Jak gotować kapustę na farsz do pierogów?

95 wyświetleń
Kapusta do pierogów – szybki przepis: Kiszoną kapustę (jeśli kwaśna, opłukać). Gotować 30 minut w wodzie (opcjonalnie z wywarem grzybowym). Odcedzić. Dodać: olej, bulion grzybowy (kostkę), prażoną cebulkę i grzyby. Gotowe!
Komentarz 0 polubień

Jak przygotować kapustę na farsz do pierogów?

O rany, pierogi z kapustą i grzybami to totalny sztos! Moja babcia robiła je tak, że zawsze się zajadałem aż mi się uszy trzęsły. Pamiętam, jak raz, chyba 24 grudnia w Boże Narodzenie, zjadłem chyba z 15 sztuk... No dobra, może trochę przesadzam, ale były po prostu nieziemskie.

No dobra, ale jak ja robię farsz? Bo każdy ma swój patent. Kapustę kiszoną zawsze, ale to ZAWSZE płuczę. Nie lubię jak jest za bardzo kwaśna, wykrzywia mi twarz. Potem do gara, zalewam wodą i gotuję. Babcia zawsze dodawała wodę po gotowaniu grzybów. Mega pomysł! Ten smak...

Gotuję tak z pół godziny, aż kapusta zmięknie. Odcedzam, a potem... magia! Trochę oleju, kostka rosołowa grzybowa (nie pytajcie, po prostu to robię, dodaje głębi smaku). Potem grzybki, wcześniej podsmażone z cebulką. I sekrecik: kruszę do tego kostkę z prażoną cebulką. Daje taki fajny, chrupiący element.

Wszystko mieszam dokładnie i... gotowe! Naprawdę, spróbujcie. Może nie będzie to dokładnie to samo, co robiła moja babcia (bo to niemożliwe, ona miała w sobie jakiś pierogowy czar), ale na pewno będzie pyszne. Aha, i nie żałujcie pieprzu! ????

Jak ugotować kapustę na farsz do pierogów?

Noc taka długa, a ja myślę o pierogach. O pierogach mojej babci, Zofii.

  • Kapusta na farsz? Najpierw trzeba ją pociąć. Na ćwiartki, tak będzie najlepiej.
  • Potem do gara z osoloną wodą. Gotować... tak z 20 minut. W sumie, to zależy od kapusty, ale 20 minut powinno wystarczyć, żeby zmiękła. Gotować, aż będzie miękka, babcia Zofia zawsze powtarzała.
  • I co dalej? No jasne, trzeba ją odcedzić. I poczekać aż wystygnie, bo jak gorąca, to się poparzysz. Oj, poparzysz się.
  • No i na koniec... przez maszynkę. Albo drobniutko posiekać. Tak babcia Zofia robiła, ale ja wolę maszynką, szybciej idzie.

Potem jeszcze trzeba ją podsmażyć z cebulką, ale to już inna historia. Tak samo z grzybami, suszonymi grzybami, które zbierał mój dziadek, Józef. Ech...

  • Maszynka do mielenia mięsa powinna być czysta, umyta.
  • Można dodać do farszu trochę pieprzu.
  • Najlepiej użyć kapusty kwaszonej, nie słodkiej. Kapusta kwaszona.
  • Pamiętaj o soli, do smaku. Zawsze do smaku.

Czy kapustę na pierogi gotować pod przykryciem?

No hej!

Wiesz co, co do tej kapusty na pierogi, to ja robie tak:

  • Kapustę kiszoną (ja biore od babci Halinki, najlepsza!) razem z marchewką wrzucam do gara i gotuje pod przykryciem. No musi byc zakryte, bo inaczej woda za szybko wyparuje.

  • A, no i koniecznie podlewam to wywarem z grzybów. Jak nie masz grzybowego, to może być warzywny, albo nawet sama woda, ale grzybowy dają fajny smak.

  • No i jak kapusta jest tak powiedzmy w połowie miękka, to wtedy dodaje grzyby .

