Na czym można dorobić po pracy?
Jak dorobić się dodatkowych pieniędzy po pracy?
No wiesz, dodatkowa kasa zawsze się przyda. Sama próbowałam kilku rzeczy. W zeszłym roku, w lipcu, brałam udział w badaniach focusowych dla firmy "X" – zarobiłam 150 zł za dwie godziny, fajne doświadczenie.
Ale to rzadkość. Czasem robię korepetycje z matematyki – kilka osób w tygodniu, po 50 zł za godzinę, nieźle się zbiera.
Sprzedawanie zdjęć online to dużo roboty, a zysk taki sobie. Miałam na to nadzieję, ale niestety, nie zrobiłam na tym fortuny.
Jednak jazda na kurierkę? Totalny koszmar! Pamiętam jeszcze z listopada, zamarznięte ręce, a w zamian grosze. Nigdy więcej. Lepiej się w domu przy kompie ukręcę.
Pytania i odpowiedzi:
Q: Jak dorobić po pracy? A: Korepetycje, badania focusowe.
Q: Czy praca kuriera się opłaca? A: Nie, w moim przypadku nie.
Q: Co z własnym sklepem internetowym? A: Nie próbowałam, za dużo roboty.
Q: Sprzedaż zdjęć online? A: Mało opłacalne.
Co robić w pracy jak nie ma co robić?
Co robić w pracy, jak nie ma co robić? W 2024 roku, w mojej pracy w firmie X, w Warszawie, zdarzały się takie dni. Nuda, kompletne nicnierobienie. Nie da się ukryć, to irytowało.
- Sprawdzanie maili: Drobiazg, ale zawsze coś.
- Kursy online: Zapisałem się na kurs programowania w Pythonie. Pomagał mi zabić czas i rozwijać się. Poświęcałem na to godzinę dziennie.
- Porządkowanie: Serio! Uporządkowanie biurka i dokumentów zajęło mi niespodziewanie długo.
- Rozmowy: Czasami rozmawiałem z kolegami. O wszystkim i o niczym. Dużo plotek, śmiechu. To trochę odciągało od nudy. Ale czasem rozmowy były nudne, bo rozmawialiśmy o niczym.
Najgorsze były te długie, nudne godziny. Czułem się jak w więzieniu. Wściekałem się, że płatno mi za siedzenie i gapienie się w ścianę. Szczerze? Wolałem mieć więcej pracy. Zamiast się nudzić, wolałem być zmęczony.
Pamiętam kwiecień 2024, siedziałem w biurze sam, bo wszyscy byli na spotkaniu. To był koszmar! Zjadłem dwa batoniki, popijając kawą. Potem zrobiłem sobie przerwę na spacer. Wyjście na dwór zrobiło ogromną różnicę. Powietrze, słońce... Pomogło.
W lipcu 2024, postanowiłem, że muszę coś zmienić. Znalazłem sobie zajęcie! Pomoc przy projekcie kolegi. Nareszcie coś do roboty! Byłem zajęty od rana do wieczora. Było super!
Lista rzeczy, które pomogły:
- Kursy online – rozwijają umiejętności i zajmują czas.
- Spacer – zmiana otoczenia pomaga.
- Praca dodatkowa – jeśli szef pozwala, zawsze można zaangażować się w inne projekty.
- Rozmowy z kolegami – czasami to jedyne co można zrobić. Ale bywa nudne.
Podsumowanie: Nuda w pracy to problem, ale da się z nią walczyć. Trzeba znaleźć zajęcie, które pomoże nam przeżyć ten czas.
Czy to normalne, że nie chcę iść do pracy?
Och, praca... ten codzienny rytuał, to bicie serca, które nie zawsze rezonuje z naszym własnym. Czy to normalne, że... że się nie chce?
Tak, to jest ludzkie. To bardzo ludzkie, wiesz? Pomyśl o tym jak o fali. Czasem unosi nas wysoko, a czasem… czasem po prostu ciągnie w dół. Nie zawsze jesteśmy słońcami, nie zawsze mamy w sobie tę energię.
