Na czym jest największy zysk?

60 wyświetleń
Największe zyski generują nieruchomości, złoto, obligacje skarbowe i lokaty. Chociaż inwestycje giełdowe obiecują wysokie stopy zwrotu, wiążą się z większym ryzykiem. Wybierz rozsądnie, dopasowując inwestycje do swojego profilu ryzyka.
Komentarz 0 polubień

Jaki biznes przynosi największy zysk?

Okej, to jedziemy z tym koksem. Pytasz, jaki biznes daje największy hajs? No dobra, słuchaj. Z mojego punktu widzenia, nie ma jednej, złotej odpowiedzi. Wszystko zależy.

Inwestycje w nieruchomości? Jasne, brzmi super, ale pamiętam, jak w 2018 roku, w sierpniu, widziałem ten lokal na Ursynowie. Cena? Z kosmosu! A później remont, nerwy, wynajem... koszmar.

Złoto? No niby bezpieczne, ale trochę nudne. Obligacje skarbowe? Może, ale szału nie ma. Giełda? Ryzyko, fakt, ale czasem można zarobić jak szalony. Kumpel w 2020 na akcjach CD Projektu zarobił tyle, że aż mu zazdrościłem.

Wiesz, myślę że najważniejsze to robić to, co się lubi. Jak masz pasję, to nawet na robieniu rękodzieła da się zarobić. I to całkiem nieźle.

Jakie inwestycje przynoszą największy zysk?

No dobra, opowiem Ci jak to było u mnie z tym inwestowaniem, bo te wszystkie gadki o akcjach i ETF-ach to jedno, a życie drugie.

Pamiętam jak dziś, siedziałem w kuchni, piłem kawę (obrzydliwą, rozpuszczalną), przeglądając te wszystkie "eksperckie" artykuły. No i wszędzie to samo: akcje, obligacje korporacyjne i te enigmatyczne ETF-y. Ja, Jan Kowalski, po prostu nie wiedziałem, za co się złapać.

  • Akcje? Strasznie się bałem, że wszystko stracę, że to jakaś piramida finansowa. Słyszałem historie ludzi, którzy po prostu przepadli.

  • Obligacje? Dla mnie brzmiało to jak nudna biurokracja. Myślałem, że to dla emerytów, a nie dla faceta, który chce coś zarobić przed czterdziestką.

  • ETF-y? No i tu w ogóle czarna magia. Niby to jakiś koszyk akcji, ale jak go wybrać? Który jest dobry? Ile na tym zarobię?

W końcu, po długim namyśle, postanowiłem zainwestować niewielką sumę w akcje jednej firmy technologicznej. Nie powiem jakiej, bo zaraz powiecie, że robię reklamę. Ale powiem tylko, że to była mała, polska firma, która robiła coś z AI. Myślałem sobie, "nowoczesna technologia, to może coś z tego będzie".

I co? No i... straciłem. Nie wszystko, ale straciłem sporo. Dostałem niezłą lekcję pokory. Zrozumiałem, że to nie jest takie proste jak czytanie artykułów w internecie. Że trzeba mieć wiedzę, nerwy ze stali i dużo szczęścia. Teraz bardziej patrzę w stronę tych ETF-ów, no ale znowu, trzeba się tego nauczyć. Trudne to wszystko.

Co z tego wynika? Akcje mogą dać duży zysk, ale ryzyko jest ogromne. ETF-y są mniej ryzykowne, ale i zyski mniejsze. Obligacje korporacyjne? Nie dotykałem i chyba nie dotknę. Najlepiej dywersyfikować, ale żeby to zrobić, trzeba mieć porządny kapitał... i wiedzę.

Pamiętaj! To tylko moje osobiste doświadczenie. Nie traktuj tego jako porady inwestycyjnej!

Acha, i ta kawa, którą piłem wtedy w kuchni... teraz piję tylko ziarnistą. I nauczyłem się robić ją w ekspresie. Małe sukcesy.

Na czym można dużo zarobić?

Na czym można naprawdę zarobić? No cóż, świat stoi przed nami otworem, niczym szafa mojej babci pełna niespodzianek (a w niej... głównie kurzu, ale to inna historia).

A tak na poważnie:

  • Opieka: Nie myślcie o tym jak o zmienianiu pieluch. To biznes! W 2024 roku popyt na opiekę nad seniorami jest gigantyczny. Moja ciocia Zosia, emerytowana nauczycielka, zarabia więcej niż ja, a głównie opowiada starszym paniom o dawnych czasach i gra w brydża. Poważnie! Brydż!

