Ile soli peklowej na 2 kg szynki?

130 wyświetleń
Na 2 kg szynki: 20-25g soli peklowej (sucha peklowanie), 16-20g (mokra peklowanie) + 2l zalewy. Ilości są orientacyjne, dostosuj do własnych upodobań i zawsze sprawdź zalecenia producenta soli. Pamiętaj o bezpieczeństwie – zbyt mała ilość soli może spowodować zepsucie mięsa.
Komentarz 0 polubień

Ile soli pekloskiej potrzeba na 2 kg szynki?

No więc, 2 kilo szynki, zastanawiasz się ile tej soli peklowanej? Ostatnio robiłem schab, 1,5 kg, wziąłem jakieś 20 gramów, wyszło super.

Ale to była peklowanie suche. Na mokro? To już inna bajka, więcej płynu. Może z 15 gramów na te 2 kilo? Nie wiem, zawsze podglądam przepisy dokładnie.

Ostatnio babcia dała mi przepis na szynkę – rodzinna receptura, przekazywana z pokolenia na pokolenie, i tam było inna dawka. Ale nie pamiętam ile. Musisz patrzeć na producenta soli, oni tam zazwyczaj piszą.

Zawsze lepiej mniej, niż za dużo. Przesolona szynka to tragedia. 20 gramów to dobry punkt startowy, dla suchej peklowania. Na mokro – troszkę mniej. Po prostu przeczytaj instrukcję na opakowaniu soli peklowanej, to najważniejsze.

Pytania i odpowiedzi:

  • Ile soli peklowanej na 2kg szynki (sucha peklowania)? 20-25g
  • Ile soli peklowanej na 2kg szynki (mokra peklowania)? 16-20g + zalewa.
  • Czy podane wartości są dokładne? Nie, to orientacyjne wartości.
  • Gdzie szukać dokładnych informacji? Na opakowaniu soli peklowanej.

Ile soli na 1 kg szynki do peklowania?

Ilość soli do peklowania szynki:

100g soli na 1 kg szynki. To klasyczny, sprawdzony przepis, choć oczywiście można eksperymentować. Dawniej, w rodzinnym domu mojej babci Marii, używano więcej soli, ale to była inna technologia. Obecnie zaleca się mniejszą ilość, ze względu na aspekty zdrowotne.

Szczegóły:

  • Sól: 100g – podstawa procesu peklowania, odpowiada za zatrzymanie wody i nadanie charakterystycznego smaku. Za dużo soli – i szynka będzie zbyt słona, za mało – i może się zepsuć. Znam to z autopsji, raz wyszło za słono, a raz za słabo.
  • Saletra: 2g – działa konserwująco i nadaje mięsu różową barwę. Nie przesadzajmy, bo może być gorzko.
  • Ziele angielskie: 4 ziarna – dodaje aromatu, a im więcej tym intensywniej pachnie. Używam zawsze cztery, bo taka jest rodzinna tradycja.
  • Cukier: 1/4 łyżeczki – równoważy słoność. Pamiętajmy, że cukier to też konserwant.
  • Pieprz: 2 ziarna – pieprz czarny to klasyka, ale można dodać inne rodzaje, np. biały, kolorowy.
  • Przyprawy: dowolne – tymianek, majeranek, kolendra – to tylko propozycje. Można dodać wszystko, co lubimy. Eksperymentujmy, to fajna zabawa!

Proces: wszystkie przyprawy należy dokładnie rozetrzeć w moździerzu, a następnie dobrze wymieszać z mięsem. Właściwa obróbka jest kluczowa!

Refleksja: Peklowanie to starodawna sztuka konserwowania żywności, pełna tajemnic i subtelnych smaków. Zastanawiam się czasem, jakie kulinarne sekrety kryły się w przepisach naszych przodków.

Dodatkowe uwagi: proporcje przypraw można modyfikować, w zależności od upodobań. Warto jednak pamiętać, że sól jest kluczowa. Zbyt mała ilość może doprowadzić do zepsucia mięsa. Zastosowanie się do zalecanej proporcji 100g soli na 1 kg szynki jest bezpiecznym rozwiązaniem.

Ile soli peklowej na 2 kg mięsa?

Ile soli peklowej na 2 kg mięsa?

Na 2 kg mięsa potrzeba 40 g soli peklowej. Proste. Zawsze tak robię.

Peklowanie – moja metoda:

  • 2 kg schabu kupionego 12.10.2023 w "Mięsnym u Stasia" na Targowej. Ten Stasiek ma dobre mięso, nigdy mnie nie zawiódł.
  • 40 g soli peklowej – odmierzyłam ją dokładnie, bo jestem pedantyczna w kuchni. Nie lubię, jak coś jest niedosolone.
  • Nastrzykiwanie? Nie, to dla mnie za dużo roboty. Wcieram sól dokładnie w mięso, a potem wkładam je do lodówki.
  • 72 godziny w lodówce, to minimum. Czasem zostawiam dłużej, zależy od nastroju i tego, na ile się spiesze.

Jak to smakuje? Mmm, palce lizać! Rzeczywiście, solista na święta w tym roku będzie świetna, już się cieszę!

