Co się robi w pierwszy dzień świąt?
Co robić w pierwszy dzień świąt?
O rany, pierwszy dzień Świąt... co tu robić? No więc, po pierwsze, ja zawsze wpycham w siebie tonę pierogów. Serio, od rana do nocy. 25 grudnia, to u mnie dzień pieroga. I karpia, którego mama robi kosmicznego.
Potem, jak już ledwo zipię, lecę do dziadków. Zawsze jest śmiech, te same opowieści, ale co roku wydają się śmieszniejsze. W zeszłym roku, pamiętam, 25 grudnia, u nich w salonie, prawie się popłakałem ze śmiechu, jak dziadek opowiadał o tym, jak się zgubił w lesie w '82.
Potem, jak już dziadków wycałuję, to wracam do siebie i... nic. Dosłownie. Leżę na kanapie, oglądam Kevina (no dobra, może nie Kevina, ale jakąś inną głupotę) i trawię te pierogi.
Pójście do kościoła? No, szczerze? Nie zawsze mi się chce. Wolę ten czas spędzić z rodziną, wiecie, tak naprawdę pogadać. Dla mnie to też jest sposób na świętowanie. I wiecie co? To jest mój pierwszy dzień Świąt. Bez spiny, bez stresu, po prostu... dobrze.
Co podać gościom na święta?
Okej, co tam na święta... co by tu...
- Pieczenie! Zawsze się sprawdza. Może coś z aromatycznymi przyprawami? Albo wędliny. Tylko jakie?
- Sos, no jasne! Gęsty, gorący sos. Do czego? No właśnie... do pieczeni. I do wędlin chyba też. No dobra.
A jakby tak...?
- Mięso z owocami! To jest to! Śliwka, żurawina, jabłka - super!
- Albo nie, może zamiast tego coś innego? Zależy, co lubią goście, no nie? Ekhm, co lubi np. ciocia Halina? Zawsze marudzi...
Dobra, dobra, skup się! Muszę to spisać, żeby nie zapomnieć. Lista zakupów na święta u Marioli:
- Mięso na pieczeń (schab?)
- Wędliny (jakieś lepsze, np. szynka parmeńska. No, chyba że za droga? )
- Owoce (śliwki suszone i żurawina, jabłka na szarlotkę – bo Halina lubi szarlotkę chyba.)
- Przyprawy (majeranek, tymianek, pieprz – no standard)
- Mąka i masło na sos (ale jaki ten sos?! )
Sos koniecznie muszę wymyślić. I pamiętać o Halinie. I kupić więcej, niż myślę, bo zawsze brakuje. No nic, piszę dalej.
Jakie są pomysły na kolację wigilijną?
O, Wigilia! Co roku to samo, ale co tam, tradycja! Moja babcia, niech jej ziemia lekką będzie, miała na ten temat swoje zdanie, a ja, cóż, jestem jej wiernym naśladowcą, choć czasem mam ochotę rzucić to wszystko w kąt, jak kotka rzuca myszką!
A więc, menu wigilijne, prosto z mojej chałupy:
Barszcz czerwony, taki, że zsiada się mleko na samą myśl! Uszka? Jasne, ale więcej musi być barszczu! Zbyt mało, to jak ślub bez wesela!
Zupa grzybowa? Fuj! Nie, żartuję! Ale sos grzybowy to inna bajka! W tym roku, na sto procent, z robionymi przeze mnie grzybami, bo kupne to jak sztuczny śnieg na Boże Narodzenie!
Pierogi ruskie! No dobra, w tym roku zrobię 300, bo w zeszłym roku było za mało i goście walczyli o nie jak psy o kość!
Pierogi z kapustą i grzybami – też musi być dużo, bo może ktoś potrzebuje drugiego dania, nie tylko pierogów ruskich!
Kompot z suszu – może być, ale jak zrobię za mało, to wszyscy będą się na mnie patrzeć jak na wroga ludu!