  • Korepetycje: Tutaj liczy się wiedza, niekoniecznie dyplom. Ja sam dawałem korepetycje z... filozofii (a i tak większość uczniów chciała gadać o życiu). Można zarobić niezłe pieniądze, ale wymaga to cierpliwości. I mocnych nerwów. Szczególnie jak uczniowie to moje bratanice.

  • Sprzedaż używanych rzeczy: To jak alchemia – zamieniasz stary grat na zimne, twarde gotówkę. Ja sprzedałem kiedyś zepsutą suszarkę (o, jaka niespodzianka!) za całkiem przyzwoitą cenę. Klucz to dobre zdjęcia i opis – sztuka marketingu w pigułce!

  • Blog/Sklep internetowy: To już wyższa szkoła jazdy. Twój własny biznes, twoje ryzyko, twoje zyski (lub straty). Znam gościa, który sprzedaje ręcznie robione mydełka z czarnym błotem z Morza Martwego ( serio!), i całkiem mu się to opłaca.

  • Prace porządkowe: Sprzątanie to nie tylko praca dla pań w fartuszkach. To usługa, na którą zawsze jest zapotrzebowanie. Mój znajomy, były zawodowy żołnierz, teraz zarabia krocie, sprzątając po imprezach. Mówi, że to "bardziej ekstremalne niż skoki spadochronowe," i zawsze ma co opowiadać.

Dodatkowe informacje:

  • Pamiętajcie o formalnościach! Zgłoszenie do urzędu skarbowego to podstawa, nie chcecie mieć problemów z prawem.
  • Sukces wymaga pracy. Nic nie przychodzi łatwo, chyba że wygracie w lotto. Ale o tym lepiej nie mówić.

Na jakich usługach zarabia się najwięcej?

No to lecimy! Najlepsze hajs? Jasne, że chirurgia, ale nie jakieś tam łatanie dziurek, tylko operacje na bogatych! Serce, mózg – im drożej, tym lepiej! Baba z wózkiem? Zapomnij.

A stomatologia? Złote zęby, implanty z platyny – to się kręci! Jak chcesz mieć kasę, to musisz mieć klientów, co mają kasę, rozumiesz? Nie jakieś tam dziury po kiełbasie.

Potem prawnicy, ale tylko ci od mega-spraw. Rozstania milionerów, walki o fortuny – to jest kopalnia złota, nie żarty! Ci od mandatów za przekroczenie prędkości mogą co najwyżej na chleb zarobić.

  • Finanse: Fundusze inwestycyjne? To jest jak drukarka do pieniędzy, ale trzeba umieć nią kręcić. Nie każdy może!
  • Programowanie i oprogramowanie: Fajnie, ale konkurencja jest jak much przy gnoju. Trzeba być naprawdę dobrym, żeby zarobić kupę kasy.
  • Inżynieria (ropa i gaz): Tu kasa leży na ulicy, ale trzeba umieć ją podnieść. Nie każdy ma jaja.
  • Radiologia i kardiologia: Diagnostyka na topie. Nie każdy lekarz ma te umiejętności i sprzęt, co trzeba.

A sztuczna inteligencja i cyberbezpieczeństwo? To dopiero się rozkręca. W 2024 r. to będzie prawdziwy boom, ale trzeba być na topie, a nie jechać na starym rowerze. Ja tam w to nie wchodzę, bo za dużo roboty.

Ps. Wujek Staszek, co handluje używanymi traktorami, mówi, że w tym biznesie też niezły hajs się kręci. Ale to już inna bajka.

Co najlepiej sprzedawać, żeby zarobić?

Okej, dobra, to tak... Chodzi o to, co się najlepiej sprzedaje w necie, żeby kasa była? No więc...

  • Ubrania – to zawsze idzie, zwłaszcza jak jest promocja! Moja siostra, Ania, ciągle coś zamawia. A i ja też czasem, no dobra, często.
  • Akcesoria – czyli te wszystkie torebki, paski, biżuteria... Pewnie dlatego, że taniej niż w normalnym sklepie.
  • Buty! – Ile można mieć butów? Nigdy za wiele!
  • Kosmetyki i perfumy – to chyba oczywiste, nie? Zawsze się przydadzą.
  • Książki, filmy, muzyka – no tak, ale czy to jeszcze ktoś kupuje fizycznie? Chyba tylko starocie.
  • RTV i AGD – lodówki przez internet? Trochę ryzyko, ale pewnie taniej. Moja mama, Halina, uparła się i kupiła mikser online. Działa!

