Co robić w wolnym czasie w domu samemu?
Co robić w domu samemu w wolnym czasie?
Gotowanie, to dla mnie coś więcej niż tylko przygotowywanie posiłków. To jest prawdziwa terapia, taka chwila, kiedy mogę się zatracić w zapachach i smakach. Pamiętam, jak 14 listopada, ten chłodny dzień ubiegłego roku, pokusiłam się o zrobienie tajskiego curry.
Kupiłam składniki na targu na Hali Mirowskiej, wydałam jakieś 45 złotych na te wszystkie egzotyczne przyprawy i świeże warzywa. Ten zapach potem w całym mieszkaniu był po prostu obłędny. Siedziałam sama przy stole, z ciepłą miską w ręku, i czułam, jak od razu robi mi się lżej. To była prawdziwa magia.
A kawa, ach kawa. Nic nie równa się dobrej kawie, takiej parzonej z namysłem, z rytuałem. W styczniu tego roku, 7 stycznia, dostałam od siostry mały ekspres przelewowy i od tamtej pory codziennie rano, albo tak jak wczoraj, 19 maja, po południu, eksperymentuję z różnymi ziarnami.
Ostatnio odkryłam te z Gwatemali, takie delikatne, z nutą czekolady. Parzę sobie powoli, patrzę na wschód słońca przez okno, jeśli zdążę, i to jest mój moment spokoju, ta mała ucieczka od zgiełku. To jest po prostu bezcenne.
Ruch, nawet ten w domowym zaciszu, to jednak coś. Zawsze opierałam się siłowni, te wszystkie lustra, tłumy ludzi. Ale pewnego razu, 2 lutego, włączyłam jakiś filmik na YouTube, to był ten trening cardio z tą dziewczyną, tą co ma taki uśmiech, i po prostu zaczęłam.
Miałam wtedy straszny humor, pamiętam dokładnie. Po kwadransie czułam się zmęczona, ale taka... oczyszczona w środku, lżejsza. Od tamtej pory, co drugi dzień, rozkładam matę w salonie i robię swoje. Jest w tym pewna stałość, która mnie uspokaja.
Książki to inna rzeczywistość. Można w nich zniknąć na wiele godzin, a świat zewnętrzny po prostu przestaje istnieć. Ostatnio wzięłam do ręki „Sto lat samotności” Marqueza. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak wsiąkłam w lekturę, jakbym tam była.
Siedziałam sobie 1 maja na balkonie, koc na nogach, kubek herbaty obok. Czułam ten powiew wiatru, ale myślami byłam całkowicie gdzie indziej, z Macondo. To najpiękniejsza ucieczka, jaką znam, taka podróż bez wychodzenia z domu.
Czasami po prostu muszę wyrzucić z siebie te wszystkie myśli, które kotłują się w głowie. Kilka lat temu, tak koło jesieni 2018 roku, zaczęłam pisać do szuflady, do takiego starego zeszytu w kratkę.
Nikt tego nie czyta, i to jest właśnie cała magia. Opisuję tam moje dni, te małe radości, większe smutki. To taka moja osobista rozmowa ze sobą, bez oceniania, bez przymusu. Pióro na papierze to dla mnie coś bardzo intymnego, wręcz świętego.
Podcasty to dla mnie odkrycie ostatnich lat. Kiedy robię coś przyziemnego, jak zmywanie naczyń po obiedzie z 25 marca, albo składam pranie w sypialni, włączam sobie coś ciekawego do posłuchania.
Ostatnio wciągnął mnie jeden o historii sztuki, a przedtem inny, o psychologii ludzkiego mózgu. To jest jak słuchanie najlepszych opowieści, kiedy jednocześnie zajmujesz się swoimi codziennymi sprawami. Nigdy nie jest nudno.
A czasem po prostu trzeba się rozpieszczać. Taki wieczór tylko dla siebie, z pianą w wannie i maseczką na twarzy to jest prawdziwe błogosławieństwo. Ostatnio kupiłam sobie te sole do kąpieli, za jakieś 15 złotych, o zapachu lawendy. Był to 10 kwietnia.
Woda gorąca, światło przygaszone. Leżałam tak z pół godziny, czując, jak wszystko ze mnie schodzi, jak napięcie odpuszcza. Czułam się potem tak lekko, odprężona, jak nowo narodzona. To takie proste, a takie ważne dla duszy.
