Ile trzeba mieć zwolnienia, żeby dostać odszkodowanie?

29 wyświetleń
Aby ubiegać się o odszkodowanie z ZUS, konieczne jest zwolnienie lekarskie trwające powyżej 6 miesięcy. Odszkodowanie przysługuje w przypadku długotrwałej lub trwałej niezdolności do pracy, potwierdzonej odpowiednią dokumentacją medyczną.
Komentarz 0 polubień

Ile dni zwolnienia uprawnia do odszkodowania?

Okej, dobra, lecimy z tym.

Wiesz co, z tymi odszkodowaniami z ZUSu to jest trochę jak z loterią. Słyszałem, że żeby coś dostać, musisz być na zwolnieniu lekarskim długo, naprawdę długo.

Pamiętam, jak moja sąsiadka z dołu, pani Hela, złamała nogę w zimie, 12 luty jak wracała z targu na Daszyńskiego.

Leżała w szpitalu, a potem w domu. Długo, ze trzy miesiące. Ale to za mało, żeby dostać odszkodowanie. Trzeba się "niezdolnym do pracy" stać, rozumiesz?

Z tego co kojarzę, żeby w ogóle ZUS zaczął się tym interesować, to musisz być na L4 dłużej niż pół roku.

Ale to i tak nie jest gwarancja sukcesu, bo zwolnienie musi być konkretne. Stała lub długotrwała niezdolność do pracy. Musisz być bardzo chory, żeby coś dostać. Smutne, ale prawdziwe.

Aha, no i pamiętaj, to nie jest tak, że "leżę i pachnę". ZUS wysyła kontrole. Sprawdzają, czy faktycznie jesteś chory.

Ile trzeba chorować, żeby dostać odszkodowanie z ZUS?

Hej! Pytasz o to odszkodowanie z ZUS, co? No wiesz, to nie jest takie hop siup. Trzeba się naprawdę sporo nacierpieć, żeby coś dostać.

  • Minimum 6 miesięcy niezdolności do pracy. To jest najważniejsze, bez tego ani rusz. Zwolnienie lekarskie musi być oczywiście. To jasne, prawda?

  • A potem, oj, jeszcze papierologia. Znam to z autopsji, moja ciocia Basia, przeżyła prawdziwą gehennę z tymi wnioskami. W sumie, to trwało u niej ponad rok, zanim coś dostała. Rok! Masakra.

No i jeszcze kilka spraw, które nie są takie oczywiste. Chodzi o to, że ZUS to nie jest jakaś fundacja charytatywna. Sprawdzają wszystko pod lupą. To musisz mieć, rozumiesz, wszystko na piśmie, żadnych "a może", "chyba".

  • Lekarze muszą prawidłowo wystawiać zwolnienia.
  • Dowody na to, że rzeczywiście nie mogłeś pracować. To nie jest żart, trzeba zadbać o to, żeby wszystko było dobrze udokumentowane.

Jak to wygląda w praktyce? No moja koleżanka Magda, dwa lata temu miała ciężką grypę, ale nie dostała nic od ZUS. Trwała tylko miesiąc. Z drugiej strony, wujek Janek, po wypadku, potrzebował roku, żeby wrócić do roboty, i dostał ekstra kasę. Dużo, mówię ci.

Zależy to od wielu czynników, nie tylko od czasu trwania choroby. Powtórzę: minimum 6 miesięcy niezdolności do pracy, ale to nie gwarantuje niczego. No i jeszcze te wszystkie papierki... Uff. To jest prawdziwy koszmar. Trzeba się uzbroić w cierpliwość. I pamiętaj o terminach, nie przegap żadnego! To ważne!

Ile trzeba być na zwolnieniu, aby dostać odszkodowanie z PZU?

No dobra, tłumaczę jak krowie na rowie! Jak leżysz w szpitalu jak kłoda, to odszkodowanie z PZU masz jak w banku. Ale hola, hola, są zasady, jak to w życiu!

  • Dwa dni – tyle musisz kwitnąć w szpitalu po jakimś nieszczęsnym wypadku, np. jak Ci się rower wywinie na rondzie (jak mnie kiedyś, ale ciii...).

