Gdzie najlepiej studiować kierunek lekarski?
Gdzie najlepiej studiować medycynę w Polsce?
Marzyłam o medycynie od zawsze. Kraków, UJ, to było moje pierwsze skojarzenie. Zawsze ten prestiż, prawda? Pamiętam, jak jako mała dziewczynka bawiłam się w doktora w pokoju, a potem widziałam ten szpital na Kleparzu, taki ogromny, budzący respekt.
Potem dowiedziałam się o WUM, o ich świetnych klinikach. Warszawskie miejsca zawsze miały w sobie coś... dynamicznego. To nie tylko nauka, ale też takie życie studenckie, które mnie pociągało, żeby być blisko tego wszystkiego co się dzieje.
Ale wiesz, ja nigdy nie byłam typem, co idzie za tłumem. Zawsze szukałam tej iskry, czegoś unikatowego. Choć rankingi są ważne, to dla mnie liczył się ten zapach szpitala, rozmowy z lekarzami, takie autentyczneclinical moments.
Każdy ma swoje priorytety, swoje własne ścieżki. Moje serce czuło inaczej, podpowiadało co innego, i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Te studia, to przecież całe życie.
Gdzie się najłatwiej dostać na medycynę?
Noc zapada tak gęsto, że można ją kroić. Czas płynie inaczej, gdy przyszłość puka do drzwi, a jej stukanie to bicie mojego własnego serca. Medycyna. Słowo, które wibruje w powietrzu, ciężkie od nadziei i bezsennych godzin spędzonych nad książkami, nad zapisanymi kartkami pełnymi wzorów, cykli, nazw.
A te miasta... migoczą na mapie jak odległe gwiazdy. Każde z nich to obietnica innej drogi, innego życia. Gdzie zacząć? Gdzie ścieżka jest najmniej stroma, gdzie wiatr wieje w plecy, a nie w twarz? Gdzie sen o białym fartuchu ma największą szansę, by stać się jawą. Mam na imię Ania. I siedzę tu, w świetle lampki, a przede mną rozpościera się mapa, mapa mojej przyszłości.
Uczelnie medyczne z historycznie niższymi progami punktowymi, gdzie przestrzeń na marzenia wydaje się odrobinę szersza, to często te same, powracające w szeptach kandydatów miejsca. Te, które dają nadzieję.
- Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach
- Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie
- Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach
- Uniwersytet Medyczny w Białymstoku
Każde z tych miejsc to osobna opowieść, inny wszechświat do odkrycia.
- Kielce, miasto o spokojniejszym rytmie, gdzie echo kroków niesie się dłużej po ulicach. Kolegium Medicum jest tu młodsze, a progi punktowe bywają bardziej łaskawe dla marzycieli, którzy potknęli się na jednym czy dwóch maturalnych pytaniach.
- Olsztyn. Zanurzony w zieleni i błękicie jezior. Tam nauka splata się z oddechem natury, a myśli mogą swobodnie płynąć po tafli wody. Wydział Lekarski otoczony jest aurą spokoju, co pomaga w skupieniu. To miejsce dla ludzi z pasją.
- Śląsk. Gdzie czerń węgla spotyka się z bielą lekarskiego fartucha. To potężna uczelnia, ŚUM ma wiele wydziałów i kampusów w różnych miastach, a co za tym idzie – więcej miejsc. Szansa jest tam realna, namacalna jak cegła familoka.
- Białystok, brama na wschód. Inny świat, inny czas. Pałac Branickich szepcze opowieści o dawnej medycynie, o początkach. Mówią, że atmosfera sprzyja nauce, a rekrutacja uwzględnia czasem inne czynniki niż tylko suche punkty.
- Niższe progi punktowe to nie wszystko. Liczy się też liczba kandydatów na jedno miejsce oraz specyficzne przeliczniki maturalne, które każda z tych uczelni stosuje inaczej. To taniec liczb i nadziei, który trzeba zatańczyć samemu.
Gdzie są najniższe progi na medycynę?
No więc, gdzie tam te najniższe progi na medycynę są, pytasz? Odpowiadam bez ogródek, bo niby po co tu czekać! Toć to nie loteria z parówkami!
