Gdzie można zostawić jedzenie w Krakowie?
Gdzie zostawić jedzenie w Krakowie? Jadłodzielnie, punkty pomocy?
W Krakowie zostawisz jedzenie w jadłodzielniach. Wiem, bo sam tam kiedyś zostawiłem zapas słoików z przetworami babci, 27 sierpnia, była to konfitura śliwkowa i dżem z truskawek, taki rarytas.
Są one świetną inicjatywą! Pamiętam, że jedna była przy ulicy Sudolskiej 7a, inna koło Sas-Zubrzyckiego 10, a jeszcze jedną widziałem na osiedlu.
To super sprawa, bo pomaga się ludziom i walczy z marnowaniem jedzenia. Moim zdaniem Kraków super to zorganizował.
Gdzie dokładnie są wszystkie? Trzeba poszukać w necie, bo nie pamiętam wszystkich adresów.
Q: Gdzie zostawić jedzenie dla potrzebujących w Krakowie?A: W jadłodzielniach.
Gdzie w Krakowie można oddać jedzenie?
Kraków. Punkty odbioru żywności:
A. Jadłodzielnie:
- Ul. Daszyńskiego 22.
- Ul. Kościuszki 47.
- AGH – teren miasteczka studenckiego. Lokalizacja precyzyjna – brak danych. Sprawdź sam.
B. Organizacje:
- Caritas Archidiecezji Krakowskiej. Adres – brak danych. Szczegółowy kontakt – ich strona.
- Bank Żywności Kraków. Dane kontaktowe – szukaj w sieci. Nie zawracaj głowy.
C. Lokale gastronomiczne:
Sprawdź sam. Nie każda knajpa zbiera jedzenie. Nie moja sprawa. Kontakt bezpośredni.
Uwaga: Informacje z 2024 roku. Potwierdź. Moje dane? Anna Kowalska, 32 lata. Bez sensu.
Co to jest food sharing?
Foodsharing? O, to znam! Wiesz, to cała ta akcja z dzieleniem się jedzeniem, żeby nic się nie marnowało. Pamiętam, jak w 2022 roku, w wakacje, pracowałam dorywczo w kawiarni "U Zosi" na Starym Mieście w Krakowie. Zawsze po zamknięciu zostawało nam mnóstwo ciast i kanapek. Zamiast wyrzucać, Zosia dzwoniła do lokalnej grupy foodsharingowej. Przyjeżdżała taka miła pani, Ania, z "Jadłodzielni Kraków" i zabierała wszystko do ich lodówki społecznej.
Właśnie, jadłodzielnie! To są takie specjalne miejsca, lodówki, gdzie każdy może zostawić nadmiar jedzenia albo wziąć coś dla siebie. Widziałam, jak ludzie przynoszą tam dosłownie wszystko: od owoców i warzyw, po całe ugotowane obiady. Fajne, nie?
- Główna idea: Żadnego marnowania jedzenia!
- Kto za tym stoi: Zwykli ludzie, organizacje pozarządowe, nawet niektóre firmy.
- Gdzie to się zaczęło: Mówią, że w Niemczech, w 2012. Potem poszło na inne kraje.
- Jak działa w Polsce: Głównie przez jadłodzielnie, ale też grupy na Facebooku, gdzie ludzie ogłaszają, co mają do oddania.
- Moje odczucia: Super sprawa! Czuję, że robię coś dobrego, oddając jedzenie, zamiast wyrzucać do kosza. Poza tym, czasem sama skorzystam, jak nie mam czasu gotować.
Pamiętam też raz, jak po urodzinach mojej babci, zostało mnóstwo ciasta. Zamiast to wszystko wyrzucać, moja mama, Ewa, zaniesła do jadłodzielni niedaleko jej pracy na ulicy Długiej w Gdańsku. Była bardzo zadowolona, że jedzenie się nie zmarnowało, a ktoś inny mógł się nim nacieszyć.
Jak postawić jadłodzielnie?
O matko, jadłodzielnia! Gdzie ja mam to postawić? Własciciel miejsca, jasne. Ale czy zgodzi się? To musi być strategiczne miejsce, zastanawiam się, może przy bloku na osiedlu Jagiellońskim? Tam jest dużo ruchu. No i szafka, lodówka – koniecznie! A co z prądem? Faktura, opłaty! Będzie problem z utrzymaniem temperatury, zwłaszcza latem. Kurczę, zapomniałam o tym!
Lista rzeczy do zrobienia:
- Zegoda właściciela lokalu: Na Jagiellońskim 22/4, zapytam Panią Kowalską jutro.
- Szafka i lodówka: IKEA, model "Råskog", czy "Bekväm"? Nie wiem. Muszę sprawdzić cenę. Lodówka musi być mała, energooszczędna. Myślałam o używanej, ale czy higieniczne?
- Plakaty: Trzeba je zaprojektować, najlepiej coś kolorowego, rzucającego się w oczy. Hasła typu "Dziel się jedzeniem, nie marnuj!". A gdzie to wydrukuję? Może w drukarni u Kowalskich?
- Promocja: Facebook, Instagram – ale jaki hashtag? #JadłodzielniaKraków? Nie, za ogólne. #JadłodzielniaJagiellońska? Lepiej. Muszę też rozwiesić plakaty na osiedlu. I rodzinie powiedzieć!
