Kiedy traci się prawo jazdy?

33 wyświetleń
Prawo jazdy traci się po przekroczeniu 24 punktów karnych, co dotyczy kierowców z dłuższym stażem. Starosta kieruje wówczas na obowiązkowe badania psychologiczne oraz kurs reedukacyjny z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego. Pozytywne zaliczenie obu jest kluczowe do odzyskania uprawnień.
Komentarz 0 polubień

Kiedy tracisz prawo jazdy i dlaczego?

Wiecie, jeżdżenie samochodem to dla mnie nie tylko przemieszczanie się z punktu A do B, to taka odrobina wolności, zwłaszcza kiedy w słoneczny czerwcowy dzień, na przykład 15 czerwca dwa lata temu, gnałam starą szosą koło Mielna, czując wiatr we włosach, nawet jeśli okno było tylko uchylone. Myśl o utracie prawa jazdy zawsze gdzieś tam kołacze się z tyłu głowy, takie widmo, które potrafi zmrozić krew w żyłach, bo przecież bez tego dokumentu całe życie wywraca się do góry nogami, prawda.

No bo kiedy tak naprawdę można stracić prawo jazdy, pytacie. Ano, jak nazbierasz za dużo tych cholernych punktów karnych, o, to wtedy zaczynają się schody.

Mój kuzyn, Tomek, ten co mieszkał w Zielonej Górze, zawsze mówił, że to dla "młodych gniewnych" ten limit dwudziestu czterech punktów jest, a starsi, tacy jak on z dłuższym stażem za kółkiem, mają niby trochę więcej luzu. Ale to nieprawda, Tomek, bo właśnie po przekroczeniu dwudziestu czterech, obojętnie czy masz roczne doświadczenie czy dwadzieścia lat jeździsz jak ja, i tak tracisz uprawnienia. Przekonał się o tym, kiedy w lutym dwa lata temu, po trzech mandatach za przekroczenie prędkości na krajowej ósemce, uzbierał dwadzieścia pięć.

Wtedy przychodzi to najgorsze – list od starosty. Taki urzędowy papierek, który burzy spokój i każe ci iść na kurs i do psychologa.

Pamiętam, jak Tomek opowiadał, że w maju ubiegłego roku musiał iść na te badania psychologiczne, w ośrodku na Długiej 12 we Wrocławiu, gdzie tymczasowo mieszkał. To nie jest tania sprawa, bo sam kurs reedukacyjny z bezpieczeństwa ruchu drogowego, te osiem godzin wykładów i ćwiczeń na placu manewrowym, kosztuje coś około 500 złotych, a do tego jeszcze psycholog i cała reszta, to już spory wydatek i strata czasu. Czuł się wtedy, jakby znowu zdawał egzamin na prawko, tylko tym razem ze stygmatem. To było dla niego takie upokarzające doświadczenie, że opowiadał o tym z autentycznym zażenowaniem.

Więc widzicie, to nie tylko suchy przepis z Ustawy Prawo o ruchu drogowym, ale realna lekcja pokory i przypomnienie, że na drodze trzeba uważać, zawsze i wszędzie.