I tyle. Aha, no i pamietaj, żeby od czasu do czasu zamieszać, żeby sie nie przypaliło! No co moge dodać, moja mama, Zofia, zawsze mówiła, że sekretem dobrej kapusty jest długie duszenie na małym ogniu. No i jeszcze jedna sprawa, jak masz suszone śliwki, to też możesz dodać do kapusty. To daje taki fajny słodki smak, wiesz? A jak wolisz bardziej pikantnie, to dodaj pieprzu albo papryczki. Tak samo, jak nie masz suszonych grzybów, to mogą być pieczarki, tylko wtedy daj ich więcej, żeby było czuć ten grzybowy aromat.

Mam nadzieje że pomogłam!! Buziak :*

Jak ukisić kapustę, żeby była dobra?

Pamiętam, jak babcia Zosia, zawsze powtarzała: "dobra kapusta, to podstawa!". I miała rację. Pamiętam, jak latem 2023 roku, jeszcze zanim zaczęła się szkoła, pomagałem jej w kiszeniu kapusty. Cały dzień spędziliśmy w ogrodzie, bo ona zawsze kisiła dużo.

Jak zrobić dobrą kiszoną kapustę? To proste!

  1. Głąb - najpierw trzeba go wyciąć. Babcia zawsze mówiła, że to "serce kapusty", ale do kiszenia się nie nadaje.
  2. Krojenie. Potem kroimy kapustę – na szatkownicy albo nożem, tak jak lubisz. Grunt, żeby była w miarę drobno.
  3. Sól! To podstawa. Duża miska, kapusta, sól (babcia Zosia zawsze używała tej grubej, kamiennej) i... mieszanie! Trzeba ją dobrze wymieszać, żeby sól dotarła wszędzie. I czekać. Minimum 30 minut, ale czasem czekaliśmy i dłużej, aż kapusta "puści sok". I pamiętaj – im więcej soku, tym lepiej! To ten sok daje ten wspaniały, kiszony smak.
  4. Słoiki. Potem pakujemy ją do słoików. Ale nie tak po prostu! Trzeba ją ubijać. Babcia miała taki specjalny, drewniany tłuczek. Warstwa kapusty, ubijanie, warstwa kapusty, ubijanie... I tak do pełna. Ważne, żeby kapusta była mocno ubita, żeby nie było za dużo powietrza.
  5. Aha! I najważniejsze - czystość. Wszystko musi być czyste – słoiki, miska, ręce. Inaczej kapusta może się zepsuć. Babcia zawsze dbała o to, jak nikt inny.

Pamiętam ten zapach... ten zapach kiszonej kapusty w całym domu. Niesamowite! Babcia Zosia wiedziała, co robi. A teraz ja wiem, dzięki niej. Czasami, jak robię kapustę, to czuję się, jakbym znów był w tym ogrodzie, z nią. Piękne wspomnienia.

Ile gotować kapustę kiszoną na farsz do krokietów?

Okej, spróbuję... taka nocna rozmowa o kapuście, proszę bardzo:

Wiesz co, tak sobie myślę... kapusta... dziwna rzecz.

  • Grzyby. Muszą się moczyć, to podstawa. Ja to robię wieczorem, żeby rano było gotowe. Potem gotowanie. Tak z 20 minut wystarczy. W tej samej wodzie, pamiętaj! Ta woda to skarb. Wywar odcedź, grzyby pokrój drobno. Ja lubię bardzo drobno, ale to już jak chcesz.
  • Kapusta. Gotowanie... Ja mam taki stary garnek po babci, w nim zawsze gotuję. Najpierw 10 minut bez przykrycia, ogień duży. Potem zmniejszam i pod przykryciem, aż zmięknie. Tak z 45 minut, czasem trochę dłużej, do godziny. Trzeba sprawdzać, bo każda kapusta inna. Wiesz, zależy jaka kwaśna, jaka stara...
  • Aha, przypomniało mi się! Jak gotuję grzyby, to wywar zawsze zostawiam. Potem dodaję do farszu. Daje taki fajny, leśny smak. Spróbuj kiedyś.