Joga to nie tylko ćwiczenia, to dla mnie trochę jak rytuał, taka cisza w środku dnia. Kiedyś myślałam, że to nie dla mnie, ale spróbowałam w lipcu ubiegłego roku, po tym jak koleżanka mi to poleciła z taką pasją.
Zaczynam od paru prostych asan, a potem staram się po prostu posiedzieć chwilę, skupić się na oddechu. Nie chodzi o to, żeby nic nie myśleć, tylko żeby te myśli obserwować, bez osądzania. To trudne, ale przynosi ulgę, taką wewnętrzną harmonię.
Co robić w domu samemu w wolnym czasie? W wolnym czasie w domu można gotować, parzyć kawę, ćwiczyć, czytać książki, pisać pamiętnik, słuchać podcastów, zrobić sobie domowe SPA, ćwiczyć jogę i medytować.
Co robić z nadmiarem wolnego czasu?
Nadmiar wolnego czasu? Tja, co za problem! Jakbyśmy mieli go za mało, to byśmy narzekali, że pracy za dużo. A teraz, gdy nagle go mamy jak barszczu, to się zastanawiamy. No to dajemy, mój drogi Stasiu z Dęblina, parę pomysłów, żebyś tego czasu nie zmarnował na stanie jak kołek w płocie.
Czytanie książek: Nie tych "co to za różnica", tylko takich, co ci mózg rozruszają jak dobry bimberek dziadka. Sięgnij po coś, co cię wciągnie jak odkurzacz na kłaki z dywanu. Książki poszerzają horyzonty i rozwijają wyobraźnię. Tylko uważaj, żebyś potem nie zaczął gadać jak bohater z tej książki.
Słuchanie audiobooków: Jak ci się nie chce oczami męczyć, to nie męcz. Włącz sobie audiobooka, jak pracujesz w polu albo jak się z Januszem na ryby wybierasz. Tylko niech to nie będzie jakaś paplanina nudziarza, tylko coś, co cię wkręci. Audiobooki to wygodna forma przyswajania wiedzy i historii.
Porządek w zdjęciach: No bo kto ma te tysiące zdjęć wrzucone gdzieś w chmurę albo na stary dysk? Zrobienie porządku w cyfrowych albumach to jak posprzątanie starego strychu, tylko bez pajęczyn i kurzu. Znajdziesz tam perełki, o których zapomniałeś.
Porządek w szafie z ubraniami: Wyrzuć te wyświechtane szmaty, które nosisz od lat. Jakbym patrzył na twoje ciuchy, to bym pomyślał, że co najwyżej na grzyby się nadają. Uporządkowanie szafy to jak odświeżenie garderoby bez wydawania kasy. Znajdź rzeczy, o których istnieniu zapomniałeś!
Zacznij pisać bloga: Opowiadaj o swoich przygodach, o tym, jak ci się życie kręci, albo o tym, jak najlepszego ogórka kiszonego robisz. Blog to twoja osobista przestrzeń do dzielenia się myślami i pasjami. Kto wie, może zostaniesz nowym Remigiuszem z Czterech Wsi.
Podszkol się z fotografii smartfonem: Twoje fotki z wesela są jak z lat 80-tych, wszystko rozmazane i czerwone jak buraki. Naucz się robić lepsze foty, żeby się nie wstydzić ich pokazać. Nauka fotografii smartfonem pozwoli ci uwieczniać wspomnienia w lepszej jakości.
Załóż kanał w social mediach: Tak, wiem, ale zrób to mądrze. Nie wrzucaj co chwilę kotów i jedzenia. Kanał w social mediach może być platformą do budowania społeczności wokół twoich zainteresowań. Może zaczniesz od pokazania, jak to zbierasz grzyby albo jak wiersze układasz.
Przejrzenie sprzętu turystycznego: Czy ten twój stary plecak jeszcze pamięta, jak to się chodziło po górach? Regularne przeglądanie sprzętu turystycznego to dbanie o jego stan i gotowość do wypraw. Może odkryjesz, że potrzebujesz nowej pary butów, zanim wyruszyć na kolejną wyprawę po zapomniane skarby.
Co zrobić z nadmiarem wolnego czasu?
