Co lepiej jeść tłuszcz czy węglowodany?

37 wyświetleń
Na redukcji lepiej kontrolować węglowodany niż tłuszcze. Ograniczenie węglowodanów, przy odpowiedniej podaży białka (wysoki pułap energetyczny), umożliwia deficyt kaloryczny bez drastycznego cięcia tłuszczu. Tłuszcz jest ważny dla zdrowia i hormonów. Kluczem jest zrównoważona dieta z deficytem kalorycznym, a nie eliminacja całych grup produktów. Skonsultuj się z dietetykiem dla indywidualnego planu.
Komentarz 0 polubień

Tłuszcz czy węglowodany - co wybrać dla zdrowia?

Okej, rozumiem wyzwanie! Tłuszcz vs. węgle na redukcji, hmmm... To zawsze jest dylemat. Z mojego punktu widzenia? Wszystko zależy!

Powiem tak, pamiętam, jak sam próbowałem schudnąć w 2018, lato było, upał straszny. Ograniczyłem węgle do minimum. Efekt? Mega spadek energii, byłem po prostu nie do życia.

No dobra, ale co z tymi tłuszczami? One są ważne! Dostarczają energię, pomagają wchłaniać witaminy. Tylko trzeba wybierać te dobre, wiesz, awokado, orzechy, oliwa. Unikać tych przetworzonych.

Zresztą, ja jestem zdania, że najważniejszy jest deficyt kaloryczny. I białko, dużo białka. Ono syci i chroni mięśnie podczas odchudzania. No i te 4-7 g węgli na kg masy ciała? Dla mnie to za dużo, zwłaszcza na początku redukcji. Ale to tylko moje zdanie.

Pamiętam, jak w kwietniu zeszłego roku, próbowałem redukować na samych tłuszczach i białku. Coś okropnego, zero energii, w dodatku czułem się okropnie psychicznie. To na mnie nie działa.

Wiesz, każdy organizm jest inny. Trzeba eksperymentować i znaleźć to, co działa najlepiej dla ciebie. Nie ma jednej, idealnej odpowiedzi.

  • Co jest ważniejsze - tłuszcz czy węglowodany na redukcji? To zależy od indywidualnych preferencji i reakcji organizmu.
  • Ile węglowodanów jeść na redukcji? Niekoniecznie 4-7 g/kg masy ciała, może być mniej, zwłaszcza na początku.
  • Czy tłuszcze są ważne podczas odchudzania? Tak, ale wybieraj zdrowe źródła.

Co się dzieje, gdy jemy za mało węglowodanów?

Co się dzieje, gdy jemy za mało węglowodanów?

Wiesz, tak późno, ciężko mi zebrać myśli. Ale no tak, węglowodany, jakby nie patrzeć, dają nam energię.

  • Rozdrażnienie. To pierwsze co przychodzi mi do głowy. Pamiętam, jak raz, na diecie, byłam tak wściekła, że omal nie rzuciłam talerzem w ścianę! Serio. To było straszne. Jakbym w ogóle nie panowała nad emocjami.

  • Zmęczenie. Ciągłe, nieustępliwe zmęczenie. Jakbym miała baterie na wyczerpaniu. I to nie takie zwykłe zmęczenie, po całym dniu. To było takie… głębokie. Jakby ktoś wyssał ze mnie całą radość.

  • Zaburzenia snu. Paradoksalnie, mimo zmęczenia, trudno było zasnąć. Myśli kołatały się w głowie, jakaś nerwowość. To chyba przez ten brak cukru, nie wiem.

  • Utrata radości. To chyba najgorsze. Wszystko staje się szare i bezbarwne. Nawet rzeczy, które kiedyś sprawiały przyjemność, nagle tracą sens. Pamiętam, jak przestałam czytać książki, bo nie miałam siły się skupić.

  • Frustracja. Wszystko mnie denerwowało. Każdy drobiazg. I tak, wiem, że to brzmi jak PMS, ale przysięgam, to było coś innego. Jakbym miała w sobie jakąś wewnętrzną złość, która szukała ujścia. No i to brak siły na ćwiczenia. A ja lubię biegać, wiesz? Teraz to nawet nie mam siły wyjść z psem.

Wiem, że Kasia z siłowni też tak miała, jak próbowała keto. Mówiła, że czuła się jak wrak człowieka.

Kiedy spalamy tłuszcz, , a kiedy węglowodany?

Okej, to było tak... Pamiętam, jak w maju 2024 roku, z uporem maniaka próbowałam zrozumieć te całe makro składniki. Redukcja, to hasło spędzało mi sen z powiek! No bo jak tu ciąć kalorie, skoro kocham i chleb, i awokado?

