Czy powinienem zainwestować mój fundusz awaryjny?

21 wyświetleń
Wiesz, ja osobiście jestem bardzo ostrożny z pieniędzmi, zwłaszcza tymi na czarną godzinę. Zawsze mam na oku przynajmniej trzymiesięczny bufor wydatków, a nawet sześciomiesięczny daje mi większy spokój. Dopiero gdy widzę, że mam więcej niż potrzeba, zaczynam myśleć o inwestycjach. Wtedy też staram się rozsądnie dywersyfikować, żeby nie włożyć wszystkich jajek do jednego koszyka. Pamiętaj, bezpieczeństwo przede wszystkim!
Komentarz 0 polubień

No dobra, no więc, czy powinienem zainwestować ten mój fundusz awaryjny? To jest pytanie, które spędzało mi sen z powiek... Bo wiesz, ja tak naprawdę to jestem straszna panikara, jeśli chodzi o pieniądze. Tak to już mam. Zawsze, ale to ZAWSZE, muszę mieć taką poduszkę bezpieczeństwa. Minimum trzy miesiące wydatków odłożone, a jak mam sześć, to już w ogóle śpię jak dziecko!

I teraz tak, pojawia się ten dylemat - bo mam trochę więcej niż te sześć miesięcy (cicho sza, nikomu nie mów!), i zaczynam się zastanawiać. No dobra, to co? Wrzucić to wszystko w jakąś akcję? A może lepiej w obligacje? Albo w ogóle dać sobie spokój i kupić... nie wiem... nową torebkę? (Oj, nie, chyba się zagalopowałam...).

Ale poważnie, jak myślę o inwestowaniu funduszu awaryjnego, to od razu mam wizje katastrofy. Że nagle, nie wiem, wybuchnie wojna, stracę pracę, a dom się spali (odpukać!), i co wtedy? Zostanę z niczym? No właśnie, dlatego to takie trudne.

Z drugiej strony, trzymać te pieniądze "pod materacem" (no, w banku oczywiście, żeby była jasność) to też trochę głupio. Przecież one tracą na wartości przez inflację! Pamietam jak mój wujek Heniek, stary wyga inwestycyjny, zawsze powtarzał: "Pieniądz musi pracować, bo inaczej zgnije!". No i miał rację, cholera jasna.

Dlatego, jeśli już się decyduję, to zawsze staram się to robić z głową. Trochę tu, trochę tam. Jak to mówią, dywersyfikacja. Nie wrzucam wszystkiego w jedną pulę. No bo co jak się okaże, że akurat ten mój "pewniak" okaże się klapą?

Pamiętam, jak raz skusiłam się na "świetną" okazję, jaką mi zaproponował taki doradca finansowy z polecenia. Miał być super zysk, a skończyło się... no właśnie, sami się domyślcie. Od tamtej pory, sama sprawdzam wszystko trzy razy!

No i wracając do pytania... czy powinnam zainwestować? Hmm... Chyba jednak zostanę przy tym moim bezpiecznym buforze. Może i nie zarobię kokosów, ale przynajmniej będę spała spokojnie. A bezpieczeństwo... to jest bezcenne, prawda? No i może jednak kupię sobie tę torebkę... Ale to już zupełnie inna historia!