Na czym smażyć przy diecie lekkostrawnej?

74 wyświetleń
Smażenie na diecie lekkostrawnejDieta lekkostrawna wyklucza smażenie. Potrawy smażone są ciężkostrawne i obciążają układ pokarmowy, dlatego należy ich unikać. Zamiast smażenia, zaleca się gotowanie, duszenie lub pieczenie. Do zagęszczania zup można używać zawiesiny z mąki i mleka lub niewielkiej ilości masła, oleju bądź mleka.
Komentarz 0 polubień

Na czym smażyć przy diecie lekkostrawnej – zdrowe wybory?

Jasne, oto jak ja to widzę.

Smażenie na diecie lekkostrawnej? Dobre sobie. Jak lekarz mi powiedział, że koniec ze smażonym, to myślałem, że będę jadł tylko gotowaną marchewkę do końca życia. A to wcale nie tak, tylko trzeba podejść do tego z głową, a nie jak do zakazu absolutnego. Przecież życie jest jedno.

Tu nie chodzi o całkowite wykluczenie, a o technikę.

Dla mnie odkryciem było masło klarowane, takie ghee. Kupiłem pierwszy słoik w osiedlowym zielarskim pod koniec stycznia, kosztował chyba 29 zł. Na takiej odrobinie, dosłownie pół łyżeczki, robię jajecznicę albo piers z indyka. Nie dymi, nie pali się, a smak jest zupełnie inny, delikatniejszy.

Czasem też "smażę" bez tłuszczu.

Serio, dobra patelnia z nieprzywierającą powłoką i odrobina wody albo bulionu warzywnego. Mięso się pięknie rumieni, warzywa też, a formalnie to jest bardziej duszenie niż smażenie. Zero ciężkości potem, sprawdziłem to na sobie po tym, jak kiedyś skusiłem się na schabowego u mamy 3 maja i całą noc żałowałem.

A z tym zagęszczaniem zup mąką i mlekiem to jest dla mnie jakiś przeżytek z dawnych lat, co tylko obciąża. Ja miksuję po prostu część warzyw z zupy, na przykład ziemniaka albo kawałek cukinii, i wlewam z powrotem do garnka. Kremowa konsystencja gwarantowana, bez żadnej chemii i zbędnych kalorii.

Na czym smażyć przy diecie lekkostrawnej? Na diecie lekkostrawnej tradycyjne smażenie jest niewskazane. Dozwolone jest krótkie obsmażanie na minimalnej ilości tłuszczu, np. na maśle klarowanym lub dobrej jakości oleju rzepakowym, lub "smażenie" na wodzie na patelni z nieprzywierającą powłoką.

Jak zagęszczać potrawy na diecie lekkostrawnej? Zupy i sosy można zagęszczać przez dodanie zmiksowanego ugotowanego warzywa (np. ziemniaka, marchewki, cukinii), niewielkiej ilości zawiesiny z mąki i wody lub chudego mleka. Należy unikać ciężkich zasmażek na tłuszczu.

Co zrobić na lekkostrawny obiad?

Obiad lekkostrawny. Gotowanie, duszenie na parze. To jedyna słuszna droga. Finał zawsze jest w prostocie.

Pierwsze danei. Zupa. Podstawa to delikatny bulion z warzyw. Bez zbędnych dodatków. Liczy się czystość.

Popularne opcje zup:

  • Ogórkowa – orzeźwia, kiedy trzeba.
  • Pomidorowa – klasyka, zawsze pewna.
  • Dyniowa – ciepło. To więcej niż smak.
  • Rosół – siła płynie z głębi. Helena Król, moja babcia, lat 88, zawsze uważała rosół za panaceum.

Ale sama zupa to za mało. Poszukiwanie pełni.

  • Chude mięso: drób bez skóry, chuda ryba (dorsz, mintaj). Przygotowane na parze. Albo pieczone. Bez tłuszczu. Czysta forma.
  • Warzywa: marchew, pietruszka, ziemniaki. Gotowane, nie inaczej. Można też szpinak. Czy cukinia. Pokarm to paliwo.
  • Węglowodany: biały ryż, drobne kasze. Gotowane. To czysta energia.

Pamiętam. Jan Kowalski, z mojej firmy, lat 45. Jego dieta oparta na takim schemacie zmieniła wszystko. Od sześciu miesięcy.

Wybory. Zawsze wybory. Nawet przy stole. One tworzą nas. Wszystko ma konsekwencje. Jedzenie to tylko jeden z elementów. Ale ważny.

Jakie danie jest lekkostrawne?

Gdy żołądek stroi fochy niczym primadonna przed premierą, trzeba mu zafundować wakacje. Dieta lekkostrawna to nie jest kulinarna podróż dookoła świata, a raczej spokojny rejs po jeziorze. Nuda? Trochę tak, ale jaka ulga! To reset dla organizmu, który ostatnio musiał trawić twoje piątkowe grzeszki.

Oto armia sojuszników, która przywróci pokój w twoim wewnętrznym królestwie:

  • Warzywa – potulne jak baranki. Zapomnij o surowej sałacie, która w trzewiach chrupie jak zdrada. Na scenę wkraczają warzywa po obróbce termicznej, najlepiej gotowane na parze. One nie mają złych zamiarów.