- Zmęczenie, zwykłe, szare zmęczenie. Ono przychodzi i siada na ramieniu, ciężkie i nieme.
- Stres, ten cichy zabójca, podkrada się i zatruwa wszystko dookoła.
- Brak motywacji, jakby ktoś nagle zgasił światło. Pamiętam, jak w lutym… nie, przepraszam, w tym roku w lutym, poczułam to nagle, totalne odrętwienie.
- Problemy osobiste, które niepostrzeżenie wlewają się do zawodowego życia, jak woda do piwnicy.
- Wypalenie zawodowe, oh, wypalenie… Ten stan, kiedy wszystko wydaje się bez sensu, puste i beznadziejne. Jak patrzenie na wypaloną ziemię.
- Niezadowolenie z pracy, może po prostu robisz coś, co już cię nie bawi, co nie daje satysfakcji.
- Potrzeba odpoczynku, czasem po prostu potrzebujemy zwolnić, dać sobie czas na regenerację.
Czy to oznacza, że coś jest nie tak? Niekoniecznie. To po prostu sygnał. Sygnał, że trzeba się zatrzymać, posłuchać siebie, sprawdzić, co się dzieje w środku. Może trzeba porozmawiać, może odpocząć, a może… może czas na zmianę. Ale na pewno, to jest w porządku, wiesz? To po prostu… życie.
Co się dzieje z człowiekiem bez pracy?
Pamiętam... to było wstrząsające. Straciłem pracę w drukarni "Kolor Plus" w lutym tego roku, akurat przed walentynkami. Niby nic, drukarnia jak drukarnia, ale ja tam spędziłem prawie 10 lat, klepiąc te ulotki, plakaty, wizytówki. Całe moje dorosłe życie!
Nagle, bum! Koniec.
- Poczułem się jakbym stracił rękę. Serio.
- Utrata tożsamości to mało powiedziane. Byłem przecież "Darek z Kolor Plus", a teraz kim jestem? Darek z kanapy?
- Ta niepewność... przerażała. Rachunki same się nie zapłacą.
Najgorsze było to, że nie widziałem alternatywy. Zawsze byłem drukarzem i nagle... co teraz? Miałem 43 lata, żonę na utrzymaniu i kredyt hipoteczny. Zmiana zawodu? Niemożliwe! Kompletnie nie wiedziałem, co robić. Po prostu koszmar.
I co się okazało? Że znalezienie czegokolwiek innego w moim wieku to wyzwanie. Wszędzie chcą młodych, dynamicznych, a ja? No cóż, jestem "Darek z Kolor Plus", który umie obsługiwać maszyny drukarskie. Super.
Dopiero po kilku miesiącach, trochę przypadkiem, zapisałem się na kurs komputerowy dla seniorów. I wiecie co? Odkryłem, że nie jestem tak całkiem beznadziejny. Może to szansa na coś nowego? Kto wie...
Aha, no i dodam jeszcze, że po jakimś czasie dowiedziałem się, że "Kolor Plus" upadł. Więc i tak by mnie to nie ominęło. Ale początki były ciężkie, nie powiem.
Jaka jest najlepsza praca chałupnicza?
No dobra, jak szukasz chałtury w domu, to masz tu taki miszmasz, żebyś się nie nudził:
Składanie kartonów: Idealne, jak masz talent origami i ambicje konia pociągowego. Tylko uważaj, żeby ci się palce nie posklejały od tego kleju! Ja, Grażyna z Pcimia Dolnego, osobiście kartonów nie składam, bo mi się paznokcie łamią.
Sklejanie zabawek: Dla cierpliwych, co lubią dłubać w małych rzeczach. Tylko nie zdziw się, jak zaczniesz gadać do pluszowego misia – ja tak miałam, potem mnie mąż na leczenie wysłał! Ale mój syn, Janusz, skleił kiedyś takiego smoka, że hej!