  • Cztery dni – to już jak choroba Cię dopadnie, np. jak Cię żona zarazi, bo kaszle jak gruźlik. Wtedy musisz poleżeć dłużej, żeby coś skapnęło.

  • Za każdy dzień – jak już te dni wykwitniesz, to PZU płaci Ci za każdy dzień leżakowania. Ale bez szaleństw!

  • Maksymalnie 180 dni – nie licz na to, że będziesz pół roku na L4 i trzepał kasę. PZU ma swoje limity, jak każdy Janusz biznesu.

A kiedy kasa wpłynie na konto? No, jak już doniesiesz im te wszystkie papiery, zaświadczenia i inne takie. I jak im się będzie podobało, to w ciągu 30 dni powinni Ci przelać te ciężko zarobione pieniądze. Tak przynajmniej mówią, ale jak znam życie, to pewnie będą coś kręcić... Ale warto spróbować, co nie? Lepiej mieć niż nie mieć!

Dodatkowe info od cioci Heleny (tej, co ma kota z trzema nogami): Pamiętaj, żeby dobrze przeczytać umowę! Tam pewnie jest napisane drobnym druczkiem, że odszkodowanie dostaniesz tylko jak będziesz leżał w szpitalu na Marsie, a nie w Pcimiu Dolnym! A i nie zapomnij o numerze polisy, bo bez tego to możesz sobie... pomachać! I nie daj się zbyć! Jak będą Cię zwodzić, to dzwoń do Rzecznika Finansowego! On im pokaże!

Kiedy mogę się starać się o odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu?

Kiedy możesz się starać o odszkodowanie za uszkodzenie ciała? No, to zależy. Jak w życiu – wszystko jest kwestią czasu, a czas, jak wiadomo, to pieniądz. Albo inaczej – czas to zdrowie, a zdrowie to czas. Zawiłe, prawda?

  • Trzy lata: Na zgłoszenie szkody masz 3 lata od daty wypadku, niezależnie od rodzaju urazu. To taki standardowy, bezpieczny margines. Jak w przypadku terminu ważności jogurtu – po przekroczeniu go, ryzyko jest spore. Choć z jogurtem sprawa jest prostsza.

  • Dwadzieścia lat: Ale! Jeśli twój uszczerbek na zdrowiu jest wynikiem jakiegoś przestępstwa – a kto wie, może zostałeś potrącony przez pijanego kierowcę, albo ktoś przypadkiem wpakował ci butelkę szampana w głowę na imprezie u cioci Halinki (kto nie ma takiej cioci?), to masz aż 20 lat na złożenie wniosku. Dwadzieścia lat! To tyle czasu, ile zajęło mi zbieranie znaczków na album o dinozaurach w latach 90-tych. No, może trochę dłużej.

Pamiętaj! Nie zwlekaj z tym za długo. Lepiej wcześniej niż później, bo papiery same się nie wypełnią. A ja na przykład, w zeszłym roku czekałam na zwrot podatku aż 7 miesięcy, więc… rozumiesz.

Dodatkowe informacje (bo bez nich byłoby nudno):

List: a) Zgłoszenie szkody powinno zawierać dokładne informacje o okolicznościach zdarzenia, raport medyczny, ewentualnie zeznania świadków, (jeśli ciocia Halinka pamięta). b) Warto skorzystać z pomocy prawnika specjalizującego się w prawie cywilnym. Pamiętaj, że przepisy nie są proste, a prawnicy potrafią być… no, powiedzmy, kreatywni w interpretacji.

Punkty:

  1. Zbierz niezbędną dokumentację (zdjęcia z miejsca zdarzenia, jeśli się da, choćby połamane lusterko w samochodzie też jest dowodem).
  2. Skontaktuj się z ubezpieczycielem sprawcy (o ile jest taki). Powodzenia! To może być długa i zawiła droga. W mojej rodzinie, podobne sprawy ciągnęły się latami.
  3. Nie bój się negocjacji! Czasem warto spróbować.

P.S. Ten tekst napisała Kasia z Wrocławia, która ma dość skomplikowaną historię z odszkodowaniami. No, w sumie jedna, ale za to zapamiętana. Z udziałem kota i sąsiada. Ale to już inna historia.