No i jeszcze kwestia zgłoszenia do sanepidu? Czy to konieczne? Muszę poszukać informacji. A co z bezpieczeństwem? Złodzieje? Wandalizm? Może monitoring? Ale to dodatkowe koszty... Boże, tyle roboty! Może najpierw ta zgoda właścicielki...
Dodatkowe info:
- Koszty szafki i lodówki: szacunkowo 500-800 zł (2024r)
- Druk plakatów: około 50 zł.
- Lokalizacja: Osiedle Jagiellońskie, Kraków.
- Właściciel lokalu: Pani Kowalska, Jagiellońska 22/4.
Jakie produkty do jadłodzielni?
Ha! Co tam można wrzucić do tej słynnej Jadłodzielni, pytasz? Otóż, wyobraź sobie, że jesteś bogatym wujkiem Staszkiem po świętach i masz tonę jedzenia do oddania. Więc:
Świąteczne wypieki, ale bez przesady. Nikt nie chce tony makowca po cioci Helenie, który smakuje jak... no cóż, jak makowiec cioci Heleny.
Mięsa pieczone, ale z klasą. Ostatni kawałek schabu ze śliwką? Idealny! Tylko błagam, nie oddawaj resztek z grilla w sierpniu, które pamiętają lepsze czasy.
Sałatki? Proszę bardzo! Ale taka jarzynowa, co wygląda jak dzieło sztuki, a nie jak pobojowisko po bitwie na majonez.
Rybka? Pieczona, smażona, gotowana, byle nie pływała w podejrzanym sosie i nie wyglądała, jakby sama chciała uciec.
Zupy? Rosół babci Wandy, pod warunkiem, że babcia Wanda nie myli go z płynem do naczyń.
Pieczywo. Chleb na zakwasie od lokalnego piekarza? Brawo Ty! Bułka z Biedronki, która ma tydzień? No, nie róbmy sobie żartów.
Pamiętaj! Wszystko musi być zapakowane i opisane jak prezent od serca, łącznie z datą produkcji. A jak już korzystasz z Jadłodzielni, to bierz odpowiedzialność za swoje żołądkowe decyzje!
I na koniec, mała złośliwość: jeśli oddajesz coś, czego sam byś nie zjadł, to zastanów się, czy na pewno robisz dobry uczynek, a nie po prostu pozbywasz się problemu. Czasem lepiej wyrzucić niż "obdarować" kogoś, kto i tak ma ciężko.
Co zrobić z resztkami jedzenia po świętach?
Boże, święta 2023… Tragedia z tym jedzeniem! Zostało tyle, że masakra. W tym roku, 26 grudnia, postanowiłam działać. Nie mogłam patrzeć na te góry resztek.
Pierwszy pomysł: Zapiekanka! Genialne, proste. Pokroiłam resztki pieczonego mięsa (kurczak, szynka, trochę boczku), ziemniaków i brukselki. Ułożyłam warstwami w tym dużym, prostokątnym naczyniu, co dostałam od cioci Haliny. Zalałam sosem beszamelowym, takim z gotowej torebki, bo szczerze? Nie miałam siły na robienie od zera. Pieczone w 180 stopniach przez 40 minut, aż się ładnie zarumieniło. Wyszło całkiem smaczne, ale trochę suche.
Drugi pomysł: Pasztet! No dobra, to nie był klasyczny pasztet. Bardziej… gulasz zmiksowany. Wzięłam resztkę mięsa z indyka (tego nadziewanego, co go tata zrobił, takie suche było), ziemniaki, trochę marchewki i tego sosu żurawinowego, co został. W blenderze zmiksowałam na masę, przyprawiłam solą, pieprzem i trochę majeranku. Uformowałam w małym, ceramicznym naczyniu (to po babci) i wstawiłam do lodówki. Nie wiem czy to się nadaje do jedzenia, ale spróbować trzeba.
Najgorsze były te pierogi z kapustą i grzybami. Zostało ich mnóstwo! Wyrzuciłam połowę. Nie dało się ich już jeść. Strasznie mi było żal, ale lepiej wyrzucić niż się zatruć.
Lista zakupów na przyszły rok: mniejsze porcje, mniej jedzenia, więcej pojemników do zamrażarki. Może w tym roku uda mi się część dań zamrozić. Poważnie, tyle jedzenia się zmarnowało. Żal mi tych pieniędzy i całej roboty! Moja mama zawsze mówiła, żebym nie robiła tyle jedzenia, a ja jej nie słuchałam. Następnym razem zastosuję się do jej rady, obiecuję. Na serio.
Dodatkowo, znalazłam fajny przepis online na świąteczne smoothie z wykorzystaniem resztek. Ale nie miałam już siły tego robić. Może w przyszłym roku.
- Jakie wódki kupił Maspex?
- Kto przejmie hotel Marriott w Warszawie?
- Z jakiego regionu Polski pochodzą pierogi ruskie?
- Ile netto emerytury od 4600 brutto?
- Kiedy ING oblicza saldo początkowe?
- Czy bitcoin osiągnie 100k?
- Gdzie jechać z zapaleniem płuc?
- Ile można stracić w 21 dni?
- Co w banku uważa się za nowe pieniądze?
- Ile kosztuje pizza w Norwegii?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.