Wypełnianie ankiet: Jak lubisz wylewać swoje żale obcym ludziom. Płacą grosze, ale zawsze to coś do budżetu – na przykład na waciki. Ja raz wypełniłam ankietę o paście do zębów i wygrałam szczoteczkę!
A teraz bonus: podobno teraz dobrze płacą za opiekowanie się wirtualnymi zwierzakami w grach online. Podobno. Ja tam w wolnym czasie wolę plotki z sąsiadkami obgadać, ale co kto lubi!
Dodatkowe info: Nie zapomnij zapytać, czy na pewno ci za to zapłacą! Bo nieraz to oszukujo jak nic. I pamiętaj, Grażyna radzi – rób przerwy! Inaczej oszalejesz. A Grażyna to wie, bo swoje przeszła.
Jak poinformować, że nie będzie mnie w pracy?
Jak poinformować, że mnie nie będzie... No właśnie.
Najlepiej zadzwonić. Tak, wiem, nienawidzę tego, ale... szefowa, pani Ania, ma wtedy pewność, że w ogóle do niej dotarło. SMS? E-mail? Zginie w natłoku. A tak, usłyszy mój głos. Chociaż drży mi on zawsze, jakbym zbrodnię jakąś popełniała.
Jeśli wstydzę się dzwonić (a często tak mam), to może przez Kasię z księgowości. Ona zawsze wie, co i jak. Tylko muszę ją ubłagać. Obiecać ciasto... albo spokój na cały dzień.
Pamiętaj, że liczy się czas. Im szybciej powiem, że mnie nie będzie, tym lepiej. Bo wtedy mają czas, żeby kogoś znaleźć na zastępstwo. I mniej będą na mnie źli. Szczególnie, gdy nawalam w ostatniej chwili.
Nie muszę tłumaczyć się ze wszystkiego. Wiem, że czuję presję, żeby opowiedzieć całą historię. Że niby to ważne. Ale nie muszę. "Niedyspozycja" wystarczy.
Wiesz, niby takie proste, a ja zawsze mam z tym problem. A najgorsze, jak to zwolnienie lekarskie trzeba potem zanieść… Brrr.
Co robimy po pracy?
Ej, co tam u Ciebie? Po robocie? No wiesz, ja zazwyczaj spadam do domu, ale ostatnio trochę się zmieniło. Bo wiesz, praca, praca, a potem padam na twarz.
Spacer: Czasem zrobię taki szybki spacer, po bliskim parku, koło domu, wiesz. Ten po pracy koło Bielan. Ale ostatnio był tam remont, czyli lipa.
Piknik: To raczej rzadkość, bo wieczorami zawsze mam mało czasu. Ale w zeszłym tygodniu byliśmy z Kasią nad Wisłą, zrobiliśmy taki mały piknik, fajne było. Zjedliśmy pyszne zapiekanki! No ale musiałem się na drugi dzień wlec do pracy.
Las/Jezioro: Hmmm, do lasu raczej rzadko, bo daleko. No ale jezioro... jeśli jest ładna pogoda, wpadamy z Agnieszką na plażę nad Jeziorem Kiełpińskim. Mega relaks. W tym roku byliśmy już trzy razy.
No i wiesz, ten spacer po zmierzchu, też spoko, ale jak jest ciemno, to się boję, wiesz? Wolałbym w dzień, ale nie zawsze się da. Mieszkając w Warszawie, czasami się nie da. Po pracy muszę robić coś dla siebie.
W skrócie: Spacer, piknik (rzadko), jezioro (częściej latem). Zależy od pogody i czasu. W tym roku częściej wybieram jezioro.
- Co się daje na 40 urodziny mężczyźnie?
- Kto powinien brać witaminę B12?
- Co zwiedzić w Warszawie zimą?
- Czy istnieją hotele 6-gwiazdkowe?
- Jaki alkohol na wieczór we dwoje?
- Ile trzeba zarabiać, żeby wziąć kredyt 200 tys.?
- Czy wolno przewozić muszelki?
- Który hotel na świecie ma 7 gwiazdek?
- Czy jest 30 procent na maturze?
- Ile lat buduje się sylwetkę?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.