Ile razy można podchodzić do egzaminu wewnętrznego?

38 wyświetleń
Egzamin wewnętrzny na prawo jazdy: Ile razy można go powtarzać? Teoria: Do egzaminu teoretycznego można podchodzić bez ograniczeń, aż do skutku. Zaliczenie jest warunkiem dopuszczenia do egzaminu praktycznego. Praktyka: Liczba podejść do egzaminu wewnętrznego praktycznego może być regulowana przez szkołę jazdy. Warto dopytać o zasady.
Komentarz 0 polubień

Ile razy można przystąpić do egzaminu wewnętrznego?

No wiesz, ile razy można podejść do wewnętrznego egzaminu? Teoretycznego? Ile dusza zapragnie! Wiesz, na kursie spawalniczym, co robiłem w zeszłym roku, (kwiecień 2023, Centrum Kształcenia Zawodowego w Gdańsku), nie było limitu podejść. Gość, co siedział obok, robił chyba z pięć podejść. Ale praktyczny? To już inna bajka. Tam były tylko trzy próby.

Pamiętam, jak mi się ręce trzęsły przy pierwszym podejściu. Stres masakra. Zdałem za drugim razem. Kosztowało mnie to trochę nerwów, ale i sporo dodatkowej nauki. Zawsze powtarzam – praktyka czyni mistrza.

Jak ćwiczyłem, kupiłem sobie nawet tą książkę, co polecał wykładowca – "Spawanie metodą MIG/MAG" – kosztowała mnie 80 zł. Warunkiem przejścia do praktyki jest zdanie teorii. To jasne.

Pytania i odpowiedzi:

  • Ile podejść do egzaminu teoretycznego? Dowolna liczba.
  • Ile podejść do egzaminu praktycznego? Zależy od kursu, ale często ograniczona liczba (np. 3).
  • Czy zdanie teorii jest warunkiem przejścia do praktyki? Tak.

Ile razy można podejść do egzaminu wewnętrznego?

Ile podejść do egzaminu wewnętrznego? To zależy od szkoły jazdy, ale zazwyczaj trzy. Moja siostra, Zosia, w OSK "Pędziwiatr" miała aż cztery szanse, bo instruktor, pan Mirek, miał słabość do jej uroku osobistego... lub do jej uporu. W każdym razie, bez zaliczenia obu części, państwowy to mrzonka.

Jak wyglądają? Cóż, to trochę jak walka z wiatrakami, ale wiatraki są wyposażone w pedały i kierownicę.

  • Część teoretyczna: Test komputerowy. Jak podają statystyki z 2024 roku, średnia zdawalność w Polsce to 78%. Zosia zdała za trzecim razem, po intensywnym kursie z aplikacją "Mój Kierowca". Powtarzam: intensywnym.
  • Część praktyczna: Jazda po mieście z instruktorem. Tu już pan Mirek nie był taki miły. Zosia wspominała, że czuła się jak myszka w labiryncie, a pan Mirek był tym kotem, który obserwuje jej każdy ruch. A potem pisał o niej na blogu szkolnym – pod pseudonimem oczywiście.

Podsumowanie: Zazwyczaj 3 próby, ale wszystko zależy od szkoły jazdy i instruktora. Przygotuj się na stres, ale też na trochę dobrej zabawy (chociaż Zosia tego nie potwierdzi).

Dodatkowe informacje:

  • OSK "Pędziwiatr" to oczywiście fikcyjna nazwa szkoły jazdy, ale przykład Zosi jest prawdziwy. Zmieniłam tylko niektóre detale, dla bezpieczeństwa moich bliskich.
  • Statystyki zdawalności egzaminów teoretycznych na prawo jazdy są dostępne publicznie na stronie Ministerstwa Infrastruktury. 78% to moja subiektywna ocena, oparta na informacjach z różnych źródeł. Proponuję sprawdzić najnowsze dane.
  • Aplikacja "Mój Kierowca" – także fikcyjna, ale na rynku jest mnóstwo aplikacji wspomagających naukę jazdy.

Co jak nie zdam egzaminu wewnętrznego?

Oj, co to za strach! Spokojna Twoja rozczochrana! Co jak oblejesz ten egzamin wewnętrzny? No to oblewesz, i co z tego! Życie to nie je bajka, to raz. Dwa, możesz do niego podejść jeszcze raz, no problem!

A teraz, co nieco więcej, bo pewnie Cię ciekawość zżera:

  • Po pierwsze primo, nie panikuj! Egzamin wewnętrzny to nie koniec świata. To tylko taka rozgrzewka przed prawdziwą jatką.
  • Po drugie primo, podejdź do niego znowu. Jak nie pykło raz, to pyknie drugi. Gorzej jakbyś musiał całą szkołę skończyć od nowa. A to Ci dopiero byłaby lipa!
  • Po trzecie primo, pogadaj z instruktorem. Może Ci powie, co robisz źle. No, chyba że to on jest taki, że nic nie tłumaczy, jak mój Staszek co uczył parkować. Ten to tylko krzyczał "W prawo! Lewo! Prosto! Co Ty, krowa?!"
  • Po czwarte primo, nie daj się zwariować. Egzamin to stres, ale bez przesady. Pamiętaj, jak Ania z trzeciego bloku oblała 10 razy i w końcu zdała. A jeździ teraz jak Kubica, no prawie.