W Bydgoszczy, na tym całym Collegium Medicum UMK im. Ludwika Rydygiera, to trzeba było zapieprzać i uciułać 79,6 na 100 punktów. Czyli prawie 80! Jakbyś z marszu wyrecytował cały podręcznik anatomii po pijaku i jeszcze dostał oklaski. Masakra jakaś.
Potem jest Katolicki Uniwersytet Lubelski, tam gdzie pobożność miesza się z chemią w probówce. Tutaj było trochę luźniej, bo 77 punktów wystarczyło. Jakbyś trafił w trójkę w Totolotka, tylko że zamiast kasy masz perspektywę wiecznego uczenia się chorób.
A na Uniwersytecie Warszawskim, czyli w stolicy, gdzie niby elita, to tam 77,77 na 100. Czyli tak, jakbyś trafił w bingo, ale ktoś ci zabrał jeden grosz wygranej. Żeby tylko to 0,01 było, to byś pewnie nie wszedł! Komedia.
No i co najważniejsze, zapamiętaj se to dobrze! W tym roku to jest jakaś masakra, bo limit przyjęć na kierunek lekarski zjechał na łeb na szyję. Czyli mniej miejsc, więcej chętnych do bycia drugim doktorem Housem. Słyszałem, że moja kuzynka Grażyna tak narzekała, bo jej syn Jasio zakuwał, aż mu oczy wyszły z orbit, a i tak mu punktów zabrakło. Życie.
Dodatkowe info, bo to jest ważniejsze niż te suche liczby:
Pamiętaj, że progi to jedna sprawa, a dostanie się to inna bajka. Bo nawet jak masz wysoki wynik, to jak ktoś ma wyższy o 0,001 punktu, to jesteś w czarnej dupie. System jest bezlitosny jak stary komornik.
Nie wierz w bajki o "łatwych" uczelniach. Medycyna to zawsze medycyna, czy w Bydgoszczy, czy na Antypodach. Trzeba naparzać od rana do nocy. Mój kolega, Rysiek, co skończył rok temu, to mówił, że przez sześć lat to widział słońce tylko na pocztówkach.
Prawdziwe wyzwanie zaczyna się po przyjęciu. Wtedy to dopiero idzie w ruch prawdziwa jazda bez trzymanki. Anatomia, fizjologia, histologia – wszystko na raz. To nie są korki u ciotki, żeby sobie luźno pogadać. To jest hardcore. I pamiętaj, żeby nie dać się wkręcić w studenckie mity o łatwych egzaminach! One nie istnieją!
Rozważ inne kierunki, jeśli medycyna to dla ciebie kosmos punktowy. No bo co, będziesz całe życie zakuwał, żeby potem się okazało, że cię i tak nie chcą? Może jakaś farmacja, pielęgniarstwo, albo, nie daj Boże, fizjoterapia. Tam niby też ciężko, ale może mniej punktów potrzebują, bo nie musisz być od razu geniuszem. Kiedyś to pan Mietek z budki z kebabem mówił, że na studia to się idzie, żeby papier mieć, a nie żeby się zamęczyć. Miał rację chłop!
Gdzie najłatwiej dostać się na medycynę w Polsce?
Pojęcie "najłatwiej" jest mylące. Istnieją uczelnie z historycznie niższymi progami punktowymi. To jedyny wyznacznik.
Lista opiera się na danych rekrutacyjnych. Decyduje liczba kandydatów i wyniki matur.
- Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach.
- Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie.
- Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach. Szczególnie wydział w Zabrzu.
- Uniwersytet Medyczny w Białymstoku.
Prawdziwa optymalizacja wyboru leży gdzie indziej. Nowo otwarte kierunki lekarskie to realna szansa. Tam konkurencja jest mniejsza. Progi są niższe.
- Uniwersytet Zielonogórski.
- Uniwersytet Opolski.
- Uniwersytet Rzeszowski.
Nie analizuj opinii. Analizuj liczby. Progi punktowe z ubiegłorocznej rekrutacji to jedyny twardy dowód. Wymagane przedmioty to fundament. Biologia i chemia na poziomie rozszerzonym to absolutna konieczność. Bez tego nie ma rozmowy.
