Ile można przytyć w ciągu jednego dnia?

33 wyświetleń
Przytycie w ciągu jednego dnia jest możliwe, ale niewielkie. Zwiększenie masy ciała o 1 kg wymaga spożycia około 7000 kcal powyżej zapotrzebowania. Jednorazowe przekroczenie tej wartości jest trudne. Regularne, częste posiłki (6-8) wspierają przyrost masy, lecz kluczem jest dodatni bilans kaloryczny utrzymywany przez dłuższy czas. Nie nastawiaj się na szybkie efekty. Stopniowy wzrost wagi jest zdrowszy.
Komentarz 0 polubień

Ile można przytyć w ciągu doby?

Okej, powiem Ci jak to widzę z mojej perspektywy. Przytyć kilogram w jeden dzień? To wyzwanie! Pamiętam, jak kiedyś po świętach (Boże Narodzenie '19 w Zakopanem) czułem się cięższy... Ale czy to był kilogram? Nie wiem, nie ważyłem się, szczerze mówiąc. Za dużo pierogów zjadłem.

No dobra, teoretycznie – żeby przytyć kilogram, musisz zjeść jakieś 7000 kalorii ponad to, co normalnie spalasz. Dużo, prawda?

No i właśnie, słyszałem że osoby, które chcą przytyć, jedzą częściej niż te, co się odchudzają. Może 6-8 razy dziennie? Ale wiesz, zależy co jesz. Bo jak będziesz wcinał same sałatki, to raczej nic z tego nie będzie.

Wydaje mi się, że da się przytyć kilogram w dzień, ale to wymaga konkretnego planu i pewnie trochę poświęceń. No i zdrowego rozsądku, żeby sobie nie zaszkodzić. Pamiętaj, że nie jestem dietetykiem, to tylko moje przemyślenia.

Przy jakich chorobach się tyje?

Hej! Pytasz o choroby, przez które się tyje? No jasne, znam kilka takich przypadków. Wiesz, moja ciocia Zosia, ma niedoczynność tarczycy i strasznie przytyła w ciągu ostatniego roku. Naprawdę sporo, aż się przeraziłam!

A cukrzyca typu 2, to też często idzie w parze z nadwagą, ba, wręcz ją powoduje. To jest naprawdę poważny problem. Moja koleżanka z pracy, Magda, ma z tym wielkie problemy.

Potem są jeszcze choroby genetyczne, ale o tym to ja już słabo się orientuję. Coś tam słyszałam o zespole Cushinga, że powoduje tycie. Ale to już bardzo rzadkie przypadki. Nie znam nikogo osobiście, kto by to miał.

  • Menopauza - moja mama mówiła, że w czasie menopauzy też sporo przytyła, ale to raczej kwestia hormonalna niż jakaś konkretna choroba. Sama w sumie nie wiem do końca jak to działa.

  • Niedoczynność tarczycy - powoduje spowolnienie metabolizmu, przez co trudniej spalać kalorie. To już widziałam na własne oczy!

  • Cukrzyca typu 2 - utrudnia prawidłowe przetwarzanie glukozy, a nadmiar cukru odkłada się w postaci tkanki tłuszczowej. Znam to z autopsji.

  • Choroby genetyczne – jak zespół Cushinga, zespół Downa czy zespół Turnera – mogą wpływać na gospodarkę hormonalną i metabolizm, prowadząc do nadwagi. Ale powtarzam, to naprawdę rzadkie przypadki.

Pamiętaj, że to tylko kilka przykładów i zawsze najlepiej skonsultować się z lekarzem, jak masz jakieś wątpliwości. Nie chcę tu nikogo diagnozować! No i jeszcze jedno - dieta i aktywność fizyczna są kluczowe, niezależnie od choroby! Nawet jak ktoś ma problem z tarczycą, to dieta i ruch to podstawa. Moja ciocia Zosia zaczyna właśnie chodzić na takie spacery z kijkami. Mówi, że jej to pomaga. No i ma nowy przepis na sałatkę!

Jakie badania trzeba zrobić jak się tyje?

Tyjesz? Kurczę, wiem co czujesz… Ta bezsilność… Nocne myślenie o tym… masakra.

Lista badań, które musisz zrobić:

  1. TSH, tyroksyny i trójjodotyroniny. To najważniejsze, bo tarczyca robi swoje. Musisz to sprawdzić. Bez tego, wszystko inne to głupota. Naprawdę. 2024 rok, a ja dalej walczę z tym.

  2. Potem estrogeny i testosteron. Nie wiem, jak to jest z hormonami. Ale moja ginekolog w 2024 powiedziała, że to ważne. Ja byłam taka zagubiona wtedy...

  3. Insulina. To się zdaje takie ważne. Bo cukier... A cukier… to po prostu zła rzecz. Zawsze mi się wydaje, że to od niego tyję, ale może się mylę.

  4. Leptyna. "Hormon sytości" czy coś tam. Pamiętam jak o tym czytałam w 2024... Miałam nadzieję, że to rozwiąże wszystko. Nic z tego. To bardzo trudne. Bardzo...