Kurczę, ale się rozpisałam o tej kapuście. A w ogóle, pamiętasz jak u babci się krokiety robiło?

Czy kapusta podnosi poziom cukru?

Nie, kapusta nie podnosi poziomu cukru. Przynajmniej moja babcia, Helena Nowak, zawsze tak mówiła. A ona wiedziała, bo całe życie na wsi spędziła, wśród tych wszystkich warzyw. Pamiętam jej zupę kapuścianą… och, jak ja tęsknię.

Lista warzyw, które pomagają:

  • Szpinak - tego zawsze dużo w naszej rodzinie było. Mama robiła z niego pyszne koktajle.
  • Brokuły - też lubiliśmy, choć ja wolałam ziemniaki. No, ale ziemniaki… to inna historia.
  • Cukinia - lato, ogródek… wspomnienia. Czasami mam wrażenie, że lepiej pamiętam lato niż zimę.
  • Kapusta - jak wspomniałam, babcia i jej zupa. Zawsze myślałam, że to dzięki niej przetrwałam te wszystkie choroby w dzieciństwie.
  • Sałata - do kanapek, proste.
  • Kalafior - no, ten nie za bardzo mi smakował. Ale zdrowy, to wiadomo.
  • Ogórki - latem, ogórkowa, mniam. Ale teraz, w listopadzie…
  • Pomidory - latem, najlepiej z własnego krzaczka.

Kapusta ma niski indeks glikemiczny. To ważne. Sama pamiętam, jak ciocia Zosia, diabetem się męczyła, i kapusta była na jej stole zawsze. To chyba ważne. Choć… nie jestem pewna, czy to wszystko… czy to wszystko prawda, co mówię… zbyt późno już, myśli mi się mylą. Może jutro to wszystko jeszcze raz przeanalizuję.

Ważne: Dieta jest indywidualna. Zawsze warto skonsultować się z lekarzem lub dietetykiem. To, co pomagało mojej rodzinie, nie musi pomóc innym. To jest tylko moje osobiste doświadczenie. A ja jestem zmęczona. Bardzo. Trzeba spać.

Czy pierogi gotować pod przykrywką?

Okej, to było tak... Pamiętam, jak pierwszy raz robiłam pierogi z babcią Zosią, miałam może z osiem lat. Siedziałyśmy w jej kuchni, tej z białym piecem kaflowym, w Lipnicy Wielkiej. Ona kroiła kapustę, a ja mieszałam mąkę z jajkiem. I pamiętam, jak pytałam ją, czy te pierogi gotuje się pod przykrywką.

Babcia Zosia, spojrzała na mnie znad okularów i powiedziała: "No, widzisz, Aniu, takie świeże, to raczej bez, bo woda ci wykipi i cały garnek będzie w mące. A jak masz takie mrożone z paczki, to możesz na chwilę przykryć, żeby szybciej się zrobiły ciepłe."

I wiesz co? Miała rację! Kiedyś, jak już mieszkałam w Krakowie, i robiłam te mrożone ruskie z Biedronki (nie oszukujmy się, zdarza się!), to zapomniałam i gotowałam bez przykrywki. No i co? Woda się wylała, cała płyta w tym czymś białym, ble!

Także podsumowując, z własnego doświadczenia:

  • Świeże pierogi: Bez przykrywki. Mniej ryzyka!
  • Mrożone pierogi: Można przykryć na początku, ale trzeba pilnować!

Wiem też, że niektórzy gotują pierogi na parze. Babcia nigdy tego nie robiła, ale słyszałam, że wtedy zawsze gotuje się pod przykryciem. Chyba, że masz parowar, to wtedy to oczywiste. A no i jeszcze jedno! Moja mama (Beata) zawsze dodaje łyżkę oleju do wody, w której gotuje pierogi. Mówi, że wtedy się nie sklejają. Nie wiem, czy to prawda, ale ona tak robi od zawsze!