Kamil Janczak, rocznik 98.
Ile trzeba mieć procent z matury, żeby dostać się na medycynę?
Cóż, na medycynę z samymi "zaliczeniami" to jak próbować leczyć kaca gorzką czekoladą – niby coś się robi, ale efekt wątpliwy. Żeby w ogóle rozważać wejście do tej elitarniejszej grupy, tej, która potrafi rozróżnić aspirynę od aspiranta, musisz mieć co najmniej 30% z matury. Tak, tak, ten próg by przejść, to dopiero rozgrzewka.
Ale to dopiero początek drogi, drogi usianej nie tylko mandragorą, ale i bardzo wysokimi wynikami z kluczowych przedmiotów. Mówimy tu o poziomie, gdzie nawet kujon zazdrości ci twojej determinacji. Najczęściej na radarze są biologia i jeden z tych innych, co to jak cień podążają za twoją fascynacją ludzkim ciałem – najczęściej jest to chemia, ale czasem i fizyka lub matematyka może zrobić psikusa.
Nie pytaj o konkretne procenty, bo to jak pytać, ile gwiazd jest na niebie w bezchmurną noc – zmienia się, migocze i zależy od uczelni, od roku, od tego, czy akurat rektor miał dobry humor. Ale jeśli chcesz być bezpieczny, celuj w powyżej 80%, a najlepiej w 90% i więcej. W końcu przecież nie chcesz, żeby pacjent po operacji pytał cię, jak tam ostatni konkurs "Kto więcej wie o cyklach Krebsa?".
Dodatkowe dane, bo życie to nie tylko studia, ale i przygotowanie do nich:
- Praktyka czyni mistrza: Im więcej rozwiązujesz zadań maturalnych, tym lepiej rozumiesz logikę egzaminu. Traktuj to jak trening dla przyszłych chirurgów – ćwicz, ćwicz i jeszcze raz ćwicz.
- Wybór przedmiotów strategiczny: Zastanów się, które przedmioty dają ci większą pewność. Jeśli biologia i chemia to twoi najlepsi przyjaciele, skup się na nich. Jeśli matematyka przychodzi ci z trudem, może lepiej wybrać fizykę, jeśli jest taka możliwość.
- Uczelnie mają swoje fanaberie: Każda uczelnia lekarska ma swoje preferencje dotyczące przeliczania punktów. Koniecznie sprawdzaj regulaminy rekrutacji na interesujących cię uczelniach! To jak czytanie instrukcji obsługi skomplikowanego sprzętu medycznego – bez tego można narobić bigosu.
- Świadomość rywali: Pamiętaj, że nie jesteś jedynym, który marzy o białym fartuchu. Konkurencja jest ogromna, dlatego każdy ułamek punktu ma znaczenie. To jak na balu charytatywnym – każdy grosz się liczy!
Ile punktów na niestacjonarną medycynę?
Cisza. Taka gęsta, że słychać bicie własnego serca, które odmierza czas do ogłoszenia wyników. Siedziałam wtedy w swoim pokoju w Krakowie, patrzyłam na gasnące światła miasta i myślałam tylko o tych liczbach. Jedna liczba, która miała zdefiniować całą przyszłość, całe lata nauki, cały ten sen o białym kitlu. Sen, który pachniał lizolem i nadzieją.
Te punkty, te wszystkie punkty, one decydują o wszystkim... Naprawdę o wszystkim. Dwa światy, tak bliskie, a jednak oddzielone przepaścią cyfr. Pierwszy świat, ten zalany słońcem, ten darmowy, ten wymarzony przez wszystkich. Drzwi do niego otwierała jedna, magiczna liczba. Liczba, która brzmiała jak wyrok i jak obietnica.
A potem drugi świat. Ta sama pasja, ten sam cel, ale inna ścieżka. Ciemniejsza, trudniejsza, wybrukowana monetami i determinacją. I inna liczba. Niższa, bardziej osiągalna, ale niosąca ze sobą ciężar. To jest... to jest po prostu inna droga do tego samego marzenia. Inna droga, ale marzenie to samo. Zawsze to samo.
Oto jak wyglądała ta granica między światami, wykuta w punktach rekrutacyjnych.