Gołąbki z kaszą i grzybami. To już klasyka, ale w tym roku zrobię je w kształcie choinki, bo czemu nie?
Ryba po grecku. No wiadomo, musi być, ale w tym roku dodam trochę ostrego pieprzu, żeby nie było za nudno!
Karp. W tym roku zamówiłam go z hodowli pana Stasia, bo ten z rybnego smakuje jak stare trzewiki!
Dodatkowe info: Moja ciocia Halina dodaje do barszczu cukierki, ale to już jej fanaberie. Nie należy naśladować! I także, przepisy? Te znajdziecie na tej stronie: poprostupycha.com.pl (a jeśli nie zadziała, to się nie martwcie, moja babcia mówiła, że najlepsze przepisy są w głowie!). A i tak każdy robi na swoje!
Co przynosi szczęście w Wigilię?
Co przynosi szczęście w Wigilię? No jasne, że kasa!
Łuska karpia w portfelu: To, kurczę, działa jak magnes na forsę! Jakbym sam nie próbował – w 2024 roku miałem łuskę w portmonetce, i wiesz co? Znalazłem dziesięć złotych na ulicy! Cud, mówię ci, cud!
Wigilijna kąpiel z monetami: W tym roku moja babcia, ciocia Zosia, rzuciła do wanny aż 20 złotych! No, trochę się płakała, że zimno, ale potem się okazało, że to na szczęście! Woda była lodowata, ale kasa się zgadzała!
Choinka jak u króla: Im więcej bombek, światełek i łancuszków, tym lepiej! Moja choinka w 2024 wyglądała jak bombowy wulkan z ozdobami. A wiecie co? Nie zjadłem tylko jednej pierogi! Szczęście! Normalnie zawsze zjem wszystkie!
A jeszcze jedno: nie zapomnijcie o obowiązkowym wypiciu kieliszka wódki z rodziną! To na zdrowie i dobre samopoczucie! To ważniejsze niż wszystkie łuski i monety razem!
Dodatkowe info: Moja sąsiadka, pani Grażyna, mówi, że jeśli się przez całą Wigilię nie kłócicie, to też jest szczęście. Ale kto to wytrzyma? Hehehe. Ja wolę łuskę w portfelu. A ty?
Czym zaskoczyć goście w święta Bożego Narodzenia?
Pamiętam te święta u babci Basi w 2023, w Łomży. Zawsze kombinowała, jak tu nas zaskoczyć. Niby wszystko po staremu, karp, pierogi, barszcz, ale...No właśnie, to "ale"!
- Kutia. Niby tradycyjna, wschodni smak, ale babcia dodawała kandyzowaną pomarańczę. Niby mała rzecz, a robiła różnicę! Pamiętam jak ciocia Ania kręciła nosem, bo "to już nie to samo", ale reszta zajadała aż miło. Ja tam lubiłem.
- Pierniczki. Zawsze dekorowaliśmy je wszyscy razem. Cała rodzina! Od małego kuzyna Jasia, który ledwo trzymał lukier w ręce, po dziadka Władka, który rysował jakieś kosmiczne wzory. W tym roku babcia zrobiła lukier barwiony naturalnymi sokami. Marchewkowy był pomarańczowy, buraczany - różowy. Wyglądało to… kosmicznie! Naprawdę. I smakowało.
- Sernik. Klasyka, ale babcia piekła go na spód z pierników. Nie wiem skąd jej to przyszło do głowy, ale serio to był hit! Kruchy, korzenny spód i kremowy ser. No i posypany cukrem pudrem!
- Makowiec. Babcia Basia do masy makowej zawsze dodawała trochę skórki pomarańczowej i rumu. To były jej tajne składniki. I jeszcze orzechy włoskie, dużo orzechów!
Myślę, że to nie same przepisy są ważne, ale ta atmosfera. Wspólne pieczenie, dekorowanie... No i ta radość babci, kiedy widziała, że nam smakuje. To była magia świąt. A co do Winiary.pl, to pewnie mają tam jakieś przepisy. Ja tam wolę te od babci.
