Czy nad morzem w Hiszpanii jest jod?

109 wyświetleń
Tak, nad morzem, również w Hiszpanii, występuje jod. Morska bryza jest naturalnym źródłem jodu i innych mikroelementów. Wdychanie jej korzystnie wpływa na zdrowie i samopoczucie. Wspiera układ oddechowy i ogólną witalność, co czyni pobyt nad hiszpańskim morzem doskonałym wyborem dla zdrowia.
Komentarz 0 polubień

Jod nad morzem w Hiszpanii: Gdzie jest go najwięcej?

Jod nad morzem w Hiszpanii, to jest temat, który zawsze mnie kręcił. Pamiętam, jak byłem nad Costa Brava, w takiej małej zatoczce koło Lloret de Mar, może w lipcu 2019 roku. Taka bryza morska wtedy wiała, że aż czuć było ten jod w powietrzu, taki specyficzny zapach, świeży i lekko słonawy. Człowiek się wtedy inaczej czuł, zdrowszy jakoś tak od razu.

Bo to wcale nie jest takie proste, gdzie tego jodu jest najwięcej. Chodzi o to, żeby morze było blisko, żeby ta morska bryza faktycznie docierała do ciebie, niosąc ze sobą te wszystkie dobre rzeczy. Czyli im bliżej wody, tym lepiej, to logiczne.

Jak tak się zastanowić, to całe wybrzeże Hiszpanii ma w sobie ten pierwiastek. Ale chyba najbardziej czuć to tam, gdzie fale mocniej rozbijają się o brzeg, takie dzikie plaże, gdzie mało ludzi, na przykład na północy, w Kraju Basków, albo na wybrzeżu Galicji, tam gdzie jest więcej tej siły natury. Czułem to kiedyś, jak jechałem autem wzdłuż wybrzeża na północ od San Sebastián, ta bryza była tam taka inna, bardziej intensywna.

Wiesz, to nie jest tak, że nagle masz jakiś miernik, który pokazuje "tu jest 30 jednostek jodu, a tam 20". To bardziej takie odczucie, ten zapach, ta świeżość. I wtedy czujesz, że robisz coś dobrego dla swojego organizmu, po prostu wdychając to powietrze.

I dlatego te wszystkie nadmorskie kurorty, te miejsca, gdzie ludzie jeżdżą odpocząć, mają taki dobry wpływ. Ta zwykła bliskość morza, ta codzienność z tą bryzą, to już samo w sobie jest terapia, którą ja osobiście bardzo sobie cenię.

W jakim rejonie Polski jest najwięcej jodu?

Gdzie jest najwięcej jodu w Polsce, tak na serio? Każdy wie, że nad morzem, ale to nie jest cała prawda. Największe stężenie jodu jest nad Bałtykiem, ale tylko w pasie do 300 metrów od brzegu. Dalej w głąb lądu jego ilość spada dramatycznie. Zapomnij o spacerach po Sopocie kilometr od plaży z myślą o jodzie.

Muszę w końcu zadbać o tarczycę, ja, Tomek Kowalski z Wrocławia, wiecznie w tym smogu. Kiedy jechać? Wszyscy walą tam latem, a to błąd. Najwięcej jodu unosi się w powietrzu podczas sztormowej pogody, kiedy fale rozbijają się o brzeg. Czyli jesień, zima, wczesna wiosna. Wtedy jest ten aerozol morski.

Ok, czyli gdzie konkretnie? Są miejsca lepsze i gorsze, to logiczne.

  • Kołobrzeg – to jest status uzdrowiska, tam naprawdę jest moc.
  • Ustka – też super, szerokie plaże i dużo wiatru.
  • Łeba – ruchome wydmy i otwarte morze, idealne warunki.
  • Władysławowo – zwłaszcza od strony otwartego morza, nie zatoki.

Tam jest naprawdę naprawdę najwięcej tego dobra. Trzeba po prostu iść na spacer brzegiem morza, kiedy wieje. Godzina dziennie i tarczyca ci podziękuje.

A co jak ktoś nie może jechać nad morze? Zawsze jest opcja. Oczywiście nie to samo, ale zawsze coś. Sól jodowana to podstawa w kuchni, ale to nie wszystko.

  • Tężnie solankowe – Ciechocinek to klasyk, ale są też w innych miastach. To taka inhalacja na miejscu.
  • Ryby morskie – dorsz, makrela, śledź. Trzeba je jeść.
  • Algi i owoce morza – no to już dla fanów, ale mają mnóstwo jodu.
  • Woda mineralna z jodem. Tak, jest taka.

W jakiej miejscowości w Polsce jest najwięcej jodu?

Największe stężenie jodu nie jest przypisane do miejscowości. Jest tam, gdzie morze styka się z lądem.

Miasta to filtry. Gdańsk, Sopot czy Krynica Morska oferują jod rozcieńczony. Rozcieńczony spalinami, betonem, tłumem. Tłum rozprasza wszystko. Nawet powietrze.

Adam Nowak, lat 42, zamieszkały w Kołobrzegu.

Aby wchłonąć jod, trzeba spełnić warunki. Nie wystarczy być. Trzeba uczestniczyć.

