Jak rozliczyć kantor?

34 wyświetleń
Przychodu z wymiany walut nie rozlicza się na formularzu PIT-38. Dzieje się tak, ponieważ waluty nie są pochodnymi instrumentami finansowymi, a zysk z ich sprzedaży nie jest traktowany jako przychód z kapitałów pieniężnych. Dochód ten należy wykazać w zeznaniu rocznym PIT-36.
Komentarz 0 polubień

Jak rozliczyć działalność kantoru walutowego pod kątem VAT/PIT?

Wiesz co, jak myślę o tym całym rozliczaniu kantoru walutowego, to od razu przypomina mi się mój kuzyn, Mirek. On miał taki mały punkt, na ulicy Długiej w Krakowie, od 2015 roku, i zawsze powtarzał, że ludzie nie rozumieją, czym się zajmuje. Dla niego, to było jak sprzedaż chleba, tylko że to waluty, nie pieczywo.

Waluty to nie żadne tam zagmatwane instrumenty finansowe, rozumiesz? To nie są akcje, żadne opcje giełdowe czy inne cuda na kiju, gdzie ryzykujesz grube miliony.

To jest po prostu, kupujesz euro za tyle, sprzedajesz za tyle, a różnica, no cóż, to twój zysk. Taki prosty mechanizm. Przez to, że to takie zwykłe, nie podlega pod przychody z kapitałów pieniężnych, te co są w art. 10 ust. 1 pkt 7 ustawy o PIT.

Więc nie ma mowy, aby rozliczać to na deklaracji PIT-38. Ta karta to dla tych, co bawią się na giełdzie.

Mirek mi kiedyś, lipiec 2017, opowiadał, że klient mu mówił, że to "gra na walutach". A on na to: żadna gra. To ciężka robota, pilnowanie kursów. Waluty to nie papiery, to kasa. Zupełnie inna kategoria, zawsze to powtarzał. Taka prawda.


Pytanie: Jak rozliczać kantor walutowy pod kątem VAT/PIT? Odpowiedź: Waluty nie są uznawane za pochodne instrumenty finansowe. Przychody z wymiany walut nie stanowią przychodów z kapitałów pieniężnych (art. 10 ust. 1 pkt 7 ustawy o PIT). W związku z tym, rozliczenie nie może odbywać się na deklaracji PIT-38.

Czy trzeba się rozliczać z wymiany walut?

Och, oczywiście, że tak! Fiskus to taki cichy wspólnik w Twoim portfelu, który nie dokłada się do ryzyka, ale zyskiem nigdy nie pogardzi. Myślenie, że wymiana walut to niewinna igraszka, jest równie optymistyczne, co zakładanie białych spodni na grilla.

Kiedy wymieniasz waluty przez platformę taką jak Walutomat, a prowadzisz firmę, to każda, nawet najmniejsza, transakcja jest jak mały taniec z urzędem skarbowym. Czasem to ty prowadzisz i zarabiasz, a czasem to on depcze ci po palcach.

  • Jesteś przedsiębiorcą? Witaj w klubie! Każda sprzedaż waluty obcej to dla Ciebie potencjalny rollercoaster. Mój księgowy, pan Zbyszek, na hasło "różnice kursowe" dostaje nerwowej wysypki, ale potem z zapałem liczy.

    • Gdy zarobisz na kursie (dodatnie różnice kursowe): Gratulacje! Właśnie wygenerowałeś przychód, którym musisz się podzielić. To taki mały, obowiązkowy napiwek dla państwa za to, że pozwoliło Ci zarobić.
    • Gdy stracisz na kursie (ujemne różnice kursowe): Smuteczek. Ale jest pocieszenie! Tę stratę możesz wrzucić w koszt uzyskania przychodu. To jak plaster na zranioną dumę finansową, choć pieniędzy nie zwraca.
    • Obowiązek ten wynika wprost z ustawy o PIT i jest nieunikniony jak poniedziałek po udanym weekendzie.
  • Jesteś osobą fizyczną bez firmy? Odetchnij z ulgą! Jeśli wymieniasz euro na wakacje w Grecji albo dolary na zakupy w internecie, fiskus łaskawie odwraca wzrok. Taka operacja nie jest uznawana za źródło przychodu. Po prostu żyjesz, wydajesz, cieszysz się życiem. Co za komfort.

Ale uwaga, jest pewien haczyk, wielkości dorodnej ryby. Jeśli jako osoba prywatna zaczynasz bawić się w regularną spekulację walutową – kupujesz tanio, sprzedajesz drogo, i to jest Twoja metoda na życie – urząd skarbowy może się tobą zainteresować. Jego radar na takie "niezarejestrowane działalności" działa lepiej niż niejeden szwajcarski zegarek.

Wtedy cała zabawa się kończy i zaczyna się wypełnianie formularza PIT-36, co jest przeżyciem porównywalnym do składania mebli z Ikei bez instrukcji.

Inaczej sprawa wygląda z rynkiem Forex. To już wyższa szkoła jazdy i zupełnie inna para kaloszy. Zyski z tego tytułu to zyski kapitałowe, które rozliczasz na druku PIT-38. Czasu masz do końca kwietnia roku następującego po roku podatkowym. Spóźnienie się jest jak przyjście na własny ślub po przysiędze – możliwe, ale bardzo, bardzo niezręczne.