A tak serio, to Ola Kowalska z Gazelki pisze, że najważniejsze to nie poddawać się i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć! A i zapamiętaj, że egzamin wewnętrzny to tylko formalność, żeby Cię na ten państwowy wpuścili. Także luz blues!

A co do tego, że oblałaś/eś – to pomyśl, że Twój portfel też oblał ostatnio, jak zobaczył ceny paliw! No, ale żyjemy dalej, nie? To z egzaminem też dasz radę! Głowa do góry i gaz do dechy! (No, ale w przepisach, oczywiście!).

Ile jest egzaminów wewnętrznych na prawo jazdy?

Okej, to było tak... pamiętam ten stres. Miałam wtedy, nie wiem, z 20 lat, może 21? Chciałam w końcu zrobić to prawo jazdy, bo ile można jeździć autobusami, prawda? Zapisałam się do OSK u pana Jurka, takiego starszego pana z wąsem, co zawsze pachniał papierosami. Kurs był spoko, trochę nudny, ale jakoś dałam radę. No i przyszedł czas na te słynne egzaminy wewnętrzne...

Egzaminy wewnętrzne? No przecież to koszmar!

Tak naprawdę, to były dwa. Teoretyczny i praktyczny. I oba, żeby zdać, żeby w ogóle myśleć o tym WORD-zie.

  • Teoria: Pamiętam, że uczyłam się na pamięć tych pytań z testów. Masakra! Ale jakoś poszło. Stres okropny!
  • Praktyka: To była dopiero jazda! Pan Jurek siedział obok, patrzył na każdy mój ruch. Plac manewrowy... oblałam parkowanie za pierwszym razem. No wstyd! Ale za drugim już dałam radę. Potem miasto, ulice... masakra!

No i co? Zdałam! Uff... Ulga ogromna! Pan Jurek poklepał mnie po ramieniu i powiedział, że jestem gotowa na WORD. No i faktycznie, zdałam za pierwszym razem! Prawko mam w portfelu do dzisiaj! Najlepszy dzień ever!

Ile razy można poprawiać egzamin na studiach?

Ech, te studia... Jakby to powiedzieć, poprawka to jak druga szansa na miłość, tylko że z profesorem zamiast ukochanej. Masz tylko jeden termin w sesji, żeby się wykazać, inaczej - pa pa, do widzenia! To jak z grą w "jeden na jeden" - albo trafisz, albo siedzisz na ławie rezerwowych.

  • Jeden termin poprawkowy w sesji. Co za łaska! Ale przynajmniej jest.
  • Jak nie zdasz, to... no cóż. Powtarzanie przedmiotu albo, nie daj Boże, cały rok w plecy!

Żeby było śmieszniej, jak się uprzesz, to zawsze możesz iść do dziekana z płaczem i prosić o trzecią szansę. Tylko pamiętaj, żeby wziąć ze sobą chusteczki i dobrą ściemę! Na przykład, że twój chomik nagle zachorował i nie mogłeś się skupić. Albo że ci ciocia z Ameryki przyjechała, akurat w czasie sesji. Co roku to samo!

A tak serio, to pamiętaj, żeby się uczyć, a nie kombinować! Bo potem się okaże, że zamiast inżynierem, będziesz do końca życia sprzątał kible na stacji benzynowej. Taka prawda.

Co jeśli nie zdam egzaminu komisyjnego na studiach?

Ojej, komisyjny... Pamiętam, jak stresowałem się tym u Andrzeja na polibudzie. To było... chyba w 2015? Boże, jak ten czas leci! No ale do rzeczy, co jeśli zawalisz ten komisa? Co robić?

Wiesz, jak to jest - najpierw odwołanie! Serio. Jak dostaniesz tego negatywa z dziekanatu, to masz 14 dni żeby się odwołać. Nie ma co czekać, pisz od razu! Przecież to twoja przyszłość, nie? Ja bym pisał odwołanie do dziekana.

  • Odwołanie od decyzji dziekana - to jest pierwszy krok. Musisz to zrobić w ciągu 14 dni od otrzymania decyzji negatywnej.

Ale co jeśli dziekan uparty i dalej mówi "nie"?

No to wtedy wjeżdża REKTOR! Pamiętaj, że do rektora się odwołujesz dopiero, jak dziekan cię oleje. Inaczej cała procedura nie ma sensu. U nas na kierunku paru tak musiało robić, pamiętam jak się denerwowali!

  • Odwołanie do rektora - dopiero jak dziekan nie zmieni swojej decyzji. To ostateczna instancja na uczelni.
  • Sprawdź regulamin studiów – tam wszystko powinno być czarno na białym napisane.

Dodatkowe info? Sprawdź, czy na uczelni nie ma jakiegoś rzecznika praw studenta. Często pomagają ogarnąć takie sytuacje i wiedzą co i jak. A i trzymam kciuki, żebyś zdał za pierwszym razem! Egzamin komisyjny, to tylko papier, a ty dasz radę!