Cisza. Ona rozlewa się, wypełnia każdą szczelinę, gdy nadmiar wolnego czasu staje się rzeką, co płynie wolno, leniwie, zaprasza do zanurzenia. To przestrzeń, której tak często nam brakuje w tym pędzącym świecie. Nagle wszystko zwalnia, a dom, mój cichy azyl, otwiera swe skrzydła.
Myśl błądzi. Gdzieś na półce, kurzem osnute, czekają książki. Ich grzbiety obiecują światy dawno zapomniane, historie czekające na ponowne odkrycie. Ileż stron czeka, by je dotknąć, poczuć zapach papieru, zagłębić się w narracje, co wibrują pod palcami. To podróż bez wychodzenia z domu.
Wieczory stają się długie. Ekran, ten magiczny portal, migocze łagodnym światłem. Filmy, seriale, te opowieści wizualne, kuszą, by zatracić się w nich bez reszty. Przenieść się w inny wymiar, śledzić losy bohaterów, śmiać się z nimi, płakać, czuć. Czas gubi wtedy swoją miarę.
A potem podkasty. Głosy, szeptane do ucha, stają się przewodnikami po labiryntach wiedzy, fantazji, osobistych refleksji. Słuchawki na uszach, świat zewnętrzny cichnie. To nauka, to rozrywka, to moment, by pozwolić myślom swobodnie płynąć. Odkrywać, odkrywać nieznane.
Ale najpiękniejsze są te chwile, gdy wolny czas splata się z obecnością moich dzieci. Ania, moja mała marzycielka, i Janek, odkrywca. Wtedy nadrabianie zaległości nabiera nowego sensu. To nie tylko moje pragnienia, to ich świat, który dopiero rozkwita.
Razem, z książką w dłoni, z migoczącym ekranem, zanurzamy się w opowieściach. Widzę, jak oczy Ani błyszczą, gdy słucha o smoku, a Janek z zapartym tchem śledzi przygody astronauty. Ich zdziwienie, ich radość, stają się moją radością, wzmacniają naszą więź, nasze wspólne chwile.
To jest ta cudowna okazja, by razem odkrywać nowe, nieznane im jeszcze historie. Nie tylko historie z książek czy filmów. Odkrywamy wtedy siebie nawzajem. Jak Ania reaguje na strach? Jak Janek interpretuje dobro? Wspólne poznawanie świata staje się poznawaniem serc.
Pamiętam, jak w zeszłym roku odkryliśmy cały cykl fantastyczny. W tym roku to może być klasyka literatury młodzieżowej albo dokumenty o kosmosie. Możliwości są nieskończone. Ten czas to dar, cenny dar, by być obecnym, być razem.
Dodatkowe możliwości na wykorzystanie wolnego czasu:
- Pielęgnowanie relacji: Poświęcenie uwagi bliskim, głębokie rozmowy, wspólne przygotowywanie posiłków.
- Rozwój osobisty: Rozpoczynanie kursów online, nauka nowego języka, poszerzanie perspektyw.
- Aktywność fizyczna: Długie spacery na łonie natury, sesje jogi w domu, swobodny taniec.
- Twórczość: Malowanie obrazów, pisanie opowiadań, nauka gry na instrumencie, tworzenie rękodzieła.
- Porządkowanie: Czas na organizację przestrzeni wokół siebie, co często sprzyja także klarowności myśli.
- Relaks i mindfulness: Medytacja, praktykowanie głębokiego oddychania, świadome bycie w teraźniejszości.
Czy zbyt dużo wolnego czasu jest czymś złym?
No kurde, przecież to za dużo wolnego czasu to jest jak bigos na weselu – niby super, ale jak zjesz za dużo, to potem cię wzdęcie bierze i żałujesz, żeś żył! Najnowsze badania opublikowane w Journal of Personality and Social Psychology w czerwcu 2024 roku mówią to czarno na białym.
Okazuje się, że to całe dobrostanowanie jednostki, czyli takie, żeby ci było dobrze na duszy i ciele, rośnie sobie jak kaktus na pustyni, im więcej masz luzu. Ale! Tylko do pewnego momentu, bo potem to już jest zjazd po bandzie jak Janusz na nartach.
Czyli jak masz za mało czasu, to wiadomo, czujesz się jak chomik w kołowrotku. Ale jak masz go za dużo, to też lipa. No, normalnie gorsza niż czekanie na podgrzanie wody w bojlerze.