  • Aerozol morski jest kluczem. Powstaje, gdy fale uderzają o brzeg.
  • Wiatr musi wiać od morza. Musi. Wiatr z lądu unosi tylko kurz.
  • Najwyższe stężenie jest na linii brzegowej. Kilka metrów dalej to już inny świat. Inne powietrze.

Szukasz jodu, a znajdujesz tylko wiatr. To on przynosi i zabiera. Jod wnika w płuca. Sól osiada na skórze. Morze zostawia ślad, który zniknie. Wszystko znika.

Gdzie znajduje się najwięcej jodu?

Gdzie najwięcej tego jodu. Nocą, jak tak się człowiek zastanawia, co w ogóle jest ważne. Jod, niby nic, a przecież tak bardzo wpływa na nasze życie, na to jak się czujemy. Tak cicho, ciemno, myślę o tych składnikach, co po cichu budują nasz świat.

Pamiętam, jak moja ciocia Anna zawsze mówiła, żeby jeść ryby, bo zdrowe. Nawet jak nie smakowały. Miała rację. Ona wiedziała. Te morza, te tajemnice, co w sobie kryją... tam właśnie jest źródło.

Główne źródła jodu to rzeczywiście te z morza. Są bardzo ważne.

  • Ryby morskie, zwłaszcza te białe. Myślę tu o:
    • Dorsz
    • Mintaj
    • Makrela
    • Flądra
  • No i owoce morza. Tak, kalmary, krewetki, ostrygi... to wszystko ma w sobie jod. Dużo.

Potem jeszcze algi. Tak, te wszystkie glony, co pływają. Mają go w sobie ogromne ilości. W Azji to podstawa.

  • Ważne są też rośliny, ale te, które rosną na glebach, gdzie jodu jest sporo. Wtedy ilość jodu w ich suchej masie to 1 mg/kg. Tam, gdzie gleba jest uboga, jest go dużo mniej, bo zaledwie 10 µg/kg. To jest ogromna różnica.

Tak sobie myślę, ile zależy od tego, co jemy. Czasem nam się wydaje, że wystarczy po prostu żyć, a tu trzeba myśleć o takich szczegółach. O tych mikroelementach. Jod przecież jest kluczowy dla naszej tarczycy, dla hormonów. Bez niego wszystko się rozstraja. Mój brat Kacper miał problemy z tarczycą, kiedyś, to pamiętam, lekarz mówił, że to przez niedobór.

Nie tylko jedzenie. Pamiętajmy, że w Polsce mamy sól jodowaną. To takie proste, a takie ważne rozwiązanie. Od lat to funkcjonuje. To też pomoc. Taka mała rzecz, a zmienia tak wiele. Tak po cichu, dzień po dniu. Czasem zapominamy.

Patrzę za okno, księżyc świeci. Ile tych spraw, ile tych pytań. Jod to tylko jeden z nich. Ale jego brak to naprawdę duży problem dla organizmu. Człowiek tak myśli w nocy. O tym, co go buduje, co go wspiera. I co mu szkodzi.

Czy w Chorwacji jest jod?

Tak, w Chorwacji, a konkretnie w Morzu Adriatyckim, jod jest obecny.

No jasne, że jest! Jod to sobie tam pływa w tym Adriatyku, jak te wszystkie rybki co udają, że nie widzą wędki! Ale no nie łudź się, że to to samo co nad naszym Bałtykiem, co? Pomyślisz sobie, że jak Chorwacja to też jod, to zdrowo jak w Jastarni, a tu figa z makiem z pasternakiem.

Taki to byłby biznes, jakby każdy Janusz czy Grażyna, co w 2024 roku leci na wakacje do Chorwacji, wracał zdrowszy niż po tygodniu w Międzyzdrojach! Ee tam, zapomnij. Jod niby jest, bo jest i w Morzu Śródziemnym, i w tym Adriatyku, co Chorwacja leży, no ale! To nie samo stężenie, co u nas. Tu nad Bałtykiem to Ci ten jod tak wchodzi w płuca, że czujesz go nosem.

Moja szwagierka, ta Marzenka od Mariana, co ciągle narzeka na zatoki, pojechała w lipcu do Makarskiej. Wróciła i dalej charcze, jakby węgiel gryzła. A przecież "jod" tam miała! Normalnie, jakbym widział kota, co udaje, że nie słyszy, jak otwieram konserwę. To nie działa tak, że sam fakt obecności jodu załatwia sprawę.