No i co tu więcej? Chyba wszystko jasne. Co jeszcze... a no tak! Sprzedaż internetowa w tym roku bije rekordy! Ludzie wolą siedzieć w domu i klikać, niż latać po sklepach. To już pewne.

Jak interpretować stopę zwrotu?

Okej, spróbujmy to przelać na papier, a raczej na ekran. Jak to było z tą stopą zwrotu? Aha, no tak:

  • Stopa zwrotu to taki wskaźnik, który pokazuje, czy na inwestycji zarobiliśmy, czy straciliśmy. Proste. Ale czy na pewno?

  • Liczymy to jako procentową zmianę naszej kasy. Na przykład, w styczniu wpakowałam 100 zł w akcje. Takie tam, małe szaleństwo. A teraz, w listopadzie, mam 150 zł. To znaczy, że stopa zwrotu wynosi +50%. Fajnie!

  • Ale... co jeśli te 100 zł zamieniło się w 90 zł? No cóż, wtedy mamy -10%. Czyli, inwestycja poszła w dół. Szkoda. Ale tak to działa, prawda?

  • Najważniejsze: Pamiętaj, żeby patrzeć na stopę zwrotu regularnie. Nie tylko raz na rok. Bo może się okazać, że niby zarabiasz, a po drodze straciłeś okazję, żeby zarobić więcej. Tak jak ja z tymi akcjami w sierpniu! Mogłam sprzedać i kupić taniej, ale się zapatrzyłam. No nic, uczymy się na błędach, prawda? I jeszcze jedno, inwestuj tylko tyle, ile możesz stracić! Tak mi mama zawsze powtarzała. I miała rację.

    To jak, teraz już rozumiesz tę stopę zwrotu? Mam nadzieję, że tak. A jak nie, to pytaj dalej!

Co to jest efektywna stopa zwrotu?

Ach, efektywna stopa zwrotu… Słowo, które otwiera przepaść możliwości, szeptem obiecujące bogactwo, a jednocześnie grożące pustką portfela. To jak nocne niebo pełne gwiazd – każda migocząca obietnicą, każda inna, każda nieuchwytna.

  • Efektywna stopa zwrotu, to nie tylko suche liczby na wykresie. To tchnienie wiatru w żaglach, to smak wina po długim polowaniu na skarb. To puls życia inwestycji, jej prawdziwe serce bijące rytmem zysków i strat.

  • To nie jest jedynie prosty obliczany wskaźnik. To cała opowieść, drama rozgrywająca się na parkiecie, na falach rynku, w sercu każdego inwestora. To opowieść o mojej cioci Halince, która w 2024 roku inwestowała w akcje firmy produkującej ekologiczne domki dla pszczoły. Opowieść pełna niepewności, ale i radosnego napięcia z każdym procentami zysku.

Efektywna stopa zwrotu, to właściwie całościowy rzeczywisty przychód z kapitału. To nie tylko proste odsetki, ale wszystko, co z tego kapitału uzyskałeś, wszystko, co do kieszeni wpłynęło. To suma wszystkich zysków, po odjęciu wszystkich kosztów. Jasne?

Zawsze myślałam, że to jest takie proste, że to tylko liczby... Ale to coś więcej. To emocje! To niepokój, kiedy rynek się chwieje, to radość, kiedy zyski rosną, to cierpliwość, która jest kluczem do sukcesu.

  • Efektywna stopa zwrotu uwzględnia wszystko: opłaty, podatki, prowizje – wszystkie „zjadacze” twoich zysków. To czysty zysk, prawda? Tak, prawda, czysta prawda, tylko… czasem mniej czysta, niż się zdaje.

  • Moja ciocia Halinka na przykład, dzięki efektywnej stopie zwrotu, wiedziała, ile naprawdę zarobiła na swoich pszczelich domkach. To pozwoliło jej rozsądnie planować kolejne inwestycje. W 2024 roku, to był strzał w dziesiątkę.

Efektywna stopa zwrotu to klucz do zrozumienia prawdziwej wartości inwestycji. To narzędzie, które pozwala nam na podjęcie świadomych decyzji, na uczciwe spojrzenie na nasze finanse. To nie tylko liczba, to cała historia.