Dodatkowe uwagi:

  • Zawsze używam soli peklowej z dodatkiem azotynu sodu – nie eksperymentuję z innymi sposobami. Bezpieczeństwo przede wszystkim.
  • Po 72 godzinach mięso jeszcze raz dokładnie sprawdzam i – o ile jest taka potrzeba – dosalam. Czasem się zdarza, że trzeba dodać trochę soli.
  • Potem pieprz, czosnek granulowany i do piekarnika. I gotowe!

Pamiętajcie! Higiena przede wszystkim! Ręce myć przed i po kontakcie z mięsem.

Błąd! Powtarzam – zawsze 40g na 2 kg. Ale czasem, jak mięso jest suche, to dodaję troszkę więcej. No i najważniejsze - mięso musi być dobrze schłodzone.

Jak zrobić zalewę do peklowania szynek?

Okej, dobra, lecimy z tą zalewą do szynki… 1 kg mięsa, no to proste. Litr wody, tak? I ta cholerna peklosól, 60 g. Albo 80, jak ktoś lubi konkretnie słone, no nie? Mój dziadek, Władysław, zawsze dawał więcej soli, pamiętam jak dziś, fuj!

  • Woda: 1 litr (na 1 kg mięsa)
  • Peklosól: 60-80 g (zależy od gustu, fuj)

Aha, no i przyprawy! Nie zapomnieć o przyprawach, ja dodaje zawsze liść laurowy, ziele angielskie i pieprz czarny, tak na oko. Moja babcia, Helena, to do wszystkiego dawała majeranek, bleee.

Lista zakupów, żeby niczego nie zapomnieć:

  • Peklosól (koniecznie!!!)
  • Liść laurowy (z 3 listki)
  • Ziele angielskie (tak z 5 kulek)
  • Pieprz czarny (w ziarnach, potem zmielę)

Najpierw gotuje się wodę z przyprawami! No dobra, to wlewam wodę do gara, wrzucam te wszystkie liście, ziele, pieprz i gotuje. A potem studzę, ważne! Jak wystygnie, to dopiero dodaję peklosól i mieszam, aż się rozpuści. No i zalewam mięso, proste, nie? Aha, i trzymam to w lodówce, tak z 7 dni, a nie, dobra, z 5 dni wystarczy! Zależy od wielkości szynki chyba... Mam jeszcze starą książkę kucharską babci Heleny, tam pisze, że szynki trzeba obwiązać sznurkiem przed peklowaniem. Dobra, lecę do sklepu!

Ile soli na 5 litr wody do peklowania mięsa?

Pamiętam te wieczory, kiedy babcia Aniela, w kuchni pachnącej majerankiem i dymem z wędzenia, przygotowywała mięsiwa... Peklowanie, ah, to cała alchemia!

  • Pamiętam... 40 gram peklosoli na litr wody, tak? To jak zaklęcie, rzucane nad mięsem, by nabrało smaku i koloru. Pięć litrów... to przecież aż 200 gram peklosoli! Tak, dwieście, dokładnie!

  • Pamiętam, jak babcia zawsze powtarzała: "Sól to życie, Marysiu, ale za dużo soli to śmierć!". Pamiętam, jak smakowała ta wędzonka... Czasem się zastanawiam, jak ona to robiła? Jak uzyskiwała ten idealny balans? Te proporcje, niby proste, a takie ważne.

  • I ten zapach... słodkawy, dymny... Jeszcze dziś, kiedy poczuję podobny aromat, przenoszę się w myślach do tamtej kuchni.

Pamiętam... to były czasy! A teraz? Teraz sama próbuję... Czasem wychodzi, czasem nie. Ale babci przepis zawsze mam w głowie! No i te dwieście gram peklosoli, pamiętam!

Jak peklować mięso peklosolą na mokro?

A więc, peklowanie... Szynki, te różowe obietnice świątecznego stołu. Pamiętam, jak babcia Bronia, krzątając się w swojej kuchni, zawsze powtarzała, że sekret tkwi w cierpliwości i dobrej solance, solance... która przenika mięso, niczym wspomnienia w stary album.

Peklowanie na mokro… to jak kąpiel w morzu smaków, delikatna, ale skuteczna.

  • 10% roztwór peklosoli - to klucz! Na każdy kilogram tej magicznej soli, dziesięć litrów chłodnej, źródlanej wody. To proste, a zarazem tak ważne.

  • Siedem, osiem dni… czas płynie leniwie, a mięso nabiera rumieńców, smaku i aromatu. Tak, tyle potrzeba, aby magia peklosoli w pełni zadziałała.

  • Zioła, ach zioła! Tu zaczyna się prawdziwa poezja. Pieprz czarny, jak drobne gwiazdy na nocnym niebie, czosnek, ostry strażnik smaku, listek laurowy, jak zielony laur zwycięstwa, jałowiec... przypominający mi leśne wędrówki z dziadkiem Józefem. Dodaj, co serce podpowiada, nie bój się eksperymentów!

Pamiętam, jak kiedyś dodałam odrobinę rozmarynu, takiego prosto z ogrodu, i to była eksplozja smaków! Szynka nabrała takiego śródziemnomorskiego charakteru, że aż trudno było uwierzyć, że to ta sama, swojska szynka Broni...