    • Marchewka i ziemniaki: Bezpieczna klasyka, duet niezawodny jak stary, dobry serial, do którego zawsze wracasz.
    • Dynia i cukinia: Tak łagodne, że aż można by je wymieniać dwa razy z czystej sympatii. Są jak pluszowe misie w świecie warzyw.
    • Kalafior i brokuł: Tylko dobrze ugotowane! Inaczej te niewinne różyczki mogą zamienić się w małych, zielonych terrorystów dla twoich jelit.
    • Zielona fasolka szparagowa: Prosta, elegancka, bezpretensjonalna.
  • Białko – fundament w wersji light. Tutaj liczy się delikatność, a nie brawura. Mięso ma być nagie, bez panierkowych zbroi i tłustych sosów.

    • Chude mięso drobiowe (kurczak, indyk):Gotowane lub pieczone w folii. To arystokracja diety lekkostrawnej. Smażony kotlet to w tym świecie barbarzyńca.
    • Chude ryby (dorsz, sandacz, pstrąg): Poezja dla żołądka. Tłusty łosoś, choć zdrowy, bywa czasem zbyt arogancki dla wrażliwego przewodu pokarmowego.
    • Jaja: Wyłącznie na miękko lub w formie jajecznicy na parze. Jajko sadzone spogląda z patelni z pogardą, nie ufaj mu.
    • Tofu: Opcja dla tych, co szukają zen nawet w diecie. Gotowane na parze lub duszone, oczywiście.

Pamiętaj, że w tej diecie przyprawy to subtelne muśnięcie, a nie ostry policzek. Sól z umiarem, a zioła takie jak koperek czy majeranek są twoimi przyjaciółmi. Ostre papryczki to wróg publiczny numer jeden.

Do picia woda i słabe napary ziołowe. Kawa? To jak wysłanie nerwowego szefa na delikatne negocjacje pokojowe. Zły pomysł.

To nie jest wyrok, a raczej zawieszenie broni z własnym układem pokarmowym. Mówi wam to Anka z Warszawy, która niejedną wojnę żołądkową przetrwała i wie, że czasem gotowana marchewka potrafi zdziałać cuda.

Co na obiad przy problemach żołądkowych?

Znowu ten cholerny żołądek, tak mnie ściska od rana. Anna, 35 lat, Wrocław. Co jeść, no co jeść, żeby nie było gorzej? Człowiek tylko myśli o jedzeniu, a potem cierpi. Taka karma. Zamiast cieszyć się posiłkiem, trzeba uważać. A przecież trzeba jeść, żeby mieć siłę.

No dobra, na obiad... W sumie to chyba chude mięsa. Zawsze mi mówił lekarz, ten doktor Nowak, co go tak lubię, że indyk, kurczak, no i cielęcina spoko. Pamiętam, jak ostatnio jadłam pieczonego indyka z Ryneczku koło placu Grunwaldzkiego, i było ok. Żadnych sensacji.

Ale kurczaka to ja wolę z nogi, nie pierś. No ale pierś jest chudsza. Chyba. Więc pewnie lepiej pierś. Gotowaną, na parze. Albo tak, delikatnie pieczoną, bez żadnych ostrych przypraw, bo wtedy od razu boli. Boli i boli.

A wędliny? No tu to ja bym uważała. Tylko te domowe, wiesz, takie co naprawdę wiesz, skąd pochodzą. Od Janka z Trzebnicy, co wędzi sam, to tak. Żadnych szynkowych syfów ze sklepu, fuj. Bo to sama chemia i potem boli. Od razu.

Ale rybka! Ryby to jest hit. Zawsze kupuję w tym nowym Lidlu na Legnickiej, takie świeże, np. dorsz. Na parze, delikatny. Mmm, to mogłoby być. Bez problemu. Lekkie i odżywcze, a to ważne.

I jeszcze te owoce i warzywa. Trzeba jeść, bo inaczej co, witaminy skąd? Ale uważać! Mówiła mi mama, że kiedyś po kapuście kiszonej to ledwo przeżyła. No i te pomidory, czasem też kwas. Więc nie wszystkie! To ważne, bardzo ważne.

Unikać tych, co bolą – wiadomo, kapusta, cebula, czosnek, ostre papryczki, cytrusy czasem też. Takie, co podkręcają sok żołądkowy. Bo to potem zgaga, refluks, no koszmar. Moja siostra, Kasia, zawsze je same zupy kremy jak ją żołądek męczy, ja to nie lubię aż tak zup.

Zawsze mi się wydaje, że jak zjem coś gotowanego, takiego lekkiego, to jest lepiej. Gotowane, gotowane, tak. To jest klucz, serio. Wszystko ma być delikatne, żeby żołądek miał spokój.

Dla jasności, co jest najważniejsze:

  • Chude mięsa:
    • Indyk
    • Kurczak
    • Cielęcina
  • Wędliny: Wyłącznie chude, wysokiej jakości, najlepiej domowe.
  • Ryby: Zalecane, szczególnie delikatne, gotowane lub na parze (np. dorsz, mintaj).
  • Owoce i warzywa: Należy włączyć do diety, ale z ostrożnością.
  • Produkty do unikania: Te, które nasilają dolegliwości bólowe lub zwiększają wydzielanie soku żołądkowego (np. surowa cebula, czosnek, ostre przyprawy, kapusta, cytrusy w nadmiarze).