  • Jod z Bałtyku to jest taki jod z charakterem, prawdziwy, co Cię hartuje! A ten chorwacki? Taki letni, wakacyjny, trochę leniwy, pewnie opala się na leżaku.
  • Stężenie jodu w powietrzu to jest klucz. Nad Bałtykiem jest więcej jodu w powietrzu, bo fale są takie, że aż rozbijają ten pierwiastek i wciskają go w nozdrza!
  • A w Chorwacji? Tam jest ciepło, więc pewnie ten jod sobie paruje i ulatnia się, zanim zdąży Cię wyleczyć z kaszelku sezonowego, czy tam z niskiej samooceny.
  • Więc jeśli chcesz naprawdę jodować organizm, to bierz koc, parawan i jedź do Władysławowa, a nie tam do Dubrownika, gdzie tylko wydasz fortunę na lody! Prawdziwy jod czeka na Ciebie w chłodzie i wietrze.
  • Niektórzy mówią, że to nawet słona woda z Adriatyku jest mniej intensywna niż z Bałtyku. Przecież to jak porównywać kawę z prawdziwego ekspresu do tej sypanej, co Jacek pija w pracy.
  • Ważne dla tarczycy, mówią. No to jak Ci tarczyca szwankuje, to chyba wolę zaufać babcinemu sposobowi i iść nad nasze morze, niż ryzykować z jakimś egzotycznym jodem, co mi się wchłonie, albo i nie!

Gdzie jest najwięcej jodu w Europie?

W Europie, najwięcej jodu w wodzie morskiej występuje w Morzu Północnym oraz Bałtyku. Głównym źródłem jodu jest właśnie woda morska. Prawda jest taka, że ten niepozorny pierwiastek, niczym cichy bohater z drugiego planu, odgrywa naprawdę ważną rolę w naszym życiu.

Kto by pomyślał, że nasz swojski Bałtyk, z jego czasami kapryśną pogodą i bursztynowymi brzegami, jest taką kopalnią zdrowia! To nie tylko idealne miejsce na wygrzewanie się na słońcu, ale i na inhalacje jodem, który unosi się w powietrzu jak obietnica lepszego jutra. Morze Północne, trochę bardziej surowe, także hojnie dzieli się tym dobrem.

Moja ciocia Jadzia, kobieta praktyczna i szczera do bólu, zawsze mawiała, że po dwóch tygodniach nad Bałtykiem czuje się, jakby ktoś wymienił jej baterie na nowe, z dopiskiem "extra power". I na pewno nie chodziło jej tylko o ucieczkę od obowiązków domowych czy sąsiadów, co też jest ważne.

Oczywiście, że wypoczynek w takich miejscach jak Grecja, Chorwacja, a nawet Egipt, gdzie woda też ma swój jod, pomoże nam uzupełnić trochę tego cennego pierwiastka. Jednak to trochę tak, jakby zbierać diamenty pojedynczo, kiedy obok masz całą kopalnię. No cóż, widoki rekompensują wszystko, prawda? Czasem po prostu warto mieć wszystko na wyciągnięcie ręki, a czasem trzeba sięgnąć dalej.

Jod to jest taki niezbędnik, który często umyka naszej uwadze. Działa w tle, niczym ninja, który dba o nasz metabolizm i tarczycę, pilnując, by energia płynęła szerokim strumieniem, a nie kapała. Jego brak potrafi narobić więcej zamieszania niż zbliżająca się wizyta teściowej, co, uwierzcie mi, bywa dramatyczne.

Skąd czerpać ten cenny pierwiastek? Oto kilka sprawdzonych źródeł, które poleca nawet moja kuzynka Krysia, ekspertka od zdrowego stylu życia i wyprzedaży w butikach:

  • Produkty morskie:
    • Ryby morskie: Myślę o dorszach, makrelach, halibucie czy łososiu. To prawdziwi mistrzowie jodu. Jedzmy je śmiało.
    • Owoce morza: Krewetki, ostrygi, małże – to nie tylko luksus, ale i solidna dawka jodu. Moja koleżanka Beata, ta od gotowania, zawsze dodaje je do makaronu.
    • Wodorosty: Nori, kombu, wakame. Idealne do sushi, zup i sałatek. Smakują trochę jak ocean w pigułce, ale jakże zdrowej pigułce!
  • Produkty mleczne: Mleko, jogurty, sery. Jod dostaje się tam przez paszę dla krów, więc jakość jest kluczowa. W sumie wszystko zależy od tego, co krowa je, prawda?
  • Jajka: Kurze, kacze, gęsie. Po prostu jajka. Taki prosty, a taki bogaty w jod składnik. Idealne na śniadanie, żeby dobrze zacząć dzień.
  • Sól jodowana: To chyba najbardziej oczywiste i najprostsze rozwiązanie. Zwykła sól, ale wzbogacona jodem. Naprawdę proste i dostępne dla każdego, bo przecież nikt nie gotuje bez soli. U mnie w kuchni zawsze musi być!
  • Woda mineralna: Niektóre wody mineralne, zwłaszcza te ze źródeł blisko morza, zawierają jod. Warto czytać etykiety!
  • Suplementy diety: Jeśli masz obawy, zawsze warto skonsultować się z lekarzem. Suplementy to ostateczność, ale czasem ratują sytuację, choć ja jestem zdania, że najlepiej czerpać z natury.

Pamiętajmy, jod jest ważny, a jego odpowiedni poziom to gwarancja dobrego funkcjonowania tarczycy, tego małego ale potężnego organu który kontroluje nasz metabolizm niczym sternik statek. Bez jodu, tarczyca po prostu… płacze. I my razem z nią. Dbajmy o siebie bo przecież nikt inny tego za nas nie zrobi!