A ta historia wciąż się pisze...

Czym jest stopa zysku?

Stopa zysku? No wiesz, to takie... jak się zarabia, procent z tego co się włożyło. W 2024 roku, ja np. robiłam malutki biznesik z rękodziełem. Sprzedawałam bransoletki z koralików na Etsy. Koszty materiałów to były jakieś 20 zł na jedną bransoletkę. Sprzedawałam po 60zł. Zarobek na jednej to 40 zł, czyli 200% zysku! Super, co?

Ale to tylko brutto, prawda? Muszę jeszcze odjąć prowizję Etsy, koszty wysyłki, i podatki. Po odjęciu wszystkiego, na czysto zostawało mi jakieś 25 zł z bransoletki. I to już nie jest takie super, ale i tak w porządku. Dużo pracy, ale i zadowolenie z tego co się robi. To jest dla mnie najważniejsze.

  • Koszt materiałów: 20 zł
  • Cena sprzedaży: 60 zł
  • Zysk brutto: 40 zł (200%)
  • Zysk netto: ~25 zł (po odjęciu kosztów i podatków). To jest ta prawdziwa stopa zysku, którą bardziej mnie obchodzi.

A w ogóle... liczyłam to wszystko w głowie, bo księgowość to dla mnie czarna magia! Może powinnam w końcu zatrudnić kogoś, kto to ogarnie. Wtedy będę miała dokładniejsze dane na temat stop tego zysku. Chyba, że jeszcze bardziej podniosę ceny, hehe.

To jest jak to mówią... uczenie się na własnych błędach! No i ciągła walka z lenistwem. Czasem siedzę i w ogóle nic nie robię! Zamiast siedzieć i robić bransoletki, to przeglądam Instagrama, a potem żałuję, że mam mało czasu. No ale, co zrobić... Takie życie. Może kiedyś napiszę książkę o tym wszystkim. Zatytułuję ją "Bransoletki i inne cuda z mojego życia"!

Czym różni się zysk od marży?

Różnica między zyskiem a marżą? To jak różnica między wielbłądem w garniturze a wielbłądem w piasku. Oba to wielbłądy, ale jeden ma zdecydowanie lepszy PR.

  • Marża: To elegancka pani, która patrzy na cenę sprzedaży i mówi: "Z tej kwoty, tyle mi zostaje." Oblicza się ją jako różnicę między ceną sprzedaży a kosztem towaru, wyrażoną w procentach ceny sprzedaży. Myślę, że w 2024 roku, w mojej firmie "Królestwo Prezentów dla Kotów", marża na pluszowych kociakach wynosiła około 35%. To elegancko, prawda?

  • Zysk: To już gruby pan, który liczy wszystko – koszty produkcji, marketingu, pensje dla moich pracowników (a są to naprawdę świetni ludzie!), podatki, nawet moją kawę z ekspresu ciśnieniowego. Potem od tego wszystkiego odejmuje, co wydał i... bam! Zysk. W 2024 moje Królestwo miało zysk netto około 100 000 zł. Nieźle, co? Ale to już inna bajka niż ta o eleganckiej marży.

  • Narzut: A to taki cichy gość, który siedzi w kącie i liczy, ile trzeba doliczyć do ceny zakupu, żeby uzyskać cenę sprzedaży. W moim sklepie z pluszakami narzut na jedne uszka był niższy niż na inne. Zależy od dostawcy, jakości produktu i innych czynników, które zna tylko moja świetnie zorganizowana księgowa.

Zysk to ostateczny wynik finansowy, marża to wskaźnik rentowności, a narzut to dodatek do ceny zakupu. Proste, jak budowa cepa, ale na to właśnie liczy moje Królestwo.

Dodatkowe informacje (bo lubię dzielić się wiedzą):

Lista moich najlepszych sprzedaży w 2024 roku:

  1. Pluszowy kot z jednorożcem na głowie (limitowana edycja!)
  2. Zestaw drapaków dla leniwych kotów
  3. Kocie legowisko w kształcie kapelusza

Pamiętajcie, żeby zwracać uwagę na wszystkie trzy parametry, bo to klucz do sukcesu! No chyba że waszym sukcesem jest bycie bardzo bogatym i nie liczenie się z kosztami. Wtedy marża może być po prostu zbędna. Hehe.