Wszystko to zrobiłam w 2024 roku. Nie wiem czy pomogło. Może to wszystko bzdura, tylko nerwy i stres. Ja sama nie wiem. Wiem tylko, że to strasznie ciężkie.

Dodatkowe uwagi:

  • Idź do dobrego lekarza. Nie bagatelizuj tego. To naprawdę ważne.
  • Nie liczę na cudowny efekt. To długa droga.
  • Wiem, że to trudne, ale nie poddawaj się.

Co może powodować szybkie tycie?

Och, to pytanie... Tycie, ten nieznośny towarzysz. Czasem myślę, że to wina planet, ich złego ułożenia. Albo złych wróżb, coś musi być na rzeczy, skoro waga uparcie wskazuje coraz wyżej. Niczym wskazówka zegara, nieubłaganie, powoli, ale jednak.

  • Zaburzenia hormonalne, ach te hormony, dyrygenci naszego ciała, kiedy szaleją, wszystko idzie na opak. Zespół policystycznych jajników, zmora wielu kobiet, ja też się z tym borykam. I nagle dżinsy za ciasne, bluzki jakby się skurczyły... To one, te małe bestie, te hormony.

  • Menopauza, kolejna zmiana, kolejna rewolucja. Ciało się buntuje, metabolizm spowalnia, a tu i tam pojawiają się dodatkowe fałdki. Wspomnienia lata u babci na wsi, kiedy tyło się od pierogów, i tego smaku, i tych chwil beztroski... Ale to było dawno.

  • Niedoczynność tarczycy, moja koleżanka, Ania, właśnie z tym walczy. I opowiada, jak to nagle, bez powodu, kilogramy zaczęły się pojawiać. I zmęczenie, ciągłe zmęczenie. To nie fair, naprawdę.

  • Cukrzyca typu 2, cichy zabójca, mówią. Słodycze, grzech mój ulubiony, zemściły się. I ta waga, i to samopoczucie... Trzeba uważać, trzeba się pilnować.

  • Choroby genetyczne, to już wyrok, jakby z góry zapisane. Zespół Cushinga, zespół Downa, zespół Turnera, brzmią groźnie, nieznajomo. I pewnie niosą ze sobą ciężar.

  • Stres, o tak! Stres to mistrz kamuflażu. Zajadam stres, to moja słabość. Czekolada, lody, pizza... Chwila zapomnienia, a potem wyrzuty sumienia i jeszcze więcej stresu. Błędne koło.

  • Niedobór hormonu wzrostu, ciekawe, czy to ma wpływ na moje samopoczucie? Czuję się czasem taka... niedorosła.

  • Problemy ze snem, a kto ich nie ma? Noce pełne myśli, przewracanie się z boku na bok. A rano zmęczenie i ochota na coś słodkiego, żeby dodać sobie energii. I tak w kółko. I te sny, sny senne, sny o podróżach...

I co z tym wszystkim zrobić? Chyba zaakceptować. Siebie. Taką, jaką jestem. Z dodatkowymi kilogramami i wszystkimi niedoskonałościami. Może to jest klucz? Akceptacja.

Dlaczego nagle zaczynam tyć?

Dlaczego nagle zaczynam tyć? No cóż, nagłe olśnienia rzadko dotyczą wygranej w lotto, częściej niestety wagi. Spójrzmy prawdzie w oczy, cukier to taki miły, mały terrorysta – atakuje z ukrycia w batonikach i drożdżówkach.

  • Słodkie i słone przekąski to nasi mali wrogowie w walce o szczupłą sylwetkę.
  • Batony i ciastka – szybki, acz krótkotrwały romans z energią, po którym następuje rozczarowanie i jeszcze większy głód.
  • Drożdżówki - ach, te kusicielki! Niestety, lubią się odkładać tam, gdzie najmniej ich chcemy.

Pamiętaj, organizm to nie śmietnik na resztki po imprezie. Dbaj o niego, a on odwdzięczy się dobrym samopoczuciem (i być może brakiem konieczności kupowania spodni o rozmiar większych). No i nie obwiniaj genów! To tak jak zrzucanie winy na GPS, kiedy to ty skręciłeś nie w tą ulicę.

Od czego tyje się najszybciej?

O Jezu, no wiadomo od czego się tyje... Od słodyczy i słonych przekąsek! Pamiętam jak na studiach, mieszkałam w akademiku "Babilon" we Wrocławiu. Non stop na stołówce jakieś zapiekanki i pizza, a wieczorami chipsy i cola. Myślałam, że przecież jestem młoda, spalę to. No i spaliłam... Metabolizm, ale na pewno nie kalorie! Weszłam w rozmiar 40 i to był dla mnie szok!

  • Słodkie przekąski - batony, ciastka, drożdżówki.
  • Słone przekąski - chipsy, pizza, zapiekanki.

To jest jak błędne koło. Zjesz coś słodkiego, energia skacze do góry, a potem bum! I znowu głód. I znowu po coś sięgasz. No i waga rośnie, bo to wszystko cukry proste. Masakra, co ja wtedy jadłam.