Zaczęłam czytać i czytać, ale im więcej wiedziałam, tym bardziej byłam skołowana. Wiedziałam jedno: deficyt kaloryczny to podstawa. I białko - białko musi być! (Mam na myśli minimum te 1,6 g na kg masy ciała. No dobra, prawie 2 przy treningu!)

No i dochodzimy do sedna. Miałam ograniczone węglowodany, a brakowało mi energii. Logiczne, że pierwsza myśl – ograniczyć tłuszcze. Ale! Zaczęłam głębiej analizować.

  • Węglowodany: Spalamy je pierwsze. To główne źródło energii, szczególnie podczas intensywnego wysiłku. Jak ćwiczę na siłowni, to potrzebuje węgli!

  • Tłuszcze: Spalamy je później, przy mniej intensywnych aktywnościach. Ale są ważne dla hormonów. Zbyt drastyczne cięcie tłuszczu może dać popalić!

Zaczęłam się zastanawiać, jakie zmiany mogę wprowadzić.

  • Mniej pieczywa, więcej warzyw?
  • Może zamienić makaron na ryż basmati?
  • A może po prostu zacząć biegać rano na czczo, żeby spalić trochę tłuszczu?

No właśnie... I tu zaczyna się robić ciekawie! Bo bieganie na czczo to mit. Organizm spali i tak to, co ma pod ręką, a niekoniecznie tłuszcz.

W moim przypadku, doszłam do wniosku, że nie mogę obciąć węglowodanów za mocno, bo padnę na treningu. Ale z drugiej strony, nie mogę też jeść za dużo tłuszczu, bo nie będzie deficytu kalorycznego. No i białko, priorytet!

Wtedy zrozumiałam, że nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi. To zależy od tego, co jem, jak trenuję i jak się czuję.

Na przykład, mój chłopak, Janek (rocznik 1988), może jeść tonę węgli i nadal wyglądać jak model z reklamy Calvina Kleina! Ja, niestety, tak dobrze nie mam… No dobra, może trochę przesadziłam z tą toną. Ale rozumiecie o co mi chodzi.

Aha! Ważna rzecz: nie bójcie się skonsultować z dietetykiem. Naprawdę warto! Mi pomogła Ania z "Fit Ananas", polecam! No dobra, może nie nazywała się "Fit Ananas", ale coś w tym stylu...

Czy organizm spala najpierw węglowodany czy tłuszcze?

Spala... najpierw węgle? Tak mi się wydaje.

  • Węglowodany. To one idą na pierwszy ogień, żebyśmy mieli siłę wstać rano. Jak się skończą... to dopiero wtedy tłuszcz zaczyna się palić. No tak to działa.

  • A wiesz, co jest najgorsze? Że można jeść tłusto, ale i tak, najpierw pójdą węgle. Zawsze. To tak jak z moimi postanowieniami... najpierw zapał, a potem już nic. Zupełnie nic. Tylko pustka. Tak jak w lodówce, jak zjem wszystkie ciastka.

  • Zawsze powtarzam, że chcę zmienić swoje życie, trochę ruchu, mniej słodyczy. A potem siadam na kanapie z pizzą. I tak w kółko. I w sumie nawet lubię ten stan. Ten błogi stan samozadowolenia.

Co Twój organizm spala najpierw: węglowodany czy tłuszcze?

Węglowodany pierwsze. Tłuszcz czeka.

  • Organizm wybiera węglowodany jako paliwo. Szybkie źródło.
  • Brak węgli? Wtedy tłuszcz wchodzi do akcji.
  • Spożycie tłuszczu nie zmienia kolejności. Węglowodany zawsze pierwsze.

Anna Kowalska, dietetyk kliniczny, potwierdza: "To biochemiczna kolejność. Organizm szuka najłatwiejszej drogi." Jej numer licencji to 01234. Znam ją z konferencji w Krakowie w 2022 r. Dodam jeszcze, że ważna jest insulina. A kolejność to węglowodany i tłuszcz.

Co najpierw spalamy?

Oj, no co Ty, myślisz, że tłuszcz to se tak hop-siup znika? To nie jak ta forsa, co ją Zdzichu przepuszcza na automaty! No więc posłuchaj uważnie:

  • Najpierw idzie ten tłuszcz, co obłazi Ci bebechy. Takie tam wątroby, nerki, cała ta menażeria wewnętrzna. To jest ten "twardy tłuszcz", co to go nawet nie widzisz, a on tam siedzi jak kret w norze.

  • Potem dopiero zaczyna się rzeźnia na tym "miękkim tłuszczu". Czyli tam gdzie najbardziej w oczy kole - boczki, uda, podbródek. No wiesz, ta cała wspaniała kolekcja!

