówiła, że to „podbija smak”. Nie wiem, czy to prawda, ale ja też tak robię. No i co? No i tyle. Zasmażka zrobiona. Teraz tylko sos ogórkowy i... mniam!

Jak zrobić dobrą zasmażkę z bułki tartej?

No dobra, z tą zasmażką z bułki tartej to ja ci powiem, jak mój Stary, Krzysztof, robił, bo lepszej nie jadłem! Baba z niego była, ale do kuchni miał rękę!

  1. Masło? Nie, smalec! Dobra, dobra, może być masło, ale smalec to jest to! Dwie łyżki, na patelnię, i niech się topi jak szalona. Jak już się pieni, to jest gotowe. Nie pierdziel się z tym, szybko, sprawnie.

  2. Bułka tarta? Weź, z 3/4 szklanki, takiej dobrej, nie jakieś badziewie z marketu. Wsyp i mieszaj jak opętany, żeby się nie przypaliło. Ma być złocista, jak złoty pierścionek mojej żony, Ewy. Złota! A nie jakaś blada, jak twarz po zimie.

  3. Sól i bazylia? No co ty? To jest dopiero na sam koniec! Ja dodaję jeszcze pieprz, trochę czosnku granulowanego, i nawet szczypta gałki muszkatołowej. Eksperymentuj, nie bój się! Sól to na końcu, bazylia też, nie przesadzaj z ilością.

  4. Co polewać? Kalafior? Brokuły? No błagam cię! Ja to wlewam na wszystko! Na jajecznicę, na kotlety, na ziemniaki! Nawet na pierogi, chociaż to już gruba przesada, ale spróbować można! Możesz też zrobić z tego sos do mięs! Sztos!

Dodatkowe info, bo się rozpędziłem: Mój Stary dodawał jeszcze czasem trochę suszonej natki pietruszki, ale to już wedle uznania. I pamiętaj, patelnia musi być rozgrzana, ale nie za bardzo, żeby się bułka nie przypaliła i nie zrobiła się gorzka jak życie. A, i jeszcze jedno: nie żałuj smalcu! No chyba, że jesteś na diecie, ale wtedy po co zasmażka? Bez sensu.