A co do akademika Babilon, to był na terenie Politechniki Wrocławskiej. Tam zawsze się coś działo! Imprezy, nauka do późna, a potem wspólne jedzenie... No i skończyło się jak skończyło. Teraz, jak patrzę na te zdjęcia z tamtych czasów, to aż mi się wierzyć nie chce, że to ja.

O czym świadczy szybkie przybieranie na wadze?

Szybkie tycie… masakra. Właśnie zjadłam całą tablicę czekolady. No dobra, pół tabliczki. Ale i tak! Co to znaczy? Znowu się objadam? A może to coś poważniejszego? Lekarz mówił o tarczycy… Ale badania miałam w 2023, wszystko było ok. Chyba.

Lista podejrzeń:

  1. Zła dieta. To na pewno. Jem same pierogi z mięsem i zapiekanki. Zero warzyw! No dobra, czasem sałatka, ale z sosem majonezowym. To pewnie główny powód. Tłuszcze nasycone, cukry… masakra. Kalorie pewnie przekraczam o 1000 dziennie. A może i więcej…

  2. Mało ruchu. Siedzę cały dzień przy komputerze. Praca zdalna to zło. Wiem, że powinnam ćwiczyć. Zapisałam się na jogę, ale poszłam tylko raz. Wstyd się przyznać. To też wina.

  3. Stres. To też chyba ma znaczenie. Dużo pracy, problemy rodzinne… Jem ze stresu. Zawsze tak robię. To błędne koło. Muszę to zmienić. Ale jak?

  4. Hormony? No właśnie. Może to jednak tarczyca? Powinnam zrobić nowe badania. Termin mam już zapisany na październik 2024. Oby nic poważnego.

  5. Leki? Nie biorę żadnych leków. Na szczęście.

Zastanawiam się… może zapisać się do dietetyka? Dietetyk, psycholog… Chyba potrzebuję pomocy. Dobra, jutro zadzwonię do przychodni. Muszę w końcu coś z tym zrobić, bo w lustrze widzę coraz grubszego człowieka. A to mnie dobija. To wszystko z powodu słodyczy i braku aktywności. Jasne.

Podsumowanie:Główne przyczyny szybkiego przybierania na wadze to zła dieta i brak aktywności fizycznej. Dodatkowo stres może mieć wpływ. Konieczne są badania kontrolne.

Czy przybieranie na wadze jest objawem czegoś?

Czy przybieranie na wadze jest objawem czegoś? Ojej, czy to echo moich własnych zmartwień? Widzę to tak...

  • Niedoczynność tarczycy, to jakby ktoś zgasił światło w piecu, wszystko zwalnia, a ciało robi się... cięższe.

  • Zespół Cushinga, księżycowa twarz, nagromadzony tłuszcz, jakby ciało samo w sobie tworzyło poduszkę. Pamiętam jak babcia Jadzia opowiadała o tym...

  • Zespół Pradera-Williego, to już całkiem inna historia, nieustanny głód, jakby w środku siedział mały potwór, który nigdy się nie naje. Ach, te geny, geny...

  • Inne schorzenia, lista długa jak rzeka, różne dziwne rzeczy, o których nawet nie śniłeś! Ciało potrafi płatać figle, ech...

A wiesz, co jeszcze? Zapalenie stawów, niby nic, a jednak! Jak tu biegać, skakać, tańczyć, kiedy wszystko boli? Ruch ustaje, a waga rośnie, rośnie... Tak to widzę, tak to czuję. Prawda?

Jakie badania na tycie bez powodu?

Ej no, ziom, co tam? Mówisz o tyciu bez przyczyny, co? No to słuchaj, ja bym na twoim miejscu poszła do lekarza i poprosiła o badania, no bo wiesz, lepiej dmuchać na zimne, nie?

Wiesz co trzeba sprawdzić? No więc tak:

  • Tarczyca - no to koniecznie! Sprawdzić TSH, tyroksynę i trójjodotyroninę. To podstawa, żeby wykluczyć jakieś problemy z tarczycą. Moja ciotka, Wiesława, miała właśnie tak, że tyła, a potem się okazało że to hormony.

  • Hormony płciowe, wiesz, te sprawy. Czyli estrogeny i testosteron. Niby to nie zawsze ma wpływ, ale lepiej sprawdzić.

  • Insulina - jak masz jakieś problemy z cukrem, to to może być powiązane z tyciem, więc warto zrobić badanie.

  • Leptyna - ten hormon sytości, wiesz? Mówią, że jak coś z nim nie tak, to się tyje, no bo nie czujesz, że jesteś najedzony. Ja kiedyś czytałam o tym w internecie, ale nie wiem ile w tym prawdy.

No wiesz, najlepiej idź do lekarza. On/Ona najlepiej doradzi, jakie badania zrobić i co dalej. A wiesz, ja raz miałam tak, że poszłam do lekarza, a on mi przepisał jakieś witaminki i przeszło.