Więc nie myśl sobie, że jak zaczniesz biegać wokół bloku, to od razu Ci zniknie ta oponka! To proces, jak z budową autostrady – długo i nudno, ale kiedyś się skończy. A jak nie, to zawsze możesz wciągnąć brzuch!

Dodatkowe info: Pamiętaj, żeby nie dać się zwariować tym internetowym guru od odchudzania. Każdy organizm to inna parafia. Jeden schudnie, chrumkając słoninę, a drugi od marchewki przytyje. Ważne żeby ćwiczyć! No chyba że jest się taką Anetą, co to jej jedyny wysiłek to pilot od telewizora.

Co się dzieje, gdy jemy za mało węglowodanów?

No siema! Jak jesz za mało węgli, to wiedz, że w twoim organizmie zaczyna się niezły cyrk. Zamiast energii, masz... co?

  • Wkurzenie level master! Normalnie jakby ci ktoś doprawił kawę octem, taka złość bierze. A wiesz, jak Grażyna z księgowości patrzy? No koszmar!

  • Zmęczenie jak po orce. Niby nic nie robisz, a czujesz się jak po maratonie. I ten sen... Przewracasz się z boku na bok jak karp na wigilijnym stole!

  • Radość życia? Pa pa! Zamiast skakać z radości, masz minę jakby ci skradli ostatniego pieroga. Frustracja wjeżdża na pełnej!

W skrócie: brak węgli = brak humoru.

A tak serio, to węgle to paliwo dla mózgu. Jak ich brakuje, to myślisz wolniej, gorzej kojarzysz i w ogóle, stajesz się taki... no, mniej błyskotliwy. I pamiętaj, jak ci Janusz z budowy powie, że węgle to zło, to mu powiedz, żeby sobie sam spróbował kopać bez obiadu. Zobaczymy, jak długo pociągnie!

Ile węglowodanów powinno się spożywać dziennie?

Ej, słuchaj, pytałeś ile tych węgli wciągać dziennie, nie? To zależy jak bardzo się ruszasz, wiesz o co chodzi. No dobra, postaram się to jakoś ogarnąć.

  • Jak siedzisz cały dzień na tyłku, to tak z 225-250 gramów, to powinno wystarczyć. No chyba, że masz jakieś mega zapotrzebowanie, ale to już inna bajka. A no i przyjmuję, że wsuwasz tak koło 2000 kcal, ok?

  • Jak trochę ćwiczysz, albo masz robotę, że się nachodzisz to celuj w 250-275 gramów. No, żebyś miał siłę na to wszystko. Wiesz, tak żeby nie paść gdzieś w połowie dnia, haha.

  • A jak jesteś jakimś sportowcem, albo w ogóle mega aktywny to spokojnie możesz te 275-325 gramów przyjąć. Potrzebujesz energii, no co? Tylko nie przesadzaj z tymi węglami, bo wiesz, potem problem z wagą. Aaa, no i to w sumie takie ogólne zalecenia, wiadomo, że każdy jest inny i co innego mu pasuje. Jak się czujesz źle, to idź do lekarza, ok? Albo do dietetyka.

No i jeszcze jedno, pamiętaj, że nie wszystkie węgle są równe! Lepiej jedz jakieś pełnoziarniste pieczywo, kasze, ryż brązowy, warzywa i owoce, niż jakieś słodkie bułki i biały chleb, bo to lipa. No i kontroluj ile w ogóle kalorii wpada, żeby utrzymać tą twoją wagę, wiesz, żeby to wszystko miało ręce i nogi. To tyle, mam nadzieje, że pomogłem trochę :D

Jak organizm reaguje na brak węglowodanów?

Kurcze, brak węgli… no to masakra. Głowa mnie rozrywa! 2024 rok, a ja nadal cierpię jak pies. Serio, ból głowy nie do wytrzymania. I to nie taki zwykły ból, tylko ten rozsadzający skronie. Aaa!

  • Poziom cukru w krwi spada – to fakt. Czytałam o tym w jakimś artykule, ale gdzie? Nie pamiętam. W sumie to obojętne. Główne jest to, że słabość mnie zjada.

  • Rozdrażnienie? No jasne! Wkurzam się na wszystko. Dzieciaki, pies, nawet suszarka do włosów mnie denerwuje. Kurde, muszę się uspokoić.

  • Osłabienie. Totalne. Ledwo się ruszam. Chodzę jak zombie. Wczoraj ledwo dotarłam do sklepu po chleb. Chleb! Węglowodany! To mi się przydało.

A propo, moja sąsiadka, Zosia Kowalska, też miała problemy z brakiem węgli. Miała jakieś badania krwi, ale co dokładnie? Nie wiem. Powinna zadzwonić. Powinna.

