Czy dodatkowe ubezpieczenie ma sens?

0 wyświetlenia

Dodatkowe ubezpieczenie może mieć sens, zwiększając zakres ochrony polisy na życie. Umożliwia otrzymanie świadczenia w przypadku np. pobytu w szpitalu, poważnej choroby lub śmierci współmałżonka. Ostateczna decyzja o rozszerzeniu ochrony zależy od indywidualnych potrzeb i preferencji.

Sugestie 0 polubienia

Czy dodatkowe ubezpieczenie ma sens? Ech, no właśnie, to pytanie, które i mnie swego czasu nie dawało spać!

No dobra, powiedzmy to sobie szczerze, dodatkowe ubezpieczenie… hmmm… no niby może mieć sens. Jakby, wiesz, tak patrzeć na to, że rozszerza tą twoją polisę na życie. Mówią, że wtedy jesteś bardziej „bezpieczny”. W sensie, że jakbyś, nie daj Boże, wylądował w szpitalu, albo, o Boże, zachorował na coś paskudnego, albo – co straszne – jakby ktoś z twoich bliskich… no, umarł. Wtedy, podobno, dostajesz jakieś dodatkowe pieniądze.

Ale czy to naprawdę działa? No, cholera, nie wiem. Mnie na przykład, jak tak o tym myślę, to się od razu przypomina historia mojej sąsiadki, pani Krysi. Wykupiła to całe dodatkowe ubezpieczenie na wszystko i na nic, jak to się mówi. I co? I jak jej mąż zachorował, to się okazało, że jakiś tam haczyk w umowie był i gówno dostała, przepraszam za wyrażenie.

Z drugiej strony… Mój kuzyn, Paweł… On z kolei jak najbardziej był zadowolony. Miał dodatkowe ubezpieczenie na wypadek poważnej choroby i jak mu wykryli tego raka, to dostał spore odszkodowanie. Przynajmniej miał na leczenie i na to, żeby godnie żyć, jak mu się pogarszało. To mu pomogło, nie powiem.

Więc widzisz, to wszystko zależy. Ode mnie, od ciebie, od naszych potrzeb, od tego, czego się boimy, od tego, na co nas stać. I, co najważniejsze, od tego, czy dobrze przeczytamy tą cholerną umowę! Bo inaczej to dupa zbita, sorry za kolokwializm.

No i właśnie, czy to znaczy, że ja powinnam mieć dodatkowe ubezpieczenie? Bo nie wiem! Chyba muszę jeszcze o tym pomyśleć… Kurde, jak ja nie lubię tych wszystkich formalności i papierów! Może zapytam jeszcze panią Krysi? Może jednak coś źle zrozumiała? A może lepiej Pawła? Ah, te dylematy…