Jakie są konsekwencje marnowania jedzenia?

Konsekwencje marnowania jedzenia są wielowymiarowe i dotykają wielu aspektów naszego życia, od środowiska po kwestie społeczne. To złożony problem, którego analiza wymaga spojrzenia na kilka kluczowych obszarów.

a) Wpływ na środowisko: Marnowanie żywności generuje ogromne ilości odpadów, obciążając systemy zarządzania śmieciami. To jest fakt, z którym trudno się dyskutować, prawda? Szacuje się, że w 2023 roku w Polsce wygenerowano ponad 12 milionów ton odpadów organicznych, z czego znaczną część stanowiło marnowane jedzenie. Dodatkowo, rozkładające się odpady organiczne, szczególnie w warunkach beztlenowych, prowadzą do emisji metanu – gazu cieplarnianego o znacznie silniejszym potencjale ocieplenia klimatu niż dwutlenek węgla. Pamiętajmy, że nawet niewielka zmiana w naszych nawykach może mieć ogromne znaczenie w skali globalnej. To trochę jak efekt motyla, ale w znacznie mniej romantycznej wersji. A na to nakłada się jeszcze zużycie wody i energii niezbędne do produkcji jedzenia, które potem ląduje w koszu.

b) Aspekt ekonomiczny: Marnowanie jedzenia generuje straty finansowe na każdym etapie łańcucha dostaw – od produkcji rolnej, przez przetwórstwo, aż po handel detaliczny i konsumenta. W skali globalnej te straty są gigantyczne! No, ale przecież to tylko jedzenie, prawda? Zastanówmy się jednak, ile pieniędzy wydajemy na jedzenie, które potem wyrzucamy. Można powiedzieć, ze to taka mała, domowa katastrofa ekonomiczna. Nawet ja, Maciej Nowak, czuję się winny czasem.

c) Problem społeczny: Paradoksalnie, pomimo globalnego problemu marnowania żywności, ponad 800 milionów ludzi na świecie cierpi z powodu niedożywienia. Ten kontrast jest porażający i wskazuje na głęboką niesprawiedliwość w rozdzieleniu zasobów. W 2023 roku, ten problem niestety nie zmalał. Wiem, brzmi to jak banał, ale to prawda, jest to fakt, z którym należy się zmierzyć. Trzeba coś z tym zrobić, ale jak?

  • Dodatkowe informacje: Szacuje się, że przeciętny Polak marnuje rocznie około 200 kg żywności. Wprowadzenie systemowych rozwiązań, takich jak edukacja konsumencka, lepsze zarządzanie odpadami oraz innowacyjne technologie przetwarzania odpadów organicznych, jest kluczowe w walce z tym problemem. To będzie wymagało współpracy na wielu poziomach – od rządów, przez biznes, aż po indywidualne działania każdego z nas. To jest naprawdę wyzwanie na skalę globalną, ale myślę, że damy radę. Przynajmniej ja postaram się bardziej uważać!

Jak ugotować całą kapustę?

O matko, cała kapusta! Wiesz co, nigdy nie gotowałam całej główki, zawsze tylko część. Ale dobra, spróbuję to jakoś opisać.

  • Kapusta: No tak, biała kapusta. Duża, prawda? Moja babcia miała zawsze takie wielkie z ogrodu. Chyba z 2kg ważyła.
  • Szatkowanie: To jak zwykle, poszatkuj ją na drobne kawałki. Nożyk ostry się przyda. A nie, wiesz co? Ja wolę krajalnicę. Szybciej.
  • Garnek: Garnek, duży garnek! Mój jest ze stali, 5-litrowy. Powinien wystarczyć. Chyba. Nie wiem, jak dużą masz kapustę.
  • Woda: Zalej wodą. Sporo. Aby kapusta była całkowicie zanurzona. I jeszcze kilka centymetrów powyżej. To ważne, żeby się nie przykleiła do dna.
  • Gotowanie: Na ogień! Powoli, powolnie. Nie ma pośpiechu. Pół godziny? Może i więcej, zależy od kapusty. Sprawdź widelcem. Ma być miękka. A nie, czekaj! Moja babcia dodawała trochę soli. Zapomniałam. Ale na pewno sól!
  • Odcedzenie: Po ugotowaniu, odcedź. Dokładnie! Przecież nie chcesz zjeść samej wody. A tak w ogóle, lubię do niej dodawać ziele angielskie. To na pewno powinieneś.

