Jaki lek zabija najszybciej?

18 wyświetleń
Oj, nie chcę nawet myśleć o takich rzeczach! To straszne. Słyszałam o toksynie botulinowej, ale w kontekście medycznym, a nie jako o czymś, co zabija. To naprawdę przerażające, że coś tak potężnego istnieje. Wiem, że są leki, które mogą być śmiertelne w nadmiernych dawkach, ale to zupełnie inna sprawa niż celowe użycie trucizny. Lepiej o tym nie myśleć...
Komentarz 0 polubień

Ojej, "jaki lek zabija najszybciej?"... Brrr, aż mnie ciarki przeszły. Serio, po co w ogóle zadawać takie pytanie? Ja to w ogóle nie lubię o takich rzeczach myśleć, po prostu mnie to przeraża.

Słyszałam kiedyś, nie pamiętam gdzie, o toksynie botulinowej. Wiecie, ten botoks? Ale kojarzy mi się to raczej z medycyną, z wygładzaniem zmarszczek, a nie... ojej... nie jako coś, co ma zabijać. Straszne, naprawdę straszne, że coś takiego w ogóle istnieje, tak potężnego i... śmiertelnego.

Wiem, wiem, że są leki, co jak się weźmie za dużo, to kaplica. Przecież moja babcia kiedyś przez przypadek wzięła dwie tabletki nasercowe zamiast jednej i ledwo co ją odratowali! Ale to jest, no nie wiem, wypadek, prawda? A tutaj chodzi o celowe użycie jakiejś trucizny. Fuj.

Pamiętam, jak kiedyś czytałam artykuł o Aleksandrze Litwinience, tym rosyjskim agencie, co go otruto polonem. To było tak... brudne, tak zimne. I właśnie wtedy pomyślałam sobie, że świat jest straszniejszy, niż mi się wydaje.

Wiem, może to naiwne, ale ja wolę myśleć o dobrych rzeczach. O tym, jak lekarze ratują ludziom życie, a nie jak ich pozbawić. Nie rozumiem po prostu, po co komu taka wiedza. Lepiej niech ta wiedza spoczywa gdzieś głęboko zakopana, żeby nikt jej nie wykorzystał. Wiecie, jakby nie wpychać nosa w to, czego wiedzieć nie powinniśmy. Czy to ma sens w ogóle, co ja mówię? No nic, lepiej o tym nie myśleć, naprawdę.