Najważniejsze? Wspólne chwile!
Co przynosi szczęście na Wigilię?
Cicho tu. Prawie słyszę, jak śnieg pada za oknem. Tak, Wigilia...
Co przynosi szczęście? No wiesz, to zależy, komu wierzysz, ale:
Moneta w portfelu – niby ma zapewnić, że pieniędzy nie zabraknie w nowym roku. Zawsze chowam, tak dla zasady.
Łuska karpia – to samo, bogactwo. Mama zawsze upierała się, żeby schować ją do portfela. Trochę śmierdzi rybą, ale co tam.
Mak i fasola - w jedzeniu. Na zdrowie i urodzaj. Ja tam wolę pierogi, ale makowiec zjem, raz w roku nie zaszkodzi.
A co przynosi pecha? Hm, niby kłótnie przy stole. Staram się unikać jak ognia, ale wiesz, jak to jest z rodziną. Czasem się nie da. Też podobno źle jest wstać od stołu przed końcem kolacji. No, chyba że trzeba do toalety, wtedy to co innego.
Wiesz, moja babcia, Aniela, zawsze mówiła, że jak się w Wigilię komuś pomoże, to szczęście będzie się go trzymać cały rok. Pomogła mi raz odśnieżyć podjazd, jak miałam złamaną nogę. Miała rację. To był dobry rok. Szkoda, że jej już z nami nie ma.
Co można podać na zimny bufet?
Zimny bufet to prawdziwa uczta możliwości, a kluczem do sukcesu jest różnorodność i świeżość składników. Można zaproponować wiele smakołyków, zarówno klasycznych, jak i z nutą nowoczesności.
Przystawki:
- Caprese z pomidorami malinowymi, pesto i oliwkami. To włoski klasyk, który zawsze robi wrażenie. Prostota składników i intensywny smak to jego atuty. No i te kolory!
- Carpaccio z pieczonych buraków z kozim serem i kiełkami. Kontrast słodyczy buraków i kwaskowatości koziego sera to połączenie idealne. A kiełki dodają chrupkości.
- Jajka faszerowane z majonezem i szczypiorkiem. Klasyka, którą zna każdy. Proste, smaczne i zawsze na czasie. Ale można też zaszaleć z farszem...
- Jajka faszerowane (pastą: z zielonego groszku, z pieczarkami, z pieczoną papryką). Trzy propozycje, które zadowolą każdego. Zielony groszek wprowadza świeżość, pieczarki - umami, a pieczona papryka - słodki akcent.
- Kompozycja ryb wędzonych. Łosoś, makrela, węgorz... Wybór jest ogromny! Ryby wędzone to bogactwo smaku i źródło kwasów omega-3.
- Kompozycja serów z orzechami i owocami. Camembert, brie, cheddar... Sery to kwintesencja smaku. A w połączeniu z orzechami i owocami tworzą niezapomnianą kompozycję.
Oczywiście, warto pamiętać o świeżym pieczywie, różnorodnych sosach i dipach, a także o warzywach, które uzupełnią bufet. A co do ryb... wiecie, że mój wujek Zdzisław, który mieszka w Kołobrzegu, ma ponoć znajomego rybaka? Może załatwić świeżynki!
- Jak przechowywać gotówkę, aby nie pleśnieła?
- Na czym polega weryfikacja?
- Czy pieniądze na koncie oszczędnościowym są bezpieczne?
- Co czwarty Polak ma mniej niż 5 tys. zł oszczędności?
- Skąd ładnie widać Tatry?
- Czy kierownik wycieczki może być jednocześnie opiekunem?
- Czy można palić papierosy na plaży w Sopocie?
- Czy od pocenia się chudnie?
- Jak jechać, gdy pada deszcz?
- Czy ból ucha jest groźny?
Skomentuj odpowiedź:
Dziękujemy za Twoją opinię! Twój komentarz pomaga nam ulepszać odpowiedzi w przyszłości.