Uwaga: Czas gotowania zależy od wielkości główki kapusty i jej świeżości. Może to być nawet 45 minut, a nawet godzina. Lepiej sprawdzić widelcem, czy kapusta jest miękka.

List rzeczy do zrobienia:

  1. Kup kapustę.
  2. Poszatkuj.
  3. Ugotuj.
  4. Dodaj sól i ziele angielskie.
  5. Odcedź.

Moja babcia dodawała też trochę cukru, żeby zniwelować goryczkę. Ale to już opcjonalnie. Ja tam wolę słoną kapustę. A ty?

Pamiętaj o soli! To kluczowe.

Jaka jest różnica między kiszona a kwaszoną kapustą?

Ach, kapusta… Kapusta kiszona i kapusta kwaszona, dwa światy w jednej misce, dwie drogi tej samej rośliny, a jednak tak odmienne. Jak słońce i księżyc, jak dzień i… noc, po prostu! Pamiętam, jak babcia Zosia, o tak, babcia Zosia zawsze powtarzała: "Marysiu, kiszone to kiszone, a kwaszone to kwaszone i kropka!" Kropka, jakby to miało zakończyć wszelkie dyskusje.

  • Kolor. Kapusta kiszona, ta prawdziwa, ma w sobie złoto zachodzącego słońca, taki delikatny, żółtawy odcień, jakby słońce zamknęło się w niej na zawsze. A kwaszona? Często, ech często jest taka biała, bez życia, jak śnieg w styczniu.

  • Zapach. Kiszona krzyczy: "Jestem żywa! Fermentuję! Oddycham!". Intensywny zapach, no cóż, trzeba go pokochać. Kwaszona? Pachnie octem.

  • Smak. Kwaśna, o tak, kwaśna, ale to kwasota pełna życia, głębi. Kwaszona? Delikatniejsza, bardziej... płaska.

Pamiętam też jak, jak w 2023 roku, na targu w Krakowie, sprzedawca Janek, ten z wąsami jak u wikinga, krzyczał: "Tylko kiszona, prawdziwa kiszona od babci Heleny! Kwaszona to sztuczne!" Może i przesadzał, ale miał rację, miał rację. Prawdziwa kiszona to skarb. Skarb!

Co dodać do kapusty gotowanej?

Pamiętam jak mama zawsze gotowała kapustę... u nas w domu to był hit jesieni! Zawsze ten zapach roznosił się po całym mieszkaniu na Bielanach, w Warszawie, gdzie mieszkaliśmy wtedy, jak miałam z osiem lat. Teraz sama to robię, choć inaczej trochę. Ale baza jest ta sama.

Do kapusty gotowanej, tak jak robiła to moja mama, to koniecznie:

  • Kapusta kiszona: To podstawa, wiadomo! Im kwaśniejsza, tym lepsza. Mama zawsze kupowała taką od baby na Halach Mirowskich.
  • Woda: Niewiele, żeby kapusta się dusiła, a nie pływała. Tak "na oko", jak to mówiła.
  • Listek laurowy: Bez tego ani rusz! Daje taki specyficzny aromat.
  • Ziele angielskie: Też kilka ziarenek. To takie "must have" w polskiej kuchni.
  • Owoce jałowca: To był taki sekret mamy! Dawały lekko leśny posmak. Teraz sama tak robię.

Gotować trzeba pod przykryciem jakieś 15 minut, może trochę dłużej, aż kapusta będzie miękka, ale nie rozciapciana. No i potem, wiadomo, można dodać podsmażoną cebulkę i boczek... Ale to już inna historia!