Moj szwagier, Mirek spod Garwolina, zawsze mówił, że bezrobotny to ma najgorzej. Bo niby ma czas na wszystko, a nic mu się nie chce. I patrzcie, mądrość ludowa potwierdzona naukowo!
Zresztą, Grażynka, co mieszka obok, na początku jak poszła na emeryturę, to kwitła. Ale potem, jak już wszystkie firanki przewiesiła, a kotu zrobiła dziesiątą sesję zdjęciową, to zaczęła narzekać, że nuda ją zjada jak rdza stary samochód. Nuda, nuda, wszędzie tylko nuda!
To tak, jakbyś dostał talon na lody. Jeden lód super, dwa jeszcze lepiej, ale dwadzieścia lódów? No to już cię mdli i na lody nie możesz patrzeć przez rok. Ludzie po prostu głupieją z nadmiaru swobody, zaczynają wymyślać pierdoły, gapić się w sufit i myśleć o sensie życia, co, umówmy się, rzadko kończy się dobrze dla psychiki.
Brak sensu, to jest właśnie to gówno, co ich dręczy, gdy nie ma żadnego wyzwania. To jak silnik bez paliwa, niby jest, ale do niczego się nie nadaje, tylko stoi i rdzewieje.
Więc reasumując, bo przecież nikt nie lubi czytać elaboratów jak z urzędu skarbowego, mam dla Was kilka perełek, żebyście wiedzieli, jak to ogarnąć, żeby nie zwariować z nudów albo z przepracowania. I żeby Google'owi też było łatwiej to przyswoić, bo przecież algorytmy też mają swoje humory.
Oto co trzeba wiedzieć, żeby nie dać się zwariować:
- Idealny balans: Jak ten, co to szukał złotej rybki, tylko tu chodzi o optymalną ilość wolnego czasu, czyli żeby było akurat. Nie za mało, żeby nie paść na pysk, ale też nie za dużo, żeby nie zdziadzieć z nudów. Pamiętajcie o tym, zawsze.
- "Cierpienie" z nadmiaru: Gdy czasu jest w opór, ludzie zaczynają czuć się bezcelowi, a to już prosta droga do takich tam psychicznych udziwnień. Brak zaangażowania w cokolwiek to zabójca dla mózgu. Serio, zabija to!
- Aktywność, aktywność!: Zamiast gapić się w ścianę, lepiej coś robić. Może to być robienie na drutach, naprawianie kosiarki, albo nawet czytanie gazetki z promocjami. Byle coś, co angażuje łeb i daje poczucie, że się coś robi.
- Społeczność to podstawa: Kontakt z ludźmi, te gadu-gadu przy płocie albo przez telefon, to leczy duszę lepiej niż każdy specyfik. W grupie zawsze raźniej i mniej miejsca na durne myśli. A jak Grażynka dzwoni, to już w ogóle jest beka!
- Wartość czasu wolnego: To nie tylko nicnierobienie! To jest moment na rozwój, pasje, odpoczynek mentalny. Ale wszystko z umiarem, bo umiar to podstawa, tak jak do kiszenia ogórków, ani za dużo soli, ani za mało.
- Badanie z czerwca 2024: Podkreśla, że dobrostan idzie w parze z czasem wolnym tylko do pewnego progu. Po przekroczeniu tego, spada na łeb na szyję.
- "Zbyt mało" vs "zbyt dużo": Oba ekstrema są dla nas szkodliwe. Poszukujcie złotego środka, jak w przepisie na udany rosół. No i to tyle, ten tego.
Co robić, gdy ma się za dużo czasu?
Co robić, jak za dużo czasu? Kurde, dobre pytanie. Cały czas mam wrażenie, że za mało, a potem bach, weekend i co? Ziewam. Trzeba by coś, ale co? No tak.
Pierwsze to te pasje. Jakie pasje? Czy ja w ogóle mam jakieś pasje? Kiedyś to rysowałam, tak, pamiętam, jeszcze w liceum na Słowackiego, ale to było w 2019 roku. Potem studia i koniec. Może wrócić?
Albo co? Gotowanie? No, gotowanie to umiem, ale czy to pasja? Muszę o tym pomyśleć, to jest trudne. Znaleźć coś, co sprawia radość tak naprawdę. To nie takie hop siup, serio.