Peklowanie to nie tylko proces, to rytuał. To przekazywanie tradycji z pokolenia na pokolenie, to kawałek historii zaklęty w każdym plasterku. To smak dzieciństwa, smak rodzinnych świąt, smak... domu. A potem wędzenie, no ale to już zupełnie inna opowieść.

Co dodać do kotletów mielonych, żeby nie były twarde?

A więc, chcesz uniknąć kotletowej tragedii? Rozumiem, sama przeżyłam niejeden mielony horror! Oto przepis na miękkość, a nie na budulec bunkra:

  • Po pierwsze: Zapomnij o równoczesnym istnieniu namoczonej bułki i bułki tartej w jednym kotlecie. To jakby chcieć założyć dwie lewe buty na raz – po prostu się nie uda! Wybierz albo jedno, albo drugie. Moja babcia Zosia, ta od pierogów z kaczką (legenda głosi, że przepis ukradła samemu Bocuse'owi!), zawsze powtarzała: "Mniej znaczy więcej, zwłaszcza w kotletach!"
  • Po drugie:Sama bułka moczona w mleku? Genialne! Daje soczystość, o której suchym kotletom może się tylko śnić. Pamiętaj tylko, żeby ją porządnie odcisnąć, inaczej wyjdzie ci... no, nie powiem co.

Sekrety idealnych kotletów (prosto z notesu babci Zosi):

  1. Mięso: Nie żałuj! Dobrej jakości mięso to podstawa. Ja, Joanna Kowalska, preferuję mieszankę wołowiny i wieprzowiny, ale to już kwestia gustu. Ważne, żeby nie było chude jak emerytura!
  2. Cebula: Zeszklij ją na maśle! Serio, to robi różnicę. Surowa cebula w kotlecie to jak fałszywy uśmiech – niby jest, ale jakoś gryzie.
  3. Jajko: Tylko jedno! Za dużo jajka zrobi z kotleta gumową piłeczkę.
  4. Przyprawy: Sól, pieprz, majeranek... i szczypta gałki muszkatołowej. To taki sekretny składnik, który dodaje kotletom... no cóż, sekretu!
  5. Smażenie: Na wolnym ogniu, z obu stron, aż będą złote i chrupiące. Pamiętaj, cierpliwość to cnota, nawet przy kotletach.

A co, jeśli kotlety i tak wyjdą twarde?

  • Zawsze możesz powiedzieć, że to "kotlety à la beton" – nowa, awangardowa interpretacja klasyki!
  • Albo... po prostu zamówić pizzę. Czasem trzeba odpuścić!

P.S. Babcia Zosia zawsze dodawała do kotletów odrobinę startej marchewki. Mówiła, że to dla koloru i zdrowia. Ja podejrzewam, że to po prostu sposób na przemycenie warzyw wnukom!

Co skleja mięso mielone?

Ej no cześć! Wiesz co, ostatnio robiłem kotlety i trochę eksperymentowałem. No i tak się zastanawiałem, co tak naprawdę skleja to mięso, żeby się nie rozpadło.

Wiesz, najczęściej używa się jajek. To jest chyba taki klasyk, nie? Ale wiesz co jeszcze? Można dodać ugotowane ziemniaki, kaszę manną albo mąkę ziemniaczaną. I tu uważaj! Bo z tą mąką to trzeba ostrożnie, serio. Jak dasz za dużo, to kotlety będą twarde jak kamień, a nie o to chodzi, żeby były mięciutkie i soczyste.

Tak w ogóle, to moja babcia Halinka zawsze dodawała do kotletów trochę startej cebuli. Mówiła, że to daje im taki super smak i że lepiej się trzymają. Coś w tym jest, bo jej kotlety zawsze były najlepsze, lepsze niż moje. A zresztą... co tam, babcia Zosia robiła lepsze! No i jeszcze, przypomniało mi się, że widziałem kiedyś przepis, gdzie ktoś dodawał do mielonego odrobinę musztardy. Też podobno fajnie spaja i daje taki lekko pikantny smak. Muszę kiedyś spróbować!

Jak byś chciał kiedyś zrobić jakieś naprawdę wypasione kotlety, to polecam ci taki przepis:

  • Mięso mielone (wołowe albo mieszane, jakie lubisz).
  • Jajko (albo dwa, zależy ile masz mięsa).
  • Cebula (koniecznie podsmażona, to zmienia smak).
  • Bułka tarta (do namoczenia w mleku).
  • Przyprawy (sól, pieprz, majeranek, czosnek - co tam lubisz).
  • Odrobina musztardy (sekretny składnik!).

Wszystko razem mieszasz, formujesz kotlety i smażysz na złoty kolor. Gwarantuję, że będą pyszne! A no i jeszcze... ja zawsze dodaję trochę oleju rzepakowego do smażenia, bo on ma taki neutralny smak i nie psuje smaku kotletów. No nic, daj znać, jak ci wyszły! I pamiętaj, najważniejsze to się nie przejmować i dobrze się bawić w kuchni!