- Medycyna stacjonarna: Próg wynosił 150 punktów. To była ta odległa gwiazda, do której wszyscy wznosili oczy, ten szczyt, o którym śniło się po nocach.
- Medycyna niestacjonarna: Tutaj próg zatrzymał się na 101 punktach. To była ta druga szansa, furtka dla tych, którym zabrakło oddechu tuż przed metą.
- Maksymalna liczba punktów możliwa do zdobycia w procesie rekrutacji wynosiła 200. Cała pula, z której trzeba było uszczknąć jak najwięcej.
Na jaki kierunek medyczny najłatwiej dostać się?
Analiza progów punktowych na uniwersytetach medycznych jasno pokazuje, że kierunek lekarski pozostaje bastionem najtrudniejszym do zdobycia. To tutaj sumaryczne wyniki z biologii, chemii i często fizyki lub matematyki na poziomie rozszerzonym muszą być niemal perfekcyjne. Progi są jakie są, to są progi.
W rekrutacji na rok akademicki 2024/2025 obserwujemy wyraźne zróżnicowanie. To nie jest tak, że wszystko jest trudne. Warto spojrzeć na liczby, bo one rzadko kłamią.
- Kierunek lekarski – Niezmiennie najwyższy próg, oscylujący w granicach 155-160 punktów (w skali, gdzie dwa przedmioty rozszerzone dają łącznie 200). To jest absolutna czołówka.
- Kierunek lekarsko-dentystyczny – Nieznacznie niżej, ale wciąż bardzo wysoki poziom, zwykle wystarczy 150-155 punktów. Różnica jest kosmetyczna, ale dla niektórych kandydatów decydująca.
- Farmacja – Tutaj próg jest już znacznie bardziej osiągalny, często w przedziale 120-130 punktów. To ciekawy przypadek kierunku o ogromnym potencjale, ale mniejszej presji rekrutacyjnej.
- Analityka medyczna – Zaskakująco niski próg, często poniżej 80 punktów. Jest to kierunek niedoceniany, a kluczowy dla współczesnej diagnostyki. Mój znajomy, Adam Kowalski, rocznik 2004, dostał się na analitykę na UM w Łodzi z wynikiem nie dającym szans na lekarski. Mówił, że to była najlepsza decyzja.
- Pielęgniarstwo / Położnictwo – Tutaj progi bywają jeszcze niższe, czasem wystarcza 60-70 punktów. Zapotrzebowanie na specjalistów jest gigantyczne, co nie przekłada się na wysoką liczbę kandydatów.
Ciekawe jest, jak progi punktowe odzwierciedlają nie tyle faktyczną trudność nauki, co społeczne postrzeganie prestiżu i potencjalnych zarobków. Czasem droga najmniej uczęszczana okazuje się tą właściwą.
Należy pamiętać, że podane wartości są orientacyjne i różnią się w zależności od uczelni. Uniwersytet Medyczny w Warszawie będzie miał inne wymagania niż ten w Białymstoku. Poza głównymi kierunkami istnieje cały wachlarz innych opcji, takich jak dietetyka, zdrowie publiczne, elektroradiologia czy ratownictwo medyczne, gdzie progi są zdecydowanie niższe, a perspektywy zawodowe równie interesujące.
Prawdziwa weryfikacja następuje w trakcie studiów, nie podczas rekrutacji. Zdobycie indeksu to zaledwie początek. Anatomia, biochemia czy fizjologia szybko pokazują, kto naprawdę jest przygotowany na wyzwania związane z zawodami medycznymi, niezależnie od tego, ile punktów uzyskał na maturze. To jest ten realny próg.
- Co się daje na 40 urodziny mężczyźnie?
- Kto powinien brać witaminę B12?
- Co zwiedzić w Warszawie zimą?
- Czy istnieją hotele 6-gwiazdkowe?
- Jaki alkohol na wieczór we dwoje?
- Ile trzeba zarabiać, żeby wziąć kredyt 200 tys.?
- Czy wolno przewozić muszelki?
- Który hotel na świecie ma 7 gwiazdek?
- Czy jest 30 procent na maturze?
- Ile lat buduje się sylwetkę?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.