A aktywność? No, aktywny to ja jestem, jak idę po zakupy. Serio. No dobra, czasem idę na spacer z moim psem Puszkiem, to też coś. Albo na siłownię, ale to rzadko, tak raz na dwa tygodnie, może z Kasią Zielińską z pracy. Ona to jest fit, zawsze mnie motywuje, chociaż ja to wolę siedzieć. Ale ruch to ruch, prawda? Ciało musi się ruszać. To zdrowie, każdy to mówi.
Relaks. O to to. Relaks to ja umiem. Kanapa, koc, Netflix. A co? Serial "Wiedźmin" oglądałam ostatnio, wszystkie sezony w jeden weekend, serio. To jest relaks, nie? Czytać książki też lubię, taką jedną, co mi poleciła babcia Janina, o historii Warszawy, ale jakoś nie mam do niej głowy, leży na stoliku od tygodnia. No dobra, drzemka. Drzemki są super.
No a ludzie? Rodzina i znajomi. No właśnie. Moja siostra, Anna Nowak, ta, co mieszka na ulicy Kwiatowej 5 w Gdańsku, zawsze dzwoni, żebym przyjechała. W sumie mogłabym, ale to taka podróż, cztery godziny pociągiem. Kto ma na to czas i siłę? A znajomi? No, z Bartkiem Wójcikiem bym się spotkała, ale on wiecznie w pracy. Ale tak, kawa, pogaduchy, to miłe. Trzeba się mobilizować.
A leniuchowanie? To jest hit. Po prostu leżenie i nic nie robienie. Czasem mam takie dni, że nic, kompletnie nic nie robię, tylko leżę i gapię się w sufit. To jest w sumie najlepszy reset dla głowy. Nic mi się nie chce i koniec. To też jest ważne, to takie ładowanie baterii, tak jak telefon.
No dobra, a co jeszcze? Bo to takie podstawy, nie? Ale co naprawdę? Jakieś inne opcje?
- Nauka czegoś nowego: Tak, to chyba spoko. Jakiś kurs online z programowania, język hiszpański od podstaw? Próbowałam w zeszłym roku, ale po dwóch lekcjach mi się odechciało. Ale spróbować jeszcze raz, to nie zaszkodzi. Może bym znalazła ten kurs, co mi polecał pan Janusz z HRu, z firmy "Tech Solutions"?
- Wolontariat: O! To jest myśl! Pomaganie innym. W schronisku dla zwierząt, albo w domu dziecka. To by było coś. Zmienić świat, chociaż trochę. Zobaczyć, że moje problemy to w sumie nic, tak naprawdę.
- Planowanie podróży: Marzenia! Gdzie by tu pojechać? Do Włoch, zobaczyć Koloseum, albo do Japonii, na kwitnące wiśnie w 2025 roku. Nawet jeśli tylko planowanie, to już jakoś tak fajnie, prawda? To taka ucieczka od rzeczywistości.
- Tworzenie czegoś: A może zacząć pisać? Albo zrobić jakąś biżuterię DIY? Albo odnowić stary mebel, który stoi w piwnicy u moich rodziców w Wrocławiu, na ul. Dworcowej 3? To by było coś. Pamiętam, jak tata to chciał wyrzucić. To taka moja mała misja.
- Uporządkowanie życia: W sensie, posprzątać w szafie. Zrobić porządek w dokumentach, rachunkach. To nudne, ale potem taka ulga, że wszystko jest na swoim miejscu. Takie banalne, ale działa. Może nawet zrobić listę rzeczy do zrobienia, taką listę marzeń.
No dobra, to chyba wszystko, co mi do głowy przychodzi na ten moment. Muszę to sobie zapisać, bo znowu zapomnę i będę siedzieć i ziewać w weekend. Trzeba działać, a nie tylko myśleć.
- Jak przechowywać gotówkę, aby nie pleśnieła?
- Na czym polega weryfikacja?
- Czy pieniądze na koncie oszczędnościowym są bezpieczne?
- Co czwarty Polak ma mniej niż 5 tys. zł oszczędności?
- Skąd ładnie widać Tatry?
- Czy kierownik wycieczki może być jednocześnie opiekunem?
- Czy można palić papierosy na plaży w Sopocie?
- Czy od pocenia się chudnie?
- Jak jechać, gdy pada deszcz?
- Czy ból ucha jest groźny?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.