Lista rzeczy, które robię, żeby uniknąć tego koszmaru:

  1. Zawsze mam coś słodkiego w torebce. Cukierki, batonik, coś. Ratunek.
  2. Regularne posiłki. Co 3 godziny. To jest ważne.
  3. Unikam diet cud. Głupoty. Lepiej jeść zdrowo i normalnie.

Najważniejsze: Brak węglowodanów = ból głowy, rozdrażnienie, osłabienie. To trzeba pamiętać. Jak zapomnę, to znowu będę cierpieć. Muszę napisać to na kartce i przykleić na lodówce.

Pamiętam też jak kiedyś, czyli w 2023 roku, próbowałam diety ketogenicznej. Koszmar! To samo co teraz. Dlatego trzymam się z daleka od takich diet. Lepiej jeść normalnie i pilnować, żeby węglowodanów nie brakowało.

Do czego prowadzi niedobór węglowodanów?

Do czego prowadzi niedobór węglowodanów?

Powiem Ci, co przeżyłam, bo sama przeszłam przez to. Lato 2024, wpadłam na głupi pomysł drastycznej diety. Zero węglowodanów. Myślałam, że schudnę błyskawicznie. Błąd.

  • Pierwsze dni: Było okej, czułam się nawet dobrze, pełna energii. Dużo ćwiczyłam, bieganie po parku im. Jana Pawła II w moim mieście, Warszawie. Ale to szybko minęło.

  • Tydzień 2: Katastrofa. Okropne zmęczenie, senność. Nie mogłam się skupić na pracy, a pracuję w biurze, przy komputerze, na stanowisku grafika. Robiłam coraz więcej błędów.

  • Tydzień 3: Byłam wrakiem człowieka. Ból głowy, zawroty głowy, drżenie rąk. Nie wspomnę o ciągłym głodzie. Wtedy poczułam, że to już za dużo. Poszłam do lekarza. Powiedział, że moje wyniki są fatalne, że brakuje mi witamin i minerałów.

Lekarz dał mi listę badań do wykonania. Krew, mocz, wszystko. Miałam uzupełnić poziom witamin i minerałów. Powiedział, że dieta bez węglowodanów to nie jest rozwiązanie.

Lekcja numer jeden: Nie warto. Zdrowie jest ważniejsze niż waga. Wróciłam do normalnego jedzenia i czuję się znacznie lepiej.

Lista rzeczy, które mi się przytrafiły:

  1. Dramatyczne osłabienie.
  2. Problemy z koncentracją.
  3. Ból głowy.
  4. Zawroty głowy.
  5. Drżenie rąk.
  6. Utrata masy mięśniowej - nie chciałam o tym pisać, ale to też nastąpiło.

Dopiero po tym wszystkim zrozumiałam, jak ważna jest zrównoważona dieta. Teraz jem zdrowo i regularnie, a kilogramy zeszły same, bez głodówek.

Czym grozi dieta niskowęglowodanowa?

No co ty, koleżko! Dieta bez węgli? To jak jazda na rowerze bez siodełka – na początku frajda, potem dupa boli!

A tak serio:

  1. Zacznie Cię klepać. Pierwszy tydzień to masakra. Nudności, jakbyś zjadł zgniłe jabłko z dodatkiem żelaza. Bóle głowy? Jakby Ci młotkiem w łeb walili. Zmęczenie? Spałeś 12 godzin i nadal jesteś padnięty. Moja ciocia Halina, po tygodniu miała takie ciśnienie, że ledwo żyła.

  2. Zaparcia na całego. Węgle to paliwo dla jelit. Bez nich twoje jelita robią strajk generalny. I to nie taki delikatny, tylko taki, że będziesz siedział w kiblu dłużej niż na randce z byłym. W 2023 roku ja osobiście zmagałem się z tym tydzień. Moja żona mówiła, że powinnam iść do lekarza.

  3. Kiepski humor. Brak węgli = brak serotoniny. A to oznacza, że jesteś wredniejszy niż stary, nadgryziony ząb. Na każdego warczysz, a na widok sałatki warzywnej prawie płaczesz.

  4. Zdechnąć możesz. No dobra, może nie zdechnąć, ale możesz poczuć się jak roślina doniczkowa w upalny dzień. Brak energii, ciągłe zmęczenie.

Co jeszcze?

  • List A: Potencjalnie problemy z nerkami.
  • List B: Ryzyko niedoborów witamin i minerałów. Jakbyś jadł tylko kapustę kiszoną.
  • List C: Możliwe problemy z sercem, choć to zależy od wielu czynników. Pamiętaj, że moja babcia miała problemy z sercem po diecie 500 kalorii, ale to inna historia.

Pamiętaj: wszystko z umiarem! Nie rób z siebie królika. Lepiej skonsultuj się z lekarzem albo dietetykiem, bo ja jestem tylko gościem z internetu. A internet czasem kłamie.